To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Mechaniczna pomarańcza [film] - Ostatnio oglądane filmy

Matrim - 7 Czerwca 2010, 22:10

Memento napisał/a
trwonienie paliwa, wody i amunicji na poszukiwania biblii (nie czarujmy się, wszyscy wiedzieliśmy że to jest tytułowa księga, no bo co innego?


Memento, kuna, nie spoileruj więcej :!: :evil: Obejrzałeś? - super. Nie podobało się? - trudno. Ale daj obejrzeć innym i daj im wyrobić własne zdanie :?

Memento - 7 Czerwca 2010, 22:15

Ok, sorry, poprawione. Zirytowałem się. :roll:
ketyow - 7 Czerwca 2010, 22:16

Ja pierd*lę... a ileż to można było powtarzać, to jeszcze w przypadku lostów udawał, że nie wie o co chodzi. Mam dodać te tematy do ignorowanych, bo ciągle się będę dowiadywał przedwcześnie fabuły w filmach?
Memento - 7 Czerwca 2010, 22:27

Bo nie wiedział o co chodzi. Nie skumał że temu drugiemu Wojtkowi chodzi nie o treść, a o oznaczenie spoilerów. :twisted:
feralny por. - 7 Czerwca 2010, 22:38

Memento, skoro mnie wywołałeś to proszę, taka dykteryjka:

Rok 1946, samoloty latają coraz szybciej i coraz większej szybkostrzelności wymaga się od lotniczej broni pokładowej. Jednak dla broni automatycznej przeskoczenie 1500 strz./min. okazuje się niemożliwe. Amerykanie chcą jednak więcej, bardzo chcą. Chłopaki z GE dostają kontrakt na opracowanie bardzo szybkostrzelnej broni, zamykają się w kanciapie i móżdżą, jednak po rozebraniu g na atomy nic im nie wychodzi i w końcu ktoś w poszukiwaniu natchnienia zaczyna łazić bez celu po magazynie. W trakcie tego łażenia trafia w ciemny kąt gdzie znajduje kartaczownicę Gatlinga z 1903r. o której nikt nie pamiętał, że ona tam w ogóle jest. W tym momencie mamy scenę jak "Pomysłowego Dobromira" - chłopaki wywlekają kartaczownicę, w miejsce korby dają koło pasowe napędzane przez silnik elektryczny i na dzień dobry wykręcają 5000 strz./min.

Kartaczownica, której użyli do testów stała w kącie od początku XXw. bo mniej więcej w tym czasie dla wszystkich stało się jasne, że przyszłością broni piechoty jest karabin maszynowy i broń napędowa przestała kogokolwiek interesować przez kolejnych kilkadziesiąt lat.

Memento - 8 Czerwca 2010, 18:02

Dobrze, ale jak ta giwera się czuje i sprawuje w zapylonym, pustynnym otoczeniu?


The Road

O wiele bardziej przemawia do mnie takie postapo, gdzie ubrania ojca i syna wyglądają na faktycznie znoszone i zużyte, i gdzie ojciec strzeże jak oka w głowie dwóch ostatnich pocisków w rewolwerze KILKA LAT po apokalipsie, niż takie, w którym ogolony i wymuskany Gary Oldman rozkazuje wyburzyć - dosłownie - dom wyżej wspomnianą kartaczownicą TRZY DEKADY PO APOKALIPSIE. Film niezły pod względem technicznym, ale nijak nie dało się poczuć tego osaczenia i zagubienia, jakie czuli ojciec i syn. A o to chyba w tym filmie chodziło (tak, wiem że film powstał na motywach powieści, ale jeszcze jej nie czytałem).


