Planeta małp - Co nas wk***wia, znaczy się, irytuje
charande - 23 Września 2011, 22:49
"Trudne" matki przed ślubem córki potrafią stać się duużo bardziej "trudne", widziałam przykłady w praktyce. Rada - grzecznie ignorować/podziękować za cenne rady i robić swoje, a jak już naprawdę się nie da inaczej, to huknąć, pogonić i robić swoje. I, jak pisze Rafał, matce wybaczyć. Ona tak wariuje, bo rozpaczliwie walczy o to, żeby potwierdzić tę władzę, którą faktycznie traci. Tu nie chodzi o meritum (kolor sukni, muzyka, liczba potraw czy o co tam poszło), tu chodzi o WŁADZĘ. O to, czy córka posłucha jej zdania.
Kai - 24 Września 2011, 07:34
Martva, czas ruszyć półkulami. Kluczowe zdanie to "żołnierskie postawienie do pionu".
| Rafał napisał/a | | skończyło się mamy zdanie, | czasem szkoda, że mama tego nie zauważa. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Jako matka młodego a dojrzałego chciałabym tylko, żeby się zastanowili, zanim zaczną, ale jak się nie zastanowią, to trudno, przeżyję. Mój kumpel ma 3 córki z wnukami, w tym tylko jedna mężatka i chętnie bym jej męża odstrzeliła jako element szkodliwy dla społeczeństwa. Ale jakoś żyją.
Choć czasem fajnie jest dopuścić kogoś, niektóre mamy mają dryg do przyjęć, imprez itp. Na przykład ja - doświadczenie w organizacji imprez w pięciogwiazdkowych hotelach, dla VIP-ów. Też byś mnie nie posłuchał?
| charande napisał/a | | na tak wariuje, bo rozpaczliwie walczy o to, żeby potwierdzić tę władzę, którą faktycznie traci. |
Ale bzdury gadasz. Jeśli tak jest nastawiona młodzież, to się nie dziwię, że są tarcia na miarę tsunami. Nigdy Ci nie przyszło do głowy, że ktoś może chcieć dobrze, a przy tym mieć większe doświadczenie? Szkooooda. Jaka władza, do jasnej Anielki? Że człowiek chce dobrze dla dziecka? Chyba nie masz jeszcze własnych, co?
Z drugiej strony może ja jestem nietypowa. Z moimi kolejnymi synowymi in spe się uwielbiamy - szczególnie z ostatnią, z zacięciem do rysowania i sympatią do solidnego metalu. Chciałabym, żeby kiedyś... i tak sobie myślę, niech będzie ślub, to Valhalla zagra, Curly Heads dla starszych też. A jak ktoś będzie chciał w kościele, to jestem otwarta na negocjacje.
ketyow - 24 Września 2011, 07:49
Gorzej, jeżeli "doświadczenie" używane jest jako pretekst do wybrania sukienki, w której lepiej będzie wyglądać. Czy tego typu rzeczy nie są przesadą?
charande - 24 Września 2011, 08:56
Kai, jeśli chce się życzliwie doradzić, to przecież można poprzestać na spokojnym przedstawieniu swojego zdania, prawda? Pisałam o "trudnych", kontrolujących matkach. Chodzi mi o konkretny układ, gdzie matka zawsze nalega, żeby było tak, jak ona chce, bo jest przekonana, że wie lepiej (a w związku z tym należy się jej władza i posłuch). Z poprzednich postów Kasiek wyłania się obraz takiej właśnie matki. Oczywiście my znamy sytuację z perspektywy Kasiek, ale nawet jeśli matka chce - ze swojej perspektywy - dobrze, to jeśli widzi, że jej zdanie cały czas wzbudza konflikty, lepiej by było odpuścić. Nawet jeśli jest w 100% przekonana, że chce dobrze. Dorośli ludzie chcą postąpić nie tak, jak ona uważa - ok, ich broszka, najwyżej się będą uczyć na swoich błędach.
Niektórzy mają problem z pamiętaniem, że ich ostro forsowane zdanie jest ich WŁASNYM zdaniem, a drugi zainteresowany patrzy ze swojej perspektywy. W dodatku w wielu sytuacjach nie ma tak, że jedna osoba w 100% ma rację, jest "moja racja i twoja". I przecież można wtedy powiedzieć "ok, to twoje życie". Zwłaszcza że tu mówimy o organizacji wesela, a nie o wyprawie na Mount Everest. Zwykle jest tak, że wtedy, kiedy ktoś chce usłyszeć Twoją radę, to sam się do Ciebie zwróci.
