To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Planeta małp - Co nas wk***wia, znaczy się, irytuje

Piech - 17 Grudnia 2008, 11:33

Gwynhwar napisał/a
Ile trzeba gotować głupie jajka, żeby były na miękko?

Mam w domu maszynkę do gotowania jajek na parze. Odmierza się miareczką odpowiednią ilość wody zależnie od wielkości jaj i czy mają być na miękko, czy na twardo. W zasadzie działa to powtarzalnie i nawet niewiele zależy od tego czy jajka były z lodówki, czy w temperaturze pokojowej. Pozostaje taki problem, że po skończeniu gotowania jaja dalej się ścinają. Zanim zjesz pierwsze ugotowane na miękko, drugie zdąży ściąć się na twardo. Można schłodzić w zimnej wodzie, ale wtedy są mniej apetyczne.

Martva - 17 Grudnia 2008, 11:36

Gwynhwar napisał/a
Ile trzeba gotować głupie jajka, żeby były na miękko?


Google na pewno wie.
ekhem, wie ale zna kilka wersji ;)

Gwynhwar napisał/a
Czy ktoś z was ugotował kiedyś jajko na miękko?


Moja siostra gotuje. I wychodzą jej odpowiednie. Ja nie mogę jeść gotowanych jajek, co mnie skądinąd irytuje.

dareko napisał/a
Co chcialas robic w tym staniku?


To co zwykle robię w stanikach :twisted:

Gwynhwar - 17 Grudnia 2008, 11:37

U moicch rodziców jest coś takiego do gotowania jajek w mikrofali, ale posiadam wyjątkowy antytalent do tej pozornie prostej czynności. Albo wychodzą mi na twardo, albo w wersji very soft, w sensie absolutnie nic w jajku nie jest ścięte :D
Martva - 17 Grudnia 2008, 11:38

http://www.mirriel.ota.pl...opic.php?t=2398
Tylko też pierwszy post jest taki pewny siebie, a potem i tak robi się dyskusja ;)

Gwynhwar - 17 Grudnia 2008, 11:50

Dziękuję! Właśnie jem na twardo :D Ech...
Godzilla - 17 Grudnia 2008, 13:47

Jajka w mikrofali? :shock: Kiedyś próbowałam, dwa razy, i oba razy wybuchły. A poza tym były obrzydliwe i smakowały jak guma.
ihan - 17 Grudnia 2008, 14:03

Ignorowanie mojej osoby. Bo co mam napisane w podpisie, nooooo co?
dareko - 17 Grudnia 2008, 14:04

ihan, nie masz wyjscia, sama musisz cos zorganizowac. :mrgreen:
ihan - 17 Grudnia 2008, 14:06

Taaak, tylko jeden wątek odpadł.
Rafał - 17 Grudnia 2008, 14:08

ihan, jak miło :twisted: , a ja mam dostęp do sieci od poniedziałku do piątku 15.00, weekendy sporadycznie, bronię się przed netem w domu jak mogę, ale pomału przegrywam. W ramach działań pozorowanych położyłem sieć, zamówiłem routera z WiFi, ściągnąłem trzy graty do netu i obecnie niby negocjuję z TP i Dialogiem. :wink:
ihan - 17 Grudnia 2008, 14:18

To co Rafale? Który wątek rozrabiamy? Dzisiaj mam czas.
Godzilla - 17 Grudnia 2008, 14:19

Mnie dzisiaj w***wia wszystko. Nawał roboty. Nagle wyrastające duże sprawy w pracy. Głupie trzy dni urlopu przed świętami, o które nagle trzeba toczyć wojnę. Cholera, jak mi szkoda moich dzieciaków.
Rafał - 17 Grudnia 2008, 14:26

ihan, kulinarny n/t śmietany z pomidorami?

Edit, a serio to siedzę właśnie nad wystapieniem szalenie ważnych (we własnym mniemaniu) person z UKS i główkuje jak uprzejmie odpisać aby spróbowali zetknąć własne usta z tylną częścią mojego ciała. Forum jest swietnym przerywnikiem i odstresowaczem.

merula - 17 Grudnia 2008, 15:34

Mąż!!!!!

Nie będę wywlekać prywaty, ale nieźle wsparł moją nerwicę wczoraj i dziś.

Witchma - 17 Grudnia 2008, 15:40

merula, życzę wiadra... albo nawet cysterny cierpliwości.

Ja z kolei nadal nie dostałam kasy z #$%#$^%*^ WSHE.

merula - 17 Grudnia 2008, 15:42

wiesz co, ja nie wiem, czy to już kwestia cierpliwości jest, czy co inszego.
wczoraj niewiele brakowało mi do histerii.
i nie wiem, czy mam siły na ponowienie takich doznań w przyszłości.

