To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Planeta małp - Co nas wk***wia, znaczy się, irytuje

Kai - 28 Czerwca 2011, 20:29

A mnie się to dźwiganie przydało. Równe obciążenie plecakiem, teraz jak widzę Młodego wychodzącego na próbę - keyboard (8 kilo), kontroler (ze 3), gitara (nie mam bladego...), stojaki ze 2, po 3 kilo każdy. Szkolny trening się przydał.
Anonymous - 28 Czerwca 2011, 20:50

czterdziescidwa napisał/a
Ok, wydawnictwa chcą zarobić, ale w tym przecież maczają palce szkoły, które co roku zmieniają te podręczniki.

E tam. Nic nie wiem, żeby szkoła miała jakiś interes zmieniając podręcznik. Znaczy wiadomo, wydawnictwa kuszą różnymi bonusami, ale z mojego doświadczenia wynika, że bardziej się opłaca być wiernym jednemu. Zmiana podręcznika to zawsze bałagan i komplikacje. Problem w tym, że wydawnictwa "uaktualniają" podręczniki, np. dwa lata temu przechodziliśmy takie atrakcje, nasz podręcznik do angielskiego został ulepszony w taki sposób, że co czwarty rozdział zmieniono i trochę pomieszano układ stron i ćwiczeń. Część dzieci miała stare książki, część nowe i pracy to nie ułatwiało, zapewniam. Nie dało się zostać przy starym wydaniu, tak to sprytnie zostało pomyślane. W tym roku to samo nas czeka, wyszło nowe wydanie książki dla klas młodszych. Nowa szata graficzna, hehe, i rozbicie książki na podręcznik i ćwiczenia. Czyli koszt zakupu prawie razy dwa.

Godzilla - 28 Czerwca 2011, 20:54

Coś czuję, że wrócimy do tornistra na plecach. Młodego plecy zaczynają boleć - w tym wieku!

Kurcze, myśmy mieli podręcznik do każdego przedmiotu, plus zeszyt w kratkę lub w linie, i już. To co się teraz dzieje, to kosmos jakiś.

Witchma - 28 Czerwca 2011, 20:57

Godzilla napisał/a
Kurcze, myśmy mieli podręcznik do każdego przedmiotu, plus zeszyt w kratkę lub w linie, i już. To co się teraz dzieje, to kosmos jakiś.


I mam wrażenie, że od razu hodują analfabetów. Zamiast dziecko normalnie pisać w zeszycie, ma jakieś cudaczne ćwiczenia, w których zaznacza coś w krateczkach, łączy, zakreśla, żeby brońcie bogowie się nie przemęczyło...

Kai - 28 Czerwca 2011, 21:00

Godzilla napisał/a
Młodego plecy zaczynają boleć - w tym wieku!

Dobry plecak.
Nie tani, raczej z półki sportowych do średniego obciążenia.

Od lat walczymy ze skoliozą, więc wiem, co mówię.

Witchma, to się nazywa wyrównanie szans. A ja po takim wyrównaniu szans muszę wszystko poprawiać. Swoja praca i jego.

Godzilla - 28 Czerwca 2011, 21:01

Potem nauczyciele sami mówią, że dziecko nie uczy się pisać, notować, bo ma wszystko podane na tacy - całe zdanie napisane, tylko jedno słówko uzupełnić, i tak ze wszystkim. Zero samodzielności, filtrowania informacji - to zapiszę, to zapiszę, to skrócę, to można pominąć. Potem przyjdą studia i co, będziemy oczekiwali zeszycików z ćwiczeniami do wypełnienia? No chyba że te studia nie przyjdą, a edukacja ma być przydatna do wypełniania krzyżówek po robocie na zmywaku.
Anonymous - 28 Czerwca 2011, 21:02

Ja tam pamiętam ćwiczenia i atlasy, w sumie podobna ilość książek, jak teraz, tylko nie zmieniały się tak szybko.

Nieraz za to patrzę, co dzieci przynoszą do szkoły poza podręcznikami i śniadaniem. Komórki, konsole, zestawy pięćdziesięciu flamastrów, zestawy brokatowych długopisów, lalki, piórniki, w których zmieściło by się całe wyposażenie szkolnego sekretariatu, pastele w metalowym pudełku, długo by jeszcze wymieniać... Ile toto waży?!

Kai - 28 Czerwca 2011, 21:04

Miria napisał/a
Nieraz za to patrzę, co dzieci przynoszą do szkoły poza podręcznikami i śniadaniem.

A same podręczniki ile ważą? Bo brokat to ja bym pominęła.

Godzilla napisał/a
Potem przyjdą studia i co, będziemy oczekiwali zeszycików z ćwiczeniami do wypełnienia? No chyba że te studia nie przyjdą, a edukacja ma być przydatna do wypełniania krzyżówek po robocie na zmywaku.

Studia pójdą tym samym trybem. Inaczej będziemy mieli zaniżony procent edukacji wyższej.

