To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Planeta małp - Co nas wk***wia, znaczy się, irytuje

hardgirl123 - 1 Lipca 2009, 09:47

:)
dziwne żeby były po polsku w takim razie :>

a tka btw myslałam, że ci studenci chcieli żeby wykładowca mniej naukowo mówił :<

Ozzborn - 1 Lipca 2009, 09:47

Witchma, czasami przeraża mnie nasza telepatyczna więź ;P:
Witchma - 1 Lipca 2009, 09:59

Ozzborn, :lol: Trzeba nam będzie nauczyć się z tym żyć ;)
Piech - 1 Lipca 2009, 12:25

gudrun napisał/a
artykuł na ten temat, młodsza młodzież nie czytać bo się załamiecie

Gimnazjów faktycznie mogłoby nie być. Od początku był to twór stworzony na siłę, bez racjonalnego uzasadnienia. Selekcji prawie nie ma, bo przecież gimnazjum musi przyjąć wszystkich chętnych w swoim rejonie. Problemy natomiast są przy rekrutacji choćby takie, że po podstawówce przychodzą dzieci, które miały wcześniej różne języki obce, a w gimnazjum nie wiadomo jak tworzyć klasy, gdzie jedni mieli wcześniej angielski, an przykład, a inni wcale. Nieprawdą jest natomiast, że w gimnazjach pracuje się mniej lub gorzej. Nie wiadomo, co ten profesor chciał w wywiadzie powiedzieć. Wygląda mi, że palnął głupotę.

Od komuny pokutuje przekonanie, że wszyscy powinni zdać maturę, dlatego teraz się trąbi, że jak 20% oblewa, to skandal. Ale co warty jest egzamin, który każdy może zdać? Maturę powinni mieć tylko ci, którzy jej potrzebują, czyli kandydaci na wyższe studia. Pozostali nadal mieliby świadectwo ukończenia szkoły średniej.

Sytuacja z wyższym szkolnictwem jest naprawdę patologiczna. Tak w ogóle, co to znaczy, że większość ma wyższe wykształcenie? To tak jak z jajami w Ameryce (kurzymi): nie ma rozmiaru small. Skala zaczyna się do medium. To nie jest wyższe wykształcenie, skoro większość je ma. Logicznie rzecz ujmując, większość wyznacza poziom średni. Pomijając sprawę inflacji pojęcia "wyższy", większość tych "studiów" jest faktycznie niewiele warta. Skoro jednak wszyscy chcą być menedżerami, mamy sytuację "all chiefs - no Indians". Ale co tam - jak chcą, niech próbują. To już są ludzie pełnoletni, nie dzieci, a rzeczywistość zweryfikuje, czy dobrze zainwestowali. Byle mnie to, podatnika, nie kosztowało. Na szczęście te uczelnie kształcące samych menedżerów oraz magistrów logistyki i pakowania, to uczelnie prywatne.

Tak w ogóle to na uczelniach prywatnych prawie nie ma kierunków, które by wymagały czegoś więcej niż wynajętej salki i rzutnika, i figurantów profesorów na liście płac. No ale to nie mój ból - dopóki, powtarzam, nie muszę do tego dopłacać.

Virgo C. - 1 Lipca 2009, 13:22

Całkiem niedawno w dodatku miejskim do Wyborczej było info, że uczelnie najchętniej by znów zaczeły przeprowadzać własne egzaminy, ale CKE staje okoniem, egzamin można przeprowadzać ale nie z tych przedmiotów, które kandydat zdawał na maturze.
http://miasta.gazeta.pl/k...ampaign=4807058

Jedno zdanie mi się szalenie podoba:
Matematyka to logika, a humanista, który nie potrafi logicznie myśleć, nie jest humanistą. Niechlujstwo intelektualne studentów bierze się stąd, że w szkole nie przywiązywali właściwej wagi do matematyki - tłumaczy dziekan wydziału (filozofii UJ - przyp. mój)

Agi - 1 Lipca 2009, 13:26

Virgo C., dziekan ma rację.
Virgo C. - 1 Lipca 2009, 13:31

Dlatego własnie mi się podoba. Chociaż tych, którzy najbardziej jęczą gdy mowa o przedmiotach ścisłych pewnie nic nie przekona.
feralny por. - 1 Lipca 2009, 13:41

Od pewnego czasu zauważam lansowanie tezy, że "prawdziwy humanista" powinien być matematycznym głąbem. "Ja się na matematyce nie znam, ja mam umysł humanisty", słyszeliście to nie raz, prawda? Dla co poniektórych gała z matmy jest jak order, wręcz nobilituje, a konieczność uczenia się matematyki traktują jak zbrodnię przeciwko ludzkości.
Martva - 1 Lipca 2009, 15:20

Totalne uziemienie domowo-weekendowe. Nie wyjeżdżam z miasta (pa pa, Avangardo) i nawet nie mogę wyjść z domu na dłużej niż kilka godzin...
Piech - 1 Lipca 2009, 15:38

feralny por. napisał/a
Od pewnego czasu zauważam lansowanie tezy, że prawdziwy humanista powinien być matematycznym głąbem. Ja się na matematyce nie znam, ja mam umysł humanisty, słyszeliście to nie raz, prawda? Dla co poniektórych gała z matmy jest jak order, wręcz nobilituje, a konieczność uczenia się matematyki traktują jak zbrodnię przeciwko ludzkości.