Nie, nie mam dzieci. Za to mam w najbliższej rodzinie osoby kontrolujące oraz osoby tolerancyjne i powiem tyle, że postawa "ja wiem lepiej niż ty, co jest dla ciebie dobre", w praktyce bywa mało fajna. BTW można komuś nieźle nadwichnąć samoocenę, wmawiając mu przez lata, że "ja wiem lepiej" = "ty nie wiesz, nie umiesz, nie dasz rady".
I jeszcze uściślenie - co innego rzucać się Rejtanem, kiedy piętnastolatek bierze narkotyki, a co innego wtedy, kiedy dorosła córka chce wystąpić w sukni ślubnej, która zdaniem mamy jest paskudna. Znajmy proporcję.
Ziuta - 24 Września 2011, 09:45
| Cytat | | Chciałabym, żeby kiedyś... i tak sobie myślę, niech będzie ślub, to Valhalla zagra, Curly Heads dla starszych też. A jak ktoś będzie chciał w kościele, to jestem otwarta na negocjacje. |
I to jest to mamusiowanie! Jeszcze zaręczyn nie było, a już planujesz. I jeszcze jesteś gotowa do negocjacji. Z doświadczenia wiem, że od upierania się gorsze jest tylko robienie łaski. U mnie w rodzinie już takie rzeczy przerabialiśmy. Ponieważ znamy Cię z forum, więc podejrzewam, że to był tylko odruch, pamiątka z czasów matriarchatu.
A w ogóle rodzinie przy okazji ślubu nie dogodzisz. Dawniej był płacz, jak młodzi nie chcieli w kościele, teraz któryś raz słyszę, że w kościele nie chcą starzy. W'ogle całe to "róbta co chceta" i "w zgodzie z własnym sumieniem" to wielka ściema.
merula - 24 Września 2011, 10:02
Kai, z opowieści wynika, że Kasiek ma problem z despotyczną i toksyczną matką, wiec Twoje uwagi na temat tolerancji i nastawienia młodzieży jakby nie do tej sytuacji się odnoszą. Gdyby tu chodziło tylko o marudzenie, dobre rady i życzliwą nadchęć pomocy, nie byłoby problemu. ale istota i specyfika sytuacji chyba jest zdecydowanie odmienna.
Martva - 24 Września 2011, 10:08
Rafał, OK, bo sformułowałeś to tak że można było zrozumieć na dwa sposoby, a ten drugi był 'matka to matka i nie podskakuj'.
| Kai napisał/a | | Martva, czas ruszyć półkulami. |
I mówi to ta która nigdy nie ma problemów ze zrozumieniem
| Kai napisał/a | Choć czasem fajnie jest dopuścić kogoś, niektóre mamy mają dryg do przyjęć, imprez itp. Na przykład ja - doświadczenie w organizacji imprez w pięciogwiazdkowych hotelach, dla VIP-ów. Też byś mnie nie posłuchał?
|
jeśli Twoje/znaczy matki pomysły są zupełnie inne niż pomysły panny młodej, która kilku rzeczy po prostu nie chce, to dlaczego?
| Kai napisał/a | | Jaka władza, do jasnej Anielki? Że człowiek chce dobrze dla dziecka? |
Jeśli człowiek chce dobrze dla dziecka, to dziecko raczej potem nie ma ochoty płakać i odwoływać ślubu, tak mi się wydaje.
Kai - 24 Września 2011, 10:52
Martva, masz jakieś traumatyczne doświadczenia. Choć nie wiem skąd.
| Martva napisał/a | | dziecko raczej potem nie ma ochoty płakać i odwoływać ślubu, tak mi się wydaje. |
Chyba, że to histeryczna reakcja spowodowana "modą na swobodę". Nie dopuścić "starych" do niczego, bądźmy mądrzejsi
| Martva napisał/a | | jeśli Twoje/znaczy matki pomysły są zupełnie inne niż pomysły panny młodej, która kilku rzeczy po prostu nie chce, to dlaczego? |
Co dlaczego? Bo nie rozumiem. Nie chodzi o pomysły, tylko o ich realizację. Umiesz po samym menu odróżnić, kto wciska kit, a kto serwuje rzetelne, dobre dania? Potrafisz przygotować oprawę muzyczną i nie, nie mówię o osiedlowym bandzie? Masz listę dobrych firm, które nie oszukają, a Robiłaś kiedyś imprezę na 200 osób bez pośrednika i według własnego uznania? Nie chodzi o to,żeby wciskać swoje pomysły, tylko żeby przy realizacji pomysłów panny młodej pomóc jej doświadczeniem.
| Martva napisał/a | I mówi to ta która nigdy nie ma problemów ze zrozumieniem |
Czasem trudno zrozumieć, jeśli ktoś nie pofatyguje się, żeby wyrażać się zrozumiale. Ale rozumienie tak, żeby wyszło, że mówiący jest winny, drań, w ogóle bez serca i rozumu to jakby specjalność niektórych.