Godzilla - 28 Czerwca 2011, 21:06

Miria, wiem coś o tym. Konsoli nie mamy, od niedawna pojawił się telefon - no niech tam. Ale młody z uporem godnym lepszej sprawy dźwiga słownik pol-ang Langscheidta, solidną cegiełkę A6. Cenię i podziwiam, a potem sama muszę targać :mrgreen: I on też.

Co do drugich śniadań, po paru kanapkach, które zdążyły wymyślić własne systemy filozoficzne, przestałam mu robić kanapki. Ile kombinacji już przetestowałam, to tylko ja wiem.

Anonymous - 28 Czerwca 2011, 21:12

Kai napisał/a
A same podręczniki ile ważą? Bo brokat to ja bym pominęła.

I popełniłabyś gruby błąd. Widziałam ten cały majdan, w przeciwieństwie do Ciebie. Potrafi ważyć sporo, sprawdzałam. A w kwestii podręczników robi się, co może - mniejsze dzieci mają w klasach specjalne półki, gdzie mogą je przechowywać i nie zabierają wszystkiego do domu, starsze też mają organizowane takie miejsca, choć z tym trudniej, bo nie uczą się w jednej klasie, zresztą korzysta z tej opcji może połowa. Biadanie zresztą niewiele pomoże, jednego podręcznika do wszystkiego raczej nie będzie, opcją jest "laptop dla każdego ucznia" lub po prostu zamykane szafki. A żeby to było, rodzice też muszą się zaangażować i uparcie drążyć sprawę.

Kai - 28 Czerwca 2011, 21:16

Godzilla, trochę perswazji, oraz dycha do kieszeni. Sprawdza się, wolą kupić kanapkę w Biedronce niż wziąć z domu.

Od 5 klasy SP wolę dać kasę, niż walczyć z nowymi cywilizacjami kanapkowymi :D

Telefon od 8 roku życia - nie bijcie - kółko teatralne, kółko muzyczne, angielski, kino - eventy związane z filmami, kółko taneczne - przysięgam, sama nic z tego nie wymyśliłam, sam się zapisał. Od 2 klasy keyboard, płatne lekcje w Szkole Yamahy. Kontakt musiał być.

Jedenastka - 29 Czerwca 2011, 07:05

Miria napisał/a
Nieraz za to patrzę, co dzieci przynoszą do szkoły poza podręcznikami i śniadaniem. Komórki, konsole, zestawy pięćdziesięciu flamastrów, zestawy brokatowych długopisów, lalki, piórniki, w których zmieściło by się całe wyposażenie szkolnego sekretariatu, pastele w metalowym pudełku, długo by jeszcze wymieniać... Ile toto waży?!

Ano właśnie. Rodzice nie zaglądają do tornistrów i plecaków, dzieci noszą to, co chcą, to o czym zapomną itp. Niektóre noszą książki do przedmiotów, których w danym dniu nie ma...

Godzillo, jakoś może wynegocjuj, żeby słownika jednak nie nosił :wink:

merula - 29 Czerwca 2011, 07:13

szafki też nie załatwiają problemu, skoro do odrabiania prac domowy przydaje się lub bywa niezbędny podręcznik.

ontopicznie - notariaty i sądy mają w nosie swoje ustawowe obowiązki i dzięki temu czeka mnie kolejna wycieczka na sprawę spadkową.

Anonymous - 29 Czerwca 2011, 10:50

Na pewno nie do końca, ale nie chodzi o sytuację, żeby do szkoły nie nosić nic, to raczej nieosiągalne, tylko żeby było mniej. No bo jakie są inne opcje?
Ziemniak - 29 Czerwca 2011, 11:20

Miria, kindle
Godzilla - 29 Czerwca 2011, 11:22

Za jakiś czas pewnie tak będzie, na razie widziałam na oczy jedną sztukę Kindle'a u koleżanki. Sama nie posiadam, i na razie nikt inny ze znajomych. Choć to by trochę problemów rozwiązało.
czterdziescidwa - 29 Czerwca 2011, 11:27

Kindle raczej nie, to jest małe i czarno-białe. Na czytnik "do podręczników" trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, chociaż pewnie nie długo.
merula - 29 Czerwca 2011, 11:30

to jeszcze nauczyciele musieliby chcieć się przestawić. jak patrzę, co się dzieje w szkole moich chłopaków, to raczej nieprędko to nastąpi, nawet jeśli będą możliwości techniczne. na razie niemożliwością jest wprowadzenie dziennika elektronicznego.
hrabek - 29 Czerwca 2011, 11:37

Ziemniak napisał/a
Miria, kindle


To samo miałem napisać. Czekam, aż dzieciaki w szkołach będą uczyć się nie z papierowych podręczników, tylko z elektronicznego czytnika. Wtedy nie ma możliwości zapomnienia odpowiedniego zeszytu ćwiczeń. A i dzielenie ćwiczeń do jednego przedmiotu na cztery "tomy" stanie się bezcelowe.

