To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Planeta małp - Co nas wk***wia, znaczy się, irytuje

robert70r. - 10 Marca 2011, 10:53

Chal-Chenet, choroba - właśnie podczas czytania twojego posta miałem taki telefon. Rozłączyłem się.

Wczoraj miałem niemiłą sytuację w Lidlu: otóż podchodzę do kasy z wózkiem i ustawiam go sobie tak, by móc wygodnie wsadzić zakupy po skasowaniu. Pani kasjerka tonem nie znoszącym sprzeciwu mówi: "ale ten wózek tutaj!" To "tutaj" to takie wyprofilowanie przy kasie. Mnie jest tak niewygodnie i tak właśnie tłumaczę babie, a ona na to, że ją to nic nie obchodzi (bo taki przepis) i jeśli tego nie zrobię, nie skasuje mi towaru. Debilizm kompletny. A ochroniarz stoi obok jak *beep* i się patrzy... Mógł chociaż powiedzieć, że jest okej i nie byłoby sprawy. Czy to ja jestem dla sklepu, czy sklep dla mnie? :evil:

Rafał - 10 Marca 2011, 11:27

Bob1970r, ale ktoś cię zmusza do kupowania w Lidlu? :shock:
Godzilla - 10 Marca 2011, 11:30

Ja ostatnio miałam telefon, ktoś zaczął tak jakby się pomylił, już miałam odpowiedzieć, że nie ten numer, kiedy zorientowałam się, że rozmawiam z automatem. Natychmiast odwiesiłam słuchawkę, bo nawet nabluzgać nie było komu.

Edit: i w sumie nie wiem, co reklamował. To tak w kwestii skuteczności tego rodzaju zagrywek.

robert70r. - 10 Marca 2011, 11:33

Rafał, Oczywiście, że nie. Masz racje. Z tym, że to jeden z najbliższych sklepów i czasem coś trzeba tam kupić. Coś, czego akurat gdzie indziej nie ma. I tak staram się tak robić, by jednak tam nie iść. Czasem jednak trzeba.
Teraz zrobię inaczej (przy następnej okazji) - wezmę reklamówki i będę do nich wkładał to co muszę kupic. ciekawe jaka będzie reakcja. :twisted:

Kruk Siwy - 10 Marca 2011, 11:36

Demonizujecie. Kupuję w Lidlu bo ma dobry stosunek ceny do jakości. No i zakupy tygodniowe zabierają tam czterdzieści minut a nie dwie godziny. Konieczność ustawienia wózka tak aby kasjerka go widziała nie jest specjalną traumą.

Ale oczywiście przymusu zakupów w tym konkretnym sklepie nie ma. Skoro tak okropnie cię to stresuje.

Jedenastka - 10 Marca 2011, 11:39

Bob1970r, chyba zdenerwowała Cię kasjerka a nie Lidl.
robert70r. - 10 Marca 2011, 11:53

Jedenastka, :mrgreen: no przecież nie będę sklepu wysadzał z powodu ichnich głupich "przepisów". :mrgreen: A kasjerzy tam po prostu mają klapki na oczach i jak automaty nic tylko swój program.
Kruk Siwy, podchodząc do kasy kasjerka/kasjer ma wystarczająco dużo czasu, by zobaczyć sobie wózek. I w związku z tym nie rozumiem tego ichniego "przepisu" W innych sklepach tego nie ma.

Martva - 10 Marca 2011, 11:56

Ale możliwe że im góra tak każe i jak nie spełniają wymogów góry, to góra się wścieka i grozi wyciągnięciem konsekwencji. Może próbuj pogadać z jakimś kierownikiem, zamiast się kłócić z kasjerką...
robert70r. - 10 Marca 2011, 12:06

Martva, wiesz, tak sobie myślę już na spokojnie, że przy następnej okazji, gdy coś takiego się stanie, spróbuję tak zrobić. Ileż można w końcu się wykłócać o, w sumie, pi*****ę. :|
terebka - 10 Marca 2011, 12:07

