To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Planeta małp - Co nas wk***wia, znaczy się, irytuje

Witchma - 10 Maj 2012, 13:05

Lynx, to nawet u Ciebie było słychać jak Duś kaszle...? :(
Lynx - 10 Maj 2012, 13:07

Witchma, ojku... aż tak było źle?

Mnie obudziło co innego, a teraz ledwo na oczy patrzę...

dalambert - 10 Maj 2012, 13:10

charande napisał/a
że za użycie na blogu wyrazu sk***syństwo bez gwiazdek mogę zostać pociągnięta do odpowiedzialności karnej za publiczne kalanie języka polskiego.

publiczne kalanie języka polskiego to np. :
"facke ciebie w yure arse" a nie staropolskie S***** :mrgreen:

Witchma - 10 Maj 2012, 13:21

Lynx, od czwartej było źle. W sumie gdzieś do 11 go męczyło, potem się zainhalowaliśmy i jest lepiej.
Najlepsze i tak jest to, że jak mi się wreszcie usnęło o siódmej, to dziesięć po zadzwoniła administracja umówić się na plombowanie licznika, bo wczoraj mnie nie zastali (ale pan nie miał pretensji, bo wiedział, że czekałam półtorej godziny...). Jestem nieprzytomna i tylko mi zaległości w pracy rosną.

merula - 10 Maj 2012, 13:26

złośliwość losu. zawsze jak ma się zdarzyć kilka fajnych okoliczności, miłych spotkań itp. to muszą się przydarzać jednocześnie. :evil:
fealoce - 10 Maj 2012, 13:59

Pojawiły się pierwsze komary w Lasku Bielańskim. Wprawdzie w porównaniu z Bemowem praktycznie ich nie ma (widziałam ze 2, w tym 1 mnie udziabał) ale wolałabym, żeby ich wcale nie było...
Kai - 10 Maj 2012, 14:04

Zazdroszczę Ci tego Bemowa :twisted:

Ontopowo: żołądek mi się buntuje.

dalambert - 10 Maj 2012, 14:04

fealoce, pij wódeczke, wódeczkę z rana i z wieczora
komar cię udziabie będzie miał kaczora :wink:

fealoce - 10 Maj 2012, 14:14

Kai, ale na Bemowie są ich właśnie całe chmary ;) to na Bielanach był do tej pory spokój

dalambercie, ja na alkohol reaguję w ten sposób, że idę spać ;) jakbym zasnęła w środku lasu, to by mnie te bestie zeżarły

Kai - 10 Maj 2012, 14:16

fealoce, ja o Metallice mówię, furda komary, no! :roll:
fealoce - 10 Maj 2012, 15:46

Aaa, no chyba że tak.
Kai - 10 Maj 2012, 16:06

Matura z angielskiego.

Niezłą łaźnię zrobili - podstawowy 9.00 - 11.00 potem przerwa do 13.20, od 14.00 - 16.00 pierwszy etap rozszerzonego, 16.30 - 17.40 drugi etap. Przecież to się mózg może zlasować. Nie można było rozłożyć na dwa dni? :evil: Ja po dniówce nawijki po angielsku jestem wykończona, a to tylko tłumaczenie i nikt mnie nie ocenia.

P.S. Okazało się, że zrobili im prawdziwą maturę - materiał, którego nie przerabiali, nie znali i musieli się opierać wyłącznie na własnej wiedzy. Ma zryty beret i nawet nie pytam o szczegóły na razie. Już pitnął do parku, nawet dziewczynę odstawił.

Lynx - 10 Maj 2012, 20:16

Kai, moja też załamana rozszerzoną.
Kai - 11 Maj 2012, 07:46

Lynx, gdybyż to była rozszerzona! Komuś się pochrzaniło i przygotowywali ich do rozszerzonej, a okazało się, że zdają dwujęzyczną. Nie wiem, czy niedopatrzenie kuratorium, które nie poinformowało, że dla klas dwujęzycznych jest osobny materiał, czy szkoły, która zapomniała, że ma klasy dwujęzyczne. Nie mam pojęcia.
Witchma - 11 Maj 2012, 08:04

Dzisiaj dospaliśmy do 5:10 :(

A poza tym kolejny tydzień mija, a kasy na koncie jak nie było, tak nie ma.

dalambert - 11 Maj 2012, 08:10

Witchma, Ty nie o kasie / u mnie KGB rządzi/ tylko o Dusiu gadaj ! Co z nim :?:
Witchma - 11 Maj 2012, 08:47

No przecież piszę, że dospaliśmy do 5:10, po czym przyszedł do mnie i tak ciężko oddychał, że nie wiedziałam, co robić. Został zainhalowany i przez kolejną godzinę patrzyłam, czy mu się poprawia. Było trochę lepiej, więc przespałam się jeszcze chwilę, a potem zaczął kasłać.
Sądząc po tym, jak mnie łeb na...boli, kolejny dzień pracy szlag mi trafił. A po południu jeszcze muszę się użerać z facetem od parkietów i robotnikami.

