To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Powrót z gwiazd - Co pije NURS? A co Wy pijecie?

Argael - 26 Lutego 2006, 17:41

Rodion napisał/a
Ciekawe jak wygladałoby polaczenie Japończyka i polskiej typowej imprezy? :twisted:
W krakowskich akademikach to nie taki znowu rzadki widok :)

Hmm... w kwietniu się wybieram do Japonii, o Tokio też zahaczę, może zajrzę do tego baru? :twisted:
Chociaż biorąc pod uwagę ceny drinków w Japonii, to chyba jednak sobie daruję :(
Zgadzam się z NURSem, że sake na gorąco może byc naprawdę dobra. Zwłaszcza dobrej marki.

Moim ulubionym trunkiem jest umeshu, czyli japońskie wino ze śliwek. Zwłaszcza domowej roboty, mające więcej procentów i mocniejsze w smaku niż sklepowe.
Z piw najbardziej lubię Warkę Strong.

NURS - 26 Lutego 2006, 17:53

Pako napisał/a
A teraz szczegółowsze pytania :) Pamiętasz kto jeszcze był w międzynarodowej obsadzie?
No i skoro to w Tokio było, to formularz in inglisz czy po japońsku pisać trzeba było? Bo jak po japońsku, to drinki musialy nieźle kopać, zkoro nawet bariery językowe aż tak różne znikają :)

A mi się fajnie z białorusinami piło. Piwo za darmo było (fakt, nie był to żywiec, ale w zimna, deszczową i sierpniową noc to obojętne było). I co? I pięciu polaków do końca dotrwało i pięciu białorusinów. Az się beczki z piwem skończył.... :(


Był gostek ze stanów i ktoś jeszcze, ale się alienował :-) A formularz po angielsku, tabliczki też. Argael, knajpa nazywa się Geronimo shot bar i jest w dzielnicy Roppongi.
A tu zestaw, jaki trzeba obalić:
Illusion
Jaffa
Dances with Wolves
Eggnog
Dream Katcha
Magic mushroom
Blow Job
Kamikaze
Fire Water
Praire Fire
B-52
Slippery nipple
Die Hard
Quick Phuck
Pow-wow
Frozen Cactus Juice
Peyote
Lemondrop
Purple Mother Fucker
Orgasm

Nazwy z koszulki przepisałem:-)
A co do japońskiego pisania, to wsamolocie poznałem japonkę, ktora przeziębiona była, więc ja koniaczkiem podleczyliśmy :-) no i nauczyła nas pisać nasze nazwiska, tak ze się w hotelu po ichniemu podpisywałem na kwitach.

Aga - 26 Lutego 2006, 17:56

Niektóre nazwy jakby z podtekstem :mrgreen: W zasadzie można się domyślić tylko zawartości Frozen Cactus Juice. Ale jaka inwencja... Choćby dwa ostatnie. Ciekawa tylko jestem, czy ten ostatni powodował zjawisko obecne w nazwie?
NURS - 26 Lutego 2006, 17:58

Raczej nie, chyba, że u właściciela, że kolejny leszcz kupił 20 drinków :-) ale zdaje się, że one w kupie taniej wychodziły niz na sztuki.
Niestety koledzy postanowili uczcić mój sukces i zrobiła się popijawa:-)

Aga - 26 Lutego 2006, 18:04

NURS napisał/a
Raczej nie, chyba, że u właściciela, że kolejny leszcz kupił 20 drinków

Myślisz, że ta świadomość jest aż tak emocjonująca?
NURS napisał/a
ale zdaje się, że one w kupie taniej wychodziły niz na sztuki.

Niech żyje sprzedaż hurtowa, tak?
A właśnie, jak tam z cenami? Chyba jest dość drogo?
NURS napisał/a
Niestety koledzy postanowili uczcić mój sukces i zrobiła się popijawa:-)

Dalej w tym samym barze?

