Piknik na skraju drogi [książki/literatura] - Ostatnio czytane
xan4 - 13 Listopada 2009, 20:05
Nawiedziny,
rewelacja to nie jest, ale i rewelacji się nie spodziewałem. Wydaje mi się, że lepsza niż pierwsza antologia Fahrenheita (tak Ebola ). Jak to zwykle w takim zbiorze, parę dobrych, dużo poprawnych i parę sztuk, które nie powinny się tam ukazać.
illianna - 13 Listopada 2009, 21:45
Pieśń morza, Vincent Manuel, bardzo przemyślana hiszpańska powieść o magicznym połączeniu życia z mitologią. Książka jest jak szkatułka w szkatułce, w szkatułce... wszystko się powoli łączy i wynika z siebie, ale nadal w sposób zaskakujący, aż do wydawałoby się wiadomego końca, od którego wszytko się zaczyna. Do tego ładnie oddany klimat Katalonii. Polecam
joe_cool - 14 Listopada 2009, 12:44
Ukryty wymiar Edwarda T. Halla - nie jest to fantastyka , ale rzecz warta polecenia. O tym jak człowiek posługuje się przestrzenią, jakie są różnice w postrzeganiu i posługiwaniu się przestrzenią w różnych kulturach i co z tego wszystkiego wynika.
Na allegro już licutyję "Bezgłośny język" tego samego autora
Kruk Siwy - 14 Listopada 2009, 13:44
Hanna Fronczak. Od nowiu do pełni.
Warto.
Więcej w wątku naszej Nimfy bagiennej
Ziuta - 14 Listopada 2009, 14:29
illianna, niesamowita sprawa, niemal każdy hiszpański pisarz wydany w polsce w ostatnich paru latach jest Katalończykiem. Ja nie wiem, to jakaś miłość wydawcó, czy po prostu tak jest z Katalonią, że żyja tam wyłącznie literaci i komuniści
A ja skończyłem Wrońca. To mój najszybciej przeczytany Dukaj – nawet dla Innych Pieśni, też pożartych w jeden dzień, musiałem zarwać noc. Wroniecp zaś – mocno różni się od głownego wektora twórczości Dukaja. Prosta historyjka, obrazki, czcionka jak w FS. Przynajmniej jeden neologizm (maszyna-szarzyna) mocno lemowski (maszynka-okruszynka?). Zakończenie mnie nie przekonuje (tu wchodzi Jarosław Grzędowicz; najpierw mnie chwali za dokopanie dziadu, potem opiernicza za pisanie netowej recki ). Jest w nim jakieś pęknięcie, któe mi trudno wytłumaczyć. Co właściwie zrobił Adaś w końcówce. Co się stało ze światem?
I jeszcze jedno. Ja bym się zapytał Jaruzelskiego, co on na to, że zrobili niego straszydło z książki dla dzieci.
Kruk Siwy - 14 Listopada 2009, 14:34
Jemu to kalafiorem.
Robi za straszydło dla dorosłych przecież.
Ziuta - 14 Listopada 2009, 14:37
No właśnie, że nie kalafiorem. Oficjalnie jest KIMŚ. Albo demonem sowieckiego zła, albo Hamletem, wybierającym z bólem serca mniejsze zło. Każda opcja nobilituje. Prócz tej, gdzie porywa dzieciom rodziców.
Kruk Siwy - 14 Listopada 2009, 14:39
I tam. To jest procent dopuszczalnych strat.
dzejes - 15 Listopada 2009, 13:02
Wroniec
Niespecjalnie lubię książki wydane w takiej postaci. Masa ilustracji, mało tekstu, a wszystko za 40 zł.
Sama opowieść porywa jednak jak U-Lotka Przeczytałem praktycznie za jednym podejściem. Z obserwacji - historia mogłaby być dłuższa, zwłaszcza końcówka, która wyglądała jakby została bardzo mocno przycięta.
Fearfol - 15 Listopada 2009, 13:25
W piątek wpadła mi w ręce "Ania z zielonego wzgórza", mimo że już mam 19 wiosen na karku i czytałem to już dawno temu to i tak "połknąłem" książkę w dwa dni, bo jest po prostu fenomenalna. U mnie w domu moja babcia to czytała, moja mama, tata, brat i tylko moja 12 letnia siostra nie chciał czytać o przygodach Ani. Co gorsza jak sama mówi jej pogląd na temat książki "nudna, głupia" podziela większość klasy....
Ja nie wiem co się dzieje teraz z tymi dziećmi, sami nie wiedzą co tracą. Wasze dzieci, rodzeństwo też mają ? Czy może ten rocznik 97 jest taki dziwny.
Godzilla - 15 Listopada 2009, 13:38
Moje starsze jest z rocznika 2000, więc jeszcze nie wiem ;P
holger paradox - 15 Listopada 2009, 14:29
Wroniec - Dukaja
Metro 2033 Głuchowskiego
niezła. No i 4 Łysiaka (jak to nazwać? Czwórka? Kareta?) - może być, czasmai tylko nuży, ale sam język i dygresje świetne. Dywagacje nawet.
