Planeta małp - Co nas wk***wia, znaczy się, irytuje
Kruk Siwy - 24 Listopada 2008, 13:21
Kwestia predyspozycji.
Znam panienkę, dość młodą która twierdzi że lubi siedzieć na kasie w hipermarkecie. "Bo czas tak szybko mija".
Martva - 24 Listopada 2008, 13:23
więc jest to stanowisko, na jakie nie mam predyspozycji (podobnie jak każde inne ).
Kruk Siwy - 24 Listopada 2008, 13:25
Inna moja znajoma uwielbiała sobie poleżeć na katafalku w opuszczonym kościele. "Bo to ją świetnie odpręża"
Może stanowisko martvej Ci odpowiada?
jewgienij - 24 Listopada 2008, 13:26
To ma dziewczyna nerwy(kasjerka) - edytuję.
Bo ja pierwszego klienta, który na mnie naskoczy, wkręcił w ten wałek z taśmą. Dnia bym się w tej pracy nie utrzymał.
Witchma - 24 Listopada 2008, 13:28
Jak widzę niektórych klientów i ich zachowanie, to kasjerki żywcem do nieba powinny być brane...
jewgienij - 24 Listopada 2008, 13:33
Czwórkami
Lynx - 24 Listopada 2008, 13:34
ilcattivo13, szowinista. I zauważ z łaski swojej, że stawki dla mężczyzn i kobiet na to samo stanowisko są różne. I ktoś tu mówi, że kobiet się nie dyskryminuje w tym kraju. Na "czarno" to albo wypłaci albo nie. Wykształcenie jedynie podstawowe jest rzadkością a raczej było do wprowadzenia reformy i gimnazjów. Poza tym dlaczego nawet osobie, która nie ma wykształcenia a robi coś dobrze nie płacić zgodnie z tym jak na to zasługuje? Czy kiedykolwiek pracowałeś w takim zawodzie? Bo ja tak i mam doświadczenie. To wcale nie jest lekka i łatwa praca. Szczególnie w małym, osiedlowym sklepiku. Zapamiętaj kilkaset cen i kodów. W kilka dni. A jakby Tobie płacono 1256 zł brutto to byłbyś zadowolony?
Martva - 24 Listopada 2008, 13:43
| Cytat | | Może stanowisko martvej Ci odpowiada? |
Jak najbardziej, tylko nikt mi za to płacić nie chce
| Lynx napisał/a | | A jakby Tobie płacono 1256 zł brutto to byłbyś zadowolony? |
Pozbyłam się resztki mieszanych uczuć w stosunku do mojego ubiegłorocznego rzucenia pracą
jewgienij - 24 Listopada 2008, 13:50
Ja sprzedawałem w Szkocji, ale tam jest luzik i kultura. Każdy uśmiechnięty. A w Polsce, kiedy bym się nie zjawił w hipermarkecie, to zawsze jakieś buce naskakują na kasjerki albo na dziewczyny w obsłudze klienta.
Lynx - 24 Listopada 2008, 14:00
jewgienij, kultura jest zjawiskiem ginącym w dzisiejszych czasach. Jak widzę minę nowych ekspedientek w sklepiku z pieczywem kiedy o 6.30 rano po kupieniu chleba życzę im miłego dnia, to mnie zgroza ogarnia. Niektórzy klienci nawet :dzień dobry nie mówią. A słowo poproszę i dziękuję są dla niektórych niewymawialne. Poza tym przeraża mnie fakt, że tak wiele osób chamstwo uwaza za normę. Dla mnie jest czymś oczywistym, że mężczyzna otwiera przede mną drzwi i takie tam... drobne uprzejmości. Włącznie z tym, że młodzież "cudowna" z bloku w którym mieszkam pomaga mi wnosić zakupy. A ja im zawsze mówię: dziękuję. Z uśmiechem. I oni mi się kłaniają. dziwne, nie?
jewgienij - 24 Listopada 2008, 14:09
Tak już jest w tym najbardziej z papieskich miejsc w galaktyce...