Rodion - 26 Lutego 2006, 18:12

Argael napisał/a
W krakowskich akademikach to nie taki znowu rzadki widok


Mi przed oczami zawsze staje w takich momentach Palestyńczyk w garnku na glowie opowiadajacy o swych przewagach wojennych, oczywiście opowiadajacy po ichniemu, na imprezie gdzie lal sie miedzy innymi nie przegryziony bimber. :D

Anonymous - 26 Lutego 2006, 18:39

Aga napisał/a
Niektóre nazwy jakby z podtekstem W zasadzie można się domyślić tylko zawartości Frozen Cactus Juice. Ale jaka inwencja... Choćby dwa ostatnie. Ciekawa tylko jestem, czy ten ostatni powodował zjawisko obecne w nazwie?

fakt, nazwy drinków ciekawe, aż pic się chce... niee! czy to juz alkoholizm? :|
Od ok. 2 lat twierdze, że nie ma to jak dobre piwo. Ewentualnie winko. Zupełnie nie mogę pić wódki, chyba że w drinkach, bardzo mocno rozcieńczonych i ładnie kolorowych :)
Piwo rulez!

NURS - 26 Lutego 2006, 19:05

Aga napisał/a
NURS napisał/a
Raczej nie, chyba, że u właściciela, że kolejny leszcz kupił 20 drinków

Myślisz, że ta świadomość jest aż tak emocjonująca?
NURS napisał/a
ale zdaje się, że one w kupie taniej wychodziły niz na sztuki.

Niech żyje sprzedaż hurtowa, tak?
A właśnie, jak tam z cenami? Chyba jest dość drogo?
NURS napisał/a
Niestety koledzy postanowili uczcić mój sukces i zrobiła się popijawa:-)

Dalej w tym samym barze?


Nie pamiętam ile to kosztowało, nie ja płaciłem. I, tak, impreza trwała w tym samym lokalu. Tylko uprzedzam, poszliśmy tam na głodno, a oni tylko orzeszki mieli, tak że...

Rafał - 27 Lutego 2006, 08:37

Chyba pora w kompleksy się wpędzić :cry: Jeśli nikt już nie lubi czystej tylko drinkami się wolą truć to chyba ja już z nie tego pokolenia :cry: Dobrze zmrożona wódeczka, destylat jak najczystszy np.Finlandia, albo Danska, nalewany do zmrożonych kieliszków strugą gęstą jak olej daje niezłe walory smakowe. Wódka nie powina mieć żadnego aromatu i delikatny posmak. Po przełknięciu kieliszka, od żołądka powinno stopniowo rozchodzić się ciepełko aż do schłodzonego gardła. Jak można to uczucie zastąpić piciem drinków. Nie rozumiem. Jak inaczej zakończyć kulig, ognisko na śniegu z kiełbaskami, czy zwykłe spotkanie w interesach? Po drinkach niejednokrotnie walczyłem z wątrobą i polegałem sromotnie w tej walce :oops: A po czystej raczej zdrów byłem :wink: Jak już się truć to porządnymi truciznami. A już broń Boże nic gazowanego.
A i tak najlepsze zawsze jest piwo. Na wszystko. W kolejności marek to będzie zwykły Żywiec (polecam zwiedzenie browaru i browarnianą knajpę) i Carlsberg, niedostępna u nas Kruszowicka Desitka, a z kufla to strong na zmianę z Żywcem. Zresztą o piwie to ja moge godzinami, musze się kontrolować i kończyć. A najlepsze piwo to lokalny wyrób nieistniejącego browaru w Boguszowie z dodatkiem byczej żółci jako goryczki maksymalnie dwa dni od rozlania. A wie kto co to pipa i do czego służy? A bywał kto na karczmach piwnych? No i kurczę rozgadałem się :evil: Kończę i spadam :mrgreen:

mawete - 27 Lutego 2006, 08:50

Jadę do Japonii - też chcę koszulkę :mrgreen:

A orgazm to już wolę od kobietki jakiejś ładnej... od drinka nigdy nie miałem... :mrgreen:

Rodion - 27 Lutego 2006, 10:16

Rafał napisał/a
Dobrze zmrożona wódeczka, destylat jak najczystszy np.Finlandia, albo Danska, nalewany do zmrożonych kieliszków strugą gęstą jak olej daje niezłe walory smakowe. Wódka nie powina mieć żadnego aromatu i delikatny posmak. Po przełknięciu kieliszka, od żołądka powinno stopniowo rozchodzić się ciepełko aż do schłodzonego gardła.