Ja wiem, że są teściowie tacy, jak moi, że foch, bo nie w każdym pokoju krzyżyk, foch, bo nie pozwolę futrować dziecka, jeśli nie chce jeść, foch, że nie pożyczę kasy, bo szwagierka ma ochotę na nową lodówkę, ale do licha, dajmy najpierw szansę, a potem oceniajmy.
Martva - 24 Września 2011, 11:09
| Cytat | | Martva, masz jakieś traumatyczne doświadczenia. Choć nie wiem skąd. |
Jakbyś przeczytała poprzednie posty Kasiek na ten temat, to bys się dowiedziała.
Bo na razie piszesz dużo i czasem nawet z sensem, ale to nie bardzo ma odniesienie do tej konkretnej sytuacji, tak jakby.
merula - 24 Września 2011, 11:17
Kai, nie pierwszy raz Kasiek pisała o problemach z rodziną, niejednokrotnie wyrażała swój stosunek i swoje uczucia i chyba niekoniecznie potrzebuje pouczania, że jest rozhisteryzowaną młodzieżą opanowaną modą na "samostanowienie".
Poza tym, nawet jeśli byłaby taką panieneczką, co to ma fiu bździu w głowie i nad wyraz wysokie mniemanie o sobie, a z tego, co ją znam, nie ma, to ostatecznie jest jej święto, jej impreza i jeśli chce wyrzucać swoją kasę na bzdury i zapłacić za *beep* towar, to ma do tego prawo i nic nie usprawiedliwia uszczęśliwiacza na siłę. nawet takiego z dobrą wolą. a zdaje się, że delikatności, wyczucia i dobrej woli uszczęśliwiaczce brakuje. byle co nie jest w stanie doprowadzić młodej kobiety w ciąży pragnącej ślubu do chęci rezygnacji z niego.
Kai - 24 Września 2011, 12:13
merula, ja nie piszę o Kasiek, bo tak jak każdy, może mieć unikalne problemy. Piszę ogólnie. | merula napisał/a | | jeśli chce wyrzucać swoją kasę na bzdury i zapłacić za *beep* towar, to ma do tego prawo |
Jasne, dzięki czemu potem jest straszliwe rozczarowanie i łzy... Oczywiście, jeśli młodzi chcą hip-hop na platformie nad jeziorem, ich sprawa.
Po prostu sprzeciwiam się "frontowi sprzeciwu". Wszystko da się dogadać pod jednym, jedynym warunkiem, że obie strony tego chcą.
merula, wydawałaś już swoje dzieci? Jeśli nie, to chętnie poczekam na wrażenia
merula - 24 Września 2011, 13:22
nie, ale jeszcze pamiętam, jak sama byłam wydawana. i jednak moje zdanie i mojego narzeczonego miało zdanie nadrzędne. nawet pomimo tego, że kasa w dużej mierze była od moich rodziców. to ja czułam się kierownikiem tej wycieczki.
i mam nadzieję, że będę umiała zachować się podobnie. nie odpowiadam za stronę przeciwną, ale myślę, że prędzej pogonię żądania teściów moich synów, niż chęci młodych. natomiast mam nadzieję, że mam na to jeszcze przynajmniej 15 lat.
Kai - 24 Września 2011, 13:31
merula, mam wrażenie, że mam mniej. Właśnie wyszłam z pokoju syna z rozmowy na temat seksu, miłości, posiadania dzieci itp. Aż się trzęsę, ale było bardzo pozytywnie. Co mnie uderzyło "Ja nie mam wzorca". No wiem że nie ma, staram się jak mogę. Bez tatusia czasem trudno.
Faktem jest, że Mama bardzo starała się mnie wtłoczyć w glebę "Z takim grzybem chcesz w takiej sukni?" ale się nie dałam, ślub miałam fajny i sama zrobiłam imprezę okołoślubową. Szkoda, że potem się spieprzyło, ale mam Młodego i o to mi chodziło.
