Piknik na skraju drogi [książki/literatura] - Ostatnio czytane
Ziuta - 27 Lutego 2010, 23:49
Człowiek, który był czwartkiem Chestertona.
Syme, detektyw ze specgrupy operacyjnej policjantów-filozofów wkrada się w szeregi organizacji anarchistów, a oni wybierają go do swojej Najwyższej Rady, której członkowie przybierają pseudonimy od dni tygodnia. Prezesem jest Niedziela, którego tożsamość stanowi clou powieści...
Rewelacja, Chestertona mogę czytać łyżkami. Jest jednocześnie staromodnie angielski i zrozumiały współcześnie, do tego przesycony kpiarskim podejściem do świata. Napisałbym więcej, ale ciężko zebrać myśli.
illianna - 28 Lutego 2010, 09:28
Ziuta, czytałam! zgadzam się z Tobą całkowicie
terebka - 28 Lutego 2010, 10:34
Stefana Dardy - Czarny Wygon - Słoneczna Dolina
Sam pomysł zajmujący, tak samo było z pierwszą książką Dardy - wciągnęła. Nie stylem, bo ten trochę mi nie pasuje. Jest, w tym przypadku również, odrobinę zbyt naiwny. Zbyt emocjonalny, zupełnie jakby się czytało pamiętnik nastolatki. Przesadą jest nazywanie Dardy polskim Kingiem, grubą przesadą. Jednak fabularnie książka wytrzymuje, z jednym jedynym zgrzytem:
xan4 - 28 Lutego 2010, 11:00
Czarnoksiężnicy - Antologia
Poprawna rzecz i jak to w antologiach parę bardzo dobrych opowiadań (Gaiman, Hand, Lee, Card), większość dobrych, niewypałów mało. Różne podejścia do tematu, od najbardziej konwecjonalnych do najbardziej niekonwecjonalnych.
Podsumowując: jest dobrze, fajne, miłe czytadło.
Virgo C. - 28 Lutego 2010, 11:52
Viriconium Harrisona
Skończyłem jakoś w pociągu i coś podejrzewam, że będę musiał jeszcze do książki wrócić by wyłapać wszystkie nawiązania. W każdym bądź razie początek był świetny, potem strasznie biedziłem się nad Skrzydlatym sztormem. Ta nagła zmiana stylu i połamane zdania strasznie utrudniały lekturę. I jakoś tak pod koniec nagle zrozumiałem zamysł autora. I naprawdę doceniłem. Dalej już znów świetnie, może za wyjątkiem ostatniego opowiadania, które podejrzewam zostało napisane jakoś na zamówienie - brak w nim w zasadzie wszystkiego, co charakteryzowało poprzednie utwory.
Jeśli coś mi przeszkadzało, oprócz tego połamanego stylu, to straszne zaburzenie chronologii wydarzeń. Ale to akurat zostało już wyjaśnione w pierwszym opowiadaniu, więc ciężko mieć o to pretensje do autora.
Cóż, książki polecać nie mogę. Jak pokazał przykład paru forumowych czytelników jest to pozycja wymagająca i nie do każdego trafiająca. Ale na pewno warto spróbować - a nuż ktoś jeszcze da się oczarować pięknej ulic Viriconium
Ziuta - 28 Lutego 2010, 12:29
Ha! Czyli jednak jest nadzieja. Bo Agrafek ostatnio pięknie pokazał reakcję przeciętnego czytelnika na Viroconium.
Martva - 28 Lutego 2010, 12:37
Cholera, to nie wiem czy jestem przeciętnym czytelnikiem, jak książka mnie zostawiła znudzoną, z niedosytem i poczuciem zmarnowanego potencjału - a zdecydowana większość opinii była ochachowa.
