To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Gry o tron - Jak tu strasznie po zmierzchu - samoobrona

czterdziescidwa - 27 Czerwca 2012, 20:38

Jest pena różnica, między samoobroną / obezwładnieniem napastnika, a skatowaniem go. Ja przeczytałem w tym tekście o tym, jak 3 marines skatowało człowieka (możliwe że złodzieja) i głupio tłumaczyło się policji (potknął się), a policja przyjęła te tłumaczenia.

Czy tortury / katowanie to jest porządna forma kary?
Czy o winie powinny decydować sądy, policja czy obywatele?
Czy karę powinien poprzedzać proces, czy samosądy są ok?

Godzilla - 27 Czerwca 2012, 20:50

Gdyby próbował potraktować nożem policjantów (amerykańskich), zgadnij jaka by była reakcja. Żołnierze to też mundurowi. To u nas policja ma problem, kiedy sięga po broń, nie u nich, i to jest chore. Nie żal mi typa, nic a nic. A dalej nie chce mi się już dyskutować.
aniol - 28 Czerwca 2012, 10:12

czterdziescidwa napisał/a
Jest pena różnica, między samoobroną / obezwładnieniem napastnika, a skatowaniem go.


pomijajac cala reszte
czterdziescidwa tak zupelnie szczerze - biles sie kiedykolwiek na ulicy? tak na serio? nie pytam o korytarzo-szkolne przepychanki tylko prawdziwa walke, nawet z jednym ale zdeterminowanym przeciwnikiem?
zapewne nie
bo wtedy nie pisalbys o samoobronie - dla twojej informacji w warunkach ulicznych samoobrona nie istnieje - to jest tylko fajne okreslenie na smieszne sytuacyjne treningi na sali nijak majace sie do rzeczyywistosci - na ulicy jest walka
obezwladnienie? czyli co wg ciebie, bo widze ze problem w dyskusji z Toba bierze sie z zupelnie roznych definicji pewnych pojec
i od razu tez ci napisze - obezwaldnienie polegajace na wykrecaniuu rak (bo chyba takie masz na mysli) tez sprawdza sie swietnie na sali treningowej
tylko na sali treningowej...

B.A.Urbański - 28 Czerwca 2012, 11:28

To ja przytoczę pewną ciekawą historię.
Moja koleżanka została napadnięta w biały dzień. Facet chciał jej wyrwać torebkę, ale nie był do końca świadomy na co (a raczej na kogo) się porywa.
Najpierw złamała mu jedną rękę, a po chwili drugą. Później miała nieprzyjemności, bo osądzono, że przekroczyła granicę obrony koniecznej. Podobno, gdyby złamała mu tylko jedną rękę to byłoby ok...

Godzilla - 28 Czerwca 2012, 11:34

Dawno temu była sprawa starszego pana, emerytowanego wojskowego chyba, który w nocy przyuważył, że złodziejaszek włamuje mu się do samochodu. Strzelił i zabił. Był długi proces, jakieś odwołania, chyba człowiek został wsadzony do więzienia. Pamiętam dyskusje na korytarzu u mnie w pracy. Jeden z młodszych prawników, wtedy aplikant, na tym procesie wygłaszał mowę obronną, podobno bardzo dobrą, żarliwą, poruszającą itp. Ale w rozmowach między kolegami wcale nie popierał swojego klienta. Były rozważania o obronie koniecznej itd itp. Po mojemu chłopakom umykał istotny aspekt całej sprawy: skoro w głośnym procesie skazany został ten co bronił swojej własności, w światek przestępczy poszedł sygnał, nie pierwszy zresztą, że "śmierć frajerom", byle dobrego papugę mieć.
hrabek - 28 Czerwca 2012, 11:53

Ale skoro
Godzilla napisał/a
Strzelił i zabił.

to
Godzilla napisał/a
w światek przestępczy poszedł sygnał, nie pierwszy zresztą, że śmierć frajerom, byle dobrego papugę mieć.

ten sygnał ma o tyle słabą moc, że wszelkie zaszczyty przyznawane są pośmiertnie.

Godzilla - 28 Czerwca 2012, 11:59

W wielu sprawach były jak najbardziej przyznawane za życia.
czterdziescidwa - 28 Czerwca 2012, 22:33

aniol napisał/a
czterdziescidwa napisał/a
Jest pena różnica, między samoobroną / obezwładnieniem napastnika, a skatowaniem go.


pomijajac cala reszte
czterdziescidwa tak zupelnie szczerze - biles sie kiedykolwiek na ulicy? tak na serio? nie pytam o korytarzo-szkolne przepychanki tylko prawdziwa walke, nawet z jednym ale zdeterminowanym przeciwnikiem?
zapewne nie
bo wtedy nie pisalbys o samoobronie - dla twojej informacji w warunkach ulicznych samoobrona nie istnieje - to jest tylko fajne okreslenie na smieszne sytuacyjne treningi na sali nijak majace sie do rzeczyywistosci - na ulicy jest walka
obezwladnienie? czyli co wg ciebie, bo widze ze problem w dyskusji z Toba bierze sie z zupelnie roznych definicji pewnych pojec
i od razu tez ci napisze - obezwaldnienie polegajace na wykrecaniuu rak (bo chyba takie masz na mysli) tez sprawdza sie swietnie na sali treningowej
tylko na sali treningowej...


Powiedz mi kombatancie drogi, jak w tej Prawdziwej Walce w Krwi i Znoju bije się z połamanymi rękami i nogą złamaną w 2 miejscach, bo trudno mi to sobie wyobrazić. Oczywiste jest, że gość był glanowany, a nie ucierpiał szarżując samotnie na 3 marinsów.

hrabek - 29 Czerwca 2012, 07:28

czterdziescidwa napisał/a
Oczywiste jest, że gość był glanowany, a nie ucierpiał szarżując samotnie na 3 marinsów.