Valhalla Rising

Hmm. Na pewno nie spodziewałem się tego, co zobaczyłem. Ładne widoczki i plenery, i bardzo naturalistyczne sceny mordów, ale poza tym nuda. Niestety. :(

feralny por. - 8 Czerwca 2010, 18:52

Memento, dopiero co pisałem o "Lady be good", pustynia sama w sobie nie stanowi zagrożenia, dzięki niskiej wilgotności wręcz sprzyja długotrwałemu przechowywaniu, bo znakomicie ogranicza zjawisko korozji. Problemem na pustyni jest niewłaściwa konserwacja polegająca na zastosowaniu tradycyjnego smarowania, czyli pokryciu części metalowych filmem olejowym. Olej nie dość, że przyspiesza gromadzenie zanieczyszczeń (każdy pyłek się przyczepi), to jeszcze w połączeniu z pyłem tworzy coś w rodzaju pasty ściernej i to już jest bardzo niedobrze. Jeżeli jednak postąpimy właściwie i zastosujemy smary "suche" (np popularny spray grafitowy), albo nie będziemy smarować w ogóle i broń będzie zwyczajnie wytarta do sucha, to pustynia nam nie zaszkodzi. Oczywiście chronić mechanizmy przed pyłem i piaskiem oraz usuwać je z miejsc gdzie nie powinny się znaleźć należy, nie tylko z resztą na pustyni.

Tak po prawdzie, to większym problemem wydaje mi się utrzymanie broni (i nie tylko) w sprawności w zimie (takiej prawdziwiej, ze śniegiem po pas i mrozem, że aż koty pierdzą) gdzie nie dość, że trzeba uważać, coby nie zardzewiała, to jeszcze może zamarznąć, albo w dżungli, gdzie wszystko jest wiecznie mokre i rdzewieje na potęgę, niż na pustyni.

Memento - 8 Czerwca 2010, 19:17

Uhm. SenkJu weri macz.
ilcattivo13 - 8 Czerwca 2010, 19:53

Memento - ja książkową "Drogę" przeczytałem jak tylko się ukazała na rynku i dlatego "Bastion" uważam za szmirę. Jak przeczytasz, to zrozumiesz dlaczego.

Tak jeszcze sobie dumałem o "Księdze..." (nawet jeszcze raz go sobie "machnąłem") i coraz bardziej mi się wydaje ten film wiarygodnym. Świat, w którym rozbłysk słoneczny (a nie bomby atomowe, jak mogą uważać m.in. ci, co mieli kopię filmu ze słabym tłumaczeniem ;P: ) zabija prawie całą ludzkość. Niedobitki są w szoku (w przeciwieństwie do "bastionowych" luzaków i twardzieli) i to tak wielkim, że doprowadza ich na skraj szaleństwa
Spoiler:
. Potem jest jeszcze bardziej realistycznie - nie ma kto uprawiać roli, więc szybko kończy się żarcie i ludzie radzą sobie tak, jak to na filmie pokazane.
Ci co decydują się na samotnicze życie, z reguły dziwaczeją i postępują wedle tego, co im (nierzadko "ździebko" świrnięty) "mózg każe".
Spoiler:
Powstają też małe gromadki ludzi, którzy nie zdurnieli do imentu (albo może robi to instynkt stadny) i zdają sobie sprawę, że w kupie łatwiej przetrwać (w końcu nie każdy jest MacGyverem i traperem Sępim Dziobem w jednym). W jednych skupiskach ludności przejmują władzę mniejsi lub więksi tyrani, inne wręcz przeciwnie - rządzone są w "stary dobry cywilizowany" sposób (to samo było w "Dniu Tryfidów" Wyndhama, to samo było u Gemmella, Ballarda, Kim Robinson czy choćby "drogowego" McCarthy'ego - jednym słowem, nie pamiętam post-apo, w którym by tego nie przerabiali).
Spoiler:

Niezależnie od tego, czy grupa ludzi jest rządzona przez bandę mającego manię wielkości tyrana, czy też są to ludzie starający się przywrócić cywilizację (albo tylko uratować z jej dorobku tyle ile się da), wszyscy muszą zadbać o swoje przetrwanie. Jedzenie, jak już pisałem, szybko się kończy, bo nikt go nie produkuje (chyba po prostu jest jeszcze na to cywilizacyjnie za wcześnie). A jak się nie skończyło, to najwyraźniej ktoś miał na tyle rozumu, że potrafił zgromadzić i zadbać o właściwe przechowanie żywności.
Spoiler:
Woda - w naszym świecie (a zwłaszcza na filmowych amerykańskich pustyniach) jest dostarczana wodociągami, ale w filmowym świecie ginie tylu ludzi, że po prostu nie ma kto obsługiwać urządzeń do uzdatniania i przesyłania wody. Picie wody "w stanie dzikim", która jest na 1000000% zanieczyszczona przez środki chemiczne, paliwa czy inne, podobnie "zdrowe", rzeczy (w końcu kto miał dbać o to, czy metalowych zbiorników z paliwem nie przeżre rdza i paliwo nie wycieknie, albo czy chemikalia z opuszczonej fabryki pestycydów nie trafią do wód gruntowych) z pewnością równałoby się samobójstwu (tym bardziej, że opieki medycznej niet). I stąd skupiska ludzi tworzą się wokół źródeł lub zasobów wody zdatnej do picia.
Spoiler:

