To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Mechaniczna pomarańcza [film] - Ostatnio oglądane filmy

Hubert - 12 Grudnia 2010, 00:26

Jak dla kogo ;P:

W przypływie dobrego humoru spróbowałem życzliwiej podejść do Spidera 3. No nie da się, po prostu. Próbowałem, mimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie przychylniej spojrzeć na ten film. Postać Pająka nie jest super głęboka, ale żeby spłycić ją jeszcze bardziej...
Co to za Venom, do diaska.
Zróbmy porównanie:
Film:
Cytat
Jest chłopaczek-spider. na przeciwko niego staje niewiele większy venomik
- eddie, nie rób tego, ten kostium sprawia że stajesz się zły!
- lubię zło!


Komiks/w paru procentach kreskówka:

Cytat
Jest Spider. Umięśniony, normalnego wzrostu i pyskaty. Venom jest tu wielkim, czarnym, śliniącym się behemotem, który ryczy jak silnik od Harleya.
- Eddie, kostium próbuje nad Tobą zapanować. Poza tym masz w nim tyłek jak szafa.
- WE'RE GONNA TO EAT YOUR BRAINZZZZ


I od razu widać różnicę. :mrgreen:

Fidel-F2 - 12 Grudnia 2010, 00:30

naprawdę?
Hubert - 12 Grudnia 2010, 00:49

Tak.
Fidel-F2 - 12 Grudnia 2010, 01:42

muszę zmienić okulary
Hubert - 12 Grudnia 2010, 11:01

Zapewne.
ilcattivo13 - 12 Grudnia 2010, 15:15

"Dawno temu w Iłży". Pół-amatorski film o trudach miłości w czasach średniowiecza... Dałem radę oglądać aż do dialogu:
Cytat
- Jak Cię zwą?
- Maćko, pani

I w tym momencie umarłem ze śmiechu :D Nie byłoby problemu, gdyby ów "Maćko, pani" nie był głównym bohaterem filmu...

I tu jest mój główny zarzut dla całego filmu. Tak jak sposób kręcenia ujęć, scenografia, kostiumy, choreografia walk i nawet sama fabuła są całkiem dobrze zrobione (poza kilkoma wpadkami z użyciem blueboxa), tak za dźwięk wypadałoby komuś skopać żopę. I to nie za techniczną stronę dźwięku, bo ta jest o.k., ale raczej za dobór aktorów i narratora. Bo najgorszym problemem filmu są głosy postaci i tegoż narratora. Główny bohater ma głos jakby się helu nałykał i udawał Pawlaka z "Samych swoich" - nawet najbardziej tragiczna, wzruszająca czy podniosła scena zmienia się w farsę, kiedy się "Maćko, pani" odzywa... Narrator, to już w ogóle tragedia - przejść przez czołówkę filmu z włączonym dźwiękiem, to jak z wsadzonym w zadek śrubokrętem naprawiać zegarki marki Poliot - teoretycznie się da... O biskupie krakowskim nawet nie będę wspominał - nie wiem, czy kiedykolwiek ktokolwiek pełniąc tę funkcję miał mniej niż 30 lat (a na tyle mi wygląda filmowy biskup).

Filmu nie ocenię, bo i nie chcę, i nie mogę. Może warto by było, gdyby twórcy następnym razem trochę pomyśleli, zanim zatrudnią do odtwarzania najważniejszych ról swoich znajomych i kumpli. Może zamiast tego narratora, lepiej było zatrudnić jakiegoś starszego i będącego "w stanie spoczynku", ale profesjonalnego aktora? A może wziąć ten film na warsztat jeszcze raz i podłożyć co niektórym aktorom głosy?

Film jest dostępny w sieci za darmo (swoją droga, to bardzo wątpię, czy ktokolwiek zapłaciłby za jego oglądanie - no chyba, że twórcy widzom :twisted: ). Jeśli będziecie chcieli oglądać, to od razu uprzedzam - wyłączcie głos i oglądajcie jako niemy film.

Fidel-F2 - 12 Grudnia 2010, 23:08

VI Batalion Autentyczna historia odbicia jeńców amerykańskich z japońskiego obozu. Film niestety średniawy, sporo za długi (2h), przez to rozwleczony i nudny. Przez pierwszą godzinę ciężko powstrzymać ziewanie, póżniej coś tam się dzieje. Poza tym zadęcie, pompatyczność i amerykański superpatriotyzm; logika tu i ówdzie w zawieszeniu. Dobija melodramatyczny wątek romansowy. Cierpienia młodego Wertera to betka.
Konkludując daje radę obejrzeć ale specjalnej konieczności nie ma.

dzejes - 12 Grudnia 2010, 23:12

The Fountain

Spoiler:
rozwleczone na półtorej godziny.

Zieeew...

