To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Blogowanie na ekranie - Czasami człowiek musi...

Zgaga - 27 Stycznia 2010, 17:03

mBiko, obejrzałam Ame Agaru.

Tzw. czytelnia multimedialna, to jednak fajna sprawa. Kina nie zastąpi, ale: monitor LCD na kaaawał ściany, kwadrofonia (ładny efekt, gdy w filmie padał deszcz - jakby krople uderzały o dach nad głową), możliwość wygaszenia części pomieszczenia, wygodna kanapa, na której można się rozwalić jak nie przymierzając turecki basza.
W takich warunkach można oglądać.


Ame Agaru rzeczywiście bardzo dobrym filmem jest. W jednym miejscu miałam lekki zgrzyt, ale poza tym jestem pod wrażeniem subtelności i wyważenia przekazu.

mBiko, co polecasz jako następne? Pod ręką mam:
Siedmiu samurajów ; Dodes'ka-den ; Straż przyboczna ; Piętno śmierci ; Ukryta forteca ; Rudobrody ; Tron we krwi ; Sanjuro - samuraj znikąd ; Niebo i piekło ; Pijany anioł ; Zbłąkany pies

A w ogóle, teraz najchętniej obejrzałabym serial z połowy lat 80-tych: Miyamoto Musashi. Marzenie ściętej głowy.

Kruk Siwy - 27 Stycznia 2010, 17:13

Zgaga, nie oglądałaś Siedmiu samurajów, Straży przybocznej, Tronu we krwi?
O rany boskiego!
Oglądaj jak leci, aczkolwiek przyznam że ostatni tytuł nic mi nie mówi.
Ciekawe w jakiej wersji jest Siedmiu samurajów?

Zgaga - 27 Stycznia 2010, 17:15

Siedmiu samurajów oglądałam, ale tak dawno to było. A dobre filmy można oglądać wielokrotnie.
Kruk Siwy - 27 Stycznia 2010, 17:23

Siedmiu samurajów warto obejrzeć w dłuższej niż kinowa wersji. Ja oglądałem taką bodajże czterogodzinną. I chętnie bym obejrzał "reżyserską" dwunastogodzinną. Ale ad rem - wszystkie te filmy to są perełki. Ostatnio leciał w tivi Rudobrody - obejrzałem któryś tam raz. Znakomita obyczajowa historia.
Nie ma co się zastanawiać tylko zająć kanapę przygotować jakieś pogryzki i napitki i oglądać, oglądać, oglądać...

Zgaga - 27 Stycznia 2010, 17:35

Tak tez zrobię Kruku (może tylko bez tych przegryzek). Muszę się tylko nad kolejnością zastanowić: alfabetyczna?, chronologiczna? to poleca Kruk? to poleca mBiko?
Kruk Siwy - 27 Stycznia 2010, 19:14

To są bardzo różne filmy. Ja lubię je wszystkie ale każdy za co innego, oprócz oczywiście mistrzowskiej reżyserii.
Może rzeczywiście na początek Rudobrodego? Choć jak jako menczyzna obejrzałbym pewnie Ukrytą fortecę i Tron we krwi. Tytuł całkowicie pasuje do treści... No i możemy podziwiać jak Kurosawa czyta Makbeta.

Khorne_S - 27 Stycznia 2010, 19:16

Tron we krwi proponuje na samym końcu ze względu na to ze najbardziej poważnym filmem jest. Nie wiem dokładnie dlaczego ale bardzo z Makbetem mi się kojarzy.
Kruk Siwy - 27 Stycznia 2010, 19:18

Może dlatego że według Makbeta powstał.
Khorne_S - 27 Stycznia 2010, 19:19

A tego nie wiedziałem. Ale Tron się podobał a Makbet...<zasłona milczenia>
lucek - 27 Stycznia 2010, 19:22

Khorne_S napisał/a
Tron we krwi proponuje na samym końcu ze względu na to ze najbardziej poważnym filmem jest. Nie wiem dokładnie dlaczego ale bardzo z Makbetem mi się kojarzy.