mesiash - 11 Maj 2012, 09:41

Moja teściowa i moja żona, ja to nie wiem, ale skoro już robią łańcuszek pomocy (małżonka jest zawsze pierwszą i ostatnią deską ratunku rodzicielki, a ja jej) to niech z moich rad do cholery korzystają, a nie upierają się przy swoim i im człowieku szukaj. Ja z natury pomocny jestem i w ogóle, ale po półgodzinie szukania w necie księgarni mającej konkretną książkę, którą można w prawie każdej bibliotece wypożyczyć szlag mnie trafia, a teściowa mówi że ona jednak chce tą książkę kupić, bo tak.
aniol - 11 Maj 2012, 09:50

czy ja wiem? ja tez wole miec ksiazke, swoja, wlasna, na polce i moc w niej pogrzebac w dowolnym momencie dnia i nocy, a nie miec swiadomosc ze w pon o 11ej otwieraja biblioteke i bede mogl skorzystac (zwlasza jak wlasnie jest pt 20:30)

a zeby podtrzymac temat - wkurzaja mnie jakies dziwaczne rotacje w pracy - przyszly tydzien bede siedzial nie na swoim stanowisku, nie w swoim zakladzie, w jakis kretynskich godzinach - zeby nie to ze juz mnie firma zmusila do wykorzystania polowy urlopu to bym sie zastanawial nad wolnym...

mesiash - 11 Maj 2012, 10:16

nie zagłębiając się za bardzo - chodzi o lekturę szkolną dla siostrzenicy żony, którą się teściowa zajmuje, wczesna szkoła podstawowa
Kai - 11 Maj 2012, 11:52

Odwet za wszystkie przypadki w historii, kiedy Turcy dostali od Polaków po .... czyli Witchma, miałaś rację, ten tekst musiał być tłumaczony z tureckiego na angielski za pomocą Google Translator z minimalnym wkładem własnym, inaczej nikt normalny pisząc specyfikację przetargową nie pomyliłby alarmu ze wzbudzeniem, kanału doprowadzającego olej z kanalizacją, komory z rezerwuarem, a solidnego pręta miedzianego z linką! :evil: :evil: :evil: Pomijam losowe wstawianie przecinków i średników.

Jedyna pociecha, że pomału zaczynam rozszyfrowywać ten slang. :roll:

Godzilla - 11 Maj 2012, 11:58

Kai, kurcze, akurat tureckiego mnie nie uczyli. O arabskim i perskim jakieś mętne pojęcie mam, ale tutaj nie pomogę...
Kai - 11 Maj 2012, 12:01

Godzilla, tekst podobno jest po angielsku, metodą tłumaczenia odwrotnego (na turecki i znów na angielski i wybieranie odpowiedniejszego określenia) oraz ciągłego zaglądania do dokumentacji innego generatora jakoś sobie radzę, ale zła jestem okropnie!
Godzilla - 11 Maj 2012, 12:03

O rany, ale urocze zajęcie...
Witchma - 11 Maj 2012, 12:04

Kai, przerobiłam to już kilka razy, nie zazdroszczę.
Lis Rudy - 11 Maj 2012, 15:56

gigantyczna afera z kurierem "siódemki"-jaśnie wielmożny pan kurier próbował wyznaczać mi godzinę dostawy przesyłki na 19-20 wieczorem bo mu tak pasuje. A ponieważ potrzebowałem przesyłki na 14-15 max to skończyło się na kierowniku regionalnym :twisted:
I kurier przyjechał jednak wtedy kiedy TO JA powiedziałem kiedy mi pasuje.
Mam złośliwą satysfakcję, szkoda tylko że aby zadziałało tak jak to normalnie powinno się odbyć, musiał być mega siwy dym.

Kasiek - 11 Maj 2012, 16:10

Ja na razie mam megamiłe wspomnienia związane z panami z siódemki, ale to u nas na Skarpie. W Centrum było gorzej. No i fakt, że ostatnie kilka miesięcy byłam w domu cały czas i w zasadzie to nie robiłam afery o godziny dostawy.

Duchota taka, że mały nie jest w stanie spać ani jeść. :evil:

Lynx - 11 Maj 2012, 16:45

mesiash, jaka to lektura? Może mam...
Witchma - 11 Maj 2012, 20:49

Lisie, ja z Siódemką zawsze miałam pod górkę. Nie mają w zwyczaju sami dzwonić, a kiedy ktoś próbuje się dodzwonić do nich, to jest droga przez mękę.
Witchma - 12 Maj 2012, 08:09

Noc skończyła się o 5:15 :(


Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group