To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Blogowanie na ekranie - Rooshoffy blogasek Martvuni

May - 8 Maj 2012, 20:52

Na szczescie bilet Martvej zostal kupiony z mojego konta na izidzecie, wiec jesli beda jakies zmiany, to bede o tym wiedziec pierwsza ;P: i przekaze jej wiadomosc.
Rozmawialysmy dzis troche i Martva narzeka na pogode, niskie temeratury oraz problemy z cera i wlosami. Poza tym wczoraj stuknal jej polmetek, wiec teraz juz z gorki :lol:

Lis Rudy - 8 Maj 2012, 21:22

May napisał/a
Poza tym wczoraj stuknal jej polmetek

Przez chwilę kombinowałem pólmetek czego jej stuknął :shock:
ale dotarło do mnie że chyba chodzi o półmetek pobytu.

Ciężko mi się dziś myśli. Wstałem o 4.55 zupełnie bez sęsu.
Po co !? Po co !?

shenra - 9 Maj 2012, 12:42

ODCINEK OSIEMNASTY

Cytat
29.03. Rano Losz, po drodze byłam w piekarni, ale pani mi dała inny chleb niż zwykle dla cioci bo nie było. Potem odebrałam zdjęcia (też sama). Zajrzałyśmy do supermarketu nabyć mleko w proszku i konfitury z truskawek do jogurtu. Ciocia jest niesamowita, długo wybiera dżem żeby był jak najtańszy, oszczędza 30 eurocentów, a potem lekką ręką wydaje ponad 30 euro na upiornie drogie kwiaty w centrum ogrodniczym. Wróciłyśmy do Montresoru, na zamek, zabrać klucze do kaplicy cmentarnej i pojechałyśmy. O matko, jaki tak jest nieziemski burdel, wszystko obsrane przez ptaki i obsypane tynkiem z sufitu. Znaczy, w kaplicy. A tam ma być jakaś uroczysta procesja w niedzielę, najbliższą. Chyba nie będzie.
Zjadłyśmy lunch i domowy jogurt z truskawkami (hiszpańskie, kwaśne). Potem ciocia spała, a potem zadzwoniła do cioci M, tylko usłyszałam że mówi że się zaoferowałam że mogłabym umyć okna, M że naprawdę i trzeba będzie mi zapłacić, i że K mi dała za pomoc przed polowaniem i tu niestety ciocia się skapnęła że ma tryb głośnomówiący i go wyłączyła. Idę gotować zieloną zupę i haftować niebieską spinkę.
Ciocia wróciła do domu z maszynopisem książki – pamietnika matki Adama Rybińskiego, a swojej kuzynki przy okazji, i wsiąkła. Aż się zrobiłam głodna i poszłam do kuchni demonstracyjnie trzaskać garnkami. Podziałało.
Widziałam zdjęcia z polowania. Początek piękny, dumni panowie na koniach, sfory psów. Na końcu to co zostało z jelenia, plama krwi, głowa z małymi różkami i strzęp skóry z grzbietu. Strasznie to małe, musiał być niewiele większy od kozy i o to tyle huku? Na wszystkich zdjęciach uwieczniono małą dziewczynkę, może pięć lat, z kucykami, stojącą nad trupem w triumfalnej pozie, w rozkroku nad jego karkiem. Wygląda wulgarnie i obrzydliwie. Za moich czasów takie dziewczynki płakały po jelonku Bambi, a nie chodziły na polowania i pozowały nad martwym zwierzakiem. I niech mi ktoś jeszcze, kur.wa, wciska kity o pięknie myślistwa i ogromnym, pier... szacunku dla przyrody.
Z ciocią C lepiej, wygląda OK i żartuje z siebie. Można ją odwiedzić w sobotę, znaczy ja nie wiem czy mogę, ciocia A może.
Wpadłam w dość solidnego doła (od myślenia), ostatecznie wysłałam smsa do K. O śnie z karmieniem pierogami i o tym że Francja ssie. Od człowieka sprzężonego z telefonem spodziewałabym się odpowiedzi od razu, jakiejkolwiek, że B też ssie i nieźle jej wychodzi więc żebym nie zawracała mu głowy, a tu cisza. Wyłączyłam dźwięk w telefonie, żeby mnie nie stresował, jak przy kolacji zobaczyłam ikonkę nowej wiadomości to mnie zemdliło z emocji, wytrzymałam do końca posiłku, i zmywanie, i dorwałam się już na górze – od ojca, że mama doleciała bezpiecznie i zadzwoni jutro. Klapnęłam jakoś.
Aha, ciekawostka – przez cały dzień nie było ani jednych dzwonów. Ciekawe co jest grane, ale jak się obudziłam to byłam zdziwiona że przed siódmą a już tak jasno – była ósma, powinno dzwonić trzy razy, a tu nic.