Paliwo do samochodów czy urządzeń? Stacja benzynowa była w każdej mieścinie, a skoro prawie cała ludzkość zginęła, to niby kto miał to wyjeździć? Zwłaszcza, że nie za bardzo było gdzie i - co ważniejsze - jak podróżować. Bo przeca można trafić na kogoś, kto oprócz tego, że preferuje majątek zdobyty przy pomocy rozboju od majątku wyszabrowanego w ruinach, to jeszcze może być głodny. Bardzo głodny. Albo mieć akurat mieć chętkę na "szybki numerek".
Spoiler:
. Pojazdów też jest od metra i ciut. Problemem jest to, że po takim kataklizmie może nie być za dużo mechaników, którzy potrafią zmusić pojazd do działania. A nawet jeśli mechanik by się znalazł, to jeszcze trzeba mieć części. I trzeba przystosować pojazd do podróżowania przez "ździebko" nieprzyjazne tereny.
Spoiler:
.
Broń i amunicja? Analogicznie jak z pojazdami i paliwem. W każdej mieścinie jest biuro szeryfa, co chwila się człowiek potyka o bazy wojskowe... Broni i amunicji jest pełno. Można wzorem bohaterów strzelanek spróbować nosić nawet 10 giwer i trzy taczki amunicji na raz. Choć bardziej sensowne jest zbieranie broni i amunicji i wykorzystywanie jej tylko w szczególnych przypadkach. Poza tym używanie broni palnej w czasie samotnej podróży aż się prosi o kłopoty, a nawet jak się by te "kłopoty" "rozwiązało", to nigdy nie wiadomo, czy inne, większe "kłopoty" nie zechcą sprawdzić kto to tak radośnie strzela se za lasem. No i jeszcze jedna rzecz, wspomniana przez feralnego, pomysłowość ludzka w tworzeniu broni nie zna granic, a nawet jak się nie ma pomysłu lub materiałów/narzędzi na coś nowego, to zawsze można wykorzystać jakiś stary, wypróbowany sposób. Który nie będzie wymagał zbytniego zaawansowania technologicznego czy materiałowego.
Spoiler:

Stąd też nie zwróciłem większej wagi na chusteczki z KFC - ale tak logicznie rozumując - najbardziej poszukiwanym towarem na pustkowiach raczej nie były. A że chyba we wszystkich amierikańskich fastfoodach można takie dostać, to i nie ma się co dziwić, że
Spoiler:

Co do stanu fizycznego bohatera
Spoiler:


I ostatnia rzecz. Pewnie dla której odbiór filmu jest tak różny - dla mnie to nie jest film akcji, tylko film o wierze i nadziei. I robieniu tego, co słuszne, nawet jeśli wszystko i wszyscy stoją na przeszkodzie. I dlatego ten film mi się tak bardzo podobał. Nie zapominając ofkors o realizmie.

