Powrót z gwiazd - Koty, psy i inni pierzasto-futrzaści ulubieńcy.
Anonymous - 12 Września 2010, 14:44
Przepychanki pomijam już, bo to nie ma sensu. Do rzeczy.
illianna napisał/a | Czemu jest zakaz kastrowania ludzi, nawet na życzenie? |
Nie wiem i uważam, że to bez sensu.
illianna napisał/a | Kocury w warunkach domowych kastrowane są wyłącznie ze względu na zapach.
|
Nie. Czytałaś zalinkowany wcześniej artykuł? Zapach to na pewno najistotniejszy czynnik, ale kastracja chroni także przed nowotworami układu płciowego, przepukliną czy chorobami prostaty. Niekastrowany kocur trzymany w domu często staje się agresywny (bo sfrustrowany). No więc nie upierałabym się, że każdemu kotu niewykastrowanemu jest w domu super i kastracja jest tylko dla ludzi. Wychodzący ma spore szanse na złapanie wirusa białaczki czy FIV w bójkach i podczas kontaktów męsko-damskich. A to choroby śmiertelne na ogół. I jeszcze artykuł o SUK. Przyczyny powstawania kamieni są tam wyszczególnione, mogą być pośrednio związane z kastracją, bo koty pozbawione popędu seksualnego są mniej aktywne, co jest często powodem tycia, zwłaszcza jak nie mają kociego towarzysza i nie wychodzą z domu. A taki tryb życia sprzyja rozwojowi SUK. Po prostu - warto o tym wszystkim wiedzieć.
Przykro mi z powodu tego, co wycierpiał Twój kot i co Ty przeszłaś w związku z tym.
P.S. Ograniczenie populacji jest także interesem kota i o tym tyle już było mówione, że daruję sobie powtórkę.
illianna - 12 Września 2010, 15:30
Miria napisał/a | mogą być pośrednio związane z kastracją, bo koty pozbawione popędu seksualnego są mniej aktywne, co jest często powodem tycia, zwłaszcza jak nie mają kociego towarzysza i nie wychodzą z domu. A taki tryb życia sprzyja rozwojowi SUK. | wiem o tym, że to nie samo pozbawienie jader powoduje kamienie, ale jest czynnikiem wysoce podnoszącym ryzyko. Mój kot miał dużo towarzystwa, często gonił po domu z kocicą całą noc, bawiły się dość aktywnie, wskakiwał nawet na piec kaflowy, był sprawny, z domu wychodził na początku, potem przestał, bo obrywał od dzikich kotów, co podważa argument: Miria napisał/a | złapanie wirusa białaczki czy FIV w bójkach | , brak jajek nie chronił przed agresją innych kotów, mam wrażenie, że nawet przeciwnie. Nie wiem, co jeszcze mogłam zrobić, żeby go ochronić przed chorobą. Po prostu uważam, że jak mam kotu obcinać jajka, to wolę nie mieć kota, bo własne zadowolenie z kota stawiam na drugim miejscu. Nie chcę podejmować wyboru rak, czy kamienie. A poza tym Twoje argument na temat SUK można odnieść do raka, czy innych chorób związanych z posiadaniem jajek, nie wszystkie koty chorują, przyczyny są złożone, obcinanie czegoś kotu w celu profilaktyki to jakiś horror.
Mieliśmy wcześniej na chwilę starego, odziedziczonego kocura po sąsiadce, która umarła, miał dziwne sposoby budzenia nas, bo ona była głucha, ale agresywny nie był, przyjaźnił się nawet z naszym wilczurem, spały na jednaj kanapie, oba miały jaja, żeby nie było. Możliwe, że był wyjątkowy, nie chce się kłócić, ale znowu moje osobiste doświadczenie przeczy temu, co piszesz. Nasz kastrowany kot był chwilami o wiele bardziej agresywny niż ten pełnoajajeczny, kocicę męczył bezpardonowo, a że był większy, więc mu to wychodziło bardzo dobrze, do nas nie był agresywny to fakt.
