Strona Główna


UżytkownicyUżytkownicy  Regulamin  ProfilProfil
SzukajSzukaj  FAQFAQ  GrupyGrupy  AlbumAlbum  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Winieta

Poprzedni temat «» Następny temat
Powrót
Autor Wiadomość
Agi 
Modliszka


Posty: 39097
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 30 Czerwca 2017, 23:33   Powrót

W konkursie startuje pięć tekstów. Bardzo proszę o życzliwe zainteresowanie PT Czytelników.
Ankieta będzie otwarta przez dwa tygodnie, ale wyniki pokażę po zakończeniu głosowania. Każdy głosujący może wyróżnić dowolną liczbę tekstów.

Powrót Radka
Od dziecka zazdrościłem rówieśnikom, którzy mieli dobry kontakt z rodzeństwem. Ja swojego brata szczerze nie cierpiałem, choć nigdy nie nabił mi nawet guza. Domeną Radka było skupianie na sobie uwagi całej rodziny. Odnosiłem wrażenie, że jest przygotowany na każdą sytuację i zawsze ma w rękawie asa, którym odciągnie zainteresowanie najbliższych od moich spraw.
W podstawówce jego oceny zawsze budziły więcej sensacji, choć były gorsze od moich. Rodzice milczeniem akceptowali moje szkolne sukcesy, a dokładnie przedyskutowywali powody, dla których Radek dostał dobry z plusem. Kiedy w ramach eksperymentu umyślnie dostałem dostateczny ze sprawdzianu z matematyki, usłyszałem jedynie, że koniecznie będę musiał ocenę poprawić, po czym ojciec zabrał się do roztrząsania, dlaczego nie uznano dwóch punktów Radkowi w jednym z zadań.
W czasach dzieciństwa atencyjność Radka mogła być zupełnie przypadkowa. Jednak wraz z moim bratem rosło jego pragnienie bycia w centrum uwagi oraz moje przekonanie, że wiele rzeczy robił i mówił z premedytacją. Potrafił długo wyczekiwać chwili, w której powiem coś o sobie, tylko po to, aby mnie przelicytować.
Dostałem stypendium naukowe na studiach z robotyki, podczas gdy Radkowi udało się uniknąć dziekanki na socjologii i rodzice odetchnęli z ulgą, nawet mi nie gratulując. Obroniłem dyplom inżynierski, gdy Radek właśnie postanowił przedstawić rodzicom swoją dziewczynę. Mama była nią zachwycona. Przez kolejne pół roku dzwoniła tylko po to, żeby spytać, co u mnie i zanim zdążyłem odpowiedzieć, już opowiadała, jak dobrze dogaduje się z Agatą i jaka to wspaniała dziewczyna.
Kiedy w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia postanowiłem zaprezentować swoją wybrankę rodzinie, Radek wyjął z kieszeni pierścionek i oświadczył się Agacie. Obawiając się, że obecność brata zdewastuje nastrój, zdecydowałem się poprosić o rękę swoją Monikę w czasie wspólnych wakacji nad Adriatykiem. Jednak po powrocie ogłosiłem radosną nowinę rodzicom i wtedy okazało się, że Radek ma radośniejsze wieści – Agata jest w ciąży! Mama popłakała się ze szczęścia, a ojciec otworzył szampana i wzniósł toast za wnuka.
Nikogo raczej nie zaskoczy, że Agata zaczęła rodzić na naszym weselu i znaczna część gości, w tym oczywiście moi rodzice, ruszyła kolorowym orszakiem do szpitala, zabierając z sali baloniki.
Po ślubie przeprowadziliśmy się z Moniką do innego województwa i przez pewien czas rywalizacja z bratem przycichła. Mama dzwoniła, żeby dowiedzieć się co u nas słychać, ale kiedy zaczynała opowiadać o Radku, urywałem. Nawet kiedy powiedziałem o swoich problemach ze zdrowiem, nie interesowały ją szczegóły, bo Radek właśnie postanowił polecieć do Syrii jako wolontariusz i nieść pomoc humanitarną ofiarom wojny. Oczami wyobraźni widziałem, jak za jakiś czas cała rodzina będzie mówić tylko o tym, jakim wspaniałym człowiekiem jest Radek, że zdecydował się opuścić ukochaną żonę i dziecko, żeby na rękach wynosić dzieci z płonących domów i własnym ciałem osłaniać ich rodziców przed kulami z karabinów. Spodziewałem się, że Radek będzie witany jak bohater i nie pomyliłem się.
Zebrała się nawet najdalsza rodzina, której nie widziałem od lat. Ciotki pochlipywały ukradkiem, wujkowie nieśli zamówione na tę okazję kwiaty. Tylko atmosfera była zgoła inna, niż sobie wyobrażałem. Nie przewidziałem bowiem, że Radek powróci do kraju w trumnie. Zginął przygnieciony gruzami zawalającego się budynku.
Krewni byli w najgłębszej żałobie, składali najszczersze kondolencje i obietnice pomocy Agacie i jej dwuletniemu synowi. Na cmentarzu zgromadziły się tłumy, jakby żegnano męża stanu.
Nie próbowałem się nawet odzywać, choć miałem coś ważnego do przekazania rodzinie. Stojąc nad grobem brata, westchnąłem ciężko i zgniotłem w kieszeni kartkę z wynikami badań potwierdzającymi diagnozę. Nawet w takiej sytuacji mojemu bratu udało się zepchnąć mnie na dalszy plan. Przez najbliższe miesiące nikogo nie zainteresuje mój rak trzustki.