Virgo C. - 28 Lutego 2010, 14:29
| Ziuta napisał/a | | Bo Agrafek ostatnio pięknie pokazał reakcję przeciętnego czytelnika na Viroconium. |
Dawaj, dawaj
Ziuta - 28 Lutego 2010, 15:02
Uaaaaaaaeeeeeeiiiiiii?!
dzejes - 28 Lutego 2010, 15:16
| Ziuta napisał/a | Ha! Czyli jednak jest nadzieja. Bo Agrafek ostatnio pięknie pokazał reakcję przeciętnego czytelnika na Viroconium. |
Dając do zrozumienia, że on sam jest niezwykły?
Adon - 1 Marca 2010, 01:30
"Wieża Jaskółki" za mną. Pozwolę sobie jako opinię zacytować to, co napisałem o niej trzynaście lat temu dla fanzinu De Profundis.
| Cytat | Coś się kończy... (recenzja „Wieży Jaskółki” – de profundis #2/1998)
Okrzyknięty mistrzem polskiej fantasy Andrzej Sapkowski dał nam się poznać jako autor znakomitych opowiadań, w których odnajdujemy wszystko, czego tylko czytelnik może sobie życzyć. Mamy wartką akcję, pełnokrwiste postaci będące nie byle jakimi indywidualnościami, wspaniały, bogaty język stylizowany na staropolszczyznę, niewymuszony dowcip, a wszystko to okraszone dającymi się łatwo odczytać aluzjami i nawiązaniami dodającymi prozie AS-a wyśmienitego smaczku. Oczywiście nie brak tu również obowiązkowych elementów fantasy, czyli magii, miecza i pięknych kobiet. Jednakże Sapkowski dozuje wspomniane z taką wirtuozerią, że absolutnie nie prowadziły one do trywialności.
Wszelako już pierwszy tom sagi zapowiedział pewne niepokojące zmiany. Gdzieś pod koniec Czasu pogardy całość straciła rozpęd, a Sapkowski popełnił błędy, których popełnić nie powinien, zważywszy, iż sam wcześniej wytykał je innym autorom w znakomitym skądinąd szkicu Piróg albo Nie ma złota w szarych górach (Nowa Fantastyka 5/93). Nie byłbym sobą, gdybym zatem teraz ja nie wytknął jemu niekonsekwencji. Pisze Sapkowski na przykład o schemacie fabuły w fantasy, który to schemat następnie sam bezwstydnie powiela. Co mam na myśli? Cytuję: protagonista musi odbyć wielką Wyprawę - Quest; (...) nie może podróżować sam, więc szybko montuje mu się Drużynę - zespół malowniczych i charyzmatycznych osobników. Cóż, jeśli nie Quest odnajdujemy w Chrzcie ognia? Cóż, jeśli nie drużynę? Brakuje tylko jeszcze, by wiedźmin zaczął wraz z przyjaciółmi szukać w Szarych Górach złota (którego to, jak dowodził AS, w owym malowniczym miejscu nie ma). Nie jest to jedyna niekonsekwencja. Ilość tomów składających się na sagę mówi sama za siebie, przemilczmy to jednak. Wracając do Czasu pogardy, tuż pod koniec Sapkowski serwuje nam cały rozdział o przygodach Ciri na pustyni Korath zwanej też Patelnią. Czytając go nie mogłem się jakoś oprzeć wrażeniu, że czytam któryś z nudnych kawałków pani Andre Norton z cyklu o Świecie Czarownic. Tylko jakby wykonanie lepsze.
Mimo owych oczywistych wad, sagę czyta się znakomicie. Co więcej, chcemy ją czytać. I to nie tylko dlatego, że uparliśmy się koniecznie dowiedzieć, jaki będzie koniec. Proza Sapkowskiego wciąga niczym bagno i nie pozwala oderwać się choćby na chwilę.