Chal-Chenet - 15 Listopada 2009, 14:35
Co do "Wrońca". Językowo jest to prostsze niż te poprzednie łamańce? W myśl powiedzenia "Do trzech razy sztuka" może jeszcze raz spróbuję podejść do twórczości tego pana.
holger paradox - 15 Listopada 2009, 14:43
Chyba jest lepiej, ale za to w konwencji bajczanej. Może być trudne.
Ozzborn - 15 Listopada 2009, 15:07
Nieznośna lekkość bytu Kundery - dało do myślenia, ale, po rekomendacji znajomego, spodziewałem się czegoś więcej...
Miasto Złudzeń - Le Guin - przyjemna nowelka "post-s-f" nic strasznie wybitnego, ale przyjemna klimatyczna historia z pomysłem.
Północna Granica - Kresa. Oj naprawdę się cieszę, że dopiero teraz się wziąłem za literaturę imć Feliksa, bo to oznacza jeszcze wieeele godzin z fantasy najwyższej próby
Easy - 15 Listopada 2009, 15:19
| Chal-Chenet napisał/a | | Co do Wrońca. Językowo jest to prostsze niż te poprzednie łamańce? W myśl powiedzenia Do trzech razy sztuka może jeszcze raz spróbuję podejść do twórczości tego pana. |
Jak ci nie szkoda 40 zł na coś, co łykniesz w góra pół dnia - to kupuj.
Ale z drugiej strony - nie warto tego traktować jako wstępu do innych książek Dukaja.
dzejes - 15 Listopada 2009, 17:33
| holger paradox napisał/a | | Chyba jest lepiej, ale za to w konwencji bajczanej. Może być trudne. |
Ręce mi opadły Wroniec miałby być trudny?
Słowik - 15 Listopada 2009, 17:56
No nie jest, a swoją drogą, liczyłem, że podaruję Wrońca siostrzeńcowi drugoklasiście, ale to jednak nie dla niego, trzeba będzie dać starszemu.
dzejes - 15 Listopada 2009, 17:59
Czemu tak uważasz? Myślisz, że za okrutny, czy jednak zbyt dorosły?
Słowik - 15 Listopada 2009, 18:01
Za okrutny.
Easy - 15 Listopada 2009, 18:40
| dzejes napisał/a | | holger paradox napisał/a | | Chyba jest lepiej, ale za to w konwencji bajczanej. Może być trudne. |
Ręce mi opadły Wroniec miałby być trudny? |
Pewnie koledze chodziło o to, że nie każdemu - nawet najbardziej zatwardziałemu fanowi Dukaja - taka konwencja może przypaść do gustu.
Mateusz - 15 Listopada 2009, 19:20
Z jednej strony fakt, że trochę brutalności tam jest, z drugiej jednak teraz dzieciaki dużo wcześniej się spotykają z nią niż jeszcze kilka lat temu, więc nie wiem, czy bym się tym aż tak przejmował.
dzejes - 15 Listopada 2009, 20:37
| Mateusz napisał/a | | Z jednej strony fakt, że trochę brutalności tam jest, z drugiej jednak teraz dzieciaki dużo wcześniej się spotykają z nią niż jeszcze kilka lat temu, więc nie wiem, czy bym się tym aż tak przejmował. |
Ja tam pamiętam baśnie braci Grimm, które były znacznie okrutniejsze niż Wroniec.
Anonymous - 15 Listopada 2009, 20:55
| Słowik napisał/a | | No nie jest, a swoją drogą, liczyłem, że podaruję Wrońca siostrzeńcowi drugoklasiście, ale to jednak nie dla niego, trzeba będzie dać starszemu. |
Przecież dzieci - paradoksalnie - i nastolatki uwielbiają się bać, a w dobie MTV i gier komputerowych śmierć i okrucieństwo w tekstach kultury nie powinny dziecka zaskakiwać. Powiem więcej: dla takiego dziesięcio/jedenastolatka nie ma nic fajniejszego od kosmicznych potworów, wielkich bestii i straszydeł, ponieważ w ten sposób - podświadomie - może walczyć, a zarazem oswajać się ze strachem. No a poza tym, w porównaniu do wielu gier, w które może grać taki dziesięciolatek/jedenastolatek, "Wroniec" wcale nie jest taki straszny, na ile zdążyłem się zorientować po przekartkowaniu. Dżejes ma rację, wspominając baśnie braci Grimm. Dopiero stosunkowo niedawno zachodnia popkultura zmieniła wzorzec bajki i za sprawą metamorfozy Disneya złagodziła ten gatunek, tworząc okropne, różowe, mdłe i pozbawione dydaktyzmu pseudo-karykatury bajek dla dzieci. Dużo większym problemem dla współczesnego jedenastolatka (druga klasa, czyli - osiem/dziewięć lat to faktycznie nie, ale jedenasto/dwunastolatkowie spokojnie Wrońca mogą czytać) jest raczej kontekst historyczny, ponieważ współczesna dzieciarnia go raczej nie rozumie (bo i skąd, skoro poważna debata na temat stanu wojennego i PRL prowadzona jest nie w popkulturze skierowanej do współczesnych dzieci, a w publicystyce i polityce dorosłych). Jacek chyba dostrzega ten problem i próbuje go naprawić i moim zdaniem bardzo dobrze, ponieważ jest to, jak sądzę, jakaś próba oswajania następnego pokolenia z trudną historią swojego narodu. Zresztą, z racji długości i konstrukcji wydaje mi się, że to nawet nie jest powieść, a novella.
