To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Planeta małp - Co nas wk***wia, znaczy się, irytuje

jewgienij - 24 Listopada 2008, 18:51

Utrzymujemy się w konwencji "co nas wk....ia" ;P:
omeggi - 24 Listopada 2008, 19:19

to mnie bardziej wk.....ia ta pani z małego sklepiku :evil:
ilcattivo13 - 24 Listopada 2008, 19:37

jewgienij napisał/a
Ale jak pracodawca jawnie okrada pracownika, wykorzystując trudną sytuację na rynku pracy, a ten mu odpowiada pięknym za nadobne, to mnie to powiewa, mają, na co sobie zasłużyli, złodziej okrada złodzieja...


a jak sprzedawcy kantują klientów (w tym i Ciebie), to też masz gdzieś?

hrabek napisał/a
Zalozmy teraz, ze zarabiam 3000zl na reke. I poplacilem swiadczenia, a na jedzenie nie zostalo. To co, zarabiam duzo, czy malo?


jak się żyje ponad stan... :wink:

w moim przypadku, jeśli brakowało mi kasy, to dorabiałem. Pracując na nocki, w dzień można było iść kłaść glazurę, czy inne takie. Czy kompy ludziom naprawiać. Ale nie kradłem. Też wybudowałem chatę, i też brałem kredyty, które potem ledwo spłacałem ze swojej pensji, ale jakbym miał rodzinę na utrzymaniu, to bym dwa razy się zastanowił, zanim bym jakiś kredyt wziął czy zaczął dom budować.

Co do sklepów wielkopowierzchniowych. A zauważyłeś hrabek, że ceny w galeryjnych butikach z reguły są o 25-50% wyższe niż w normalnych sklepach? Ja to sprawdzałem w Wa-wie na męskich perfumach i butach. We wszystkich galeriach w których byłem, ceny zawsze były droższe.

W samych super/hipermarketach ceny są tańsze niż w sklepikach osiedlowych (choć też nie zawsze, bo u mnie owoce w Lidlu/Kauflandzie są droższe). Nie tylko dlatego, że sieci mogą wynegocjować lepsze ceny zakupu, ale dlatego, że mogą uzgodnić z producentem handel towarem gorszej jakości. Kiedy w Suwałkach otwierano Kaufland, to przedstawiciel sieci objechał wszystkie piekarnie w okolicy i w każdej mówił tak: Kupimy od was 20000 bułek pszennych, ale nie obchodzi nas jak i z czego je zrobicie - mają być po 8gr/szt (tylko/aż jedna piekarnia się zgodziła). I tak samo jest ze wszystkimi artykułami spożywczymi - głównie nabiał, mięso, wszelkiego typu konserwy, napoje i soki, czy też słynny cukier (z kupionego w Kauflandzie nie da się zrobić normalnego bimbru metodą "1410") - może oprócz alkoholu. Tak samo jest z artykułami przemysłowymi, typu proszki do prania, popularne kosmetyki, itp.

Ale to też nie jest najgroźniejsze dla nas. Najgorsze jest to, że wszystkie zyski, jakie są generowane przez super/hipermarkety, trafiają na konta spółek-matek, za granicami kraju. A to, co sieć zainwestuje na lokalnym rynku w otworzenie nowego sklepu, to jest nic w porównaniu z zyskami, jakie firma z tego rynku wyciągnie w ciągu następnych 5-10 lat. Dlatego ja zawsze będę popierał małe lokalne sklepy, bo zyski które taki sklep generuje są inwestowane/wydawane na moim terenie.
We Francji już się o tym przekonali i tam już kilkanaście lat temu zabroniono otwierania nowych sklepów wielkopowierzchniowych, przy okazji podnosząc podatki dla tych co są otwarte.

I to mnie najbardziej wk...wia, że Polacy "nie umio" uczyć się na błędach innych nacji, tylko na ślepo je powtarzają...

Pako - 24 Listopada 2008, 19:44

Z drugiej strony masa rzeczy w tych hipersuperdupermarketach jest tańsza. Są promocje. Ergo, jak masz 6 osobową rodzinę za niedużą emeryturę utrzymać, to ciężko myśleć: kupię we wsi, bo tu zainwestują. Myślisz, pojadę do reala, bo tam to, to i tamto kupię o tyle a tyle taniej i wyjdę do przodu. Co by do pierwszego starczyło.
Taka karma...

