To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Planeta małp - Co nas wk***wia, znaczy się, irytuje

Anix - 27 Maj 2012, 18:44

charande, tak, wcześniej pisałam. Mam zdiagnozowane i leczone (wciąż) borderline. Emocjonalność skacze mi po osi od 0 do 100, zwłaszcza w momencie, kiedy ktoś mi wsiada na psychikę. A rodzina zazwyczaj mi po niej jeździ (pomijając dzień dzisiejszy)...
Kai - 27 Maj 2012, 19:00

Anix, i nie masz nikogo, kto zamiast Tobie współczuć, ustawiłby to towarzystwo raz a nawsiegda?

charande, tak, wiem, bo jakby się ktoś uparł, u Młodego zdiagnozowałby niejedno. Ale nie, nie użalam się nad jego nieporadnością, pokazuję mu to, w czym jest świetny, lepszy od innych. I nie dopuszczam do sytuacji, kiedy banda buraków wskakuje mu na kark, usiłując dostosować go do swoich norm. Po jakimś czasie takiego traktowania sam się nauczył bronić przed takimi. Bardzo się z tego cieszę.

Nie ma nic gorszego niż współczucie. Utwierdza "ofiarę" w jej przekonaniu, że na nie zasługuje. Zawsze jest możliwość wskazania innego kierunku, gdzie "ofiara" będzie lepsza, u siebie, szczęśliwa.

Młody miał fajną ekipę, ale z niej zrezygnował. Sam. Bo za dużo alkoholu. Jego 18-kowa wódka stoi w barku do dziś. Teraz są Curly Heads, Rock Road i Big Band. No i kapela imprezowa, która się dopiero kluje.

illianna - 27 Maj 2012, 19:36

Po prostu Twoje dobre rady nie są banałami typu: weź się garść, nie użalaj się, skop im tyłki, a w ogóle czym się martwisz, jak będziesz mieć czterdziestkę to dopiero będzie hard core, a dzieci głodują w Afryce takie "rady" jeszcze nikomu nigdy nie pomogły, są one natomiast przyczyną frustracji wielu, zwłaszcza ludzi młodych, którym starsi tak mówią, nic one nie dają, pozbawiają szacunku, odbierają znaczenie. Ale co ja się tam znam...

Kai napisał/a
illianna, wybacz, ale to co napisałaś trochę się mija z rzeczywistością. Ale skoro uważasz, że należy pozwolić, aby dorosła osoba dała sobie chodzić po głowie, bo przecież ona sobie nie uświadamia, że jest dorosła, to proszę bardzo. W końcu nawet małe dziecko ma prawo się zdenerwować o lizaka :lol: .
nie napisałam tego, nigdzie, czytaj uważnie, a potem komentuj.

Kai napisał/a
Nie ma nic gorszego niż współczucie. Utwierdza ofiarę w jej przekonaniu, że na nie zasługuje.


Moim prywatnym zdaniem mylisz jednak zrozumienie ze współczuciem, a to ostatnie z litością, ale to tylko moje zdanie. A nawet od litości są gorsze rzeczy, na przykład obojętność, wyśmiewanie się, wywyższanie, pogarda.

Kai napisał/a
illianna napisał/a:
Ja staram się zwykle hamować z komentarzami, bo nie lubię psychologizowania na odległość
:D

No nie, tu to żartujesz... A powyższe to czym jest?

tekstem jak zwykle wyrwanym przez Ciebie z kontekstu. Wierz mi powstrzymuję się w 90%, właśnie po to by uniknąć takich dyskusji. Na temat Twoich też już nie będę się wypowiadać, dla spokoju nas obu.

ihan - 27 Maj 2012, 20:20

Pisząc na forum raczej nie spodziewamy się rad, które pomogą nam rozwiązać problemy. Zwykle spodziewamy się wsparcia, czasem nawet wtedy gdy wiemy, że nie mamy do końca racji a całą sytuację nie całkiem obiektywnie przedstawiliśmy, licząc na to wsparcie (to taka akurat moja prywatna i dotycząca mnie refleksja, więc proszę nie wyciągać drugich den, których nie ma).

