Planeta małp - Co nas wk***wia, znaczy się, irytuje
Hubert - 21 Listopada 2008, 21:58
| dareko napisał/a | | Sosnechristo, co sie stalo? |
Oj, nie zauważyłem. Znowu. Przepraszam. Muszę brać coś na pamięć i uwagę...
No więc, dareko, dolega mi baba. A raczej brak tej jednej, konkretnej, albowiem traktuje mnie jak kolegę z klasy.
I w ogóle to za dużo siedzę przy komputerze, żeby ten smutek zabić (nie piję, to chociaż tak...). Błędne koło.
Adashi - 21 Listopada 2008, 22:54
ihan, trzymaj się i nie poddawaj!
Sosne, młody jesteś, będzie jeszcze masa innych dziewcząt, nie łam się
hrabek - 22 Listopada 2008, 11:22
Zasilacz mi sie spalil. Ledwo sie wygrzebalem po zakupie karty graficznej, musze wywalic kolejna kase na zasilacz. Ogledziny kompa wykazuja, ze poza zasilaczem wszystko inne jest nietkniete, ale na 100% bede wiedzial dopiero jak podlacze inny.
Fakt, ze zasilacz mial juz kilka lat, ale nie po to wybulilem swego czasu 300 zl na Chiefteca, zeby mi wykrecil taki numer. Cos trzasnelo, swiatlo w pokoju zgaslo na ulamek sekundy i komputer przestal dzialac. A pozniej doszedl zapach spalenizny.
O ile karte graficzna i tak chcialem wymienic, o tyle zasilacz zdecydowanie nie byl w moich planach. Tym sposobem chyba nici z gruntownej przebudowy konfiguracji moich dyskow twardych... No chyba, ze one tez dostaly, a wtedy bede naprawde zly.
ihan - 22 Listopada 2008, 12:26
Dzięki wszystkim. Może będzie lepiej, szansa się pojawiła. Jeszcze raz, dzięki.
Pako - 22 Listopada 2008, 17:29
przecinek dziesiętny... czemu do licha nie można się dogadać i ogólnoświatowo używać albo kropki albo przecinka, a nie takie cyrki? Argh...
Witchma - 22 Listopada 2008, 17:30
Pako, po to, żeby tłumacze mieli co robić. Ostatnio się nadziubałam całą stronę kwot, zamieniając nasze przecinki na ichniejsze kropki...
Pako - 22 Listopada 2008, 17:57
A, pal licho takie dziubanie Ja to muszę zrobić tak, żeby działąło zawsze, programowo no i zrobiłem. Ale po co się tak z tym ciaprać? Jakby to ujednolicić tego się nie dało. Tak samo ichnie stopy, funty, stopofunty czy inksze cuda
jewgienij - 22 Listopada 2008, 19:45
Robię zakupy w osiedlowym sklepie, patrzę promocja piwa, strzelec za 1, 89.
-Krótka data? - pytam ekspedientki. Jeśli tak, to dla mnie okazja. Data piwa może być i do jutra, bo i tak dzisiaj już go nie będzie.
Ekspedientka zaczyna kręcić.
-A, nie wiem, tak stoi, szef kazał.
Biorę butelkę i sprawdzam, a tam data ważności zeskrobana. Wszystkie inne butelki - to samo. Ale wzrok mam jeszcze dobry i odkrywam datę: wrzesień 2008.
Butelek było w sumie sześć albo siedem. Zarobili by na tym kilkanaście złotych. Za taką cenę chciało się szefowi zeskrobywać datę i sprzedawać przeterminowane szczyny, które powinny być wylane do muszli.
Pako - 22 Listopada 2008, 20:33
Standard. Ile razy to się już w sklepie nacięliśmy. Na takie coś jest jedna taktyka: zrobić od razu ochrzan w sklepie, na cały głos, żeby wszyscy klienci słyszeli. Ze trzy, cztery razy się powtórzy, za piątym albo nam akurat będą dawać dobre, albo po prostu zmądrzeją.
jewgienij - 22 Listopada 2008, 21:25
Na pocieszenie( marne):
Wiem, że tego sprytnego szefa okradają pracownicy.
Nie skanują wszystkich towarów, na kasie jest cena za to co piknęli, resztę obliczają sobie w głowie i podają mi sumę do zapłacenia, inną od tego, co wyświetla się na kasie. Nie jestem ślepy przecież, potrafię liczyć i czytać.