SithLady - 15 Listopada 2009, 21:44
The Machine Crusade Briana Herberta i Kevina J. Andersona.
holger paradox - 15 Listopada 2009, 22:52
| Cytat | easy napisał| Cytat |
dzejes napisał/a:
| Cytat | holger paradox napisał/a:
Chyba jest lepiej, ale za to w konwencji bajczanej. Może być trudne.
|
Ręce mi opadły Wroniec miałby być trudny? |
Pewnie koledze chodziło o to, że nie każdemu - nawet najbardziej zatwardziałemu fanowi Dukaja - taka konwencja może przypaść do gustu.
|
po pierwsze, rzeczywiście, konwencja może odrzucić albo zniechęcić (niepotrzebne skreślić), i to jest pierwsza trudność.
Po drugie - wszak realia stanu wojennego nie dla każdego są oczywiste, a one zdecydowanie doprawiają smakiem całą rzecz - czy enesy są oczywiste? a MOMO?
ale to nie ten wątek.
A dorzucam do czytanych star trek infiltrator
illianna - 15 Listopada 2009, 23:07
| Ziuta napisał/a | niesamowita sprawa, niemal każdy hiszpański pisarz wydany w Polsce w ostatnich paru latach jest Katalończykiem. Ja nie wiem, to jakaś miłość wydawców, czy po prostu tak jest z Katalonią, że żyją tam wyłącznie literaci i komuniści | a i oni się obrażają na nazywanie ich Hiszpanami coś w tym jest, to bardzo zbuntowany ludek, artystyczny, lewacki i bardzo sympatyczny, ja bardzo lubię Katalonię , mają swój język, są dumni ze swojego pochodzenia i nie lubią Madrytu, coś mi się wydaje, że ciut podobnie do krakusów, pominąwszy lewicowość a i mają jeszcze wyśmienity likier jajeczny
Mars Kosika, wrażenia bardzo dobre, konstrukcja ciekawa, końcówka wywraca wszystko do góry nogami,bardzo się podobało. Poruszane problemy społeczne, polityczne, ekologiczne bardzo ciekawie naświetlone. Jedyne zastrzeżenia są do języka, trochę niezgrabności, powtórzeń, no i dwie ewidentne wtopy merytoryczne, pierwsza jak facet wchodzi z dzieckiem na rękach, dziewczyna nie rzuca mu się na szyję, potem gadają chwilę, a potem ona dostrzega to dziecko dopiero. Druga dotyczy terminu mania depresyjna, nie ma czegoś takiego, zresztą zdanie jest bardzo ciekawe, bo zawiera zestawienie: choroba afektywna dwubiegunowa ani mania depresyjna. Ta pierwsza istnieje, druga jest jaką transformacja istniejących chorób i potocznych ich określeń. czepiam sie aby zrobić chociaż tyle ile mogę przeciw szerzeniu sie błędnej terminologii.
Podkreślam jednak, ze książka bardzo dobra i polecam gorąco.
Ziuta - 16 Listopada 2009, 07:53
illianna, ja bym ich do Ślązaków porównał. Kraków to jednak Polska, tyle że 123 lata zaborów przesiedzieliśmy w Europie, a nie w Azji
Ale nadpopulacja Katalończyków na półkach księgarń ciekawi. Czy poza Perwersem-Reverse nie ma dobrych autorów z Madrytu?
illianna - 16 Listopada 2009, 09:10
Ziuta, mi bardziej chodziło o artystyczne zapędy, dumę z tego kim są i niechęć do stolycy
Przechszta Pierwszy krok, no cóż, przeczytałam połowę (250 stron), stwierdziłam, że poszło mi szybko i że nie wiem o czym czytałam, poza tym, że o jakiejś nieznośnej dziewczynce, sympatycznej kurtyzanie i nieco zbyt idealnym żołnierzu, a tak jeszcze kotek mi się podobał. Nie mam jakiś strasznych zastrzeżeń poza tym, że tak doskonale przeleciało mi to przez głowę, iż nie bardzo wiem, czy ma sens czytać kolejne 250 stron.
xan4 - 16 Listopada 2009, 09:43
| illianna napisał/a | | Ziuta, mi bardziej chodziło o artystyczne zapędy, dumę z tego kim są i niechęć do stolycy |
hmm, a na Śląsku tego nie ma
| illianna napisał/a | | Przechszta |
|
|
|