Tak też jest z Wieżą Jaskółki. Chociaż… Niby dalej wszystko to samo, a jednak czyta się inaczej. Czwarty tom odstaje znacząco od pozostałych pod względem fabularnym. Przede wszystkim zmienia się typ narracji, z którym autor eksperymentował już w Chrzcie ognia, gdzie funkcję narratora na krótkie chwile przejmował bajarz. W Wieży Jaskółki retrospekcja staje się zjawiskiem powszechnym. Mamy tu bowiem pamiętnik Jaskra, opowieść Ciri i zeznania sądowe niejakiej Joanny Selborne. Wszystkiego po trochę. Rezygnuje Sapkowski z może nie nudnych i nieciekawych, jak chcą panie recenzentki z Nowej Fantastyki, jednak na dłuższą metę męczących opisów podróży, na rzecz akcji, która momentalnie rusza do przodu. Cały trzon opowieści budowany jest wyłącznie wokół wątku przybranej córki Geralta, natomiast wszystkie pozostałe schodzą na dalszy plan. Są i plusy i minusy takiej konstrukcji fabuły. Plusem jest z całą pewnością ponowne związanie akcji, przez co z tym większym napięciem oczekujemy kolejnego, ostatniego tomu, w którym wszystko, miejmy nadzieję w niebanalny sposób, zostanie rozwiązane. Jednakże skoro istnieją plusy, muszą także istnieć minusy i nie można o nich nie wspomnieć. W Wieży Jaskółki postaci, które w pierwszym rzędzie stanowiły o atrakcyjności opowiadań i powieści o wiedźminie, mają niewiele do powiedzenia. Rola Geralta ogranicza się tu praktycznie do machania mieczem (sic!). Natomiast Yennefer występuje w epizodzie niewiele znaczącym dla powieści (oczywiście nie umniejszam jego roli dla całości, zwłaszcza, iż nie znam zakończenia). Niepokoją mnie także przypuszczenia co do sposobu zakończenia sagi, jakie nasunęły mi się po lekturze. I nie mam tu bynajmniej na myśli możliwości śmierci Geralta — choć takie ewentualne rozwiązanie nie byłoby wcale najgorsze — ale tego, co Sapkowski zamierza uczynić ze swym światem. Bowiem pewne skojarzenia uparcie zbliżają nas do legendy arturiańskiej. Co tu dużo mówić, tytuł ostatniego tomu nie pozostawia wiele wątpliwości. Pozostaje jednak nadzieja, iż AS nie pójdzie na łatwiznę i zakończy sagę w sposób bardziej oryginalny, niż, jak nam się wydaje, sugeruje. Niekoniecznie musi to być typowy postmodernizm, od którego rzekomo stanowczo się odcina. Aczkolwiek niczego do końca nie możemy być pewni, bo autor co rusz puszcza do nas oko. Wystarczy wspomnieć elfa Crevana malującego w jaskiniach fioletowe bizony i łowców z nieprawdopodobnie wielkim przyrodzeniem...
Podsumowując, Wieża Jaskółki choć nie jest najlepszym tomem sagi, jest rzeczą godną uwagi. Po słabym, choć i tak stojącym co najmniej o klasę wyżej od przeciętnego anglojęzycznego czytadła fantasy, Chrzcie ognia jest to niewątpliwie ogromny krok do przodu. Sapkowski znów pokazuje nam się od najlepszej strony racząc nas i humorem i wyśmienitym językiem. Rozwiązuje kilka zagadek, ale stawia od razu na ich miejsce nowe, na podobieństwo smoka, któremu na miejsce ściętej głowy, natychmiast odrastają dwie kolejne. To wszystko sprawia, że z niecierpliwością czekamy na ostatni tom sagi, w którym wszystko się wyjaśni. Lub nie... |
W zasadzie mogę się zgodzić z wszystkim, co wtedy napisałem. No i wykrakałem fatalne zakończenie, wykrakałem. Biorę się za "Panią Jeziora". Ciekawe, czy owo zakończenie znów zrobi na mnie tak złe wrażenie.