Wkwia mnie pogoda... śniegu dużo, a parkingu pod uczelnią nie odśnieżyli. Tyle aut przejechało po zakręcie jednym, że przy 10kph wpadłbym tam o mało w poślizg i przypieprzył w cymbała, co na tym zakręcie zaparkował. WIem, że cholera miejsca mało na parkingu, wszystko zaciśnięte. Ale parkowanie na takim zakręcie to cholera głupota...

jewgienij - 24 Listopada 2008, 19:47

Tak, tylko hipersklepy we Francji powstają gdzieś od lat sześćdziesiątych, nie dziwota, że się przesycił rynek.
Komunistyczny sposób handlowania nigdy nie wygra z kapitalistycznym, a z takim wciąż mamy do czynienia w małych sklepach, gdzie kierowniczki pamiętają Gierka. Musi się wymienić pokolenie drobnych sprzedawców, żeby zaczęła się konkurencja.

ilcattivo13 - 24 Listopada 2008, 20:42

jewgienij - sklepy we Francji nie powstawały w tym tempie co u nas. My ich dogoniliśmy już dwa-trzy lata temu (w przeliczeniu na mieszkańca). A tempo otwierania nowych wcale nie słabnie.

Pako - naukowo dowiedziono (u nas badania robiła SGH), że robienie raz na tydzień dużych zakupów w super/hipermarkecie nie jest ekonomiczniejsze od robienia codziennych małych zakupów w sklepie małopowierzchniowym (do 400m2), a wręcz przeciwnie. Robiąc zakupy w super/hiper-cie kupuje się częściej dobra, które nie są potrzebne, albo kupuje się więcej, niż dla rodziny potrzeba. Jedyne co się oszczędza, to czas, ale też tylko nieznacznie, bo w sklepie osiedlowym zakupy się robi w kwadrans, a w super/hiper spędza się na raz kilka godzin.

Pako - 24 Listopada 2008, 20:57

Kwestia jak się te zakupy robi. Bo jak z głową, to jednak nie do końca wierzę w takie wyliczenia, bo mi to nie pasuje. Jeśli kupiuję rzeczy taniej niż w sklepie u mnie we wsi (często zysk naprawdę wyraźny, swojego czasu 1zł na kilogramie cukru, normalką jest zysk 20-50gr na kartonie mleka, a trochę tego u mnie kiedyś schodziło), to jakim cudem wychodzi drożej? Zwłaszcza, jeśli zakupy są robione po drodze, znaczy i tak trzeba jechać do miasta coś załatwić albo tak wysżło, to wejdzie się do hiper i kupi co trzeba. Wiadomo, jak się będzie kupowało co popadnie to wyjdzie drożej. Grunt to kupować z głową.
jewgienij - 24 Listopada 2008, 21:21

Dokładnie, Pako.

Jak ja jadę sam na zakupy, to wiem, co mam kupić i biegnę do konkretnych działów, nie zatrzymując się po drodze przy innych. Szybko w koszyk i do kasy. Ale jak się po sklepie spaceruje i podziwia, to nagle się okazuje, że wszystkiego nam brakuje - dlatego wolę to robić sam ;P:

Anonymous - 24 Listopada 2008, 21:29

Dlatego na zakupy należy chodzić z listą, i w dodatku się jej trzymać. :wink:

A co do konkretnych działów, to w sklepie, gdzie robię zakupy co tydzień, cenię sobie to, że nie robią gruntownego przemeblowania co tydzień. Sklep nie jest wielki, ani też w sumie tani, za to świetnie zaopatrzony, kupuję wszystko, czego potrzebuję, posiadam kartę rabatową a takie duże zakupy zajmują mi pół godziny. Hipermarketów nie trawię, wydaje mi się, że to żadna oszczędność czasu, przynajmniej mnie szlag trafia, zanim coś znajdę i odstoję swoje w kolejce.

Ziemniak - 24 Listopada 2008, 21:53

Ja zakupy robię głównie w Selgrosie, mam go po drodze z pracy, także opłaca mi się wpaść nawet po parę pierdułek, a znam go już jak własną kieszeń dlatego nigdy niczego nie szukam.
Rafał - 25 Listopada 2008, 08:17

Pomagam żonie w takim jakby butiku-sklepiku ze szmatkami w super-mini galeryjce i jest ontopicznie. Nie wiem, może trzeba zrobić drugi, trzeci ale boję sie jak ognia zatrudniać ludzi. Drugi rok pracuje się na markę i jest nawet trochę stałych klientów, a jeśliby tylko z dowolnego powodu ktoś poczuł się oszukany to obroty spadają w moment. Nie wierzę, że butikach tolerowane są oszustwa. W marketach jak najbardziej, bo to jest opłacalne i oszustwo urosło do rangi działań marketingowych. Ale małe sklepy przy konkurencji olać klienta nie mogą. No, chyba, że konkurencji nie ma :?
Lynx - 25 Listopada 2008, 09:10

To, że czasami mi net pada... i nie mogę dokonczyć dyskusji...