Ale ja też nie święty, więc nie będę kontynuował
ilcattivo13 - 24 Listopada 2008, 14:13
Lynx - jak poszedłem do pracy w 1996 roku, to dostawałem 350 brutto (studia mnie kosztowały 1700 za pierwszy semestr, potem poszło na 2200 i więcej) i robiłem właśnie jako magazynier-fakturzysta, czyli facet od "załatwiania" klientów. Dopiero po roku dostałem więcej. I wtedy to naprawdę nie można było znaleźć pracy, bo w Suwałkach bezrobocie było na poziomie 30-35 %. Zwłaszcza po cofnięciu nam statusu województwa.
Przedostatnio (do końca maja), przez prawie cztery lata pracowałem za 1100 brutto (średnie pobory z tego okresu z godzinami nocnymi, premiami i 13-ką) z nockami i świętami na 12 godzinnych dyżurach, gdzie do kibla się biegało, bo nie miał kto w tym czasie zastąpić na stanowisku. A do opanowania miałem coś około trzydziestu kilku różnych baz danych, z czego większość była naprawdę skomplikowana (zwłaszcza te ogólnopolskie). Nie powiem ile się musiałem nauczyć na pamięć, ale samych identyfikatorów służbowych (sześć cyfr) było ponad 400, a trzeba było jeszcze pamiętać kto jest z której sekcji. Jak do tego dodać wszystkie przepisy, procedury i algorytmy działania (kilkuset stronicowe tomy), to robiło się bardzo ciekawie. Mało tego, wszyscy moi znajomi z tamtej pracy byli przygotowywani do samodzielnej pracy przynajmniej przez miesiąc, a ja musiałem wszystko ogarnąć w dwa tygodnie.
Ale wracając do uczciwości - pomimo żałosnych zarobków ani razu nie wykorzystałem nieograniczonego dostępu do danych, a nawet ani razu nie dzwoniłem do radia czy telewizji, żeby powiedzieć o jakiejś tragedii czy poważnym wypadku, choć prawie zawsze wiedziałem pierwszy. Bo jestem uczciwy. I tyle.
A jak ktoś ma złodziejstwo we krwi, to zawsze znajdzie wymówkę.
Anonymous - 24 Listopada 2008, 14:19
| Lynx napisał/a | | ilcattivo13, szowinista. I zauważ z łaski swojej, że stawki dla mężczyzn i kobiet na to samo stanowisko są różne. I ktoś tu mówi, że kobiet się nie dyskryminuje w tym kraju. Na czarno to albo wypłaci albo nie. Wykształcenie jedynie podstawowe jest rzadkością a raczej było do wprowadzenia reformy i gimnazjów. Poza tym dlaczego nawet osobie, która nie ma wykształcenia a robi coś dobrze nie płacić zgodnie z tym jak na to zasługuje? Czy kiedykolwiek pracowałeś w takim zawodzie? Bo ja tak i mam doświadczenie. To wcale nie jest lekka i łatwa praca. Szczególnie w małym, osiedlowym sklepiku. Zapamiętaj kilkaset cen i kodów. W kilka dni. A jakby Tobie płacono 1256 zł brutto to byłbyś zadowolony? |
Ale to znaczy, że co? Że podkradanie jest ok, jeśli uznam, że za mało zarabiam? Bo uważam, że zasługuję na więcej, to sobie sama wyrównam? Żartujesz chyba...
hrabek - 24 Listopada 2008, 14:23
No i ile to jest "za malo"? Gdybym zarabial miesiecznie 10tys. na reke to by juz bylo wystarczajaco, czy wciaz jeszcze za malo? A 100tys.? Zalezy na co trzeba podkrasc...
jewgienij - 24 Listopada 2008, 14:32
To nie o to chodzi, że kradzież jest ok., bo nigdy nie jest. Ale jak pracodawca jawnie okrada pracownika, wykorzystując trudną sytuację na rynku pracy, a ten mu odpowiada pięknym za nadobne, to mnie to powiewa, mają, na co sobie zasłużyli, złodziej okrada złodzieja. Nie wzruszam się również jak się zabijają kryminaliści w mafijnych porachunkach.