Myślę, że to bardziej skomplikowane, niż by się chciało. Teoretycznie rozumiem akcję ograniczania rozrodu kotów i refundowanie kastracji przez gminy. Wiadomo, że jak kotów jest mnóstwo to zdychają z braku jedzenia, chorób itp, albo niektórzy zamiast zająć się kotkami, zabiją kocięta, co mi się bardzo nie podoba. Z drugiej strony Niemcy wytępili dzikie koty, a teraz sprowadzają je z Polski. A poza tym gmina sponsoruje kastrację, nie pytając wcale, co dalej i czy dany kocur będzie miał choć szansę na trochę dłuższe życie dzięki specjalnemu żarciu. Moim zdaniem to tak samo krótkowzroczne i naraża zwierzaki na cierpienie, tylko z innego powodu. Wiem, że nie żyjemy w idealnym świecie, ale do takiego procederu ręki przykładać nie zamierzam.
Anonymous - 12 Września 2010, 16:04
illianna, zastanowiłam się na spokojnie i rozumiem Twoje stanowisko. Gdybym sama przeszła taką traumę to pewnie reagowałabym podobnie. Mam inne doświadczenia, pokrywające się z tym, co można przeczytać w tych wszystkich artykułach, dlatego moje zdanie jest takie, jakie jest. Uważam, że choroba może przytrafić się każdemu kotu, niestety. Dzejes wspominał, że u nas i naszej najbliższej rodziny żyje "około" 12 kotów (dokładnie 14 ) w wieku od 18 do 2 lat, sześć z nich to kocice, wszystkie są wykastrowane. Te, które wychodzą, mają starcia z kotami, ale tylko raz rezultatem było poranienie (konkretnie jeden kocur został użarty w tyłek i zrobił mu się ropień). Myślę, że to dlatego, że kastraty na ogół wycofują się szybko z takich starć - obserwowałam kiedyś walkę dwóch dzikich kocurów i to dopiero była wojna! Nasze koty nie chorują i wyglądają na zadowolone z życia i to w połączeniu z opiniami weterynarzy i wielu osób, którym ufam, wystarcza mi w zupełności by wierzyć, że decyzja o kastracji była słuszna w przypadku moich kotów.
Co do ograniczania populacji, to nie jest tak, że nie mam zastrzeżeń, ale sądzę, że kot dzięki niej stanie się dobrem poszukiwanym, a to w sposób oczywisty działa na korzyść kotów. BTW gminy rzadko sponsorują kastrację kocurów, u nas dotyczy to tylko kotek, a co do kotek, nie mam żadnych wątpliwości, że kastracja wydłuża im życie. I mam nadzieję, że Niemcy doceniają teraz bardziej swoje koty.
illianna - 12 Września 2010, 16:13
Miria, kotki chyba się sterylizuje? ja piszę od początku i wyraźnie o kocurach. Kotki to trochę odrębny temat. Gminy czasem sponsorują kastrację kocurów, pewnie nie wszystkie.
Miria napisał/a | I mam nadzieję, że Niemcy doceniają teraz bardziej swoje koty. | tylko to nie chodzi o domowe koty, tylko całkiem dzikie, wytępili je na amen. Nam też to grozi za jakiś czas, jak trend się będzie utrzymywał. A teraz doszli do wniosku, że to był błąd. Odbudowanie populacji nie jest wcale takie łatwe. Z grzebaniem przy naturze trzeba naprawdę uważać, zwykle to się mści, bo rzadko mamy pełny obraz sytuacji.
Anonymous - 12 Września 2010, 16:38
illianna napisał/a | Miria, kotki chyba się sterylizuje? |
Na ogół kastruje. Kastracja to usunięcie narządów, sterylizacja polega na podwiązaniu jajowodów. Nie ma to sensu o tyle, że kotka nadal ma rujki i grozi jej ropomacicze, rezultatem jest tylko bezpłodność.
illianna napisał/a | tylko to nie chodzi o domowe koty, tylko całkiem dzikie, wytępili je na amen. |
Ja wiem, tylko może teraz odbudowując populację, Niemcy będą bardziej szanowali dzikie koty. Zmiana mentalności to cholernie ważna sprawa i to miałam na myśli, pisząc o tym, że kot powinien być dobrem poszukiwanym, także dziki kot.
Ziuta - 12 Września 2010, 16:40
To jak z żubrami.
Anonymous - 12 Września 2010, 16:44
Tyle, że u kotów materiału genetycznego jest pod dostatkiem i raczej dłuuugo będzie. U nas i tak jest nieźle, jeśli chodzi o stosunek do zwierząt i podejmowane działania mające na celu ich ochronę. Będąc w Grecji napatrzyłam się na kocią i psią biedę. Szkoda nawet gadać.
illianna - 12 Września 2010, 16:45
Miria, definicja mówi, że masz rację, ale popularnie jakoś tak się chyba przyjęło, że nawet weterynarze tak mówią. Nie wiem, czy w ogóle robi się coś takiego jak podwiązanie jajowodów u kocic, chyba nie bardzo.