Może dlatego, że to samurajska wersja Makbeta? ;-)

Khorne_S - 27 Stycznia 2010, 19:23

Tal już Kruk mnie oświecił a ja nawet odp dlaczego
lucek - 27 Stycznia 2010, 19:44

Praszm, umkł mi Kruczy post.
Khorne_S - 27 Stycznia 2010, 19:47

Wybaczone.
SithLady - 27 Stycznia 2010, 19:53

Może Ukryta forteca?
Zgaga - 28 Stycznia 2010, 12:20

Suma sumarum obejrzałam dzisiaj: Sanjuro - samuraj znikąd. Jakoś tak czas wyliczyłam, że zostało mi jakieś 1,5 godziny na obejrzenie czegokolwiek.
Wszystkie inne filmy były taaakie długie, a nie chciałam oglądać w kawałkach.

Oczywiście krótki, nie znaczy słaby.
Dwie rzeczy zwróciły moją uwagę:
1) taktyka, gra kto kogo przechytrzy i w jaki sposób, niemal taktyka wojskowa; akcja i reakcja na podstawie wątpliwych przesłanek;
2) umiejętność pokazania, że nawet w czasie największej zawieruchy są chwile i miejsca spokoju, wytchnienia, piękna, że nawet w takich sytuacjach hmmmm... humanitaryzm, etykieta to nie są puste słowa - ot tak mi moralizatorsko wyszło.

dalambert - 28 Stycznia 2010, 12:32

Khorne_S napisał/a
Makbet...<zasłona milczenia>

który Makbet -w tłumaczeniu Słomczyńskiego czy Barańczaka , a może w tym z poł XIX wieku / zapomnialem autora , w domu stoi na pólce to Ci podam/
A może wersje filmowe - Polański, Kutz czy jakieś inne
tak to nad czym Ty tę zasłonę milczenia opuszczasz ?

Zgaga - 28 Stycznia 2010, 17:26

I za moment wyjdzie na to, że zanim obejrzę Rudobrodego powinnam przeczytać Mackbeta (najlepiej w różnych tłumaczeniach i oryginale) i obejrzeć inne możliwe ekranizacje. :wink:
Kruk Siwy - 28 Stycznia 2010, 17:32

Tron we krwi luba Zgago
Zgaga - 28 Stycznia 2010, 17:41

aaa.... i jeszcze się pomyliłam. Ależ mnie zamotaliście :mrgreen:
mBiko - 31 Stycznia 2010, 16:56

Przepraszam, że dopiero teraz, ale kilka dni byłem bez kompa, a potem forum zwariowało.

Kolejność oglądania filmów Kurosawy możesz Zgago przyjąć dowolną. Muszę natomiast wyjaśnić, że w żadnej mierze nie jestem jakiś specjalnym znawcą kina japońskiego, a i moja znajomość z dziełami wyżej wspomnianego do najświeższych nie należy.

Do moich ulubionych należą: Tron we krwi, Dersu Uzała, Straż przyboczna i Siedmiu samurajów.

Chyba.

Zgaga - 1 Lutego 2010, 08:14

Rozmawiałam wczoraj ze znajomym. Taki pan czterdziestoparoletni, normalnie pracujący. Doskonale orientował się w literaturze fantastycznej i historyczno-wojennej (przynajmniej tej popularnej) oraz kinematografii i komiksie z tej tematyki. Z każdym jego: a czytałaś? a oglądałaś?, robiły mi się coraz większe oczy. "Bo ja oglądam dwa filmy dziennie i czytam 3-4 książki w tygodniu". Ufff.

I tak słuchając jego, i tak słuchając czasami Was dochodzę do wniosku, że czas niektórych jest rozciągliwy i zakrzywiony (a organizmy tak wytrenowane, że już dawno nie wołają ratunku, chcę odpocząć), przez co innym dostaje się jakiś pokurczony i niepełny.