W innych sklepach tak jest, Bob1970r. W naszym najbliższym Netto, na przykład. Masz stawiać wózek tak, aby po załadowaniu na taśmę, kasjerka mogła widzieć, że wózek jest pusty. W czym problem? Po skasowaniu wszystkiego możesz sobie z powrotem władować towar do wózka.
Matrim - 10 Marca 2011, 12:16

Ale to ustawienie wózka w wyznaczonym miejscu w sumie pomaga przy pakowaniu, a osobom starszym (lub wolniejszym) kasjerzy pomagają w przekładaniu zakupów do wózka. Więc ja nie wiem o co chodzi :) O zły dzień kasjerki chyba ;)
robert70r. - 10 Marca 2011, 12:16

Robię tak: wykładam z wózka towar na taśmę - wózek przede mną, kasjerka kasuje towar z taśmy - ja wychodzę za kasę, a wózek stawiam sobie po mojej lewej stronie - tak mi po prostu wygodniej. I tu jest ten problem. Przecież zanim podjadę i wyjadę, kasjerka widzi, że wózek jest pusty. :|

zły dzień kasjerki chyba ;)
Chyba tak...

Kasiek - 10 Marca 2011, 16:02

Bob1970r napisał/a
Jedenastka, no przecież nie będę sklepu wysadzał z powodu ichnich głupich przepisów. A kasjerzy tam po prostu mają klapki na oczach i jak automaty nic tylko swój program


Niestety, taki mają przepis, muszą go respektować i koniec. Jak mi każą mówić klientom to, anie co innego, to mówię, bo niestety, jak nie stosuję to ocena niższa i po premii. Nie wiem po co się denerwować takimi pierdołami i utrudniać sobie życie. Można było powiedzieć: ok, juz przestawiam i ani sobie nie psuć nastroju, ani kasjerce, która łatwego życia nie ma i też pewnie swoje myśli o tyc przepisach.
Takie mają miejsce na wózek i już...


A w temacie: sama siebie. Jestem zła o wszystko, smutna i płaczę. Dziś się nie mogłam uspokoić przez 4 godziny. Nie wiem, co się dzieje...

ketyow - 10 Marca 2011, 16:19

Kasiek napisał/a

Niestety, taki mają przepis, muszą go respektować i koniec. Jak mi każą mówić klientom to, anie co innego, to mówię, bo niestety, jak nie stosuję to ocena niższa i po premii. Nie wiem po co się denerwować takimi *beep* i utrudniać sobie życie. Można było powiedzieć: ok, juz przestawiam i ani sobie nie psuć nastroju, ani kasjerce, która łatwego życia nie ma i też pewnie swoje myśli o tyc przepisach.
Takie mają miejsce na wózek i już...


Dokładnie, w Kaufie np. jak tylko skończą liczyć Twoje zakupy, to zanim jeszcze wydrukuje się paragon (co jest wolne, bo kasy igłowe) już liczą kolejnemu klientowi wrzucając jego rzeczy do Twoich. Ale ogłoszenie wisi, że tam chyba 5 zł rabatu, jeśli się stoi dłużej niż 5 minut w kolejce, to zasuwają jak mogą. Nie widzę powodu, by mieć do kogoś pretensje o to, że pracuje w chorym miejscu i jest rozdrażniony. Mnie tam raczej irytują takie ludzie, co to obijają się pół dnia i jak grzecznie o coś poprosić (żeby zrobili coś co jest w ich obowiązkach), to jesteś wielkim wrogiem, że śmiałeś zakłócić ich spokój.