A że "dłużyzny"? To charakterystyczna cecha post-apo. Nawet w Mad Maxie się zdarzały. Że facet popełnia prostackie błędy - a kto ich nie popełnia? To tylko jeszcze bardziej pokazuje, że bohater jest człowiekiem z krwi i kości.

feralny - koty pierdzą nawet jak nie ma mrozu ;P: To chyba taki ich sposób wyrażania uczuć :mrgreen:

edit- zjadło mi część wypowiedzi :evil:

feralny por. - 8 Czerwca 2010, 20:05

ilcattivo13, mój dziadek tak stopniował niskie temperatury:
- zimno
- wilcze zimno
- ziąb
- zamróz
- mróz, że aż koty pierdzą (koniec skali już zimniej nie będzie)
:mrgreen:

ilcattivo13 - 8 Czerwca 2010, 20:18

aaa, teraz rozumiem :mrgreen: A jak stopniował ciepło?
feralny por. - 8 Czerwca 2010, 20:33

Tu był mniej kreatywny, szło mniej więcej tak:
- ciepło
- skwar
- spiekota

ilcattivo13 - 8 Czerwca 2010, 20:46

dzięki :)
Chal-Chenet - 8 Czerwca 2010, 21:27

The Human Centipede - First Sequence
Hmmm. Jak na film, który miał za podstawowe zadanie szokować i obrzydzać, za mało w nim pokazania czegoś więcej. Bo fakt, to co wyczynia pan doktorek jest przerażające, ale zgadzam się z opinią wyczytaną w pewnej recenzji, że brakuje nieco dosłowności w stylu współczesnego horroru francuskiego.
Zaskakujące jest to, że film generalnie trzyma w napięciu, spodziewałem się wielkiej kupy (chociaż może w przypadku tego filmu nie jest to akurat szczęśliwe określenie...), a otrzymałem film, który wcale nie jest taki tandetny jak mogło się wydawać.
Na plus skoncentrowanie się na stonodze i jej (ich?) relacjach z doktorem. Akcja rozgrywa się przez większość czasu w jednym domu, dialogów jest siłą rzeczy mało, co zresztą też jest plusem, gdyby były, musiałyby się obracać wokół tematu "próśb, utyskiwań i gróźb", co szybko stałoby się męczące.
Brakuje mi w filmie wyjaśnienia po co doktor robi to co robi, jaki poza chorą chęcią eksperymentowania, przyświeca mu cel. Jego postać jest wynaturzona, zabija bez emocji, ale można było powiedzieć o nim więcej. I, jak wspomniałem na początku, przydałoby się więcej dosłowności, by szokować o wiele bardziej.
Aha, na plus jeszcze zakończenie.
7/10

ketyow - 8 Czerwca 2010, 23:00

feralny por. napisał/a
Tu był mniej kreatywny, szło mniej więcej tak:
- ciepło
- skwar
- spiekota


Jakieś uprzedzenia do kotów miał? :mrgreen:

Memento - 9 Czerwca 2010, 19:17

An American Haunting

Based on true events. Kto widział ten film i The Exorcism Of Emily Rose, dostrzeże podobieństwa. W obu filmach młode dziewczę jest nękane przez siły nadprzyrodzone. Dręczenie dzieci to IMHO jeden z najstraszniejszych tematów poruszanych w filmie i literaturze. I choć bohaterka An American Haunting jest jeszcze nastolatką, to ten fajt wygrywa film o Emily Rose. Nie tylko dlatego, że w An American Haunting większość aktorów gra jakby pracowali za karę, Rachel Hurd-Wood jest bardziej drewniana niż biurko przy którym teraz siedzę, a Thom Fell sprawia wrażenie pierrdoły absolutnej. W The Exorcism... nie wiadomo, dlaczego Emily przytrafiło się to co się przytrafiło. A mało rzeczy robi horrorowi tak dobrze jak kilka niewyjaśnionych tajemnic.
Na plus jest to, że twórcy wybrali event z czasów młodej Ameryki. Nie tylko dlatego że było to jedyne historycznie udokumentowane nawiedzenie. Miło było odetchnąć od współczesnej 'oprawy' (choć sekwencja z powozem wydaje się ciut przesadzona).
An American Haunting jest bardzo nierównym filmem. Ma świetne momenty (jednym z najlepszych IMHO było 'śledzenie' przez kamerę widmowego wilka), ale ma też kiepskie lub wręcz wołające o pomstę do nieba (na przykład spojrzenie Betsy (Rachel Hurd-Wood) na zalecającego się do niej chłopaka, które to spojrzenie w mniemaniu twórców było 'zabójcze'). Film punktuje pod koniec, gdy akcja przenosi się w czasy teraźniejsze, by znowu zniżyć loty ostatnią, obowiązkowo wszystko wyjaśniającą sekwencją. Na wypadek, gdyby retrospekcje komus nie wystarczyły. :roll:
Filmu nie postawię na równi z bardzo dobrym The Exorcism Of Emily Rose, ale też nie z fatalnym A Haunting In Connecticut. Prędzej pomiędzy nimi. Przyzwoity horror, ale gdyby się jeszcze trochę postarać, byłby co najmniej dobry.