Ziuta, o tuż to!
Anonymous - 12 Września 2010, 17:00
illianna napisał/a | Miria, definicja mówi, że masz rację, ale popularnie jakoś tak się chyba przyjęło, że nawet weterynarze tak mówią. |
Nie zmienia to faktu, że kotki się kastruje, chociaż fakt, że określeń tych używa się często zamiennie. A skąd się to przypisanie do płci wzięło, to nie mam pojęcia.
Zgaga - 12 Września 2010, 17:06
Rozczarowałam dziś jej kocią mość. Przyszła głodna, a je nie miałam dla niej nic dobrego. Ten wyraz pyszczka Muszę się poprawić.
Anonymous - 12 Września 2010, 17:11
Za to nasza Kotusia zaznała odrobiny luksusu. Podczas gdy ja tu pisałam posta na forum, ona delektowała się krewetkami obranymi uprzednio w pocie czoła przez Dzejesa. Ale była uprzejma i zjadła tylko swoją część, zostawiając nam pozostałe dwie trzecie.
nureczka - 12 Września 2010, 17:17
Z długością życia psów jest jeszcze jeden "myk". Średnia długość życia w zależności od rasy waha się od 8 do nawet 15 lat! Generalnie im większy pies tym krótsza średnia życia. Oczywiście są wyjątki. Taki mastyf tybetański ma średnią życią życia 8 lat, podczas gdy mops 12-15. Informacje te zaczerpnęłam od weta specjalizującego się w molosach.
Anonymous - 12 Września 2010, 17:26
Virgo, po ujrzeniu ostatniego zdjęcia Lesia doznałam uczucia dejavu. To kot mojej siostry, Houdini, zdjęcie z dzieciństwa, bo teraz to już pan kot.
dzejes - 12 Września 2010, 18:16
nureczka napisał/a | Generalnie im większy pies tym krótsza średnia życia. |
Ze względu duże obciążenie kośćca, serca, także to niestety prawda.Zawsze marzyłem o mastifie, ale właśnie świadomość tych 8/9 lat mnie bardzo zniechęca :/
Ilianna ponieważ nie chcę kontynuować rozmowy na forum wysyłam ci wiadomość na priv.
illianna - 12 Września 2010, 19:37
Miria, też właśnie nie wiem czemu, dawniej też mówiłam kastracja, czyli dobrze mówiłam, ale mnie ciągle poprawiano, uznałam więc, że widać coś się w języku zmieniło. Może chodzi o to, że kastracja potocznie kojarzy się z ucinaniem jąder?
nureczka, no właśnie z ta długością życia to okropne, wilczury ponoć przeciętnie 11 lat, to strasznie krótko, a Sebastian nie chce żadnego innego psa, mi się bardzo podobają bigle i spanielki oraz goldeny, które też są duże i pewnie nie żyją za długo. A poza tym cały czas mam opór przed męczeniem psa mieszkaniem w kamienicy, zwłaszcza dużego. To jedna z rzeczy, które mogłyby skłonić mnie do wyprowadzki z centrum.
A w ogóle dziś nastąpił koci cud. Porzucony bezpańsko za kanapą drapak został wreszcie zauważony i podrapany! Cieszymy się bardzo z tego faktu, choć trochę oszczędzi to kanapy
Kai - 12 Września 2010, 19:40
A ja dzisiaj do południa miałam wolne od kompa, bo Kota rozłożyła się na moim fotelu, otoczyła pysio łapkami i spała aż się kurzyło. Zrobiłam jej zdjęcie, ale muszę poprawić kolory.
ihan - 12 Września 2010, 20:00
Tak sobie przy okazji tych karm pomyślałam, bo wszyscy skupiają się na zawartości mięsa. Ale dziko żyjące drapieżniki typu wilki dla prawidłowego funkcjonowania muszą zżerać te wszystkie flaki, kości, skórę z futrem i inne badziestwo. Jednak organizm zwierzęcy plastyczny jest.
illianna - 12 Września 2010, 20:02
ihan, ludzki też, dzieci czasem jedzą tynk i to na zdrowie
ihan - 12 Września 2010, 20:04
Taaak, Śmierdziel uwielbia wykopywać z ziemi korzonki i robi to naprawdę sprytnie, kopytkiem, potem ząbkami, czasem spory korzeń drze. Ale to pewnie dlatego, że go głodzę.