Anonymous - 29 Czerwca 2011, 12:12

No pewnie, to opcja idealna, wspominałam też o laptopie dla każdego ucznia, to też by sporo problemów rozwiązało. Ale to pieśń przyszłości, głównie ze względów finansowych, bo nauczyciele jakoś by się w końcu przestawili (np. wszyscy u nas obsługują już oprogramowanie do świadectw, co jeszcze dwa lata temu wydawało się niemożliwością). Bo kto sfinansuje czytniki, państwo, rodzice? Mam wrażenie, że opór byłby duży, ale może się mylę.
merula - 29 Czerwca 2011, 12:18

Miria, jakbym miała zakupić jeden sprzęt, obojętnie czytnik, czy laptop i miała gwarancję, że do końca edukacji dzieci za niewielką coroczną opłatę za "podręczniki" i ewentualnie raty lub leasing mam załatwiony problem pomocy naukowych, to pewnie byłabym skłonna sie szarpnąć i ponieść te koszty. ale obawiam się, że w naszych realiach po niedługim czasie ktoś odgórnie dokonałby rewolucyjnych zmian "na lepsze", a ja zostałabym z wydaną kasą i niepotrzebnym sprzętem.
Rafał - 29 Czerwca 2011, 12:19

Miria napisał/a
Bo kto sfinansuje czytniki, państwo, rodzice?
A kto finansuje zestaw podręczników? Cena czytnika Kindle WIFI to razem z wysyłką 160 $ czyli niespełna 450 zł. Na komplet podręczników wydaję na dziecko jakieś min. 400 zł. W ciągu 3 lat jestem 8 stów do przodu na dziecku, czyli zostaje mi w kieszeni min. 1500 zł. Np. na prywatny angielski.
Anonymous - 29 Czerwca 2011, 13:46

Spoko, ja to wiem, ale jesteś pewien, że wytłumaczysz to choćby większości rodziców? Bo ja niezbyt. Niedawno nasza szkolna Rada Rodziców miała do wydania trochę kasy, podrzuciłam pomysł tablicy interaktywnej, moja trójka klasowa reklamowała i co? Ano gucio, bo "po co, na co, to tylko gadżet, nic z tego nie będzie". Ludzie nie znają tych rzeczy i są mocno sceptyczni, trzeba sporej i długotrwałej kampanii, żeby ich przekonać. BTW książki na Kindle też chyba za darmo nie są? Więc to nie tylko cena czytnika.

EDIT: Merula, gdybym ja była w takiej sytuacji, to też na pewno bym kupiła i zresztą namawiałabym każdego. Ale nie jesteśmy do końca reprezentatywną próbką społeczeństwa. :wink:

Rafał - 29 Czerwca 2011, 13:51

Miria napisał/a
BTW książki na Kindle też chyba za darmo nie są? Więc to nie tylko cena czytnika.
Zobaczymy, tutaj mogłoby ministerstwo oświaty wykazać swoją przydatność i wypuścić darmowy podręcznik na czytnik. Bo czemu nie? W końcu od tego też być powinni.
Anonymous - 29 Czerwca 2011, 13:54

Jakby co, to ja popieram 8) Byle tylko darmowych bubli nie wypuścili. :roll:
hrabek - 29 Czerwca 2011, 14:27

No właśnie. Są eksperci opłacani przez ministerstwo, którzy zatwierdzają podręczniki różnych wydawnictw. Więc zamiast zatwierdzać, mogliby podręcznik opracować od początku i opublikować na stronie ministerstwa do ściągnięcia na czytniki.
Zresztą tak naprawdę mogliby zrobić to i teraz i kto bogaty korzystałby z czytnika, a kto nie bogaty, to mógłby sobie wydrukować. A kto jeszcze mniej bogaty, to szkoła by mu wydrukowała (ew. zamówiła edycję papierową i sprzedawała po cenie druku w drukarni).

merula - 29 Czerwca 2011, 15:11

i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie skłonność urzędników do "ulepszeń". zaraz znalazłby się gorliwiec postulujący zmianę czytnika na inny, albo niekompatybilny z wcześniejszymi wersjami. w końcu trzeba zarabiać na kolejnych przetargach na sprzęt i oprogramowanie.

niestety pod tym względem jestem pesymistkom. bo sam pomysł chyba by mi się podobał. byle by przy nim nie zapomnieli o nauczeniu dzieci posługiwania się długopisem i papierem.

mBiko - 29 Czerwca 2011, 18:13

Nie dość, że zmokłem jak ostatnie nieszczęście, to jeszcze przemoczyło mi niedawno kupionego "Pana światła".
Kruk Siwy - 29 Czerwca 2011, 18:14

Kicha
mBiko - 29 Czerwca 2011, 18:15

Jeszcze nie, ale nie wykluczam, że zacznie.


Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group