Fidel-F2 - 10 Marca 2011, 16:23

pracowaliście kiedyś w takim miejscu? trudno znaleść kogoś wredniejszego i podlejszego niż klient któremu się wydaje że wszytko mu wolno i zje/banie pracownika należy do praw przynależnych kazdemu klientowi, niestety takich baranów jest sporo
Kasiek - 10 Marca 2011, 16:46

Fidel-F2 napisał/a
pracowaliście kiedyś w takim miejscu? trudno znaleść kogoś wredniejszego i podlejszego niż klient któremu się wydaje że wszytko mu wolno i zje/banie pracownika należy do praw przynależnych kazdemu klientowi, niestety takich baranów jest sporo


Fidel - F2 no ja pracuję :) I klienci też niektórzy własnie tak się zachowują. I ciekawe czemu tak długo wszystko załatwiają? Ano dlatego, że jak ktoś ma prawo byc zdenerwowany a jest uprzejmy, to zadzwonimy do trzech dyrektorów, żeby w 5 minut coś załatwić. Jak ktoś zaczyna bluzgać, drzeć się, czy wywyższać, to wszystko zostawimy tak, żeby się toczyło standardowym trybem - nic nie przyspieszając :P

A najlepiej postępować zgodnie z zasadą - traktuj innych jak chciałbyś być traktowany. O.

ketyow - 10 Marca 2011, 17:00

Fidel-F2 napisał/a
pracowaliście kiedyś w takim miejscu? trudno znaleść kogoś wredniejszego i podlejszego niż klient któremu się wydaje że wszytko mu wolno i zje/banie pracownika należy do praw przynależnych kazdemu klientowi, niestety takich baranów jest sporo


Pracowałem i przecież bronię pracowników, więc nie wiem o co Ci chodzi?

Fidel-F2 - 10 Marca 2011, 17:31

ketyow, ja nie do Ciebie personalnie jeno w sprawie
ketyow - 10 Marca 2011, 17:37

Ok.
Magnis - 10 Marca 2011, 19:02

Byłem dzisiaj w Biedronce i też musiałem pokazać czy pod czapką nie mam czegoś ukrytego ;) .Akurat mi to nie przeszkadza bo mają taki przepis, ale w innym miejscu są wózki na zakupy małe gdzie można nimi jeździć po sklepie (odpowiednik koszyków).

Co do Lidla czasami chodzę i się przyzwyczaiłem do pokazywania wózka lub torebki jeśli mam.Mi to akurat to nie przeszkadza, a oni mają taki przepis bo kiedyś mi się przyznała kasjerka.

Byłem świadkiem (i to nie raz) jak klient zaczyna się kłócić, że to nie ta cena i tak dalej co mnie akurat denerwowało bo przecież są czytniki do sprawdzenia cen gdzie można sprawdzić.Nie pasuję nie biorę, a nie tarasuje kolejkę, która i tak się coraz bardziej powiększa ;) .

Kai - 10 Marca 2011, 19:57

ketyow napisał/a
Dokładnie, w Kaufie np. jak tylko skończą liczyć Twoje zakupy, to zanim jeszcze wydrukuje się paragon (co jest wolne, bo kasy igłowe) już liczą kolejnemu klientowi wrzucając jego rzeczy do Twoich.

Dziwnego Kaufa macie, u mnie nigdy nie zaczyna kasować innego klienta, zanim nie skończy z poprzednim i tamten nie zabierze swoich zakupów. Inna rzecz, że wiem to ze swojego doświadczenia, bo ja nie czekam, aż mi puści na ladę, tylko biorę i ładuję od razu do koszyka. W przeciwieństwie do wielu innych.

Fidel-F2 napisał/a
pracowaliście kiedyś w takim miejscu?

Wydawanie kartek żywnościowych może być? Dostajesz dowód w pięciu kawałkach i na tej podstawie masz wydać rejestrowany produkt. Mniej więcej.

'
ketyow napisał/a
Pracowałem i przecież bronię pracowników, więc nie wiem o co Ci chodzi?

Jak zwykle, o ten zegar, co nie chodzi :twisted: Ja szanuję osoby z drugiej strony lady czy taśmy, ale czasem rzeczywiście sklep ma pomysły, że głowa mała.

W Intermarche w Zawierciu wina stoją na hali, ale nikt ich na hali nie skasuje, trzeba iść z nimi na alkoholowe, a tam kasują do 10 innych produktów niż procenty. Jeśli robisz solidniejsze zakupy to się możesz rozdwoić.

Dla odmiany u mnie możesz sobie wziąć co chcesz z alkoholowego i skasować na zwykłej kasie w hali.