Powrót
Las i cmentarz. Pierwsze wspomnienia z dzieciństwa. I jeszcze poranny bieg nad jezioro po ryby. Trzeba było zdążyć dobiec w chwili, gdy stary Grobel przybijał łodzią do brzegu. Dzieciaki ścigały się z nią, ale na ogół to ona wygrywała.
Przechowywała te wspomnienia w najgłębszym zakamarku pamięci. Przytłoczona blichtrem i rutyną, rzadko pozwalała sobie na ucieczkę od codzienności. Kiedy jednak znużenie zbyt mocno dawało się we znaki, uciekała w najdalszy zakątek ogrodu i przywoływała je.
Wielki Wybuch zastał ją na obrzeżach miasta. Fala uderzeniowa, zmiatając wszystko po drodze, nieuchronnie dotarła i tutaj.
Ściskając kurczowo strzępy ubrania, ruszyła powoli w stronę dzieciństwa.

Prawo do powrotu
Wstałem, otrzepałem spodnie i ruszyłem w stronę światła.
Szedłem i zastanawiałem się, jak to właściwie będzie wyglądało. Okazało się, że wygląda dokładnie tak, jak na rysunkach satyrycznych. Brama w chmurach, przed bramą zawalone papierami biurko, przy biurku brodaty staruszek w długiej, białej szacie. Klasyka.
Staruszek spojrzał na mnie wyraźnie zdziwiony. Przez chwilę przerzucał jakieś teczki, sprawdzał jakieś wykazy i sprawiał wrażenie coraz bardziej zakłopotanego.
- Nie spodziewaliśmy się ciebie tak wcześnie – stwierdził wreszcie.
- Cóż, szczerze mówiąc, ja również się nie spodziewałem – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- Ale wy, to akurat powinniście chyba wiedzieć – dodałem. Nie ukrywam, że z wyrzutem.
- Niby tak. W zasadzie wiemy wszystko. Tym większa niespodzianka. Co się właściwie stało?
- Przechodziłem spokojnie przez jezdnię…
- Ha! – przerwał moją opowieść. I jeśli chcecie wiedzieć, uważam, że triumf w jego głosie był zupełnie nie na miejscu.
- Po pasach – kontynuowałem.
Jakby posmutniał.
- Na zielonym świetle.
Wyraźnie oklapł.
- Niemożliwe – stwierdził. – W takim razie powinienem cię mieć na liście nieszczęśliwych wypadków. Każdy samochód…
- Nie samochód – teraz ja jemu wpadłem w słowo – tylko samochody. Trzy! Pierwsze dwa tylko mnie musnęły, dopiero ten trzeci…
- A widzisz! – aż zatarł dłonie z zadowolenia. – Kolumna rządowa! No tego, to nawet my nie jesteśmy w stanie przewidzieć.
Naprawdę chciałem cieszyć się wraz z nim, ale jakoś mi nie wychodziło.
- No tak. No tak – znowu zaczął przeglądać papiery. – I co ja teraz z tobą zrobię? Taki kłopot, taki kłopot.
On ma kłopot? No dobre sobie.
