Strona Główna


UżytkownicyUżytkownicy  Regulamin  ProfilProfil
SzukajSzukaj  FAQFAQ  GrupyGrupy  AlbumAlbum  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Winieta

Poprzedni temat «» Następny temat
Myśli robaczywe
Autor Wiadomość
Lopto 
Tom Bombadil

Posty: 37
Skąd: Kraków
Wysłany: 7 Kwietnia 2012, 21:58   Myśli robaczywe

I znowu święta. Ech! I święta wiara w wartość tychże celebracji. I życzeń moc, i dojmująca niemoc. Bo świat się jakoś specjalnie nie odmienił. Ani tam i wtedy, ani tu i teraz. A, widzisz pan, to już kwestia obranego punktu widzenia. A, to pięknie. Warto się zatem różnić, bowiem w pozornie homogenicznym podglebiu, na którym plenią się te świąteczne wizje odmiennych rzeczywistości, ryje niejeden robak, zaś ryjąc, trawiąc i wydalając, niewątpliwie tę glebę użyźnia. Co ma piernik do wiatraka? No, to już wiadomo od dawna: w wiatraku miele się ziarno na mąkę, ona zaś wchodzi w skład piernikowych wypieków.

Ileż to gorących głów tłoczy się wzdłuż tras pasyjnych pochodów? Ilu pasjonatów teatralnych mąk pasyjnych zadaje sobie pytanie o kontekst – tam i wtedy?
Nawet jeśli przyjąć, że Nowy Testament to nie propagandowa historyzacja starotestamentowych proroctw, zaś jakiś Jezus żył i nauczał tam gdzie ponoć żył i nauczał, to konia z rzędem temu, kto dojdzie, co i po co ów człowiek głosił? Zaś przyjmując, że treść owych domniemanych pouczeń zbliżona jest do dzisiejszych standardowych wersji NT, nadal trudno przypuszczać, aby spełnieniem jego nadziei były masowo odprawiane hokus pokus celebracje jednej z tysięcy egzekucji dokonanych przez okupacyjne władze dawno nieistniejącego imperium.

O ile lżej umierać, mając pewność, iż życie wieczne to pasmo (z definicji) nieskończonych doznań, będących odbiciem doczesnej egzystencji, jedynie wyolbrzymianej fantazyjnie do rozmiarów niewyobrażalnego przecież absolutu? Tego, to ja już, miły panie, nie wiem, jednak mózg mi staje dęba, jak pomyślę, że musiałbym dzielić wieczność z mrowiem tych, co nie mieli racji, tudzież tymi, którzy po kres czasu wyśpiewywać będą w chórach anielskich: „Hosanna! Hosanna!”. W obu przypadkach piekło, gehenna, ból łba i pragnienie odosobnienia.

I po cóż się było pchać na ten krzyż? Przecie nikt o to nie prosił, przynajmniej na tym świecie. Okoliczności przemawiały za ukrzyżowaniem. A, tak, panie drogi, bo jakeśmy rzekli wprzódy, punktów widzenia nie można redukować bezkarnie, bez zubożenia wzmiankowanego kulturowego podglebia. Z punktu widzenia Rzymian, trzeba było zdusić zarzewie potencjalnej rewolty. Jak wiadomo m.in. z relacji Józefa Flawiusza, w stosunkowo niedługi czas po rzekomej śmierci Jezusa sprawy przybrały cholernie nieciekawy dla Żydów obrót, a i wcześniej bywało przecież kolorowo i krwawo.

Ot, gość ponoć niegłupi, pcha się do stolicy w czasie (nomen omen) przygotowań do świątecznych celebracji. Element wywrotowy w stanie bliskim wrzenia. Na każdym kroku głosiciele rychłego nadejścia tego czy owego, co zwykle interpretowane bywało jako kres rzymskiej okupacji. Zeloci i inne grupy rewolucyjne uganiają po kraju atakując posterunki, nierzadko terroryzując ziomków. Wzgórze Czaszki to jedno z dziesiątek miejsc kaźni rozsianych po całej Judei. Na długo przed narodzinami Syna Człowieczego niejeden samozwańczy mesjasz wyzionął ducha. Głowa Chrzciciela potoczyła się ponoć po serii oskarżycielskich kazań wygłaszanych pod adresem legalnie rządzącego króla – jak na programowego, seksualnego abstynenta, Jan wykazywał nadmierne zainteresowanie królewskimi obyczajami łóżkowymi. No i bach! Jezus pożegnał mentora i zaczął kombinować, jak by tu samemu odejść z fasonem.

Wkracza do świątyni i urządza demolkę; krzyczy, bije, wywraca stragany. Opowiada, że jest synem Boga, a kantory plugawią dom jego taty. I tu, panie, chciałoby się zapytać: którego? Dla Żydów odpowiedź była oczywista i, dobrze to czy źle, oczywiście bluźniercza. Jezus musiał o tym wiedzieć. Wszak, ponoć już jako dwunastoletni wyrostek ucinał sobie w tejże świątyni teologiczne pogawędki ze starszyzną. A skoro tak, no to bach! Dla Rzymian sprawa była czysta, jak woda, którą ponoć Piłat obmył dłonie. Dla Sanhedrynu również. Skazano politycznego wichrzyciela, bo i wtedy, i dziś, religia tak jak wojna, jest jeszcze jedną z metod uprawiania polityki.

I na co te gorzkie żale? Toż, gdyby nie sprowokował swej śmierci, pies z kulawą nogą nie przejął by się jego historią. Nie był ani pierwszym, ani ostatnim, który wdarł się na karty historii znacząc swą ścieżkę krwią. Niestety, nie tylko własną. Zalecenie: „Dobrem za zło odpłacaj”, nigdy nie cieszyło się specjalną popularnością, zwłaszcza kiedy chrześcijaństwo awansowało do rangi religii państwowej – wtedy. A dziś? Tutaj? Tutaj, panie, gra idzie o mamonę. Religia jest bardzo kosztowna. A to ostatnie stwierdzenie, znowu niestety, nie dotyczy jedynie mamony.

Mając na uwadze powyższe niewczesne spostrzeżenia i zastrzeżenia, życzę wszystkim użytkownikom Forum nie tyle wesołego, co nade wszystko refleksyjnego świętowania.


Z poważaniem,

Lopto.
_________________
Lopto
 
 
Chal-Chenet 
cHAL 9000


Posty: 27767
Skąd: P-S
Wysłany: 9 Kwietnia 2012, 22:32   

Nawzajem.

Chal-Chenet
_________________
Nobody expects the SPANISH INQUISITION!!!

http://zlapany.blogspot.com/
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group