Anix, wierz albo nie, ale świetnie cię rozumiem i współczuję sytuacji. Gdyby człowiek był asertywny nie musiałby narzekać na sytuacje, które by w takim wypadku po prostu nie zaistniały. Jest tysiąc piętnaście odzywek na uwagi typu kiedy wyjdziesz za mąż, kiedy poznamy twojego narzeczonego, po co się uczysz. A czy zadziałają i czy ich rezultat będzie taki jak się spodziewamy? Cóż, gdyby tak było takie wpisy jak twój nie pojawiałyby się bez przerwy na różnych forach, więc widocznie prostej (a może nawet żadnej) recepty działającej w każdym przypadku nie ma. Możesz spróbować porozmawiać z kimś z rodziny komu ufasz, z rodzicami, ciocią, starszą kuzynką. Powiedzieć co czujesz, że takie zachowanie rodziny cię rani. Czasem pomaga, bo jak illianna pisała niekoniecznie zachowanie innych wynika ze złej woli, czasem z troski i tego, że nie wyobrażają sobie innego życia i innego sposobu osiągnięcia szczęścia. A jeśli wynika, bliska, starsza osoba może dać jasny przekaz, że nie życzy sobie takich odzywek na swoim terenie. Oczywiście, w konkretnym przypadku moje rady mogą nie mieć żadnego sensu. Jeszcze raz, naprawdę wspieram cię dziewczyno.

illianna - 27 Maj 2012, 20:37

ihan napisał/a
Gdyby człowiek był asertywny nie musiałby narzekać na sytuacje, które by w takim wypadku po prostu nie zaistniały.
:bravo wielkie brawa dla tej Pani!
Anix - 27 Maj 2012, 21:45

Widzę, że niechcący rozpętałam niemiłą wymianę zdań, bardzo praszam :(
Rodzinne spędy wiecznie sprawiały, że trzęsły mi się ręce, a nerwy miałam ponapinane jak postronki :( często dopiero po odjeździe Hell's Family odczuwałam, jak mocny on bywał. Stres, się znaczy.
To nie to, że nie jestem asertywna, że nie umiem powiedzieć: "wara od moich rzeczy, a jak wam tak pilno do ołtarza to szerokiej drogi", tylko po prostu to NIGDY nie kończyło się dobrze, a ja źle znoszę gulasz zamiast powietrza w relacjach z ojcem (bo to z jego strony są te natrętne bestie). Z jednej strony pojawić się zazwyczaj muszę, z drugiej nie umiem nie przejmować się przytykami i wściubianiem ryjów w moje prywatne sprawy, które bywają ot tak, dla rozrywki, rozbebeszane na forum rodzinnym. Średnio to fajne, a tekst "eeej, wsiądźce na kogoś innego" nigdy nie działał. Jak się kiedyś odszczekiwałam, to potem obrywałam rykoszetem od ojca. Od dzieciaka więc utarł mi się schemat: święta - rodzina ojca - przytyki i wścibstwo - odzywka - konsekwencje all time do kolejnego przyjazdu rodziny. I tak do zrzygu.
Dziwicie się, że tak nerwowo teraz reaguję? Dla mnie to problem nie do przeskoczenia, bo nie mogę NIE PRZYJŚĆ do rodziny np. kiedy jest komunia mojego brata czy Wielkanoc. Nie mam męża ani dzieci, a siedzenie z klątwą kobiety po wsze potępionej przez grono szanownych członkuff rodziny w domu też nie jest fajne, nie wspominając o tym, że potem jak się wszyscy fochną, to nawet nie ma do kogo pojechać prosić o kawałek chleba...

Cóż. No ale przecież to nie są problemy...

Agi - 27 Maj 2012, 21:49

Anix napisał/a
Cóż. No ale przecież to nie są problemy...

Anix, to są problemy i to bardzo poważne. Mogę tylko przytulić wirtualnie i napisać, że Cię rozumiem. Jeśli Ci to choć odrobinę pomoże, to będę się cieszyć.

Godzilla - 27 Maj 2012, 21:50

Gdzieś się kończy ten etap, kiedy człowiek sam chodzi na terapię. To tak zapętlony od lat układ, że przydałaby się terapia rodzinna, tyle że ojciec prawdopodobnie wyklnie każdego, kto by go wysyłał do terapeuty ("wrrr, wariatem nie jestem, a poza tym nie wierzę w to hochsztaplerstwo").
dareko - 27 Maj 2012, 22:28

Anix napisał/a
To nie to, że nie jestem asertywna, że nie umiem powiedzieć: wara od moich rzeczy, a jak wam tak pilno do ołtarza to szerokiej drogi


Taka odzywka asertywna raczej nie jest, choc czasem konieczna. :)
Asertywnosc nie polega wylacznie na umiejetnosci mowienia "nie". Duzo trudniejsza jest umiejetnosc mowienia o swoich uczuciach, a jeszcze trudniejsze jest stawianie granic. tak moim zdaniem. :)
Wiecej nie bede pisal, bo to bedzie tylko medrkowanie. :)