Hrabek, za mało to jest jak Ci przykładowo nie starczy pensji, żeby wszystkie świadczenia popłacić.
hrabek - 24 Listopada 2008, 14:39
jewgienij: No to sie mozna przeniesc do tanszego mieszkania. A jak na swiadczenia starczy, a na jedzenia dla dziecka nie? O to pytam. Za malo to pojecie wzgledne. Ilcattivo pisze, ze zarabial przez dlugi czas 1100zl brutto. Ja na swiadczenia (z kredytem na zakup dzialki), nie liczac zakupow na raty, za ktore placi zona, place 3000zl.
Zalozmy teraz, ze zarabiam 3000zl na reke. I poplacilem swiadczenia, a na jedzenie nie zostalo. To co, zarabiam duzo, czy malo?
jewgienij - 24 Listopada 2008, 14:44
Za dużo zużywasz prądu
EDYTA
i jeszcze masz ruszającego się avika, a to kosztuje.
dareko - 24 Listopada 2008, 14:48
Pracodawca prowadzi firme, zeby zarabiac. Jest naturalne, ze placi tak malo, jak tylko moze, bo dlaczego mialby placic wiecej? To nie jest nieuczciwe. Nie widze w tym usprawiedliwienia dla zlodziejstwa.
Niestety niskie zarobki to nie jedyny problem. Sytuacja wyglada troche inaczej, gdy pracodawca np. zmusza do nadgodzin i za nie nie placi. To jawne okradanie pracownika. Moze tez byc nieuczciwy na dziesiatki innych psosobow. Panstwo mamy takie, ze na prowincji zadne PIPy czy inne nie pomoga, a pracy ni ma i nie widac. Dlatego nie mam ochoty jakos kategorycznie oceniac kazdej sprzedawczyni, bez poznania konkretnej sytuacji.
Co do pracy w markecie, to tez bym sie jej nie podjal, ale nie ze strachu przed klijentami. Nie bede swiecil oczami za menadzerke, za oszustwa z cenami, nieswiezy towar, oszukane promocje.
Fearfol - 24 Listopada 2008, 15:17
w ogóle te wielkopowierzchniowe sklepy nie były dobrym rozwiązaniem. Pamiętam jeszcze czasy z ery przed "biedronkowej" i jakoś nie przypominam sobie żeby rodzice narzekali. Był na osiedlu osobny mięsny, osobna cukiernia, piekarnia, kiosk z prasą itd, A później zbudowali biedronkę i ludzie poszli z torbami.
hrabek - 24 Listopada 2008, 15:25
Z drugiej strony ludzie wychodza z jednego sklepu z torbami pelnymi zakupow. Ja wole jechac na zakupy do reala, niz do jakiegos Spolem, czy innego, bo wybor wiekszy, a ceny mniejsze.
A dobre male sklepy wciaz istnieja. Moj osiedlowy warzywniak ma tyle lat co osiedle i nie widac, zeby im sie gorzej wiodlo. Jak ktos stawia na jakosc, to na pewno znajdzie sie ktos, kto to kupi.
Fearfol - 24 Listopada 2008, 15:35
Może nie byłbym taki radykalny, ale dalej uważam że 5 naprawdę dużych sklepów w 35 tys mieście to za dużo. Jeden wystarczy. Wszystko inne można kupić w mniejszych sklepach.
jewgienij - 24 Listopada 2008, 15:37
Tyle że rzadko chce się ludziom stawiać na jakość. Łatwiej jest płakać, że wielkie sklepy zniszczyły drobny handel.