OOOO TAK!!! :bravo Kieliszek przymarza do stołu a w tle ogień na kominu. A potem ogień w trzewiach! 8)
Nie, nie, dość starczy bo sie ślinię. :oops:

:wink: :lol:

Vykosh - 27 Lutego 2006, 11:15

W akademiku albo na stancji to można pic wszystko :) Najlepsze są rożnorodne alkohole produkowane domowo w różnych częściach Europy Środkowo - Wschodniej ( z tego co piłem) - rakija, cvieka, śliwowica, jałowcówka i białoruska wódka w różnych odmianach.
A z najbardziej experymentalnych drinków polecam:
- wódkę mineralną - spirytus wymieszany 1:1 z wodą mineralną
- Atomic Bomb - absynt mieszany 1:2 albo 1:1 z brandy np. Napoleon VSOP
- Death in the Afternoon - absynt mieszany 1:1 z szampanem, czyli z winem musującym
- dobre są drinki z napojami energetycznymi - np. biały i niebieski Bols z Red Bullem - ale najlepiej pamietam czeski absynt mieszany z ichnim drinkiem energetycznym - Erektus albo Semtex :)

Z drinków dla smaku najlepsze jest Mohito albo Caipirinia albo Rocket Fuel (tez podobny skład).

Z japońskich wódek najlepiej wspominam taką z Okinawy w słomianym koszyczku :) - sake jest paskudne i słabe - jedynie znośne jest to maskymalnie słodkie.

Polak nie wielbład - pić musi :twisted: :twisted: :twisted:

Piech - 27 Lutego 2006, 12:01

NURS napisał/a
oni maja jakies problemy z enzymami, nie wchłaniają, czy coś tam. uwalą się byle czym.

Ten enzym, to dehydrogenaza alkoholowa. U Europejczyków jest zwykle sprawniejsza niż u Azjatów i natywnych Amerykanów. Wszyscy podejrzewamy, zapewne słusznie, że nasza podwyższona tolerancja jest efektem selekcji naturalnej wskutek presji środowiska. Otóż alkohol ma właściwości dezynfekcyjne i tradycyjne zakrapianie nie zawsze świeżej żywności chroni nas przed zatruciem pokarmowym. Azjaci nie muszą się dezynfekować alkoholem, bo do konserwacji żywności wystarczają im ich ostre przyprawy, które z kolei nie rosną w naszym klimacie.

Jakże to wszystko w naturze jest pięknie poukładane! :roll:

Gustaw G.Garuga - 27 Lutego 2006, 16:32

GAndrel napisał/a
A na kaca to są sposoby naukowe. ;) Witamina B6, sowie jaja, itd. A najlepszym sposobem na kaca jest nie pić za dużo. ;)

Dokładnie na odwrót - najlepszym sposobem na kaca jest pić bardzo dużo, co najmniej póltora litra. Jako mieszkaniec gorzystych terenów przygranicznych stwierdzam autorytatywnie, że po "zakrapianej" wyprawie do południowych sąsiadów najlepiej jest wsiąść w pociąg z butlą wody mineralnej. Na drugi dzień człowiek jak nowy, choćby w przeddzień litrami pił tmave, moravske zelene i starą myśliweczkę :D
Piech napisał/a
Wszyscy podejrzewamy, zapewne słusznie, że nasza podwyższona tolerancja jest efektem selekcji naturalnej wskutek presji środowiska. Otóż alkohol ma właściwości dezynfekcyjne i tradycyjne zakrapianie nie zawsze świeżej żywności chroni nas przed zatruciem pokarmowym. Azjaci nie muszą się dezynfekować alkoholem, bo do konserwacji żywności wystarczają im ich ostre przyprawy, które z kolei nie rosną w naszym klimacie.