Ilt - 27 Maj 2012, 23:19

Nie wiem czy dobrze rozumiem, Anix, ale ty mieszkasz z rodzicami? Może warto rozważyć przeniesienie się na własne śmieci, nawet, że się tak wyrażę, na pół-etatu? Zawsze wtedy i wymówka będzie, że nie można pojawić się na imprezie rodzinnej (bo hydraulik przychodzi), i gulasz w relacji z ojcem tak by nie przeszkadzał?
Adon - 28 Maj 2012, 07:38

Moja kocica otworzyła sobie szerzej okno w nocy (!) i uciekła. Szukaliśmy jej, ale jest taka, że świat na zewnątrz ją przeraża więc zapewne, jak w dwóch poprzednich przypadkach, siedzi schowana gdzieś, sparaliżowana strachem i nie ruszy się na żadne nawoływania. Zatem jeśli ktoś jej nie zauważy, to przepadła. :evil:
Kai - 28 Maj 2012, 07:53

Wkurzam sama siebie, bo ciągle zapominam, że szkoda czasu na jałowe dyskusje. I cieszę się, że nie mam córki, bo pewnie nie potrafiłabym jej wychować.

Anix, wyobraź sobie, że miałam podobne problemy, a gulasz był na porządku dziennym o wszystko, z 10-,minutowym spóźnieniem ze szkoły włącznie. Dlatego zamiast się doprowadzić do stanu wraku psychicznego wyjechałam na studia jak najdalej. Że to się skończyło mniej ciekawie, niż powinno, to druga sprawa, ale odcięłam pępowinę, zaczęłam zarabiać i czym prędzej przeniosłam się do swojego mieszkania. A wtedy relacje z rodziną poprawiły się zdecydowanie, bo będąc na swoim to ja mogłam do pewnego stopnia dyktować warunki. Ale to ja i nikt się nie musi ze mną zgadzać.

Adon, w dzień może próbować wyjść, jeśli okolica jest spokojna. Bardzo spokojna. Rozglądajcie się, może u sąsiada pod krzakiem się schowała. Biedne kocisko. Moja raz uciekła tylko na klatkę i zaraz na krótkich łapkach szorowała do domu.

I jeszcze ontopowo - Agi, pozazdrościłam Ci i dzisiaj też nie śpię od 3, bo mój kochany żołądek mi nie dał. Czeka mnie rewelacyjny dzień, pełna koncentracja i full wypas.

ilcattivo13 - 28 Maj 2012, 08:11

Adon - była trzebiona?
Agi - 28 Maj 2012, 08:25

Kai napisał/a
I jeszcze ontopowo - Agi, pozazdrościłam Ci i dzisiaj też nie śpię od 3, bo mój kochany żołądek mi nie dał. Czeka mnie rewelacyjny dzień, pełna koncentracja i full wypas.

Wzięłam urlop na telefon, bo nie byłam w stanie jechać do pracy. Skutki migreny, nie pijaństwa.

Kai - 28 Maj 2012, 08:32

Agi napisał/a
Skutki migreny, nie pijaństwa.

Mam rozumieć, że u mnie to kac? :shock:

Niestety, po prostu nieopatrznie najadłam się wczoraj rzeczy, których nie powinnam tknąć metrowym kijem. Między innymi zjadłam babeczkę jogurtową szt. 1.

Agi - 28 Maj 2012, 08:34

Moje skróty myślowe są jak widzę mało czytelne. Wyjaśniłam dodatkowo, gdyby ktoś miał skojarzenia, że moje złe samopoczucie jest skutkiem wczorajszej migreny.
Kai - 28 Maj 2012, 08:40

Agi, czego Ty ode mnie wymagasz po 3 godzinach snu? :lol:
Też się starałam delikatnie pisać, bo jakbym napisała, że mi zgaga spać nie dała, to mogłoby to zostać opacznie zrozumiane. :mrgreen:

Próbuję zabrać się za pracę.