Bo jak to wygląda:
- 7 godzin snu - absolutne minimum aby nie potykać się o sprzęty i przez przypadek (lub umyślnie) czegoś lub kogoś nie uszkodzić;
- 9,5, w sobotę i niedzielę 8,5 godzin pracy + dojazdy - no, uda się jakieś 3 wolne dni w miesiącu wykroić, ale najczęściej spędzam je z wizytą u rodziców;
- 1 godzina minimum na utrzymanie czystości osobistej.
Wyszło 16,5-17,5 godziny, czyli 5,5-6,5 na inne czynności. A tu trzeba jeszcze coś sobie czasem ugotować i utrzymać mieszkanie w stanie względnego porządku i czystości; a tu chciałoby się coś przeczytać, obejrzeć, spotkać ze znajomymi, czasem może po igłę z nitką sięgnąć, a jak temperatura dla ludzi się zrobi - na jakiś spacer iść lub na basen, itd...

Auuuuuuuuuuu

Kruk Siwy - 1 Lutego 2010, 09:35

No jak dziecko, zupełnie jak dziecko. Oczywiście hipoteza zakrzywienia temporalnego jest ciekawa. Ale raczej chodzi o:
1. Kwestię ważności spraw dla danej osoby.
2. Symultanicznego wykorzystania danego czasu.

Nie ma (na dłuższą metę) czegoś takiego jak brak czasu. Jest tylko brak chęci albo ogólne rozmamłanie.

Zgaga - 2 Lutego 2010, 17:57

A wracając do przeglądu filmów Kurosawy - Tron we krwi poza mną.
Trochę mi brakowało części szekspirowskiej przepowiedni, że bohater zostanie pokonany przez nie zrodzonego z kobiety. Ale jak rozumiem takie barbarzyństwo w Japonii by nie przeszło.

Oglądanie w czytelni multimedialnej ma jeszcze jedną zaletę: można przy okazji do jakiejś ciekawej książki zajrzeć. I tak wpadli mi w łapki Samuraje Turnbulla. Pozycja o tyle ciekawa, że dzięki ilustracjom na kalce technicznej, można zobaczyć różne warstwy odzieży, jakie zakładali samuraje.

mBiko - 3 Lutego 2010, 00:35

Kruk Siwy napisał/a
Jest tylko brak chęci albo ogólne rozmamłanie.


Z głębokim żalem zawiadamiamy, że mnie właśnie cuś takiego dopadło. Ostatnimi czasy nie jestem w stanie wykrzesać z siebie energii żeby zrobić coś konstruktywnego. Czytanie mi nie idzie, filmy porzucam w połowie lub oglądam z doskoku, muzyki nie słucham. Nie mam nawet pary na wyjście z aparatem. KWŚ mnie dopadł, czy inna cholera?

Zgaga - 3 Lutego 2010, 08:23

Jeżeli nie oglądasz się za 20 lat młodszymi to nie KWŚ a spóźniona depresja jesienno-zimowa, brak słońca, światła itd.
Najgorszy jest wówczas nastrój: nic mi się nie chce i nudzi mi się (jednocześnie).

merula - 3 Lutego 2010, 08:55

Mam tak ostatnio. I do tego: coś bym zjadłą, ale nie wiem co. Więc otwieram lodówkę, popatrzę chwilę i zamykam.
Zgaga - 3 Lutego 2010, 08:59

merula , tym akurat bym się nie martwiła.
Jeszcze trzeba poświąteczne kilogramy spalić. A tu jakoś zimowo organizm wszystko kumuluje.

merula - 3 Lutego 2010, 09:02

Cóż, trzeba ruszyc swoje 4 litery i pomachac nogami. Jakos wtedy wraca chęć do życie, a i kumulacja mniejsza :wink:
Zgaga - 3 Lutego 2010, 09:05

Nogami? Raczej rękoma.
Codziennie rano mam 20 minut rozgrzewki: śnieg ze schodów muszę zwalić.
Dobrze taka poranna gimnastyka budzi. :lol:

merula - 3 Lutego 2010, 09:10

Widzisz jak Ci natura ułatwia walkę ze świąteczną kumulacją? Tylko dziękować :mrgreen:


Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group