Zaszarżował samotnie z nożem na czterech marines i po dźgnięciu jednego z nich został zglanowany. Ale nie należało mu się, bo przecież wtedy już był zupełnie bezbronny sam jeden przeciwko trzem (czwarty żołnierz był wykluczony z walki, a wyrównujące szanse narzędzie tkwiło w jego plecach).

aniol - 29 Czerwca 2012, 09:29

po pierwsze prosba do zielono-pomaranczowych - moze zeby nie zasmiecac tematu ktos by przekleil te posty ktore dotycza samoobrony, obrony koniecznej itd do jakiegos odpowiedniejszego tematu?
po drugie - wbrew temu co napisal czterdziescidwa bede sie upieral ze nie ma roznicy pomiedzy samoobrona (bez wzgledu na to co rozumiemy pod tym pojeciem) a skatowaniem przeciwnka
przykro mi ale tak to dziala - wykrecanie raczek, chwyty transportowe, obezwladnienia czy nawet mega skuteczna bjj-owa balacha nie dzialaja na ulicy!
na ulicy dziala lamanie konczyn, dzialaja uderzenia krytyczne, dzialaja narzedzia
przeciwnika sie wylacza wszelkimi dostepnymi srodkami, szlachetna sztuka samoobrony to mit!
przykro mi jesli burze czyjes romantyczne wyobrazenia dotyczace walki wrecz ale prawdziwe zycie to nie serial o Ernim i jego dziadku

zostalem nazwany weteranem - kurcze zazwyczaj nie opowiadam o swoich ulicznych doswiadczeniach - ale jeden przyklad sprzed kilkunastu lat - trafil mi sie mocno nacpany przeciwnik - tez bylem wtedy na etapie wiary w nieczynienie przeciwnikowi krzywdy:
dojsc do sytuacji w ktorej mialem goscia w dzwigni na kregi szyjne bylo banalnie latwo
jaja zaczely sie potem jak obrocilem gosciowi leb prawie o 180 stopni - gdzie normalny czlowiek wylby juz z bolu, a ten nadal sie szarpal i probowal uderzac
to tyle w temacie skutecznosci chwytow obezwladniajacych

i taka edycja na szybko - jeszcze o polamanych rekach - proponuje przejrzec relacje z MP w Oyama Karate z konca lat 90-tych (nie pamietam dokladnej daty)
i ciekawostka jeden z finalistow ostatnia walke toczyl majac zlamana prawa reke
znaczy da sie...

Rafał - 29 Czerwca 2012, 09:49

czterdziescidwa napisał/a
nie ucierpiał szarżując samotnie na 3 marinsów
czterdziescidwa, to się nazywa samookaleczenie, ew.usiłowanie samobójstwa. Można się dziwić, dlaczego marine byli tak słabo wyszkoleni, że odruch nie zadziałał i atakujący nie nadział się na własny nóż. I nie żartuję. W moim miasteczku naście lat temu dwóch chuliganów zaatakowało dziadka nożem, zanim dziadek zorientował się o co chodzi - odebrał im nóż i ich pozabijał. Zadziałał odruch, bezmyślny automat (dziadek dwa dni potem powiesił się z wyrzutów sumienia w szpitalu).
feralny por. - 29 Czerwca 2012, 11:34

Osobiście podziwiam osobny rozczulające się nad strasznym losem uzbrojonego napastnika, któremu ktoś, wbrew zasadom i zdrowemu rozsądkowi dał prztyczka w nos. Taka troska o zdrowie i dobre samopoczucie bandyty budzi mój autentyczny podziw i ciekawość czy taka sama troska obejmuje ofiary, które nie dały rady się obronić.

Choć w sumie po co przejmować się ofiarami bandytów? Wszak rolą ofiar jest właśnie być ofiarami, najpierw bandyty, a później wymiaru sprawiedliwości. Ważne, żeby bandziora nic złego nie spotkało i miał dobre warunki w więzieniu (jeżeli przez jakąś pomyłkę do niego trafi).

jewgienij - 29 Czerwca 2012, 13:24

Dokładnie. Jeśli nie ma świadków, to mu jeszcze przypadkowo podeptać kolana i ręce, żeby za każdym razem, jak się będzie chciał uczesać czy podłubać w nosie, wracał mu impuls do mózgu w postaci bólu i przypomnienia.
Ale i wedle kravmagi praktycznie. Ma nie wstać. Bo jak pisał anioł na adrenalinie plus jakieś np. dragi to on dopiero na drugi dzień będzie czuł ból, a póki co, może jeszcze zabić.

aniol - 29 Czerwca 2012, 15:19

feralny por. napisał/a
Osobiście podziwiam osobny rozczulające się nad strasznym losem uzbrojonego napastnika, któremu ktoś, wbrew zasadom i zdrowemu rozsądkowi dał prztyczka w nos. Taka troska o zdrowie i dobre samopoczucie bandyty budzi mój autentyczny podziw i ciekawość czy taka sama troska obejmuje ofiary, które nie dały rady się obronić.

Choć w sumie po co przejmować się ofiarami bandytów? Wszak rolą ofiar jest właśnie być ofiarami, najpierw bandyty, a później wymiaru sprawiedliwości. Ważne, żeby bandziora nic złego nie spotkało i miał dobre warunki w więzieniu (jeżeli przez jakąś pomyłkę do niego trafi).


z doswiadczenia wiem ze taka empatia w stosunku do bandytow, caly ten humanizm, wspolczucie itd. konczy sie po pierwszym prawdziwym wpierdzielu od osiedlowych silnorekich



Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group