W Lidlu nie bywam, nawet mi się nie chce.

Nieustannie zadziwia mnie FRAC - ilość kasjerek dopasowana do ilości klientów, naprawdę nie czekasz długo, jeśli kolejka jest większa niż 5 osób, pani z kasy woła koleżankę i rozładowuje się momentalnie. Uprzejma, miła obsługa. Jeśli nie mam gdzie zostawić torby z innymi zakupami, chętnie przechowają. Poza sobotą, kiedy cała Dąbrowa Górnicza (8 co do wielkości miasto w Polsce) stoi po mięso, nie widzę kolejek, wszyscy są obsługiwani na bieżąco i z uśmiechem. Mnie już znają, bo często biorę chardonnay, pani po prostu pobiegła po nie do magazynu, przyniosła, nawet wymieniła, bo widząc, że go nie ma, wzięłam inne. Produkty jak malowane, przebierane, czyszczone, układane... nie wiem, chyba jedyna wada to dość ograniczona ilość, a zatem i oferta niektórych produktów.

Magnis napisał/a

Co do Lidla czasami chodzę i się przyzwyczaiłem do pokazywania wózka lub torebki jeśli mam

O ile wiem, nie mają prawa rewidować bez uzasadnionego podejrzenia. Ale mogę się mylić. W markecie sama zwykle upycham gdzieś to, co jest kupione gdzie indziej.

Ale skoro w temacie marketów jesteśmy, to koszmarnie wkurza mnie bajzel na półkach, szczególnie w Kauflandzie. Szukam, nie znajduję, potem okazuje się, że jak przegrzebię chłodnię do dna, znajdę to, o co mi chodzi.

Kasiek - 10 Marca 2011, 20:33

Kai napisał/a
ale czasem rzeczywiście sklep ma pomysły, że głowa mała.


Właśnie, SKLEPY. Po co jeździć po sprzedawczyniach, które po prostu muszą stosować się do tych przepisów na równi z klientami?

Kai napisał/a
Szukam, nie znajduję, potem okazuje się, że jak przegrzebię chłodnię do dna, znajdę to, o co mi chodzi.


Jak stu klientó przegrzebie, to burdel robi się faktycznie, nie ma co się dziwić :)

Przyjaciółka ostatnio złapała te ciasteczka Milka, te co są jak Delicje, w zamykanym wielokrotnie opakowaniu i w domu zobaczyła, że dwóch nie ma :P

Kai - 10 Marca 2011, 20:40

Kasiek, i do tego muszą, to znaczy muszą, bo wylecą. Przecież rotacja tam jest taka, że nie pytajcie.

Choć dzisiaj pojechałam sobie po pani z banku. 5 telefonów w ciągu pół godziny, rozumiem, że zalegam z ratą (zresztą trochę na złość, za te telefony), ale jeśli odrzucam połączenie, to powinno dotrzeć, że nie mogę rozmawiać? Zresztą parę razy odebrałam - głuchy telefon, chichoty w tle. Sekretarka, nagranie - podobnie. Upewniłam się, że rozmowa jest rejestrowana i opowiedziałam to wszystko. Z chichotami włącznie.

Magnis - 10 Marca 2011, 21:05

Kai napisał/a
Magnis napisał/a:

Co do Lidla czasami chodzę i się przyzwyczaiłem do pokazywania wózka lub torebki jeśli mam

O ile wiem, nie mają prawa rewidować bez uzasadnionego podejrzenia. Ale mogę się mylić. W markecie sama zwykle upycham gdzieś to, co jest kupione gdzie indziej.


Rewidować nie mogą, ale nieraz proszą o pokazanie czy coś tam nie ma bo takie mają przepisy, ponieważ później jakby co rozliczają kasjera/kę ;) .I tak większości gdzie chodzę to machają ręką na to, ale nieraz znajdzie się ktoś bardziej gorliwy ;) .