Przy rozliczeniu na koniec dnia nadwyżka ląduje pewnie w ich kieszeni. Niech tak złodziej zrobi dziesięciu klientów na dwa złote dziennie. Już ma dwadzieścia w kieszeni.
A inwentaryzacja - wspólna odpowiedzialność.
Dziwimy się i oburzamy, że w polityce przekręty. Politycy to niestety esencja społeczeństwa.
ihan - 22 Listopada 2008, 21:29
Równie mocno oburzamy się, że politycy robią przekręty jawnie, nikt ich nie łapie za rękę, nawet jeśli widzi, i nie doprowadza choćby na policję. Coś w tym jest z tą esencją.
jewgienij - 22 Listopada 2008, 22:00
W jaki sposób chciałabyś coś takiego na policji udowodnić?
Od rozliczenia stanu kasy nie jest policja.
Pako - 22 Listopada 2008, 22:54
jewgienij, nie płącę po prostu inaczej niż tak, jak mi pisze na kasie.Pisze 10zł? To dam 10, nie 12. JAk ktoś się będzie stawiał, to, jak za przeproszeniem, burą sukę. NA niektórych ludzi nie ma innego sposobu.
Trzeba zacząć od małej okolicy, nawet jeśli w gruncie rzeczy nic by to nie zmieniło...
jewgienij - 22 Listopada 2008, 23:06
Ale za towar wychodzi więcej niż 10 zł.
Jak na to zwróciłem uwagę, to zeskanowała, niby zmieszana. Trudno jest komuś udowodnić, że umyślnie nie nabił. Czekasz na policję pół godziny i co? Przez ten czas blokujesz sklep? Przecież kasjerka ma tysiąc sposobów, żeby pozbyć się tych kilku złotych nadwyżki, w dodatku może tłumaczyć się, że klienci nie brali reszty. Trzeba by przeliczyć towar na sklepie i sprawdzić wydruki kas, a nawet to nie jest dowodem, bo towar mógł zniknąć wcześniej.
Jedyne, co można, to nasłać jakąś kontrolę, co rozważam.
Ale policja na syrenie, jak naiwnie chciałaby Ihan to pomysł wynikający z braku doświadczenia i zastanowienia.
Pako - 22 Listopada 2008, 23:17
Policja faktycznie chyba by tu nie pomogła. Ale ja wychodzę z założenia że płacę ile jest na kasie. A że towar jest wart więcej? A co mnie to obchodzi, widać promocja. Wtedy albo zeskanuje i się gęsto będzie tłumaczyła i jeszcze ochrzan dostanie, co wyprawia, skoro sie to częściej powtarza, albo ja dostanę towar taniej, szef dostanie za to, że pracowników nie pilnuje dobrze, a pracownik nie dostanie, bo ch...j
ihan - 23 Listopada 2008, 12:22
Widzisz, z tą policją to była taka metafora, jak twoja z politykami. Osobiście nie kupuje w nieuczciwych sklepach, nie chciałabym by za moim pozwoleniem personel oszukiwał szefa, nawet jeśli szef to kanalia.
jewgienij - 23 Listopada 2008, 15:30
Mamy widać inne rozumienie znaczenia słowa "metafora".
Anonymous - 23 Listopada 2008, 19:29
Temperatura na zewnątrz. Brr.
ilcattivo13 - 23 Listopada 2008, 20:35
jewgienij - ja tak miałem u siebie w sklepiku osiedlowym. "Strzelali w rogi" na reszcie (zawsze drobniaki kładli "kupą" na dłoń klienta), sprzedawali przeterminowane jedzenie i zgniłe owoce i warzywa. Kiedyś miarka się przebrała. Wziąłem ten syf, który mi wepchnęli (chyba to był jogurt z "rzeżuchą") i poszedłem do sklepu. Akurat była sobota, około 10:00. Sklep pełniutki. Podszedłem do lady i spytałem się tej, co mnie wcześniej obsługiwała, czy wie gdzie pracuję. Jak wzruszyła ramionami, to powiedziałem, że w poniedziałek o 7:30 z rana mogą się spodziewać mojej służbowej wizyty (i nie tylko mojej, bo powiedziałem jeszcze, że kolega z UKSu też chętnie by sprawdził, czy kasa im gra i czy w papierach mają porządek) i grzecznie poprosiłem o zwrot forsy za towar. Babka przepraszała mnie jeszcze na ulicy i od tamtej pory nigdy nie dostałem niczego przeterminowanego. Inna sprawa, że pozostałych klientów dalej "strzelali w rogi" (choć może nie tak bezczelnie), bo właściciel sklepiku to popierał. Lepiej sprzedać komuś przeterminowane produkty, niż je utylizować.
