To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Planeta małp - Co nas wk***wia, znaczy się, irytuje

nureczka - 27 Maj 2011, 10:27

Fidel-F2 napisał/a
nureczka napisał/a
Na Obamę? Nie.
a na kogo?

To nie jest mój prezydent.

A bizantyjskie zwyczaje zamykania połowy miasta wkurzają mnie niepomiernie.
Ogólnie tego typu spędy Bardzo Ważnych Osób mnie wkurzają. Nic z tego nie wynika, oprócz uśmiechów i fajnych fotek dla prasy jak to my się wszyscy bardzo kochamy, a bałagan i koszty przeogromne.
Lepiej by za te pieniądze nakarmili kilkoro głodnych dzieci w Afryce.

Fidel-F2 - 27 Maj 2011, 10:29

oj nureczka, nureczka
nimfa bagienna - 27 Maj 2011, 10:29

Ooooo, nureczka, tuś mi siostra!
Chal-Chenet - 27 Maj 2011, 10:55

nureczka napisał/a

Lepiej by za te pieniądze nakarmili kilkoro głodnych dzieci w Afryce.

Nawet w Polsce by mogli.

Fidel-F2 - 27 Maj 2011, 10:57

zamiast pić piwo też można by dzieci nakarmić
nureczka - 27 Maj 2011, 11:00

Fidel-F2 napisał/a
zamiast pić piwo też można by dzieci nakarmić

Niewątpliwie. Z korzyścią dla obu stron. ;P:

Fidel-F2 - 27 Maj 2011, 11:03

i tym sposobem doszliśmy do belki w oku
Kruk Siwy - 27 Maj 2011, 11:04

A co tu ma Belka do rzeczy?
hrabek - 27 Maj 2011, 11:16

Memento napisał/a

Próbujesz zasugerować, że rock i metal to chłam? Low-bow, muchacho. Ale dla jasności zaznaczę, że dla mnie 98,5% techno, house'u i pokrewnej elektroniki oraz hip-hop/rap to chłam.


Nic nie próbuję zasugerować. Walę prosto z mostu, podejrzewając, i słusznie, widząc powyższą wyliczankę, że obrażasz zupełnie bezpodstawnie między innymi mój ulubiony gatunek muzyczny. Dostałeś własną bronią między oczy i próbujesz się nędznie bronić low-bowami.
Kultura, lub jej brak jest zupełnie niezwiązana ze słuchanym rodzajem muzyki, więc przypisywanie słuchaczom pewnych gatunków ad-hoc braku kultury jest zdecydowanym nadużyciem.
Prywatnie możesz sobie uważać co chcesz, ale przestaje to być prywatne, kiedy o tym czytam.

Fidel-F2 - 27 Maj 2011, 11:24

Kruku sam widzisz


----

a nie mówiłem

fealoce - 27 Maj 2011, 13:57

Kruk Siwy napisał/a
fealoce napisał/a
ale wtedy narażam się na spotkanie z koleżanką z pracy.
fealoce napisał/a
kolega też niestety przyjeżdża koło 7 a ja wybitnie nie mam ochoty na dodatkowe kontakty z nim.

Matko bosko, a lubisz kogoś z pracy? Nie mówię tego złośliwe, ale może trzeba postarać się o home working?



Tak, większość koleżanek (bo kolegów prawie nie mamy) lubię :) No ale oni niemal wszyscy są z Mokotowa/Ursynowa więc razem do pracy nie jeździmy...


[quote="Jedenastka"]Miałam kiedyś w pracy, w tym samym dziale, koleżankę peplę - dziewczę miłe i zabawne - i na tym kończyły się jej zalety. Gdy gadała bez ładu i składu myślałam o swoich przyszłych wcieleniach. Obym w żadnym z nich nie była podobna do niej :mrgreen:

No, są tacy ludzie :wink: Mili, ale długo się z nimi nie wytrzyma.

Tantal - 27 Maj 2011, 16:17

Cytat
Kultura, lub jej brak jest zupełnie niezwiązana ze słuchanym rodzajem muzyki, więc przypisywanie słuchaczom pewnych gatunków ad-hoc braku kultury jest zdecydowanym nadużyciem.

Ale odnosząc się tylko do sprawy wożenia się po osiedlu przy głośnej muzyce puszczanej z telefonu, to chyba jest zgoda co do tego, że to raczej domena hh? :P

Memento - 27 Maj 2011, 17:47

hrabek, nie próbuję się bronić, bo nie czuję się atakowany. Ale niestety większość *beep* co to myśli że słuchanie muzyki bez słuchawek jest cool, słucha hh i umpa umpa właśnie. Sad but true. A tak w ogóle to rozgrzebywanie tego jest bez sensu, to jak dyskusja o wyższości serdelków nad salcesonem.
Tantal - 27 Maj 2011, 17:55

Memento napisał/a
to jak dyskusja o wyższości serdelków nad salcesonem.