- Słuchaj no – spojrzał na mnie, dziwnie nagle zamyślony. – Z twoich papierów wynika, że masz jeszcze dwadzieścia sied… Ups!
Zakrył dłonią usta.
- Młody jesteś. Stosunkowo. Masz czas. Może byś wrócił, hę? Pożył jeszcze, hę? Co ty na to?
Teraz to się zamyśliłem.
- Słuchaj, a macie tutaj telewizję?
Zaczął uważnie oglądać własne paznokcie.
- Nie pytam, czy płacicie abonament, tylko czy oglądacie czasami nasze wiadomości.
- Zdarza się – przyznał.
- A dociera do was nasza prasa?
- Owszem – chyba domyślał się do czego zmierzam, bo w jego oczach pojawiła się lekka panika.
- Więc chyba zrozumiesz moją decyzję.
- To znaczy? – wiedział, ale najwyraźniej musiał zapytać.
- *beep*! Nie wracam! Poczekam przy bramie.


Dybuk
Melu, kochanie śmiało na salę, sąd nie gryzie , jestem z Tobą"
-Ale on co Mossakowscy i Kruki , rozdziubią, fałszywe dokumenty przedstawią...
-Śmiało Melu, strzegę cie.
Pani Mela drżąc zasiadła w ławach sadu Warszawskiego, co to już nie jedną kamienicę z lokatorami oddał. Wezwany do przedstawienia sprawy mecenas rozpoczął tyradę.
- Jako kurator ustanowiony dla majątku Beniamina... - tu zająknął się, potrząsnął głową i podniesionym głosem kontynuował - Dokumenty "na kuratora" przedstawiłem fałszywe, sędzia K. jak zwykle mi je przyklepał za 5000 od sprawy, przedwojenny właściciel dawno nie żyje. Ale Mossakowski robi za jego przedstawiciela jak zwykle, to nie pierwsza kamienica którą na rympał przejmujemy, urząd miasta mamy...
Pani Mela zdumiona słuchała jak Sąd sprawę oddala, a niedoszłych właścicieli nakazuje zatrzymać do dyspozycji prokuratora. Wyszła z sali za konwojowaną dwójką.
Na korytarzu sądu małżonek radośnie świecąc błękitno podszedł do niej:
-Melu pozwól, że ci przedstawię -
Z ciała szarpiącego się z policjantem mecenasa uniosła się korpulentna postać w tużurku, jarmułce, z pejsami i niewielką bródką
-Beniamin Rabinstein , do usług Szanownej Pani. No co - załatwiłem drani na dybuka aż miło!


Jak Jaśko wędrował

Wiadomość: „On wrócił” przetoczyła się przez wioskę, niczym koło młyńskie przez łan pszenicy. Szeptano, krzyczano, powtarzano bezgłośnie zbielałymi ze strachu ustami: „On wrócił”.

Kobiety nerwowo zgarniały sprzed domów dzieci, mężczyźni ściągali z pól zwierzęta, żeby tylko pod dachem było każde żywe stworzenie, byle nie na dworze. Nawet psy i koty pozamykano w piwnicach. W pośpiechu ryglowano drzwi. Zasłaniano okna. Co niektórzy to nawet kominy pozatykali, tak dla pewności.