rybieudka - 1 Marca 2010, 13:03
Człowiek Plus Pohla - w ramach przerabiania zaległości z klasyki nabyłem i łyknąłem w dwa wieczory. I mam bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony książka wciąga. Posługuje się co prawda motywami często używanymi (choć pewnie kiedy Pohl ją pisał to było to raczej nowatorskie), ale jest w stanie przykuć czytelnika. Wizją, specyficzną i nieco zagadkową narracją, oczekiwaniem na rozwój wydarzeń. Z drugiej strony, jak wiele z "wiekowych" książek hard sf, dość mocno "oberwała" od zmieniającego się świata. Niektóre rzeczy po prostu okazują się mocno nieaktualne i nietrafione. Szczególnie w zakresie technologii. Ale, jak juz napisałem, to bolączka niemal każdej osadzonej w niezbyt odległej przyszłości sf - szybko i łatwo sie takie dzieła starzeją. Ogólnie jednak dzieło Pohla mi się podobało. Muszę częściej sięgać do trochę zapomnianych klasyków.
Czarna szabla Komudy - w ciągu tygodnia "wchłonąłem" dwa zbiorki Komudy. Porównując ten z "Opowieściami z Dzikich Pól" muszę przyznać, ze jest sporo lepszy. Najlepsze opowiadanie z pierwszego ( Nobile Verbum ) się powtarza (no i jeszcze jedno), ale zarówno Wilczyca, jak i Jeruzalem i Biesy polskie są po prostu świetne. Komuda w dłuższych opowiadaniach daje więcej tego co bardzo mi się w jego twórczości podoba: barwne opisy tła, otoczenia, ludzi itp. Poza tym pojawiają się motywy mniej eksploatowane w innych jego tekstach, jak np. arianie. "weszło mi" migusiem. wielce smacznie.
mBiko - 1 Marca 2010, 20:52
W swoim czasie "Człowiek Plus" zrobił na mnie spore wrażenie, będę musiał powtórzyć, żeby sprawdzić jak się zmienił mój odbiór po blisko ćwierćwieczu.
Stormbringer - 2 Marca 2010, 10:22
Gra anioła przeczytana. Bardzo wciągająca lektura - chwilami może nawet bardziej niż Cień wiatru, ze względu na więcej dynamiki. W każdym razie jestem bardzo na tak i mam nadzieję, że Zafon pospieszy się z kolejna książką.
A teraz poczytuję Różę dla Eklezjastesa Zelazny'ego.
Kruk Siwy - 2 Marca 2010, 10:24
Stormbringer, ja też wolę Grę anioła. Do niej będę wracał a do Cienia już raczej nie.
hrabek - 2 Marca 2010, 11:02
Przeniosłem część o publicystyce do odpowiedniejszego wątku, zgodnie z życzeniem
dalambert - 2 Marca 2010, 11:06
Wilczy Legion - tu jeno rzeknę co dobre i podobałomisie , a jak się zbiorę to u Miszcza stosownego poględzę.
Zgaga - 2 Marca 2010, 11:41
Cyberpunk mnie trzyma: czyli Gibsona Neuromancer za mną. Trzeba będzie zdobyć dalsze części Trylogii Ciągu .
A teraz sobie czytam NeoAddix Grimwooda. Wampir i cybernetyczny świat? - a dlaczego by i nie.
illianna - 3 Marca 2010, 10:58
zaczęłam Nadchodzi Orbitowskiego, tzn. przeczytałam ostatnie opowiadanie o tym samym tytule mające koło 200 stron, świetna konstrukcja i pomysł na podanie wątków historycznych, bardzo dobrze skonstruowana postać ojca bohatera, generalnie duży plus, choć zakończenie nie do końca mi podeszło.
Zgaga - 4 Marca 2010, 11:38
No dobrze, NeoAddix Grimwooda skończyłam. Ładnie się zapowiadało, ale... hm... Nie wiem dlaczego ale pod koniec Manitou Mastertona mi się przypomniał. Niby zupełnie inna tematyka itd.
Moje skojarzenia zadziwiają mnie.