Kruk Siwy - 13 Grudnia 2010, 00:56

Obejrzałem Desperado 2. Co za kupa.
terebka - 13 Grudnia 2010, 10:12

District 9, nie było aż tak tragicznie. Rozmach, formuła dokumentu, która na początku lekko drażniła, nieco zbyt dużo patosu, wszystko się wymieszało i dało się to obejrzeć bez odruchów wymiotnych - w przeciwieństwie do Dnia w którym zatrzymała się ziemia, typowo holywoodzkiej ściemy.
ketyow - 13 Grudnia 2010, 11:07

Namówiłem dziewczyny wczoraj na pójście do kina. Chciały iść na jakies Świnie w kosmosie, czy coś. Cichcem zrobiłem rezerwację, pojechałem po bilety pół godziny wcześniej i... byliśmy na Maczecie :mrgreen:

Byłem nastawiony na komedię, flaki i cycki i to dostałem. Jako człowiek uważający Planet Terror za niemal denne, mogę powiedzieć, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, film bardzo mi się podobał i na pewno obejrzę jeszcze raz. 9/10

Martva - 13 Grudnia 2010, 11:10

ketyow napisał/a
jestem bardzo pozytywnie zaskoczony,


A dziewczyny jak?

ketyow - 13 Grudnia 2010, 11:14

Dziewczynom też bardzo się podobało, mimo że krzywiły się jak próbowałem zachwalać wcześniej film słowami: "flaki", "cycki", "krew", "cycki" :mrgreen: Miałem pewne obawy czy przełkną, ale wychodziły bardzo zadowolone :)
dalambert - 13 Grudnia 2010, 11:20

ketyow napisał/a
mimo że krzywiły się jak próbowałem zachwalać wcześniej film słowami: flaki, cycki, krew, cycki

Moze przedstawiane przez Ciebie zalety i pozytywy filmu nie bardzo przemawiały do ich zainteresowań / cycki mają własne, a flaki nie koniecznie bawią panienki/ :wink:

ketyow - 13 Grudnia 2010, 11:21

A mimo to, scena z flakami została ich ulubioną :mrgreen:
dalambert - 13 Grudnia 2010, 11:24

Ależ ketyow, to oczywiste / tyż lubią, czasami nawet bardziej/ ale nigdy się nie przyznają do tego, takie już są :wink:
Adon - 13 Grudnia 2010, 11:27

ketyow napisał/a
Jako człowiek uważający Planet Terror za niemal denne, mogę powiedzieć, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, film bardzo mi się podobał i na pewno obejrzę jeszcze raz. 9/10

To masz odwrotnie. Planet Terror był dla mnie zabawny, a na Machete mało z nudów nie zasnąłem. TOTALNE rozczarowanie.

Nina Wum - 13 Grudnia 2010, 11:40

O, widzę, że ketyow też. :)

Łeb ucięty Maczetą.
Czyj? Ano, mój.

Zawsze lubiłam komiksiarskie kino: przerysowane efekty, dograne dźwięki strrraszliwych ciosów, fontanny zbyt jaskrawej krwi. (To, że lubię także Kurosawę, nie ma tu nic do rzeczy.) Kicz, który mruga do odbiorcy - nawet, gdy robi to z wdziękiem podstarzałej drag queen. :mrgreen: Zdolnych reżyserów, którzy przyszli na świat, gdy sterta Dzieł Przełomowych była już nazbyt spiętrzona i pozostało im jedynie pasożytować na tej kupie (niektórzy nazywają to ładnie postmodernizmem.) Nie przeszkadza mi, że twórca jest uroczym egocentrykiem i robi film tak naprawdę tylko o tym, iż on, Twórca, Robi Film.

Ale Watsonie, na Boga! Są jakieś granice hucpiarstwa. Ta kupa, tak sprawnie przyrządzona z cudzego, tak uwodzicielsko łyskająca syntetycznymi kolorami, musi się trzymać kupy. Jednak.
Maczeta nie trzyma się kupy.
Istnieje kilka powodów, dla których dotrwałam do końca. Te powody mają nogi. Łatwo można je wymienić w kolejności wkraczania (do akcji.) Danny Trejo, facet o urodzie z gatunku "za samą twarz - pięć lat." Podstarzały, brzuszkowaty Seagal, bawiący się własną kuriozalnością. (Pomyśleć, że nie wierzyłam, by miał poczucie humoru!)
Jeff Fahey ze swym tłustym zaczesem, sygnetem i całokształtem - wygląda, jakby uciekł z planu "Dzikości serca". :mrgreen: Don Johson, ciepły uśmiech sadysty. Fenomenalny, patriarchalny, kordialny De Niro - pojawił się wcześniej, ale On jest z tych, co zawsze dostają "AND" przed nazwiskiem. (Zasłużenie. Anieli, głoście chwałę jego!) Michelle R. gra tak, jak zwykle - zadziornie&zuchowato™ - ale daje radę. W kwestii Alby nie mam zdania. Jestem heteroseksualną nudziarą, więc oczywiste dla panów zalety tej artystki mnie mogły umknąć. :wink:
Nieźli - lub znakomici aktorzy, sprawnie działający wewnątrz osobliwej bańki, w której ich reżyser umieścił. Niestety, demonstrują swoje talenty w scenariuszowej, zdjęciowej, muzycznej próżni. Cała reszta filmu to rzadka maź. Substancja miękka i podatna. Flaki niestety nie ratują sprawy.
Jest mi autentycznie przykro. Zawsze dawałam żywy odpór snobom, kręcącym noskami na tego typu kino. Teraz, gdy któryś z obrzydzeniem wspomni Maczetę, schowam się pod stół. Ścięty łeb wciąż boli.

edit: minus jedno zbędne zdanie.