dalambert - 9 Maj 2012, 12:52

shenra napisał/a
maszynopisem książki – pamietnika matki Adama Rybińskiego
Marva :!: a jest jakaś szansa na to, ze wyjdzie drukiem :?:
Czy jeno pozostanie w rodzinnych annałach ?

shenra - 9 Maj 2012, 14:00

No to na dokładkę

ODCINEK DZIEWIĘTNASTY

Cytat
30.03. 96 dni do powrotu. Och, co za noc. Obudziłam się o trzeciej z czymś i przeczytałam sms od K., z okolic północy. Odpisałam i dostałam trzy odpowiedzi. Nie mogłam zasnąć z wrażenia aż do szóstej z minutami. A potem zasnęłam i dobrze że miałam nastawiony budzik, bo dzwony znów nie działały i spałabym do Bogini wie której. Miałam sen w konwencji fantasy, w zamku, z rycerzami, jednym z motywów był ślub Shenry z jakimś starszym gościem (wyglądał jak Adam Rybiński). Ona nie bardzo chciała i pamiętam że schowała się w jakiejś piwnicy, on jej szukał, zaczął schodzić do tej piwnicy, zatrzymał się i uznał że nie, jej tam nie ma bo wybranka jego serca by się nie zniżyła do pójścia w takie miejsce. Potem ktoś zażyczył sobie kąpieli i nago wlewałam wodę do takiej wielkiej plastikowej wanny, a potem ją przenosiłam (! tak pod pachą niemal) w żądane miejsce, a ten ktoś się gapił – nie byłam służącą w tym śnie i strasznie mnie wkurzało że muszę mu usługiwać, jeszcze nago, a on się gapi. Był jeszcze jakiś motyw z horroru, w którejś komnacie w której niegdyś działo się coś strasznego znalazłam zaczątki odradzającego się Przeokropnego Zła i próbowałam tym kogoś zainteresować, ale nie bardzo się dało. Potem kogoś odprowadzałam z zamku (już moim domowym podjazdem) i było tak że coś mówiłam i coś się miało dziać, i to się zmieniało w papierową bajkę dla dzieci. A potem spotkałam moją ciotkę-sąsiadkę z krk i rozmawiałyśmy o owczym serze, bo nie wierzyła że jest owczy, więc pokazywałam że w składzie jest mleko z owiec fermowych, z owiec wolnego wybiegu i – tadam! - baranki wielkanocne.
Obudził mnie budzik. Zeszłam na dół, zaczęłam robić śniadanie. Ciocia jak się okazało obudziła się o szóstej i czytała pamiętnik matki Rybińskiego. Zaczęłyśmy robić plany na dziś, mówi że może kuchnia i łazienka, a ja jakoś głupio spytałam co z tym cmentarzem. I pojechałyśmy na cmentarz, gdzie spędziłyśmy radosne 1,5 h w kaplicy przestawiając krzesła, czyszcząc