Inny przykład. Obok mojej hurtowni była kiedyś hurtownia z mięsem drobiowym. Notorycznie odklejali etykiety z wędlin, na których kończył się termin ważności i przyklejali nowe, z terminem przesuniętym o kilka miesięcy. Z tego co wiem, to normalna praktyka w małych hurtowniach i sklepach mięsnych, o której wiedzą producenci (bo niby skąd sprzedawcy mieliby "zapasowe" etykiety). W każdym bądź razie, od tamtej pory nie kupuję w ogóle wędlin drobiowych i wędlin wieprzowych pakowanych w folie.
jewgienij - 23 Listopada 2008, 21:08
Problem w tym, że kradną i naginają przepisy pewnie wszędzie. Większość strat hipermarketów np., to nie to, co się rozbiło i to, co klienci podebrali, tylko sprawka samych pracowników. Kierownicy nie lepsi. Zwróćcie uwagę, robiąc przedświąteczne zakupy, na tzw. ciągi ewakuacyjne w wielkich sklepach, które mają służyć do ucieczki w razie, powiedzmy, pożaru. Przed świętami są one zwykle zastawione paletami z towarem, bo na magazynach się już im nie mieści. To już nie jest złodziejstwo, tylko igranie z ludzkim życiem. Czy jakaś kontrola za to ich pociąga do odpowiedzialności? Wątpię. Za dużo mają pieniędzy...
EDYTA.
Z tym wydawaniem reszty prosto w garść to mnie zaniepokoiłeś. Zawsze mi tak dają, a ja nigdy nie liczę, tylko wrzucam w kieszeń albo do portfela. Może dlatego, że niecierpliwy jestem i od razu łapę wyciągam, a może suczesyny mnie oszukują? Teraz będę uważniejszy.
Lynx - 23 Listopada 2008, 23:18
A jakie zarobki mają te ekspedientki? Nie wiecie? Bo jak pracodawca za głodową stawke zatrudniai do tego na 1/2 etatu to pracownik sam sobie weźmie co mu sie należy. W takiej czy innej formie. Obrzydliwe to jest, ale... Pracodawca sam prowokuje okradanie siebie.
jewgienij - 23 Listopada 2008, 23:23
Zgadza się
Virgo C. - 24 Listopada 2008, 01:19
| ilcattivo13 napisał/a | | W każdym bądź razie, od tamtej pory nie kupuję w ogóle wędlin drobiowych i wędlin wieprzowych pakowanych w folie. |
Twardziel, ja w ogóle pakowaną żywność omijam szerokim łukiem (nawet jeśli to renomowana firma).
JacAr - 24 Listopada 2008, 07:25
Wk***wia mnie, znaczy, irytuje bicie piany. Jeśli wiecie, co mam na myśli.
Witchma - 24 Listopada 2008, 12:20
Goście, którym wisi, czy oddadzą mi kasę teraz, czy za pół roku I oczywiście strasznie im przykro, bo zapomnieli i już się tym zajmą, chyba, że nie zdążą, bo akurat wyjeżdżają, jakiś siedemsetny raz w przeciągu 4 dni.
ilcattivo13 - 24 Listopada 2008, 12:21
jewgienij - najprostszy sposób, jeśli nie chcesz liczyć przy kasjerce, to wrzucić resztę do innej kieszeni niż ta, w której nosisz kasę (chyba, że jesteś mocno zaangażowany w "działalność charytatywną" i kasę nosisz w portfelu, wtedy każda kieszeń jest o.k.), wtedy możesz sprawdzić nawet po przyjściu do domu. Ja tak zawsze robię, gdy nie mam czasu liczyć. Chociaż czasami fajnie jest zatrzymać się przy kasie i zacząć sprawdzać resztę. Zwłaszcza, jak jest tych drobniaków więcej
Co do kontroli PIHu/sanepidu w hurtowniach i super/hipermarketach (i w zwykłych spożywczakach też). Przychodzi kontrola, piją kawę/herbatę + sznapsa, robią (albo i nie robią) obchód, biorą reklamówki z prezentami, piszą papiery (w których przyczepiają się w nich do jakiejś jednej/dwóch mało znaczących spraw - papier toaletowy w łazience, brak tabliczki informacyjnej, itp.) i idą do domu. W papierach piszą w jakim terminie wytknięte przez nich nieścisłości i uchybienia mają zostać poprawione i po tym terminie przychodzą na re-kontrolę (po kolejną porcję gratisów).