Dokładnie. Przecież każdy wie, że salceson jest lepszy...

Memento - 27 Maj 2011, 21:17

:mrgreen:
merula - 28 Maj 2011, 10:05

zumba fajna była, ale zdewastowałam nią sobie kolana :evil:

jednak ruch jest bardzo niezdrowy :mrgreen:

Kai - 28 Maj 2011, 10:32

Tantal napisał/a
Ale co dokładnie rozumiecie przez słowo metale ? Gości wystrojonych w skórę i glany, czy również fanów gatunku, którzy nie przejawiają potrzeby, żeby się afiszować?
Cytat
Tantal, tacy popylający przez miasto w szmacie Selera tudzież Wiadera tudzież w czarnej bezwzorkowej (vide ja), i tacy się nie afiszujący.

I nobliwe starsze panie w maskujących ciuchach (czyli ja) plus łańcuch tu i tam i troszkę skóry z ćwiekami tu i tam.
Nie strój czyni metala, tylko upodobania.

A teraz ode mnie.
KIEDY do jasnej ciasnej reklamy przestaną promować chemię jako "domowe posiłki". Litości, toż to się nawet do domowych nie umywa, a chemii w tym ile wlezie i ile dodadzą. Szczerze mówiąc, jak chcą reklamować, niech postawią na oszczędność czasu i energii, a nie na "domowość" bo mnie zalewa. Placki ziemniaczane by Winiary i by Kai to jest raptem 10 minut różnicy (wraz ze zmywaniem) czasowej, a smakowa... ogromna.

Godzilla - 28 Maj 2011, 10:34

Kai, czasem uciekam się do tego erzacu, zmuszona totalnym brakiem czasu i chęci (zasadniczo nie lubię gotować), ale smakuje jak smar z maszyny. Wypycha żołądek i pozwala przetrwać jeszcze parę godzin, robi się szybko i bez wysiłku, i to wszystko.
Kai - 28 Maj 2011, 10:57

Godzilla, kiedyś się umówimy na piwo i zobaczysz, że przygotowanie domowego posiłku w sumie różni się od "paczkowanego" o kilka, 10-15 minut. Oczywiście, wymagana jest przyjaźń, i to głęboka, z zamrażarką.

W sumie do szczęścia potrzebny jest malakser albo totalny robot. Ja mam malakser do dużych zadań i ręczny malakserek do mniejszych. Robię kilka porcji, ile kto zje, tyle jego, reszta wędruje do zamrażarki, dzięki czemu obiad staje się bajką - wyjmujesz, odpowiednio rozmrażasz i jesz. Tak sobie robię kopytka, pierogi, pieczeń, gulasz, często zamrażam poporcjonwanego kuraka z rożna, lasagne, a jak mi zostaje to samo mięso z lasagne, pyszne do każdego makaronu.

Wystarczy jeden weekend gotowania i masz już pewien "bufor" - przygotowany, zamrożony, gotowy do spożycia. Potem tylko wyciągasz, dodajesz dodatki i masz.

Młody niestety odziedziczył po mnie delikatny żołądek - zje wszystko, co domowe, a na mieście tylko wybrane punkty, inaczej ziółka są w robocie.

Godzilla - 28 Maj 2011, 12:41

Ręczny malakserek, hmmm... Moja mama ma coś niedużego. Ja posiadam taki spory, do większych ilości. Niech no pomyślę, co mi się marzy ze sprzętów: właśnie mały malakserek. Waga kuchenna do malutkich ilości, bo zwykłą mam.

Mówisz, że ciasto na pierogi robisz w malakserze? I nie włazi w śrubę?

I z wydatków koniecznych: New Oxford English Dictionary, ten z 350 tys. haseł, i Collocations Dictionary, i słownik frazeologiczny, i słownik języka polskiego, itd... Trochę tego będzie :?

Kai - 28 Maj 2011, 14:47

Cytat
Mówisz, że ciasto na pierogi robisz w malakserze? I nie włazi w śrubę?

Mikserem, nie malakserem. Korzystając ze śrubowych przystawek, doprowadzam konsystencję prawie do końca, potem tylko trochę mąki i parę machnięć ręką.
W malakserze robię ciasto na pyzy, placki ziemniaczane, oraz ciacham nim wszelkie surówki. I nie, nie włazi mocno w śrubę, odsuwam silikonową łopatką, potem dodaję mąki i już ręką.