Godzilla - 24 Września 2011, 14:14
Chyba jestem wredną matką i niegościnną zołzą. Ale jeżeli w porze przedobiadowej meldują się moje pociechy z kolegą, nie wychodzą na podwórko o umówionej godzinie, zanosi się na to, że kolega tak po prostu zostaje na obiad i jeszcze sobie całe towarzystwo wyraża życzenia odnośnie tego obiadu, to figę z makiem!
I jeszcze drętwiejąca ręka mnie irytuje. Albo to coś z łokciem, albo zespół cieśni nadgarstka. Brzydkie podejrzenie, bo bardzo tej ręki potrzebuję.
charande - 24 Września 2011, 15:06
| Cytat | | Robiłaś kiedyś imprezę na 200 osób bez pośrednika i według własnego uznania? Nie chodzi o to,żeby wciskać swoje pomysły, tylko żeby przy realizacji pomysłów panny młodej pomóc jej doświadczeniem. |
Kai, a Ty czytałaś wcześniejsze posty Kasiek na temat "rad" jej mamy dotyczących ślubu? To nie tyle były konstruktywne rady dyktowane życzliwą chęcią pomocy, co komentarze, że ślub w lutym be, bo tak, etola be, bo tak, albo (mój faworyt): po co kupować alkohol, skoro brat może nastawić bimber. Mniemam, że Ty nie wpadłabyś na to, żeby organizując imprezę dla VIP-ów, zamówić bimber domowej roboty
joe_cool - 24 Września 2011, 16:46
Coś mnie przewiało i nie mogę ruszać szyją... A tu się trzeba pakować w kartony, bo za tydzień ekipa remontowa wchodzi
shenra - 24 Września 2011, 17:41
joe_cool, tuli.
ilcattivo13 - 24 Września 2011, 18:25
| joe_cool napisał/a | Coś mnie przewiało i nie mogę ruszać szyją... |
znaczy, będąc spocona trafiłaś na przeciąg. Współczuję, bo wiem, jak boli taki skurcz mięśni szyi.
Lekarz dałby Ci zastrzyk rozkurczający i rozgrzewający, ale zamiast tego, sama możesz zastosować coś zwiotczającego mięśnie
shenra - z tym tuleniem to uważaj, bo zatoki to infekcja bakteryjna i jeszcze coś niekoniecznie_cool przelezie na joe_cool
joe_cool - 24 Września 2011, 18:33
ilcattivo13, mi się takie rzeczy zawsze zdarzają w weekendy, kiedy o lekarza trudno. A na ostry dyżur ortopedyczny czy neurologiczny w życiu już nie pójdę, miałam tę nieprzyjemność dwa lata temu, jak mi dysk szyjny wypadł i mam traumę
shenra, dzięki, mam nadzieję, że bakteria nie przelezie przez kabel... Ani przez wifi
A tak w ogóle to jestem zdolna i zawadziłam dzisiaj biodrem o stolik telewizyjny tak, że mój wielki telewizor grzmotnął na ziemię. Na szczęście poleciał na "pysk", więc nic się nie stało, bo wystająca obudowa chyba go ochroniła. Podniosłam go tylko do pionu (bo na stolik sama nie dam rady wrzucić), sprawdziłam czy działa i poleciałam na tramwaj, bo już byłam spóźniona. Więcej szczęścia niż rozumu, normalnie
shenra - 24 Września 2011, 18:37
| joe_cool napisał/a | | mam nadzieję, że bakteria nie przelezie przez kabel... Ani przez wifi | Na razie tylko zasmarkanam, zatoki jeszcze się nie ujawniły, także może nie będzie tak źle
Kai - 24 Września 2011, 20:20
charande, ja nie pisałam do Kasiek, bo jeśli jej teściowa jest choć trochę taka jak moja mama, to wyrazy współczucia i to głębokie. Ale ogólnie, czasem po prostu warto się nie usztywniać.
Dzisiaj miałam rozmowę z synem, no czuję, że coś się między nimi kroi i trochę mi też było trudno wydusić "słuchaj, kup gumę i zawsze miej przy sobie, jak przypadkiem na nią trafię, obiecuję nie zemdleć". Może ktoś to nazwać wtrącaniem się, albo w ogóle chamstwem, ale czułabym się wyrodną matką NIE przeprowadzając takiej rozmowy.