Kai - 10 Marca 2011, 21:18

To jak kontrola biletów w autobusie przez kierowcę. Mnie tam nie boli, jeśli muszę pokazać bilet, jeśli komuś nie pasuje, to jego problem. Z drugiej strony, walczę z sytuacjami, kiedy autobus pusty, ja siedzę pół metra od czegoś, co teoretycznie jest wejściem-i-tylko-wejściem i chcę nim wysiąść na pustym przystanku. "Pani nie umie czytać?" (na drzwiach napisane "Tylko do wysiadania" a ja na to "Umiem, ale umiem też myśleć i nie będę biegać po całym autobusie". W godzinach szczytu, w sytuacjach, kiedy porządek jest istotny, oczywiście, przepchnę się jakoś do środkowych drzwi. A jeśli się nie przepchnę, do diaska, niech zmienią autobusy, jedna korpulentna pani w przejściu i możesz zapomnieć.
Godzilla - 10 Marca 2011, 21:21

W Warszawie tego nie ma, żeby jedne drzwi były do wchodzenia a drugie do wychodzenia. Najpierw ludzie wychodzą, a potem wchodzą, każdymi drzwiami. I jakiś porządek jest. Niektóre modele autobusów w innym przypadku stałyby się pułapką bez wyjścia, właśnie w godzinach szczytu.
ketyow - 10 Marca 2011, 22:04

Kai napisał/a

Dziwnego Kaufa macie, u mnie nigdy nie zaczyna kasować innego klienta, zanim nie skończy z poprzednim i tamten nie zabierze swoich zakupów. Inna rzecz, że wiem to ze swojego doświadczenia, bo ja nie czekam, aż mi puści na ladę, tylko biorę i ładuję od razu do koszyka. W przeciwieństwie do wielu innych.


No i to akurat mnie mocno wnerwia. Ja praktycznie z ręki kasjerki przerzucam rzeczy prosto do plecaka, ale czasem nie mogę, bo stoi przede mną jakiś łoś z koszykiem, i najpierw musi posegregować wszystko w torebce/portfelu, a do tego momentu to już moje rzeczy leżą wymieszane z jego. A potem jak ja zaczynam pakować swoje, to już do moich kasjerka wrzuca produkty kolejnej osoby.

ilcattivo13 - 10 Marca 2011, 22:29

Bob1970r napisał/a
Wczoraj miałem niemiłą sytuację w Lidlu: ...


tak mi się obiło o uszy, że kosz stawia się tam a nie gdzie indziej nie tylko ze względu na kradzieże, ale również na to, że kasjerka po skasowaniu towaru powinna Ci go załadować do kosza, a nie pozostawiać na ladzie :wink:

*******************************************************

Złamałem sobie w robocie dwa paznokcie. Trzask był na tyle głośny, że słyszał go stojący kilka metrów dalej mój nowy wujek, pomimo tego, że pomiędzy nami stał odpalony widlak. Na szczęście miałem rękawice na rękach, więc nie oberwałem sobie tych pazurków do końca. Ale krwiaki będą ładne. Jeden już nawet jest. Siut. :evil:

terebka - 10 Marca 2011, 23:36

A to na pewno był trzask, a nie wrzask, ilcattivo13, to co mimo odpalonego widlaka było słychać kilka metrów dalej? :wink:

A pomysł z pakowaniem towarów do wózka przez kasjerki jest super, jeszcze tylko trzeba zapytać reprezentatywną grupę powiedzmy miliona kasjerek, co o tym myślą, i pomysł można wdrażać w życie :wink:

Fidel-F2 - 11 Marca 2011, 06:09

Magnis napisał/a
Byłem świadkiem (i to nie raz) jak klient zaczyna się kłócić, że to nie ta cena i tak dalej co mnie akurat denerwowało bo przecież są czytniki do sprawdzenia cen gdzie można sprawdzić.Nie pasuję nie biorę, a nie tarasuje kolejkę, która i tak się coraz bardziej powiększa .
Rzecz w ty, że jeśli na półce jest dajmy na to cena 9,99 a na kasie wyskakuje 19,99 to na Twoje żądanie sklep musi Ci sprzedać po 9,99.


Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group