U nas wybudowali Carrefour w sąsiedztwie największego targu w Nowej Hucie. Wszyscy się pukali w czoło, że bez sensu, a żabojady wiedziały, co robią.
Łatwo wygrywają konkurencje, bo targ o godzinie 17 czy 18 już zamknięty, PRL-owskie godziny pracy, wszyscy się pakują i do domu. Jeśli pracujesz do 18, to się już nie załapiesz, więc jedziesz do Karfura, gdzie jest do 22 albo do Tesko gdzie w ogóle jest 24/h.
Tak samo ze sklepami w moim sąsiedztwie. Przy sobocie po robocie, robisz w domu imprezkę, ale jak ci się piwo skończy, to na Statoil trzeba iść( jeszcze na nogach!) i przepłacać, bo oba sklepy na osiedlu są - w weekend! - otwarte do godziny dwudziestej. Jak się nie chce zarobić, to się nie zarobi, taka prawda.
Anonymous - 24 Listopada 2008, 15:42
| Fearfol napisał/a | | Może nie byłbym taki radykalny, ale dalej uważam że 5 naprawdę dużych sklepów w 35 tys mieście to za dużo. |
Za dużo dla Ciebie;)? Bo jakby było naprawdę za dużo, to te sklepy nie przetrwałyby. Ludzie mają prawo wybierać, gdzie chcą kupować.
hrabek - 24 Listopada 2008, 15:46
Dokladnie. Poza tym praktycznie kazdy taki sklep to dodatkowa galeria handlowa, w ktorej jest pelno butikow i wszystkie w jednym miejscu. Kiedys, zeby wybrac sobie ciuch czy buty trzeba bylo pol miasta zjezdzic. Teraz idzie sie do jednej galerii, drugiej plus dwa-trzy wolnostojace sklepy i zalatwione.
Martva - 24 Listopada 2008, 15:57
| hrabek napisał/a | | Teraz idzie sie do jednej galerii, drugiej plus dwa-trzy wolnostojace sklepy i zalatwione. |
Mów za siebie
hrabek - 24 Listopada 2008, 16:07
No toz przeciez mowie, a za kogo niby?
omeggi - 24 Listopada 2008, 18:14
Powiem Wam ,że przez lata pracowałam w hipermarkecie i jeżeli chodzi o przeterminowane artykuły czy przekręty przy kasie to jest tam o niebo lepiej niż w małych sklepikach.W hipermarketach się już bardzo pilnują .
jewgienij ma jednak racje z tymi tunelami ewakuacyjnymi-w okresie świątecznym są notorycznie zastawiane.
W nowej pracy mam po drugiej stronie ulicy sklepik w którym ceny są jakieś 20% wyższe niż w innych sklepach(bo to jedyny sklep w okolicy),pani nabija na kasę co 6 rachunek i często myli się na swoją korzyść......dlatego wcale nie jest mi szkoda drobnych sklepikarzy kiedy otwierają nowy supermarket
jewgienij - 24 Listopada 2008, 18:29
Z tymi tunelami to myślę, że tu jest dobry moment na powiadomienie policji, bo będą musieli przyjechać i spisać raport. Odeślą do jakiejś kontroli, a ta będzie musiała z kolei jakoś to przełknąć. Bo inaczej kierownictwo sklepu - spodziewając się niezapowiedzianej komisji usunie palety i znowu skończy się na papierze toaletowym. A policja musi przyjechać, bo to naruszenie nie tylko wewnętrznych przepisów, ale i ogólnych. Narażenie ludzkiego życia.
omeggi - 24 Listopada 2008, 18:35
| jewgienij napisał/a | | Z tymi tunelami to myślę, że tu jest dobry moment na powiadomienie policji, bo będą musieli przyjechać i spisać raport |
hehe brzmi groźnie
Agi - 24 Listopada 2008, 18:50
A może wątek marketowy sobie założycie?
|
|
|