Co więcej, tacy ludzie uważają się, i też uchodzą, za wykształconych. Prędzej już "wykształceni inaczej". Nie mówię o rozwiązywaniu równań różniczkowych, ale człowiek wykształcony powinien mieć pojęcie o matematyce i przedmiotach "ścisłych" przynajmniej na poziomie szkoły średniej. Tyle może każdy, nawet średnio inteligentny człowiek.

gudrun - 1 Lipca 2009, 16:05

feralny por. napisał/a
Od pewnego czasu zauważam lansowanie tezy, że prawdziwy humanista powinien być matematycznym głąbem. Ja się na matematyce nie znam, ja mam umysł humanisty, słyszeliście to nie raz, prawda? Dla co poniektórych gała z matmy jest jak order, wręcz nobilituje, a konieczność uczenia się matematyki traktują jak zbrodnię przeciwko ludzkości.


Ok, rozumiem że dla Ciebie takie stwierdzenie to dowód debilizmu. Ja jestem (jak już wspominałam) humanistką i matematycznym głąbem. Moja prawda jest jednak taka, że to, czego mnie usiłowano nauczyć w liceum (pamiętam jakieś funkcje trygonometryczne, jakieś całki i różniczki) do tej pory było mi CAŁKOWICIE do niczego w życiu niepotrzebne. Potrzebne mi były: rachunki (cenię sobie umiejętność policzenia czegoś w pamięci a jak nie to na papierku) i geometria na poziomie podstawówki - umiem obliczyć, ile muszę kupić tapet, mając centymetr krawiecki i pokój.

Uważam, że mój czas spędzony na lekcjach matematyki był po prostu zmarnowany.

Jest też druga strona medalu: osobie o umyśle "ścisłym" potrafiące niechybnie logicznie myśleć, często nie potrafią sklecić rozumnego zdania na piśmie. Zdarzyło mi się uczyć informatyków i odkryłam ze zgrozą, że 80% z nich nie rozumie takich pojęć jak "podmiot" i "orzeczenie". A jakie robią błędy ortograficzne to nawet nie wspomnę.

Proszę sobie z nas nie żartować, ściślaki, bo my się też z was będziemy śmiać.

Fidel-F2 - 1 Lipca 2009, 16:23

gudrun napisał/a
Uważam, że mój czas spędzony na lekcjach matematyki był po prostu zmarnowany
W zasadzie caly material dotyczący literatury na języku polskim przerabiany przez cirka dekadę do niczego mi się w życiu nie przydał
gudrun - 1 Lipca 2009, 16:32

Rozumiem Cię doskonale - Pan Tadeusz i Chłopi ą zbędnym balasem bez żadnych wątpliwości. Co się przydaje, to sztuka nie wyjścia na głąba. Gdy się napisze w CV, że się chce pracować jako "menedrzer", to nie ma rady, jest się głąbem.
Ziuta - 1 Lipca 2009, 19:10

gudrun napisał/a
Rozumiem Cię doskonale - Pan Tadeusz i Chłopi ą zbędnym balasem bez żadnych wątpliwości.

Ale Chłopów każdy normalny człowiek z wielką chęcią przeczyta i bez szkoły.

merula - 1 Lipca 2009, 19:36

Ziuta napisał/a
Ale Chłopów każdy normalny człowiek z wielką chęcią przeczyta i bez szkoły.


ja na przykład nie

hardgirl123 - 1 Lipca 2009, 19:40

plany wzięły w łeb :<
Martva - 1 Lipca 2009, 19:41

Rodzina.
gigant90 - 1 Lipca 2009, 20:01

rodziny sie nie wyiera, ale mozna ja sobie ulozyc :)
Fidel-F2 - 2 Lipca 2009, 05:07

gudrun napisał/a
Rozumiem Cię doskonale - Pan Tadeusz [...] ą zbędnym balasem bez żadnych wątpliwości.
odejdź bo Cię trzasnę
Agi - 2 Lipca 2009, 06:23

Fidel-F2 proszę, bez gróźb!
feralny por. - 2 Lipca 2009, 07:21

gudrun, niepokojące jest dla mnie, że ignorancję stawia się na piedestale, a ostateczną konsekwencją tego są ludzie, którzy niedość, że liczyć nie umieją, to jeszcze podmiotu od orzeczenia nie rozróżniają. Uważają, za to, że są wielkimi humanistami, bo mieli lacza z matmy, a to się powoli staje się warunkiem koniecznym i wystarczającym do bycia humanistą.

Jestem inżynierem, myślisz, że "Sonety z chałupy" do czegoś mi się przydają? Nie mam jednak do nikogo pretensji, że literatura, zwana dla niepoznaki językiem polskim, była przedmiotem obowiązkowym w szkole średniej. Można dyskutować nad doborem lektór, ale konieczność posiadania pewnej wiedzy ogólnej, także matematycznej jest sprawą oczywistą i bezdyskusyjną.

dzejes - 2 Lipca 2009, 07:24

feralny por. napisał/a
gudrun, niepokojące jest dla mnie, że ignorancję stawia się na piedestale, a ostateczną konsekwencją tego są ludzie, którzy niedość...