Tymczasem Jaśko beztrosko wszedł do wioski. Wracał właśnie z dalekiej wyprawy. Odwiedził obce kraje, był nawet na dworze sułtana i jeszcze dalej – u stóp piramid. Hej! Ale się on napodróżował! Ile zobaczył, poznał i doświadczył! Miał co opowiadać matuli i braciom.
Zdziwiło go, że nikogo nie widać i nie słychać, wioska jak wymarła. Ale śpieszno mu było do domu, więc nie przystanął i nie sprawdził, co taki mór na sioło przyniosło. Nucił sobie pod nosem piosenkę z dalekiego kraju, której nauczyła go pewna piękna dziewczyna, poprawił na ramieniu torbę z wielbłądziej wełny, którą dostał od nomada o groźnym obliczu i miękkim sercu, przekrzywił zawadiacko czapkę ze skóry węża, podarowaną mu przez mnicha, co między dzikie plemiona z Panem Bogiem chodził. Lekko mu było na sercu, bo po latach przyrzeczenia dotrzymał i do domu wrócił.

Minął ostatnią chałupę od strony lasu. Widział już kontury rodzinnej chaty, choć nie za dobrze, bo stara jabłoń zasłaniała.

Wszedł na podwórze. Obejście zarośnięte było trawą i pokrzywami, ani kurki, ani psa, ani kota. Płot w ruinie. Dom skurczony, jak starowinka jakaś, pokrzywiony, pusty i smutny. Pchnął drzwi. W środku ani żywej duszy. Nikogo. Nikt nie czekał, ani matka, ani bracia. Usiadł zdezorientowany na zakurzonym zydlu i siedział odrętwiały, aż wieczór wpełzł do chaty i przyniósł chłód.

Jaśko ocknął się i zauważył, że ktoś mu się przygląda. W drzwiach stał jakiś mężczyzna. Twarz miał w cieniu, więc ciężko było zgadnąć kto zaś.
- Zabłądziłeś, Jaśku. Wracaj na swój szlak, wracaj do przygód i podróży. Nic tu po tobie.
- Ale ja do domu wróciłem, do matuli i braci – chłopak pociągnął nosem. – Gdzie oni?
- Pomarli, dawno temu pomarli. A ty, biedaku, wzywany jakąś dziwną siłą wracasz co kilka lat i ich szukasz. – Staruszek usiadł na zydlu obok Jaśka. – Sam też już do świata żywych nie należysz, choć zaświaty jeszcze cię nie przyjęły. Błąkasz się tu i śmierć za sobą ciągniesz. Na jakie żywe stworzenie byś nie spojrzał, ono umiera.
- Ja nie chcę… ja tylko do domu…
- Wiem, wiem. – Mężczyzna potargał płową czuprynę chłopaka. – Czas już na ciebie. Chodź, odprowadzę cię kawałek do drogi za wsią.

Jaśko dał się wyprowadzić z chaty, wiedział, że to co mówił mężczyzna, to prawda i smutno mu było, ale też lekko, jakby jaki ciężar za sobą zostawił. Początkowo szli w milczeniu, młody chłopak i staruszek. Gwiazdy zdążyły już poznaczyć granatowe niebo srebrnymi cętkami, od lasu buchało na nich ciepłe, aromatyczne powietrze.
- Piękna nocka – westchnął stary.
- A wy się dziadku nie boicie tej śmierci, co idzie za mną? – zapytał chłopak.
- Ja nie – uśmiechnął się staruszek. – Nie mogłem się jej doczekać.

Pożegnali się na rozstajach pod figurą. Mężczyzna wrócił do wioski, ostatni raz spojrzeć na dzieci i wnuki, a Jaśko ruszył na zachód. Szedł ciemną nocą, mając za przewodniczki gwiazdy jasne. Szedł prosto, gdzie nogi poniosą, na przygodę, na swobodę, za marzeniem.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group