Ogólnie uważam, że złodziejstwo jest czymś obrzydliwym, podobnie jak przemoc i kilka innych rzeczy ogólnie uważanych za złe i karanych w/g kk. Uczciwość powinna obowiązywać wszystkich. Uzasadnianie działania (jakiegokolwiek) przeciwko drugiemu człowiekowi stwarza błędne koło samo/i nie tylko/usprawiedliwień.

Ogólnie to marzę, że w końcu każdemu będzie wystarczało na życie, opłaty i żadne dzieci nie będą chodziły głodne. I, że świat będzie "grał uczciwie" ... Utopia, nie? ;P:

Agi - 25 Listopada 2008, 09:16

Lynx, utopia, ale jaka piękna
ilcattivo13 - 25 Listopada 2008, 13:23

Pako, jewgienij, Miria - należycie do tych niecałych 4% ludzi, którzy kupują z głową. Pozostałe 96% tak nie robi i to na nich sieci zarabiają. Kiedyś byłem w Kauflandzie i specjalnie zwracałem uwagę na to jacy ludzie, jak i jakie zakupy robią. Bardzo ciekawe to było, ale jednocześnie przerażające. Zwłaszcza jak wyraźnie biedni ludzie (często ludzie starsi) idą i bezmyślnie pakują do wózka to, co im się pod ręce nawinie. Zwłaszcza jeśli chodzi o art. przemysłowe i drogą spożywkę. Rozumiem powiedzenie "biedny bo głupi - głupi bo biedny", ale to i tak niemożebnie mnie wk...wia ... Może i dziwny jestem, że się takimi rzeczami przejmuję :|

I jeszcze raz wrócę do ekonomicznego zła czynionego przez sklepy wielkopowierzchniowe :wink: . Gospodarka krajowa to nie tylko system naczyń połączonych, ale przede wszystkim system zamknięty. Choćby dlatego, że nie mamy wspólnego budżetu z innymi krajami, choć niektórym zwolennikom UE tak się może wydawać - i żeby była jasność, też jestem zwolennikiem UE, ale myślącym i wyedukowanym :) . Najgorsze jest jednak to, że w tym systemie zamkniętym może powstać próżnia - właśnie wtedy, gdy zyski dużych sieci będą wędrowały za granice kraju. Jeśli głupia Biedronka czy Plus ma dziennego obrotu (w jednym sklepie) ok. 60 - 100 tyś. PLN i jeśli przyjąć, że tylko 20% z tego to marża (a często jest to więcej niż 30%), to już można sobie wyobrazić, jakie góry pieniędzy tylko z tej jednej sieci emigrują co miesiąc/rok z naszego kraju. A potem mądre głowy myślą, skąd się wzięła inflacja i gdzie kupić tanio papier, żeby trochę banknotów dodrukować :evil:
I dlatego, jak już się idzie do super/hipermarketu na zakupy, to powinno się wiedzieć podstawowe rzeczy o gospodarce. Żeby niszczenie gospodarki własnego kraju nie było aktem bezmyślnym i nieświadomym. Które to działanie mnie oczywiście, niemożebnie wk...wia :evil:

EDIT: poprawiłem błędy

ihan - 25 Listopada 2008, 14:14

Ze sklepów wielkopowierzchniowych naprawdę lubię Almę ex Krakchemię. I nie jest to, wcale sklep tani, wiem dziecinne, ale lubię mieć świadomość, że jeśli najdzie mnie chęć, albo potrzeba nabycia prezentu mogę tam zakupić różne dziwactwa kulinarne. Poza tym tarnowska Alma sprzedaje garmażerkę miejscowego"Grubcia", którą lubię. "Badziewnych" marketów typu Biedronka i Lidl nie trawię. Zresztą Lidl ma glównie towary czeskie i niemieckie, polskich niewiele. Klientela Lidla krakowskiego przy Dworcu w Płaszowie w godzinach wieczornych jest dość ciekawa, głównie miejscowy element i panienki wyglądające jak prostytutki z towarzyszącymi im facetami wygladającymi jak alfonsi. Kwestia mentalności, ale małych sklepików osiedlowych nie lubię ze względu na gadatliwość pań obsługujących, nie mam ochoty plotkować i zwierzać się ze swojego życia, nie robię tego w sklepie, u fryzjerki ani nie wypłakuję sie w koszulkę barmana/barmanki jakikolwiek przystojny by barman/barmanka nie byli. Na zakupy chodzę tak rzadko jak to możliwe i raczej wybieram duże sklepy, jak Alma czy np. miejscowy TSS Społem, który ma też imponujący asortyment - w tym wypadku wiem, że daję zarabiać miejscowym.