je z ptasich gówien i zamiatając tynk z podłogi. Ale szczerze mówiąc spodziewałam się że będzie o wiele ciężej/gorzej/dłużej, a poszło całkiem szybko. Przyznaję że podpuściłam, bo miałam ochotę się zmęczyć, ciężką fizyczną pracą, tak w ramach katharsis, bo inaczej by mnie chyba emocje zżarły, za dużo się tego kłębi. Potem muszę poleźć na spacer albo porobić brzuszki, bo właściwie jeszcze mi mało i jeszcze mnie trzęsie od środka. Totalnie nie mam pomysłu co zrobić na obiad, póki co wlazłam do wanny i wsadziłam wszystkie ciuchy w których byłam do pralki, bo cała byłam w warstwie kurzu, tynku i pajęczyn. Miód.
Wieczorem: nagle na 22 stronie sypnęło mi się formatowanie. Jakaś aluzja, drogi OO?
Dzwony naprawili i o 12 już dzwoniły, przed chwilą ostatni raz, bo jest po 22:00. Zjadłyśmy na lunch kanapki, potem trochę pohaftowałam, potem poszłam na górę, leżałam na słońcu, haftowałam, gimnastykowałam się, robiłam zdjęcia jaszczurkom. Wymieniałam kilka smsów najpierw z K., a potem z Shenrą. Shenra dostała pracę, jako kelnerka, zaczyna w poniedziałek o szóstej rano, strasznie mi jej szkoda, bo pora jest hiperwczesna nawet dla mnie, ba, nawet dla mnie w warunkach francuskich.
Na kolację zrobiłam ziemniaki (jakieś mutanty, gotowane koło 35 minut od zagotowania i nadal miały wyczuwalne ziarna skrobi) i mizerię, trochę z jogurtem trochę ze śmietaną. Pogadałam z mamą przez telefon, stacja benzynowa w Wells jest zamknięta z powodu planowanego na bliżej nieograniczoną przyszłość strajku dostarczycieli benzyny – społeczeństwo kupowało na zapas i wykupiło wszystko. Obejrzałam kawałek programu o krokodylach, nie znoszę krokodyli, mają takie wredne pyski. Potem (kiedy nadal gotowałam ziemniaki) przyszła K R, kolejny przykład osoby którą odbieram zupełnie inaczej niż tutejsi – wszyscy się rozpływają jaka ona jest sympatyczna, miła i ciepła, a mnie traktuje na ogół jak powietrze, znaczy na przykład jak się żegna to tylko z ciocią, w moją stronę nawet nie spojrzy. Dziwnie mi. No ale chyba powinnam przywyknąć że jestem służbą, nie gościem/rodziną.
Zjadłyśmy kolację i nastawiłyśmy nową porcję jogurtów w maszynie. Tym razem z mlekiem w proszku. Ciocia się cieszy jak dziecko i jest strasznie ciekawa co nam z tego wyjdzie.