Serio? Jakoś mi się to nie widzi. Tzn., brak jakiegoś czynnika odpowiadajacego za rozkładanie alkoholu np. u Japończyków to fakt, ale że to wynik ewolucji wymuszonej odmiennymi zwyczajami żywieniowymi, to pierwsze słyszę :?

Pako - 27 Lutego 2006, 16:53

A mi się wcale prawdopodobne to wydaje. Też o tym nie słyszałem, ale może być tak jak mówi Piechu. BO faktycfznie - zwyczaje żywieniowe są u nas różne. Czy aż tak? Nie wiem.
Piech - 27 Lutego 2006, 17:13

Cytat
Serio? Jakoś mi się to nie widzi. Tzn., brak jakiegoś czynnika odpowiadajacego za rozkładanie alkoholu np. u Japończyków to fakt, ale że to wynik ewolucji wymuszonej odmiennymi zwyczajami żywieniowymi, to pierwsze słyszę Confused

Różnie ludzie gadają, ale ta teoria jest na serio. Nieświeże jedzenie na pewno było poważnym niebezpieczeństwem, o wiele poważniejszym niz dziś. Europejczycy bili się o orientalne przyprawy nie tylko dlatego, żeby sobie smak urozmaicić. Na upartego, my mamy też lokalne bakteriobójcze przyprawy, np. czosnek, ale nie wszyscy go lubią cały czas.

A z tym piciem wody na kaca, trafiłeś w dziesiątkę. Dobrze jest zacząć uzupełniać płyny już w czasie libacji.

Piech - 27 Lutego 2006, 17:25

Pako napisał/a
zwyczaje żywieniowe są u nas różne

Jeszcze jedna ciekawostka: Większość Azjatów nie znosi mleka. Oczywiście, nie dotyczy to dzieci, ale dorośli tracą zdolność metabolizowania cukrów w mleku. Zdarza się to też wśród Europejczyków, ale dość rzadko. Więc skąd ta różnica? Być może stąd, że Azjaci to tradycyjnie ludy rolnicze, a my prawdopodobnie wywodzimy się z koczowniczych ludów pasterskich. Koczownicy piją zwierzęce mleko całe życie.

Aga - 27 Lutego 2006, 17:38

Piech napisał/a
Europejczycy bili się o orientalne przyprawy nie tylko dlatego, żeby sobie smak urozmaicić.

Ale żeby też zabić zapach i smak zepsutego mięsa. To dlatego Sarmaci jadali tak "korzennie" :wink: Tak w każdym razie słyszałam.

EDIT: Piechu, boski podpis... To twoja maksyma życiowa?

Lu - 27 Lutego 2006, 18:36

Piech napisał/a

A z tym piciem wody na kaca, trafiłeś w dziesiątkę. Dobrze jest zacząć uzupełniać płyny już w czasie libacji.

Alkohol w organiźmie zamienia się w bezwodną postać kwasu octowego - czyli aldehyd octowy. W takiej postaci nie jest możliwe wydalenie go, więc kazda cząstka aldehydu octowego musi przyłączyć do siebie cząsteczkę wody - to stąd zwiększone zapotrzebowanie na H2O. Przy okazji trzeba koniecznie coś zjeść żeby przyspieszyć trawienie i wydalanie alkoholu.