A ontopowo, wkurza mnie garść tabletek, którą codziennie w siebie ładuję. I tak dzisiaj w nocy znowu miałam blackout. Shit.
Agi - 24 Września 2011, 20:54
| Kai napisał/a | | charande, ja nie pisałam do Kasiek, bo jeśli jej teściowa jest choć trochę taka jak moja mama, to wyrazy współczucia i to głębokie. |
Kasiek nie pisała o swojej przyszłej teściowej tylko o swojej mamie, niestety.
Kai, o swoich problemach z matką Kasiek pisze od tak dawna, że to nie jest kwestia przedślubnych fochów, tylko poważna, bardzo toksyczna relacja.
Odpuść sobie dawanie jej dobrych rad, w tej sytuacji można jedynie trzymać palce za to by się Kasiek udało szczęśliwie założyć swoją rodzinę i uwolnić spod wpływu matki.
Fidel-F2 - 24 Września 2011, 22:14
Kai, a może by tak sobie strzelić baranka o ścianę?
charande - 24 Września 2011, 22:45
Kai, ale taka życzliwa rozmowa o zabezpieczaniu się to jest diametralnie co innego niż problem opisany przez Kasiek. Imho _tamta sytuacja_ wygląda tak, że matka (nawet biorąc poprawkę na to, że znamy wersję Kasiek, to widać, że relacja jest problematyczna: matka narzuca swoje zdanie, krytykuje niekonstruktywnie "żeby krytykować") wobec zbliżającego się ślubu stara się jeszcze ostrzej niż zwykle wywierać wpływ na córkę. Moja interpretacja - bo widzi, że władza nieuchronnie wymyka się jej z rąk.
W wariancie ponurym ostra, systematyczna krytyka przez bliską osobę (niekoniecznie rodzic, może być też partner) nie jest tak naprawdę wyrazem troski ani chęci podzielenia się doświadczeniem, nie chodzi w niej o meritum, tylko o to, żeby drugą stronę zdezorientować, utwierdzić w poczuciu niższości i zależności, a samego siebie w poczuciu, że jest się tym silniejszym. W sumie podobne zjawisko jak mobbing, tyle że na gruncie rodzinnym. Układ, gdzie matka jest życzliwa i wspierająca, a tylko czasem w dobrej wierze wyrazi opinię, która się nie spodoba dziecku, to kompletnie inna bajka.
Kasiek - 25 Września 2011, 16:35
Kai, gdybym była rozhisteryzowaną nastolatką chcącą postawić na swoim, bo tak, to inaczej by to wyglądało. Ale niestety, Agi i merula mają rację, to trwa tak długo, ze już nawet nie wiem od kiedy, chyba od zawsze. Gdyby Twój syn nawet wpadł, myślę, że nie powiedziałabyś mu, że nie masz się z czego cieszyć. Mogłabyś się obawiać, czy sobie poradzą, ale podejrzewam, że byś tak nie powiedziała. Mam prawie 26 lat, Marcin 34, to chyba czas na to, żeby założyć rodzinę.Ja usłyszałam też, że wnuka to ona ma od dwudziestu lat, wnuczkę od piętnastu (dzieci mojego brata) i nie potrzebuje kolejnych. A jak jej ciocia powiedziała, że nie takich słów oczekuje się od matki, to się na nią obraziła.
Ja rozumiem krytykę, bardzo chętnie przyjmę dobre rady, mama Marcina czasem przyjdzie i powie: Słuchajcie, tak mi przyszło do głowy to i to. Jak nam się podoba, gadamy, jak niekoniecznie, to po prostu jej o tym mówimy i jest koniec tematu, zero obrażania się, krytykowania... A nawet jeśli masz doświadczenie w organizowaniu konferencji w 5-cio gwiazdkowym hotelu - może Twój syn inaczej sobie to wyobraża niż Ty, może chciałby imprezę w leśniczówce? Obrazisz się, jeśli Ci powie: mamo, te pomysły się tu nie sprawdzą, chcemy inaczej?
Moja matka zawsze decydowała w domu, ojciec miał taką pracę, że non stop wyjeżdżał i to ona decydowała o wszystkim, podejmowała sama każdą decyzję. Przyzwyczaiła się, a z wiekiem się takie przekonanie, że musi być jak ona zadecyduje, pogłębiło.