Najlepsze jest to, że każdy handlowiec się boi donieść na nich do prokuratury/policji, bo wie, że potem będzie miał przerąbane i że jak się przyczepią przy następnej kontroli, to już "święty Boże" nie pomoże. Zawsze coś znajdą (nawet nagną przepisy, aby tylko udupić) i przypierniczą karę. I to taką z górnych widełek.
Trochę podobnie jest z kontrolami ze Straży Pożarnej i kominiarzami. Ci ostatni, jeśli w firmie jest jakikolwiek komin spalinowy, to co rok albo pół pojawiają się na kontroli. A jak są zdesperowani, to potrafią wleźć na dach i sprawdzać blaszane rury wentylacyjne (przeżyłem na własnej skórze).
Lynx - a jakie wykształcenie mają takie ekspedientki? Z reguły, do pracy do spożywczaka idą osoby, które nie umieją robić nic innego. Z wykształceniem podstawowym, a w wyjątkowych przypadkach zawodowym. Takie jest życie. Poza tym, większość prywaciarzy (nie tylko właścicieli spożywczaków) płaci głodowe pensje, albo zatrudnia na pół etatu, ale dodatkowo daje kasę na czarno i to, co sprzedawczynie zarabiają w sumie, to nie jest aż tak niską pensją. A narzekać każdy lubi...
Ale nie można niskimi zarobkami usprawiedliwiać kradzieży i oszustwa, a to w sumie robią "panie sklepowe". Jeśli sprzedawczyni uważa, że zarabia za mało, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zmieniła pracę. Byłem ostatnio w WUPie i ofert wisi multum. Każdy może sobie coś znaleźć. I zarobki też nie są takie złe, bo nikt już nie płaci mniej niż 1300 - 1500 na rękę. Dla faceta, to nawet mniej niż 2000 rzadko się zdarza.
JacAr - i tak Cię kochamy
Ziemniak - 24 Listopada 2008, 12:33
| ilcattivo13 napisał/a | | ...nie można niskimi zarobkami usprawiedliwiać kradzieży i oszustwa... |
Tylko że u nas dalej króluje stereotyp z czasów PRL "państwowe czyli niczyje". Za peerelu kradło się w pracy i teraz też się kradnie, tylko pracodawca się zmienił. Po co kupować np. kołki rozporowe, jak w pracy jest tyle tego dobra, kto by się tam doliczył...
ilcattivo13 - 24 Listopada 2008, 12:46
właśnie. Miałem u siebie na magazynie faceta, dzięki któremu ciągle "ginęły", narzędzia na warsztacie i towar na magazynie. A za manko oczywiście wszyscy odpowiadali Najgorzej, że szefowa go nie chciała zwolnic, bo "jej było żal człowieka"...
jewgienij - 24 Listopada 2008, 13:15
| ilcattivo13 napisał/a | | a jakie wykształcenie mają takie ekspedientki? Z reguły, do pracy do spożywczaka idą osoby, które nie umieją robić nic innego. Z wykształceniem podstawowym, a w wyjątkowych przypadkach zawodowym. Takie jest życie. |
Nie generalizowałbym. W tym kraju niestety nie jest jeszcze tak, że pracę dostajesz zawsze w zgodzie z wykształceniem i umiejętnościami. Teraz mam zawirowania w pracy, przejęcia przez inną firmę, wiele osób już popłynęło, więc nie znam dnia ni godziny. I już myślę, co zrobię, jak zostanę na lodzie, ze wszystkimi kredytami i zaległościami. Jak nic nie będzie pod ręką, to do sklepu pójdę, albo śnieg będę szuflą odgarniał, bo za coś żyć trzeba.
W dodatku praca kasjerki w takim hipermarkecie wydaje mi się hardkorowa i wymagająca żelaznych nerwów. Wolałbym już chyba samolot odbijać z rąk terrorystów.
Martva - 24 Listopada 2008, 13:19
| jewgienij napisał/a | | W dodatku praca kasjerki w takim hipermarkecie wydaje mi się hardkorowa i wymagająca żelaznych nerwów. |
No. Myślę że bym się załamała po dwóch godzinach takiej pracy.
|
|
|