Piechu: uroczy podpis... :)

joe_cool - 27 Lutego 2006, 18:58

ja się napić lubię, chociaż czas picia na potęgę już minął (nie te lata, nie ci ludzie :roll: ).
piję chętnie piwo (wareczka strążek dobra jest, ale lubię też becksa - to u sąsiadów, chociaż u nas też jest) - ale PLIIZZZ bez soku!
wina też lubię, najchętniej białe wytrawne - chardonnay, grauer burgunder (rodzice mojego byłego mieli winnicę w rheinhessen, to były czasy 8) ).
wódki - tak, dobrze zmrożone, mogą też być kolorowe. kiedyś, gdy wtajemniczałam moich niemieckich znajomych i moją knajpianą szefową w arkana picia wściekłych psów, krupnika i żołądkowej gorzkiej (klęli następnego dnia na mnie, oj, klęli), piłam taką oto nowinkę - w zmrożony kieliszek lejemy pół na pół żubrówkę i bitter lemon. pycha! :mrgreen: w oryginale (czyli wódka + bitter lemon) to to się nazywa voudini.
jedyne czego nie lubię to ouzo. kiedyś wypiłam o jedną szklankę za dużo (nie wiedziałam, ile to ma procent, piłam szklankami :wink: )
jest parę książek, które mnie wprawiają w nastrój pijawkowy - polecam 'hollywood' charlesa bukowskiego...

dzejes - 27 Lutego 2006, 19:05

joe_cool napisał/a

jest parę książek, które mnie wprawiają w nastrój pijawkowy - polecam 'hollywood' charlesa bukowskiego...


A ja polecam coś takiego.

Piotrek Rogoża - 27 Lutego 2006, 19:31

Czytam te wasze posty, czytam, i czuję że wymiękam :shock: . Bo najbardziej odjechana rzecz, jakiej kosztowałem, to marna sake-samoróbka. Kumpel napędził tego dziadostwa parę litrów. Ja przełknąłem tylko parę łyków, tak śmierdziało. I było mętne. I gęste. Ale inny kumpel wypił dwie szklanki, mieszając z colą. Piętnaście minut później zasnął z głową w umywalce. A potem haftował, Boże, jak haftował. Po nocach mi się to śniło.

Najgorsze wspomnienia wiążę z likierem mandarynkowym. Takie to ładne, pachnące, kolorowe... Lało się strumieniami. A następnego dnia czułem się, jakbym zjadł perfumerię. Nigdy więcej.

joe_cool - 27 Lutego 2006, 20:08

dzejes napisał/a
joe_cool napisał/a

jest parę książek, które mnie wprawiają w nastrój pijawkowy - polecam 'hollywood' charlesa bukowskiego...


A ja polecam coś takiego.

eee... nie jarzę. za duży skrót myślowy i mi związek przyczynowo-skutkowy umknął...

dzejes - 27 Lutego 2006, 20:14

joe_cool napisał/a
dzejes napisał/a
joe_cool napisał/a

jest parę książek, które mnie wprawiają w nastrój pijawkowy - polecam 'hollywood' charlesa bukowskiego...


A ja polecam coś takiego.

eee... nie jarzę. za duży skrót myślowy i mi związek przyczynowo-skutkowy umknął...


Pisałaś o nastroju pijawkowym. No to właśnie też prezentuję książkę, która u mnie wywołała takie ciągoty. Nie tylko u mnie zresztą. Co się wtedy działo... Piliśmy m.in "drinki": 1/3 wódki, 1/3 koniaku, 1/3 spirytusu.

W tej ksiązce jest parę ciekawych przepisów, w tym na t. zw. witraże. Niestety za huhu nie mogliśmy w Toruniu kupić białego rumu, a chcieliśmy być "kanoniczni".