Following

Bardzo udany średniometrażowy debiut Christophera Nolana. Widać zalążek genialnego Memento i zamiłowanie Nolana do braku chronologii w filmie. Absolutny minimalizm, nieco 'surowe' aktorstwo, skromna ścieżka dźwiękowa i czarno-białe zdjęcia - to wszystko sprawiło, że całkowicie wsiąkłem w film na te 70 minut. Prosta, ciekawa historia z femme fatale, jej gachem i nie tak znowuż oczywista wolta na zakończenie. Dla filmoznawców bardziej gustujących w takich filmach to żadna rewelacja, ale ja jestem oczarowany.

Memento - 10 Czerwca 2010, 14:15

9

Jedna z fajniejszych animacji jakie widziałem. Banan na mordzie po seansie gwarantowany. ;P

dzejes - 10 Czerwca 2010, 21:08

A ja się pospałem na tym filmie,
hrabek - 10 Czerwca 2010, 21:13

A ja wpasowuję się pomiędzy - podobał mi się, ale bez rewelacji.
Memento - 10 Czerwca 2010, 22:47

No ja też nie pieję z zachwytu. Powiedzmy że film podobał mnie się trochę bardziej niż hrabkowi. ;)


Metropia

Niezłe. ;P:

Memento - 11 Czerwca 2010, 19:41

The A-Team

Bombastyczne kino akcji z jajem a nawet dwoma. Momentami film jest ostro przegięty (vide 'latanie' czołgiem :mrgreen: ), ale nie psuje to wrażenia ogólnego, które jest jak najbardziej pozytywne. Liam Neeson wydaje się wprost stworzony do roli Hannibala Smitha, pozostali aktorzy też dobrze - IMHO - sobie poradzili. Film był dokładnie taki, jak się spodziewałem: w duchu serialu, ale z większą ilością gagów (co w wersji filmowej siłą rzeczy było nieuniknione) i trochę unowocześniony. Może nazwiecie mnie popcornożercą niewiernym starej dobrej serialowej The A-Team, ale ja chcę sequel. :D

shenra - 11 Czerwca 2010, 20:15

Ondine wielka słabizna. Nawet wątek chorej dziewczynki został tak spłaszczony, że szok. Szkoda, bo historia mogła być serio fajnie zrobiona.
gorbash - 12 Czerwca 2010, 18:48

Obejrzałem G.I.Joe. Tonący lód - to jest coś!!! :D
Chal-Chenet - 12 Czerwca 2010, 19:16

Aftermath. Tematyka nekrofilii nie jest specjalnie popularna wśród filmowców. Wiadomo, temat bardzo kontrowersyjny, zarazem także jeden z tych bardziej niesmacznych. Ale jednak jakieś filmy na ten temat powstawały. Jednym z przykładów jest właśnie Po godzinach. Na początku widzimy dwóch pracowników prosektorium przy pracy. Krojone są ciała dwóch mężczyzn i to już jest niezbyt miły widok. Wszystko pokazane dosyć dokładnie, spece od efektów się postarali. Jest naturalistycznie. Później jednak akcja zakręca w bardziej kontrowersyjne rejony. Jeden z pracowników zostaje na sali, inny kończy pracę. Przychodzi do badania ciała młodej kobiety, która zginęła w wypadku. Badający jest wyraźnie podniecony swoim zadaniem, poza standardowym krojeniem, dochodzi jednakże do zbliżenia.
Nie ma co gadać, film jest poruszający. Dobrze, że trwa jedynie pół godziny, ta długość jest chyba optymalna przy jego "ciężkości".
Dobre wrażenie sprawia całkowity brak dialogów. Ujęciom z kolei towarzyszy "Requiem" Mozarta, co bardzo do filmu pasuje. Film nie jest sztuczny, budzi strach, że podobne rzeczy mogą spotkać naszych bliskich.
Muszę jeszcze zwrócić uwagę na dobra końcówkę. Pomysł kontrowersyjny, ale pasuje do filmu. Porusza.
W swoim gatunku naprawdę bardzo dobry film, jednak nie do oglądania dla osób wrażliwych i nie lubiących kontrowersji..
9/10

shenra - 13 Czerwca 2010, 13:38

Dziewczyna z ekstraklasy, komedyjka taka sobie. Miewała zabawne momenty, ale przegadana.