Agi - 28 Maj 2012, 08:45

Kai, nie ma sprawy. Byle do następnego łikendu. :)
Lis Rudy - 28 Maj 2012, 08:55

wkurzają mnie śmieciarki przyjeżdżające zabrać śmieci bladym świtem.
Razem z moim blokiem są tu 3 budynki i do każdego z nich przyjeżdżają minimum 2 firmy po śmieci-jedne ogólne a inne po tzw. "segregowane". Tylko czy ci obsługiwacze muszą tak wrzeszczeć i rzucać ..urwami kiedy większość ludzi jeszcze śpi ?
Gdyby to był jeden, góra dwa samochody !
Ale nie.
Ich przyjeżdża ze 6 albo 7 i tak przez jakąś godzinę słychać ryk i łomot kontenerów na zmianę z wyrykiwanymi niusami którymi przekrzykują się operatorzy śmieciarek !
Bes sęsu :evil:

mesiash - 28 Maj 2012, 09:39

Anix, żebyś nie napisała że nie masz męża to bym powiedział że to moja małżonka pisze na forum. Też ma strasznie podoprawione pieprzem relacje rodzinne i przed każdym spotkaniem ma wahania nastrojów. Niestety, nie mija to z wiekiem, i sam nawet nie bardzo wiem co robić, więc trochę Cię rozumiem.
illianna - 28 Maj 2012, 12:33

mesiash, tak, czasem jest taki układ, że ani zerwać relacji, ani jej naprawić się nie da, najgorsza możliwa opcja, zwłaszcza jak dotyczy najbliższych. Miałam kiedyś taki problem z szefem, udało mi się jednak zmienić oddział, to była ulga bo już zaczęłam mieć zaburzenia snu i lęki. Gorzej jest z rodziną, owszem można się odciąć, ale to też rani.
Adon - 28 Maj 2012, 23:57

Kai napisał/a
Adon, w dzień może próbować wyjść, jeśli okolica jest spokojna. Bardzo spokojna. Rozglądajcie się, może u sąsiada pod krzakiem się schowała. Biedne kocisko. Moja raz uciekła tylko na klatkę i zaraz na krótkich łapkach szorowała do domu.

Okolica jest spokojna, ale nie bardzo. Znam to bydlę, jest przerażona i mogę stać dosłownie przy niej i jeśli jej nie zauważę i nie wyciągnę, to nie ruszy się wołana. Uciekła już dwa razy i dwa razy podobnie się skończyło. Ale tym razem przeszukaliśmy już całą najbliższą okolicę i jej nie znaleźliśmy (poprzednio znalazła się w ciągu kilkunastu godzin).

ilcattivo13, kocica sterylizowana więc nie to ją pognało. :/

Anix - 29 Maj 2012, 03:50

Dostałam w prezencie nowego netbooka Acer Aspire One. Wszystko ładnie i pięknie, tyle tylko, że zainstalowana na nim jest wersja Windows 7 Starter. Oznacza to, że nie mogę ingerować sobie w jakiekolwiek kompozycje wizualne -.- mam jakąś dupną tapetkę windy <dobrze, że nie ma wielkiego Furera Gatesa na samym środku> no i niby mogę sobie ZAKUPIĆ nowy system na stronie Microsoftu. Za ponad 200zł. Nosz... *beeeeeep*! A nawet jakbym kupiła sobie takowy, bo ogólnie to przecież mam spadek po wujku z Ameryki i dwie plantacje ogórków, to nawet nie wiedziałabym jak to zainstalować bez napędu DVD. AMEN.
:evil:

hrabek - 29 Maj 2012, 06:49

Akurat jakbyś zakupiła ze strony Microsoftu, to dostałabyś plik z instalacją, którą zainstalowałabyś na istniejący system bez utraty ustawień. Napęd niepotrzebny.
dzejes - 29 Maj 2012, 07:37

W temacie Co nas wk*****ia napisała:

Anix napisał/a
Dostałam w prezencie nowego netbooka Acer Aspire One.


;P:

Nina Wum - 29 Maj 2012, 08:47

Anix,

1) znajdź kolegę kumatego w temacie instalacyj.
2) wykonaj trzepot rzęsami na motywach "bezradna białogłowa w potrzebie".
3) odbierz ślicznie skonfigurowanego kompa.
4) postaw koledze piwo (punkt nieobowiązkowy.)

To działa.

dzejes - 29 Maj 2012, 09:14

5) Żal się na forum, że cię traktują jak idiotkę.
Kruk Siwy - 29 Maj 2012, 09:17

Polub dzejesa,... nie to jednak chyba się nie da.
dzejes - 29 Maj 2012, 12:38

E tam.
Kai - 29 Maj 2012, 14:00

Cytat
To działa.

Tak do trzydziestki, potem z każdym rokiem coraz mniej :mrgreen:

Ontopowo: fajnie i łatwo jest być wyluzowanym i niefrasobliwym, jeśli to nie ja zbieram cięgi za skutki tegoż wyluzowania i niefrasobliwości. Wrrrr...



Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group