Anonymous - 12 Września 2010, 20:27
ihan napisał/a | Tak sobie przy okazji tych karm pomyślałam, bo wszyscy skupiają się na zawartości mięsa. Ale dziko żyjące drapieżniki typu wilki dla prawidłowego funkcjonowania muszą zżerać te wszystkie flaki, kości, skórę z futrem i inne badziestwo. Jednak organizm zwierzęcy plastyczny jest. |
Czytałam, że takie drapieżniki zjadając ofiarę, pożerają ją razem z treścią żołądka, pobierając w ten sposób składniki odżywcze pochodzące z roślin.
Kai - 12 Września 2010, 20:30
Cytat | Przewód pokarmowy mięsożernych jest bardzo krótki i ubogi we florę bakteryjną wspomagającą trawienie. Korzystają więc one z treści pokarmowej zawartej w przewodzie pokarmowym zwierząt roślinożernych (która dla odmiany jest niesłychanie bogata we florę bakteryjną) będącej naturalnym balastem oraz źródłem np. witamin z grupy B. Narządy wewnętrzne ofiar są dla mięsożernych źródłem nie tylko energii, ale także mikroelementów i witamin.
Psowate nie rezygnują też z łatwo strawnego pokarmu roślinnego, takiego jak słodkie owoce czy korzenie niektórych roślin. Lis polarny (piesiec) podążając za niedźwiedziem, korzysta z resztek jego zdobyczy, nie gardząc również jego odchodami. Nie powinniśmy się więc dziwić czy oburzać, jeśli nasz pies domowy (canis familiaris) chętnie zjada odchody zwierząt roślinożernych i nie do końca strawione odchody zwierząt mięsożernych czy wszystkożernych (niestety bardzo chętnie ludzkie).
|
Istotnie, pisała o tym Pani Sumińska w artykule cytowanym przez Ciebie stronę wcześniej.
Anonymous - 12 Września 2010, 20:50
Ech, próbowałam sobie przypomnieć, gdzie to czytałam i znalazłam wcześniejszą wersję. I dowiedziałam się przy okazji, że moja wirtualna podopieczna nie żyje od marca, a ja nie dostałam pół maila zawiadomienia. W schronisku milanowskim coś takiego by nie przeszło.
Felusia
nureczka - 12 Września 2010, 21:47
illianna, pod względem długości życia najlepszy jest shih tzu. I jaki słodziak z niego!
Cytat | Przeciętna długość życia psów rasy shih tzu to ok. 15-20 lat. |
illianna - 12 Września 2010, 21:58
nureczka, polska koleżanka mieszkająca we Francji ma białego, głupiutkie to, ale strasznie sympatyczne, ma na imię Sharon, a po polskiemu Szmatka Ja ją bardzo lubię. Żeby jeszcze Sebastian... ale on tylko wilczury i wilczury, buu, ja wiem że wilczury inteligentne, ale... bu.
A to Sharon:
nureczka - 12 Września 2010, 22:15
Sharon - śliczności. PRAWIE taka ładna jak Pan Worf.
Virgo C. - 13 Września 2010, 10:25
@Miria
Faktycznie trochę podobny. Chociaż jeśli wcześniejsze zdjęcie też jest jego to wystarczyłoby obrócić je brzuchami do góry i byłoby widać. Lesio ma kropkowany brzuszek
Agi - 13 Września 2010, 10:29
illianna napisał/a | wilczury, buu, ja wiem że wilczury inteligentne, ale... bu. |
Kama uczy się wszytkiego błyskawicznie, raz tylko została poczęstowana smakołykiem przy stole i już opanowała "specjalny sposób patrzenia"
illianna - 13 Września 2010, 11:17
Agi, to nawet Szmatka potrafi mimo że jak twierdzi jej pańcia, mózg jej się resetuje co 30 sekund
illianna - 14 Września 2010, 23:34
Jesienne słoneczko wyjrzało, nie można nie skorzystać
Agi - 15 Września 2010, 08:36
Jej mina mówi: no i dlaczego mi przeszkadzasz?
|
|
|