Wiem, wiem. Spacja się zacięła.

feralny por. - 2 Lipca 2009, 07:27

To bardziej skutek oglądania Monty Pythona do pierwszej nad ranem, wrodzonego niechlujstwa i lenistwa, z którym nie zawsze mam siłę walczyć.
dzejes - 2 Lipca 2009, 07:40

Po Twojej odpowiedzi aż chce mi się wypowiedzieć w temacie.

Tak więc nie widzę owego lansowania. Nie i już. Oczywiście, że są ludzie nazywający swoją ignorację "humanizmem", czy usprawiedliwiający ją na różne głupie sposoby. Jednak nie zaobserwowałem jakiegoś trendu, czy mody, o której piszecie.

Odnoszę za to wrażenie, że nie zauważacie jak wąski jest zakres nauczania w szkole przedmiotu zwanego "język polski". Podobnie jak nigdy nikt mnie nie uczył całek, czy różniczkowania, tak i nikt nie wspominał o narratologii. Obie te rzeczy w dorosłym życiu są mi całkowicie nieprzydatne, jednak w drugim przypadku sam się dokształcam, z potrzeby serca ;) Matematyka natomiast przydaje mi się do obliczenia średniego spalania samochodu, mnożenia i dzielenia bez kalkulatora w razie konieczności, czy obliczenia ile podatku zapłacę. Pędu do poznawania całek nie czuję.

I coś dla Piecha ;)

gudrun - 2 Lipca 2009, 08:12

Fidel-F2 napisał/a
gudrun napisał/a
Rozumiem Cię doskonale - Pan Tadeusz [...] ą zbędnym balasem bez żadnych wątpliwości.
odejdź bo Cię trzasnę

Rozumiem że uraziłam Twoje najgłębsze patriotyczne lub literackie uczucia - przepraszam. Ale do czego on jest potrzebny? A zwłaszcza do czego w TAKIEJ ilości? Dlaczego moje dzieci muszą znać odpowiedź na pytanie "Co Tadeusz zobaczył po przebudzeniu?"
[quote="feralny por"]gudrun, niepokojące jest dla mnie, że ignorancję stawia się na piedestale Nie stawiam swojej ignorancji na piedestale. Zwracam tylko uwagę, że robienie błędów ortograficznych też jest ignorancją.

Patrz:
feralny por napisał/a
dyskutować nad doborem lektór
:mrgreen:
I że nie tylko humaniści są ignorantami, tylko tak w sumie kokietują tym swoim antytalentem do cyferek, inżynierowie są natomiast na swój temat śmiertelnie poważni. Bezzasadnie.

Godzilla - 2 Lipca 2009, 08:52

Coraz bardziej wygląda na to, że dostanę połowę urlopu, który zaplanowałam. O, dosyć tego.
Fidel-F2 - 2 Lipca 2009, 08:54

gudrun, do niczego, ogólnie szkolenie w szkole nie jest do niczego potrzebne, najlepiej by bylo za mlodu przyuczać do zawodu. Po co tokarzowi wiedza z takich zakresów jak biologia, fizyka, chemia, czy literatura? Czteroletnia podstawówka do nauczenia czytania, pisania i prostej matematyki i kilkutygodniowy kurs zawodowy załatwiają sprawę. Jakaż oszczędność dla budżetu państwa i stresu dla samego zainteresowanego.
Kruk Siwy - 2 Lipca 2009, 09:02

Ano. Pracowałem w Biurze Projektów i ciągle mnie obrażano zwracając się do mnie "panie inżynierze". Hihihii
Z tą literaturą w szkole to jest problem, bo to rzeczywiście jest męczące i potem dla wielu zbędne, ale... człowiek bez wiedzy ogólnej jest trudny do wytrzymania. Żyć mu się będzie dobrze, ale moim kumplem raczej nie zostanie.
Wiedza kto to był Pan Tadeusz i co widział rankiem może się przydać, choćby właśnie w rozmowie towarzyskiej, krzyżówce, odszyfrowaniu odniesień w jakiejś badziewnej fantastyce... Całki i różne różności z plusami i znakami nieskończoności nie przydają się na nic, chyba, że autentycznie jest się tym inżynierem i wykonuje jakś techniczny zawód.

dalambert - 2 Lipca 2009, 09:03

Fidel-F2 napisał/a
najlepiej by bylo za mlodu przyuczać do zawodu. Po co tokarzowi wiedza z takich zakresów jak biologia, fizyka, chemia, czy litera

rewelacja - mam nadzieję, ze powołają stosowne ministerstwo do przydzielania zawodów zgodnie z przewidywanymi potrzebami krajowej i unijnej gospodarki!
Dobrrze będzie mieć wiedzę i pewność w wieku czterech lat, że będzie sie ślusarzem lub lekarzem :mrgreen:

gigant90 - 2 Lipca 2009, 09:05

lol :D


Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group