Poza tym - chwilowa przerwa od cyberpunku. Postanowiłam powrócić do kryminałów z północy Europy. Jestem w połowie powieści norweżki Karin Fossum: Kto się boi dzikiej bestii. Na razie bez zachwytu i nie rozumiem dlaczego w 2008 r. ta pani znalazła się na liście największych pisarzy powieści kryminalnych Times'a.
ilcattivo13 - 4 Marca 2010, 14:17
Zgaga - ła, pierwsza część "Manitou" Mastertona to klasyka I moja ulubiona książka tego pana.
Ziuta - 4 Marca 2010, 15:32
Miasto szaleńców i świętych Jeffa VanderMeera przeczytałem. Cóż, świetna książka, a właściwie kolaż opowiadań, publicystyki, ogłoszeń, notatek i rozmaitych dziwadeł. Do tego całości towarzyszy mrugnięcie okiem Autora, coś raczej rzadko spotykanego w "poważnym" nurcie fantasty.
Różnie oceniam składowe książki. Najlepsza jest Klatka i Hoegbottoński przewodnik po wczesnej historii Ambergris. Nieco w tyle pozostaje Przemiana Martine Lake'a (zniechęcił mnie bohater, artysta z kompleksem oschłego ojca – już któyś raz spotykam się z czymś takim - nuda; na szczęście tekst nadrabia fabułą i jej clou).
Polecam.
feralny por. - 4 Marca 2010, 15:38
Niesamowicie pokręcone, ale przy tym bardzo fajne. "Przewodnik" rewelacyjny, zwłaszcza przypisy i opis okupacji Abergris przez wojska Sułtana.
Ziuta - 4 Marca 2010, 15:43
Tak, tak - ale okupacja była opisana głównie w glosariuszu, na samym końcu. Opis śmierci kolejnych sułtańskich namiestników jest prześwietny.
mBiko - 4 Marca 2010, 23:53
"Zbieracz burz", wypowiadać się będę dopiero po przeczytaniu całości, ale teraz powiem, że po kolejny tom z pewnością sięgnę.
hardgirl123 - 5 Marca 2010, 07:13
'Nadchodzi" Ł. Orbitowski
Zgaga - 5 Marca 2010, 08:26
ilcattivo13, Manitou jeszcze trzymało się kupy. A w książce Grimwooda połączenie cybernetyki z paranormalnymi umiejętnościami tak sobie wypadło. W każdym bądź razie dla mnie, wypadło już zbyt hm... fantastycznie.
mBiko, a kiedy ten kolejny tom?
ihan - 5 Marca 2010, 15:28
Akwaforta K. J. Bishop. W zasadzie najpierw przeczytałam opowiadanie z FWS, które bardzo mi się spodobało, więc zabierałam się z dobrym nastawieniem. I z takim skończyłam. Wciąga, i to nawet nie sama historia, ale opowiadanie jej. Kilka fajnych zdań, interesujących rozmów, choćby dyskusje Gwynna z Wielebnym. Miejscami obrzydliwa, drastyczna ale też tajemnicza i fascynująca. Tylko szkoda, że tak mało Raule.
illianna - 5 Marca 2010, 16:40
Opowieści z meekhańskiego pogranicza, Wegner, książka chwalona nie bez kozery, naprawdę przednia lektura, każde opowiadanie doskonale skonstruowane fabularnie i do tego dobry, soczysty język, polecam z czystym sumieniem, zresztą chyba nawet nie trzeba sądząc po wcześniejszych opiniach
edit: literówka
terebka - 5 Marca 2010, 17:41
A ja wreszcie przeczytałem Samozwańca Komudy. Wreszcie, bo podchodziłem doń kilkukrotnie, przerywając lekturę to kolejnymi numerami SFFiH, to Decathexisem Śmigiela, to Czarnym Wygonem Dardy. Wielkie czytadło. Monumentalne. Momentami zdające się odrobinę przeciągać, przy opisach odzienia, chociażby, czy formacji wojsk. Ale i tak wspaniałe. Teraz będzie mnie ssało za tomem drugim. Chyba przegryzę w międzyczasie Banitą.
|
|
|