Plan B zdecydowanie lepsza. Na szczęście nie była przecukiwekowo-hollywoodska.

Memento - 13 Czerwca 2010, 21:05

Batman Begins

Po raz drugi. Rewelacja.

Chal-Chenet - 13 Czerwca 2010, 21:14

Evil Dead
Sobie przypominam serię i powiem, że film wciąż mi się podoba. IMO najlepsza część, głównie przez fakt, że ma najpoważniejszy klimat z wszystkich trzech. Brak niepotrzebnych komediowych wstawek wychodzi zdecydowanie na plus. Dobry klimat a także specyficzna, ale pasująca do filmu charakteryzacja potworów też są zaletami. Napięcie też jest, aktorzy nie grają najgorzej. Czego chcieć więcej?
W pamięci zostaną też charakterystyczne sceny, czyli gwałt dokonany przez drzewo i śpiew jednej z opętanych "We gonna get you..." Mistrzostwo.
Dobrze było sobie ten obraz przypomnieć.
8/10

Stormbringer - 14 Czerwca 2010, 09:16

Green Zone - rzecz może fabularnie niezbyt odkrywcza, ale opowiedziana sprawnie i z napięciem. Realizacyjnie jest to oczywiście dzieło "bournopodobne' (wiadomo, Greengrass), więc jak ktoś się nie boi ultradynamicznego montażu, to tym bardziej polecam. ;)
Memento - 14 Czerwca 2010, 20:49

The Dark Knight AKA Why So Serious?! :twisted:

Zdjęcie Abrahama Lincolna jako podejrzanego o bycie Batmanem, Batman śmigający motórem przez centrum handlowe i wybuchowe żarty Jokera - absolutnie bezcenne. :mrgreen: :bravo Poza tym, to jest najbardziej ponury, najbardziej przygnębiający, najsmutniejszy z filmów o Batmanie jaki widziałem - i być może najsmutniejszy jaki powstał. Tylko pod koniec robi się nieco kupiasto, gdy Dwie Twarze, jeden z moich ulubionych szwarccharakterów tego uniwersum, musi zejść ze sceny, i gdy komisarz Gordon wali mdląco patetyczo-patriotyczną mowę o cichym strażniku, blah blah. :roll:
Jednak w ostatecznym rozrachunku jest to do przełknięcia. Głównie dlatego, że nie można tego uznać za happy end. Przyjaciel Bruce'a który w granicach prawa zdziałał więcej niż Bruce, musi odejść. Joker, który w pewnym sensie zdefiniował na nowo Batmana i jego metody działania, takoż. Jak w tragedii o Edypie, nie przeżył prawie nikt - metaforycznie rzecz ujmując, bo każdy próbował w tej partyjce coś ugrać, a stracił zdecydowanie więcej niż postawił. Gordon jest zmuszony ścigać Batmana, który z wspomnianego cichego strażnika stał się wyjętym spod prawa narwańcem. Z przyjemnością obejrzałem sobie ten film znowu. Naprawdę, Chris Nolan is the man. :bravo :bravo :bravo

Dunadan - 15 Czerwca 2010, 08:40

Ondine
Urzekł mnie klimat pochmurnej Irlandii - gęste ciemne chmury przelewające się nisko nad wzgórzami, mgły, deszcze, morze, mewy... ehh... w sumie historia przez większość filmu ciekawa - wydawało by się że to taki subtelne romantyczne fantasy. I do momentu kiedy się tak wydaje jest fajnie... Farell z irlandzkim akcentem jest super :D nawet ABC fajnie wypadła w tym filmie, ciekawe jak jej dalej pójdzie



Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group