Jej krytyka nie jest konstruktywna, bo co to za mówienie, że garnitur za 800 zł jest za drogi, sukienka bez koronkowego bolerka będzie beznadziejna, najlepszy jest bimber i balony, hortensje to nieszczęśliwe kwiaty, a już dekoracje z kolorem niebieskim to nie wchodzą w grę, bo ona nienawidzi niebieskiego? Co to ma do rzeczy, że ona go nienawidzi? Mam zmieniać teraz wszystko, bo jednej osobie się nie będzie podobać? Ja rozumiem, że ktoś ma uczulenie na coś w menu, można zmienić, albo poprosić o jedną porcję dań bez danego składnika, czy całkiem innych, ale nie dlatego, że ktoś nie lubi koloru.
charande ma chyba rację, zawsze się z nią sprzeczałam, zawsze miałam własne zdanie, którego nei zawsze mogłam się trzymać, ale teraz jej się wymykam całkiem i to ją chyba dobija.
Wczoraj rodzice Marcina poznali moich. Matka nie zająknęła się na temat ślubu dopóki my nie zaczęliśmy czegoś mówić. Nie zareagowała w żaden sposób krytycznie. Fakt, że ochów i achów też nie było, ale to znaczy tylko tyle, że nie chciała po prostu dawać popisów przy Marcinie i jego rodzicach, którzy bardzo pozytywnie do mnie i całej sprawy podchodzą. To znaczy, że ona doskonale sobie zdaje sprawę z tego, co mówi, w jaki sposób i do kogo. Do Marcina nie mówi tak ostro, jak do mnie, dobrze wie, jaki to ma na mnie wpływ. To mnie dołuje... Obiad był w niby takiej przyjaznej atmosferze, ale ile nerwów mnie to kosztowało, wiem tylko ja.
Rafał - zrozumiałam Wiem co jest teraz najważniejsze, ale nie da się tak o z dnia na dzień nagle przestać przejmować...
Kai - 25 Września 2011, 18:06
Kasiek, powiedziałabym im, że to świństwo, bo jestem za młoda na babcię i będę udawać, że to jego młodszy braciszek A tak naprawdę to w końcu największym problemem jest teraz zdrowie Młodej, jeśli się wygrzebie z wszystkich problemów i nadal będą razem, to będę szczęśliwa, a dzieciak... no cóż. Są gorsze tragedie niż wpadka młodocianych.
Ja wolę moich okoliczności ślubu nie wspominać. Czuję się zdrowsza.
A Ty zachowaj spokój. Masz kogo kochać, dla kogo żyć, będziesz miała maleństwo, co samo w sobie jest wspaniałe. Nie ma nic ważniejszego niż Wy i małe. Trochę rozumiem sytuację, bo jestem osobą "noszącą spodnie" w rodzinie, ale chyba teraz oddaję to, czego sama chciałam a nie miałam - swobodę, luz, radość, bez narzucania się i nacisków. Może nawet za bardzo.
Fidel-F2, pod warunkiem, że będziesz mi stał na drodze, mam twardą głowę, a walnąć w takiego chłopa i może mu nawet kręgosłup przetrącić, to będzie po prostu katharsis.
Ontopowo: jutro poniedziałek, od nowa tyranie na oślep.
Godzilla - 25 Września 2011, 18:29
Wygląda na to, że Poczta Polska pod...erdoliła wielki zbiorowy prezent, jaki z dziewczynami od wiosny dłubałyśmy na Kuferku dla ciężko chorej koleżanki. Każda zrobiła coś od siebie. Na stronie Poczty stoi, że paczka została dostarczona miesiąc temu. Adresatka twierdzi, że w ogóle awiza nie zobaczyła. A żebyż ich...
Iscariote - 25 Września 2011, 18:41
| Godzilla napisał/a | | Na stronie Poczty stoi, że paczka została dostarczona miesiąc temu. Adresatka twierdzi, że w ogóle awiza nie zobaczyła. A żebyż ich... | Moja "dostarczona" paczka zagięła kiedyś czasoprzestrzeń i trafiła do mnie 3 miesiące później.
Godzilla - 25 Września 2011, 18:45
Iscariote, oby to było prorocze i oby cały ten kram rzeczywiście do Kasi kiedyś dotarł. Bo jak pomyślę, że tyle trudziłyśmy się i kombinowałyśmy dla dziada i złodzieja, to mnie krew zalewa.
Lynx - 25 Września 2011, 18:48
Poszukiwania idealnej sukni na studniówkę dla Pomiotu zostały oficjalnie rozpoczęte.
|
|
|