Jeśli jużmówimy o najgorszych wspomnieniach, to u mnie są dwa: piwo Megawat (o którym już na tym forum wspominałem) oraz nalewka miętowa.

joe_cool - 27 Lutego 2006, 20:36

teraz wszystko jasne :mrgreen: to zdrowie wasze w gardła nasze!
Gustaw G.Garuga - 27 Lutego 2006, 20:44

Otwieram sobie stronę naszego (wciąż) publicznego radia, a tam:
Cytat
W Ułan Bator siarczysty mróz. Ale Mongołowie wyszli na ulice. Drastyczna podwyżka cen wódki? Niechby ktokolwiek spróbował! Naród walczyłby do upadłego. Mongołowie biją wszelkie rekordy w spożyciu alkoholu. 800-lecie ustanowienia Imperium Czyngis-chana? A gdzie tam? Kto by w ogóle o tym pamiętał? A i sam Czyngis-chan musi się chyba teraz przewracać w grobie.

Cały (NB bardzo ciekawy) artykuł tutaj.
To jak to z tym piciem jest? Bo o słabych głowach Japończyków czytałem, ale im więcej o tym myślę, tym większe mam opory, żeby uwierzyć w teorię odkażania przez Azjatów potraw ostrymi przyprawami, przez co nie wytworzyła im się odporność na alkohol. Powyższy przykład z Mongołami ponoć pijącymi rekordowo dał mi do myślenia. Np. Chińczycy wcale abstynentami nie są, mają to swoje "baijiu", najpopularniejszy gatunek "Czerwona Gwiazda" ma 52% "pałeru", od piwa też nie stronią. Czyżby chodziło o to, że podczas gdy oni popijali sobie ot tak, dla kurażu, to myśmy pili ile wlazło, żeby pozabijać bakterie? Czy ta teoria jest osadzona na jakichś badaniach, czy to po prostu spekulacja? Zwyczaje żywieniowe Azjatów i Europejczyków są różne, tu się zgadzamy, ale czy naprawdę mogły one wymusić zmiany fizjologiczne w naszych organizmach? Czy też te różnice były "już przedtem" (jak kolor skóry) a nawyki żywieniowe dostosowały się do fizjologii? Po prostu nie wiem :?

mad - 27 Lutego 2006, 20:55

Rafał napisał/a
Wódka nie powina mieć żadnego aromatu i delikatny posmak. Po przełknięciu kieliszka, od żołądka powinno stopniowo rozchodzić się ciepełko aż do schłodzonego gardła. Jak można to uczucie zastąpić piciem drinków. Nie rozumiem.

Mniam, mniam, paluszki lizać! :bravo

Henryk Tur - 28 Lutego 2006, 10:01

BTW na kaca polecam ciepły prysznic. Wczoraj wyleczyłem się po niedzielnym grzaniu w pięc minut.

BTW II - jestem abstynentem. Z wyjątkami :)

Piech - 28 Lutego 2006, 13:30

Gustaw G.Garuga napisał/a
Chińczycy wcale abstynentami nie są

Indianie też lubią wodę ognistą, ale głowy nie mają. Dziś piją cienkie amerykańskie "piwo" i to też dla nich za dużo. Zrobiła na mnie wrażenie droga między Tucson a rezerwatem San Xavier Indian Papago (południowa Arizona). Wzdłuż tej drogi widać setki wyrzuconych butelek po piwie i mnóstwo krzyży (Papago są katolikami). Widzę to tak: jedzie sobie Indianin swoim pick-up'em, wypije piwo, butelkę wyrzuci, wpada w jakąś dziurę (bo drzew tam nie ma), stawiają mu krzyż. I znów - jedzie sobie Indianin...
Cytat
Czyżby chodziło o to, że podczas gdy oni popijali sobie ot tak, dla kurażu, to myśmy pili ile wlazło, żeby pozabijać bakterie? Czy ta teoria jest osadzona na jakichś badaniach, czy to po prostu spekulacja?

Czysta spekulacja, no ale od czegoś trzeba zacząć.

Cytat
Piechu, boski podpis...

Aga, Lu - dzięki.
Cytat
To twoja maksyma życiowa?

Tak, ale dopiero wczoraj uświadomiłem to sobie.

mawete - 28 Lutego 2006, 13:35

Piech: żółte sobie kup... i wiadro jabola :mrgreen:


Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group