A dzisiaj naprawdę mnie drażni szpital, w którym ordynator przyjmuje 11-12, w czasie tych godzin zresztą go nie ma bo jest na jakimś zebraniu, brak lekarza prowadzącego i lekarz dyżurny - małoletnie dziewczę, które na każde pytanie ma odpowiedź: nie wiem. I to, że nie da się załatwić konsultacji ze specjalistami z innego oddziału, a lekarzy z danego oddziału w ogóle nie obchodzą inne schorzenia, szukają w ciemno, a oczywiste rozwiązania podsunięte przez rodzinę chorego, które można znaleźć w internecie uważają za świetne rozwiązanie, na które sami nie wpadli. Już nie wiem czy bardziej mnie denerwują czy dobijają, ale gruczoły łzowe mi wyschły, więc muszę zdecydować się raczej na wkurzanie.

ilcattivo13 - 25 Listopada 2008, 14:29

ihan - dlatego ja zawsze kontaktuję się z lekarzem przez prywatny gabinet (nawet, jak pacjent już leży w szpitalu). Wim, że to kosztuje (za 1-2 wizyty trzeba zapłacić), ale poziom leczenia i opieki od razu się poprawia. Do pielęgniarek też chodzę z wałówą (dwie albo trzy, bo panie pracują na zmiany), bo w przeciwnym razie nie zainteresują się chorym. Po leczeniu też daję prezenty, bo wiem, że mogę ja (albo ktoś z rodziny) trafić do szpitala znowu. I choć wiem, że to głupiego robota i nakręcanie łapówkarskiej patologii, to jednak zdrowie jest najważniejsze.
ihan - 25 Listopada 2008, 14:39

To nie tak, bo pielegniarki są bardzo uczynne, same pomogą, poradzą, przypilnują. Są super-super. Lekarze też się starają, tylko co możesz wymagać od takiej dziewczyniny, którą zrobili lekarzem dyżurnym, która nie wie jakie były konsultacje, jakie konsultacje są zaplanowane, a na pytania plecie farmazony, bo zwyczajnie nie wie? Problem tam wyżej, różne rzeczy pouruchamiane, tylko trzeba czasu. Informacji udziela lekarz dyżurny - to wszystko w czasie odwiedzin, a nie ciemną nocą - lekarze dyżurni siedzą w dyżurce i nie odbierają telefonów, są zamknięci, wychodzą stadami i opędzają się od rodzin. A jak juz dorwiesz, to na korytarzu, wiem, że mi opowiada głupoty - cos tam z biochemii i prostej mechaniki organizmu zywego na poziomie wyższym niż subkomórkowy jednak wiem, ale nie mam jak egzekwować. Nie mam jak egzekwować, bo się rozhisteryzuję i nic nie załatwię, a psychoterapeuci uważaja, że łzy są fajne i nie pomagają w opanowaniu histerii. Gdyby leczenie było odpłatne mogłabym czegoś żądać, tak, to cały czas jestem intruzem. Mogłabym żądać określonej informacji, godzin przyjęć, odbierania telefonów.
Agi - 25 Listopada 2008, 14:58

Wróciłam właśnie z pogrzebu moich sąsiadów. Mili, spokojni ludzie wracali sobie niespiesznie samochodem do domu w dniu 40-tej rocznicy swojego ślubu, gdy z przeciwka uderzył w nich czołowo młody człowiek, który "musiał" wyprzedzać na podwójnej ciągłej, a poza tym był pod wpływem narkotyków.
Nóż się w kieszeni otwiera.

jewgienij - 25 Listopada 2008, 15:30

ilcattivo13 napisał/a
Pako, jewgienij, Miria - należycie do tych niecałych 4% ludzi, którzy kupują z głową.


Halo, a gdzie ten statystyczny niecały czwarty na stu? :wink: Zaczynasz mnie przerażać, wszystko policzyłeś i w ogóle za dużo wiesz o tym interesie :D Podejrzany jesteś 8) A tak naprawdę, to ja nie tyle z powodu "głowy" robię tak radykalnie zakupy - po prostu nie znoszę tych sklepów i chcę jak najszybciej wyjść na wolność. Nie znoszę kolejek, muzyki, komunikatów, świątecznych dekoracji, dziewczyn częstujących mnie serami i sokami.