Witchma - 17 Grudnia 2008, 15:44

Tutaj to chyba nawet misio nie pomoże :( Ale wsparcie duchowe masz jak w banku.
Lynx - 17 Grudnia 2008, 15:46

merula, zależy co i jak bardzo... czekoladkę?
merula - 17 Grudnia 2008, 15:47

dziękuję za wsparcie, zawsze to miłe.
Witchma - 17 Grudnia 2008, 15:49

A może czekoladowy miś? :)


Agi - 17 Grudnia 2008, 15:51

merula, podrzucę cytat z Młynarskiego: ...weź pan siekierkę...
a poza tym przytulam

ihan - 17 Grudnia 2008, 17:20

merula, siły na to co właściwe. Ściski, ściski.
merula - 17 Grudnia 2008, 18:42

naprawdę mnie ujmujecie serdecznością :oops:
Martva - 17 Grudnia 2008, 23:18

Znajomy, z ciężką depresją (której się wypiera) i podejściem 'umrę to wszyscy będą mieli spokój'. Miał badania okresowe w pracy, lekarka mu pomacała tarczycę, coś wymacała i kazała zrobić USG i badania hormonów, żeby wykluczyć nowotwór. Opis na gg brzmi: 'mam nowotwór tarczycy i astygmatyzm'. Zapytałam czy dostał skierowanie - nie dostał, dostanie dopiero po świętach, bo lekarz rodzinny przyjmuje w środy. To może prywatnie, to nie powinno być aż tak strasznie drogie - nie ma kasy (jeszcze miesiąc temu była gadka o wzięciu kredytu na drugi rower). Poza tym trudno, najwyżej mu wytną narządy mowy i tym bardziej żadna go nie będzie chciała. Ale przecież od skierowania do badania minie pewnie kilka miesięcy, po co się stresować - on się nie stresuje. Opis ma tak, żeby sprowokować znajomych, a to że nikt się nie dał sprowokować, dowodzi jego zbędności.
Ja już nie mam siły go ciągnąć za uszy i kopać w tyłek, naprawdę. Nie jestem psychologiem, nie wiem co się robi z takimi przypadkami. Wywlekanie prywatnych korespondencji jest be, wiem, ale czy ja mu jeszcze mogę coś poradzić?
Mam wrażenie (czując się wewnętrznie podle) że on się cieszy z tego podejrzenia nowotworu i chce odwlec diagnozę na jak najdłużej.
Wymiękam, pasuję.
I wku*wia mnie to że się wku*wiam, zamiast jakoś sensownie pomóc, ale żywcem nie wiem jak :evil:

dareko - 17 Grudnia 2008, 23:24

Martva napisał/a
Wymiękam, pasuję.
Jednak wiesz co zrobic.
Sandman - 17 Grudnia 2008, 23:42

Martva, niestety tacy ludzie wykorzystują swoją chorobę realną, bądź wyimaginowaną, aby zwrócić na siebie uwagę. Wielu ludzi wręcz wmawia sobie jakieś schorzenia do tego stopnia, że pojawiają się mniejsze lub większe objawy tych chorób, byle zajmowała się nimi rodzina, współczuła im (nie ma to nic wspólnego z hipochondrią). Jest to jedyny sposób w jaki potrafią zainteresować sobą innych.
Inną sprawą jest, że problemy z tarczycą są w wielu przypadkach przyczynami depresji. Nie mówię tu od razu o raku, ale o niedoczynności tarczycy. Badania krwi, poziom TSH i endokrynolog na początek. Potem można myśleć co dalej. Małe guzki tarczycowe wcale nie oznaczają od razu nowotworu i można je spokojnie rozpuszczać farmakologicznie, większe się wycina.
Jedyny problem, to taki, żeby koleś nie polubił za bardzo swojego stanu, bo jeśli faktycznie zauważy, że zjednuje sobie tym ludzi, budzi ich litość i zainteresowanie, to może być wtedy trudno go przekonać do leczenia. Traktuj go jakby nie było problemu. Jeśli źle się czuje niech idzie do lekarza, jak nie, to nie ma problemu, nie dawać mu dodatkowych argumentów.
Jeśli zaś faktycznie jest z nim naprawdę źle w sensie depresyjnym i chcecie mu pomóc, znajdzie dobrego psychologa, porozmawiajcie z nim, ewentualnie zaproście ich obu na jedno spotkanie (nie musicie informować go, że to jest psycholog - niech będzie zwykły znajomy), żeby sobie pacjenta obejrzał trochę z zewnątrz, to czasem wystarczy, żeby dać wskazówki co dalej, czy potrzeba faktycznie leczenia, czy wystarczy wsparcie i czas.

Fidel-F2 - 18 Grudnia 2008, 06:05

nie będę pisal co myślę o tym gościu bo mi sie czerwony krawat wydłuży
merula - 18 Grudnia 2008, 09:09

Fidel czasami to naprawdę nie zależy od człowieka. Choroba jak wiele innych, która nieleczona się nie cofnie.

Takie same podejście do objawów choroby miałbyś, gdyby to był kaszel, czy śmierdzący oddech?

wk... ają mnie ludzie, którzy uważają, że wszelkie dysfunkcje psychologiczne i społeczne są "winą" delikwenta i sam może z tym zrobić porządek. I że psychologia, socjologia, psychoterapia i psychiatria są absolutnie zbędne.

Fidel-F2 - 18 Grudnia 2008, 09:11

merula, może i tak
dareko - 18 Grudnia 2008, 09:34

merula napisał/a
wk... ają mnie ludzie, którzy uważają, że wszelkie dysfunkcje psychologiczne i społeczne są winą delikwenta i sam może z tym zrobić porządek. I że psychologia, socjologia, psychoterapia i psychiatria są absolutnie zbędne.

Mnie tez wk...aja. Nic z tego nie wynika w tym przypadku. Gosc ma ewidentny problem, moze to leczyc. To sie daje zrobic, sa tylko dwa warunki.
1. Trzeba chciec
2. Trzeba wziac na siebie odpowiedzialnosc za swoje zycie. Nie obarczac nia psychologow, terapetow, grupy wsparcia, przyjaciol, rodzicow...... Postep w leczeniu bedzie zalezal w wiekszosci od leczacego sie.

Jesli nie chce tego zrobic, to niby po co Martva ma sie z nim meczyc?



Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group