Nutzz - 13 Grudnia 2010, 12:17

Nieeeee, no, Seagal'owi brawa należą się za różową 'katanę'.
Chyba się zakochałem :mrgreen:

Nina Wum - 13 Grudnia 2010, 12:41

Nutzz, to będzie raczej trudna miłość. :lol:
Ale fakt - ten róż, no i scena, w której Steven S. oddaje ducha. :bravo

Memento - 13 Grudnia 2010, 14:19

The A-Team

Po raz drugi. Czyste szaleństwo. :mrgreen: :bravo :bravo

Nutzz - 13 Grudnia 2010, 16:13

Nina Wum napisał/a
Nutzz, to będzie raczej trudna miłość. :lol:

Z kataną czy z Seagalem? :mrgreen:

ilcattivo13 - 13 Grudnia 2010, 16:38

Memento napisał/a
The A-Team

Po raz drugi. Czyste szaleństwo. :mrgreen: :bravo :bravo


od razu można poznać człowieka, który się nie wychował na serialowym oryginale :wink:

**********************************

Trzy filmy obejrzane ostatniej nocy...

"Near dark", czyli wampiry na współczesnej amierikańskiej wsi. Krew się leje, jest momentami ostro, ale poziom głupoty i kompletny brak logiki w fabule, a także raczej średni aktorzy (choć i Lance Henriksen się pojawia, i Bill Paxton), nie pozwalają dać więcej niż 3/10. No i kto to widział, żeby główna bohaterka - wampirzyca - nie miała piersi... :roll:
Najgłupszy moment w filmie:
Spoiler:


"Jonah Hex". Jedna z niewielu ekranizacji komiksu, jaka mi się podobała. Brolin wypadł bardzo dobrze w roli tytułowej, Malkovich jako bad-boss też był dobry (choć to nie jest jego najlepsza rola).
Z czystym sumieniem mogę się przypierdziulić do kilku rzeczy. Po pierwsze, po jaką cholerę gra tam Megan "Majkel Dźekson" Fox? Jest tyle fajnych i naturalnych aktorek na świecie, a musieli tego potwora wstawić... Z drugiej strony, mogli wziąć Kim K. ... Brrrr... Łeech... No dobra, od biedy ujdzie. Po drugie - wkurzają mnie zagięcia przestrzenne w ekranizacjach komiksów. Najpierw była "Liga ekstraordynarnych dżentelmenów" i
Spoiler:
, a teraz okręt bad-bossa, który
Spoiler:
. Dlatego film dostaje 7/10

I gwiazda wieczoru - "The Other Guys". Średnio co pięć minut umierałem ze śmiechu. To zdecydowanie najlepsza parodia filmu "policyjnego", jaką w życiu widziałem. Świetny Will Ferrell, może nie tak genialny jak grając Hanka the Tanka w "Old School", ale nadal świetny. 8,5/10, w tym +3 za początek filmu, który mnie rozwalił na łopatki i wyłaskotał :mrgreen:

Memento - 13 Grudnia 2010, 18:52

ilcattivo13 napisał/a
Memento napisał/a
The A-Team

Po raz drugi. Czyste szaleństwo. :mrgreen: :bravo :bravo


od razu można poznać człowieka, który się nie wychował na serialowym oryginale :wink

Sugerujesz że nie oglądałem? ;>

ilcattivo13 - 13 Grudnia 2010, 18:55

a muszę cokolwiek sugerować? :wink:
Sandman - 13 Grudnia 2010, 20:25

A Team - dno mi się oberwało, nie wiem jak dotrwałem do końca.
Jonah Hex - a naiwnie myślałem, że to A Team było słabe,
Salt - to już Tomb Raider był bardziej wiarygodny

Wczoraj był bardzo zły wieczór filmowy :evil:

joe_cool - 13 Grudnia 2010, 21:41

Właśnie oglądam "Dzień niepodległości" na Polsacie :mrgreen: Nie widziałam tego wcześniej, ale widzę, że straciłam kupę rozrywki i facepalmów :mrgreen:
Dunadan - 13 Grudnia 2010, 23:11

joe_cool napisał/a
Właśnie oglądam Dzień niepodległości na Polsacie :mrgreen: Nie widziałam tego wcześniej

:shock: ;P: :mrgreen:

dalambert - 13 Grudnia 2010, 23:36

Dunadan, a ja to lubię mimo naiwności i od czasu do czasu pojawiających się idiotyzmów/ ludzka trupia czaszka jako sygnał ostrzegawczy w bazie kosmicznych najeźdźców/ :mrgreen:
joe_cool - 14 Grudnia 2010, 00:14

Mnie chyba najbardziej rozwaliła scena w tunelu, gdy piesek w ostatniej chwili umknął przed falą ognia :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Na szczęście na TVNie leciał potem Beats of Freedom.



Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group