Agi w takich przypadkach człowiek jest bezsilny. Pozwolenia na broń w Polsce łatwo nie dostaniesz, ale prawo jazdy żaden problem. Można sobie spokojnie stać na chodniku i jakiś palant Cię dopadnie swoim samochodem.

ilcattivo13 - 25 Listopada 2008, 16:20

jewgienij - idź na SGH na MI(E)SI (zwłaszcza na specjalizacje statystyczno-społeczno-ekonometryczne). Już tam Cię zapoznają z badaniami rynkowymi i statystykami z ostatnich kilku (nastu) lat :D Po nocach Ci się będą śniły. A jeśli jesteś tak wrażliwy jak ja, to w ogóle spać nie będziesz :wink:

Agi - to jest straszne. Ja coś takiego przeżyłem, gdy dla kilkudziesięciu złotych zamordowali mi kolegę. Równie bezsensowna śmierć. Co gorsza, miał tylko 20 lat i umarł we śnie. Wtedy to mnie tak przybiło, że przez następne tygodnie łaziłem jak naćpany.

mawete - 25 Listopada 2008, 16:51

sprzęgło... czyli 6 stów podzielić na 30 zł wychodzi 20 książek... :?
jewgienij - 25 Listopada 2008, 17:12

Wojciech Cejrowski w TV.
Pamiętam go jeszcze z WC Kwadrans, gdzie uderzał kubkiem w stół, gorsząc się Playboyem i wszelką zgnilizną. Zapraszał gości, żeby ich rozjechać, ale to ci goście na ogół robili go w balona.
Myślałem, że poległ bezpowrotnie, a tu - Reaktywacja. Co jakiś czas trafiam na niego w TV i robi mi się niedobrze. Promowanie tego zjawiska mnie zdumiewa.

Agi - 25 Listopada 2008, 17:25

A mnie Cejrowski bawi. W soboty przed południem ma audycję muzyczną w Trójce, zaśmiewam się z jego komentarzy do piosenek. Program Boso przez świat też nie jest nasycony ideologią w stopniu niestrawnym, a często pokazuje ciekawe kawałki świata.
jewgienij - 25 Listopada 2008, 17:39

Nie wiem, może w radiu jest strawniejszy.
Dla mnie to nie satyra, ale wylewanie jadu, zaciśnięte szczęki i upierdliwy głosik, a w oczkach nienawiść. Strasznie jakiś taki śliski dla mnie gość.
Z podróżniczych programów to wolałem Halika z żoną. Sympatyczna para.

Agi - 25 Listopada 2008, 17:42

Ale Halik już nam nic nie opowie.
jewgienij - 25 Listopada 2008, 17:45

Niestety.
A Cejrowski kowboj aż się popluł( dosłownie) dzisiaj, pokazując, jak głupia żona porysowała mu samochód i jeszcze nie wiedziała, która to rysa. Błeee.

omeggi - 25 Listopada 2008, 17:49

Cejrowski był wyjątkowo wkurzający parę lat temu kiedy w jakimś programie walił kubkiem w blat :| ni cholery nie pamętam co to był za program ale ten kubek bardzo dobrze...... a teraz oglądam go i bardzo mi się podoba.jest dowcipny i ciekawie prowadzi program. :bravo
Kruk Siwy - 25 Listopada 2008, 17:50

Tytuł dobrze charakteryzował poziom humoru: WC Kwadrans temu dziełu było.
Adashi - 25 Listopada 2008, 17:51

ilcattivo13 napisał/a
Jeśli głupia Biedronka czy Plus (...)

Tak tylko zauważę, że Biedronka chyba dopiero co kupiła Plusa, a właściwie jego polskie sklepy ;)
A ogólnie hipermarkety jak wiele innych kontrowersyjnych rzeczy są dla ludzi, trzeba tylko przestrzegać pewnych reguł przy wydawaniu zgody na ich budowę, tak zgadliście - nie powinny znajdować się w centrum miasta, tylko na peryferiach. Wtedy nie niszczy się małych detalistów, bo kto przy zdrowych zmysłach poleci rankiem po bułki i mleko do marketu (zwłaszcza jeśli trzeba do niego "nieco" dojechać, co innego jak jest pod nosem)??? Owszem, zdarzają się tacy jegomoście, ale to margines.
Poza tym widziałem ostatnio w Auchanie "Upadek Hyperiona" z MAGa za 45 zeta, a cena okładkowa to 55 pln. Podobnie było z bibliofilskim wydaniem Diuny, czy Lodem Dukaja...

omeggi - 25 Listopada 2008, 17:54

dokładnie! WC kwadrans.........ależ on mnie wtedy denerwował


Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group