Mam coś takiego, w sumie nie to, ale b. podobne http://www.skapiec.pl/site/cat/352/comp/137325 i jest to coś niezastąpionego, wisi na ścianie pod ręką, przystawki na półce. Siekanie cebuli, czosnku, miksowanie sosów, past do chleba, ubijanie małej ilości piany, mieszanie sosów... cały czas toto jest w użytku do czynności, które są zbyt małe na duży malakser. Np przygotowanie nadzienia na pierogi - siekanie kapusty, siekanie cebuli, siekanie grzybów - wszystko w sumie jednym ciągiem, pomiędzy jednym a drugim siekaniem po prostu przepłukuję.
Wagę mam zabawną, wiszącą na ścianie, ale strasznie rzadko jej używam, większość drobiazgów robię na oko.

I już zła jestem. Nie dają mi czytać Koontza :evil:

Iscariote - 28 Maj 2011, 14:51

Kai, mam identyczny blender :D moja ulubiona rzecz w kuchni.

A wkurzył mnie dzisiaj steam, a dokładnie instalacja gry przez steam. Bo inaczej się nie dało. Oryginalnej gry... gdzie te czasy, że wsadzało się płytkę, instalowało i grało? Teraz kupiłem grę, dwie godziny męczyłem się żeby zainstalować... potem zakładałem jakieś konta. I potem dopiero się udało. Masakra jakaś. Zamiast ułatwiać, to utrudniają, żeby chyba specjalnie zachęcać do piracenia :shock:

Kai - 28 Maj 2011, 15:07

Iscariote, jak pichcisz to zapraszam do mojego bloga. Próbuję coś o odchudzaniu, ale nieustannie kieruje się na tzw codzienne gotowanie. A w tym jestem dobra, bo nie lubię pytania "A co dzisiaj na obiaaaaad?" w połowie jakichś rozmów czy akcji ofertowej.
nureczka - 28 Maj 2011, 15:22

Deszcz. A poza tym deszcz.
Sandman - 28 Maj 2011, 15:26

nureczka, ciesz się, że śnieg nie pada, bo przy naszej pogodzie ostatnio nawet bym się specjalnie nie zdziwił :)
Ozzborn - 28 Maj 2011, 22:40

Zatoki... a już się cieszyłem, że mi odpuściły ostatnimi czasy... a gdzie tam, podwójny ibuprom zatoki i dalej napierdzielają... :evil:
fealoce - 29 Maj 2011, 08:41

Kai napisał/a


W sumie do szczęścia potrzebny jest malakser albo totalny robot. Ja mam malakser do dużych zadań i ręczny malakserek do mniejszych. Robię kilka porcji, ile kto zje, tyle jego, reszta wędruje do zamrażarki, dzięki czemu obiad staje się bajką - wyjmujesz, odpowiednio rozmrażasz i jesz. Tak sobie robię kopytka, pierogi, pieczeń, gulasz, często zamrażam poporcjonwanego kuraka z rożna, lasagne, a jak mi zostaje to samo mięso z lasagne, pyszne do każdego makaronu.


Ooo, pieczonego kurczaka też można zamrozić i nie grozi to sensacjami żołądkowymi? :)

Agi - 29 Maj 2011, 11:39

fealoce napisał/a
Ooo, pieczonego kurczaka też można zamrozić i nie grozi to sensacjami żołądkowymi? :)

Pod warunkiem, że rozmrozisz przed zjedzeniem. :wink: :mrgreen:
Zebrałam resztę szpinaku z ogródka. Będzie szpinakowe szaleństwo. :)

Kai - 29 Maj 2011, 13:36

fealoce, robię to od zawsze, oczywiście w zamrażarce z temperaturą poniżej 18C.

A moja złość nie wynika z tego, że ktoś raz na jakiś czas użyje gotowca, tylko z tego, że prezentuje się te gotowce jako domowe, niestety, choćby nie wiem co, nie mają szans nawet naśladować domowego jedzenia. No, chyba, że ustawię duży słoik nienazwanych konserwantów i zacznę dodawać do wszystkiego, to może.

A z pieczonego kurczaka dzisiaj zrobiłam potrawkę w sosie czosnkowym i... nie zostało nawet dla mnie :( I tak bym pewnie nie jadła, ale widok pustego rondla zadziałał na mnie z lekka przygnębiająco.

ketyow - 29 Maj 2011, 14:33

Łeb mi pęka, chce mi się rzygać - migrena pełną parą, a tu trzeba zadania robić, żeby ogarnąć kolokwium. Ech...


Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group