Z tym snem to Martvica przegięłaś :mrgreen: Mogłaś mi lepszą partię załatwić :mrgreen: :mrgreen:
Dodam jeszcze, że z części pierwszej zostało około 4-5 odcinków.

dalambert - 9 Maj 2012, 14:07

shenra, o co Ci Chomik biega AR jest wcale sympatyczne wielkie chłopisko z dostojną brodą i siwą grzywą a'la lew / fakt obecnie nieco wyłysiała/ ale prawdziwemu mężczyźnie nie zagląda się w łysinę ;P:
Martva dobrze gada / znaczy śni/ :wink:
a widok golutkiego Zombiaczka targającego pod pachą plastikową balię z ciepłą wodą bezcenny ! Coż za eroktyka balneologiczno-kulturystycza :D

fealoce - 9 Maj 2012, 14:14

May napisał/a
Poza tym wczoraj stuknal jej polmetek


przeczytałam: stuknął jej potomek :mrgreen:

Agi - 9 Maj 2012, 14:23

shenra napisał/a
Dodam jeszcze, że z części pierwszej zostało około 4-5 odcinków.

No to dawaj, nie żałuj.

shenra - 9 Maj 2012, 15:55

Nie poganiać mojego misternego planu ;P:
Agi - 9 Maj 2012, 16:11

To jest jakiś plan?
A, to ja przepraszam ;P:

ilcattivo13 - 9 Maj 2012, 16:14

Agi, plan to jest taki, żeby kołowrotek pod gniazdko siłowe podłączyć, bo jakby nie było, jest ponad 40 dni opóźnienia w publikacji pamiętnika :roll: ;P:
shenra - 9 Maj 2012, 19:25

Martvica pozdrawia wszystkich. Pogoda nieco ładniejsza u nich, więc nie jest źle. Nadal odlicza dni do powrotu, zastanawia się jak podzieli czas jak wróci. Bo zamierza drugiego dnia po powrocie rozpocząć życie towarzyskie :mrgreen:

dalambert napisał/a
a jest jakaś szansa na to, ze wyjdzie drukiem
Taki jest plan. Przyjechał syn napisać wstęp do książki matki i ma iść drukiem.
shenra - 10 Maj 2012, 12:17

ODCINEK DWUDZIESTY

Cytat
31.03, 95 dni do powrotu. Znów się obudziłam w nocy. Oni tu gaszą latarnie o pewnej porze i zapalają chyba o 5:30. Strasznie nie mogłam zasnąć. A potem oczywiście dzwony, raz drugi trzeci i jeszcze budzik. Tym razem ciocia wstała przede mną i zrobiła sobie kawę. Zjadłam na śniadanko owsiankę z truskawkami i bananem, a do biednej cioci wydzwaniali jacyś ludzie, dwa telefony po chyba 20 minut. W ogóle kicha, bo wydała straszne pieniądze na remont dachu, a okazało się że zimą od mrozu pękły rury z wodą w jej drugim, wynajmowanym domu i zawaliły się sufity na kilku poziomach, a ubezpieczenie się wypina i mówi że jej polisa obejmowała tylko ogień, a nie wodę. Wydaje mi się to trochę naciągane, musi mieć też coś od nieszczęśliwych wypadków. I mam egoistyczną nadzieję, że to nie wpłynie na warunki mojego zatrudnienia. Poszłam myć łazienkę i podłogę w kuchni, wciągając w nozdrza odświeżający zapach chloru. Lubię zapach chloru, w sumie to trochę dziwne, bo skojarzenia z basenem mam jak najgorsze. BTW prysznic w dolnej wannie tez jest schrzaniony, przewód wisi na strzępach hmm, nie powiem tkanki, ale leje się bokiem i bałam się że go urwę ostatecznie. Ciocia pojechała na ostatnie polowanie w tym sezonie, nie wiem kiedy wróci i czy robić lunch, i mam nadzieję że się dobrze zrozumiałyśmy i kupi chleb po drodze, bo jak nie to jesteśmy w ciężkiej *beep*. Póki co radośnie nałożyłam na włosy porcję oleju słonecznikowego, nałożyłam czepek i owinęłam ręcznikiem, nie wiem czy jest sens olejować na pół godziny przed myciem, ale mam nadzieję że folia i ciepło dodadzą poweru zabiegowi. Moje włosy nie lubią Francji. Bardzo.
Podsłuchałam rozmowę telefoniczną z ojcem (chyba, bo może dziadkiem?) tego chłopca który ma przyjechać. Będzie od 10 do 18 maja, z koleżanką. Nie wiem czy to koleżanka czy dziewczyna, i ile w ogóle mają lat, bo ciocia wypytywała jak ich położyć, a on tłumaczył że w pokoju wujka J razem bo po co mają biegać na górę (jeeee) jak tam są dwa łóżka i że oni podróżują dużo razem i czasem śpią w jednym namiocie, więc żeby się nie przejmować, bo na dole będą przecież pod kontrolą (na co ciocia 'nie będą, bo ja nie słyszę'). Więc nie wiem co z tym wiekiem, 14? 16? Jeśli dobrze zrozumiałam on kończy jakieś studia nauczycielskie w przyszłym roku i już ma jakieś praktyki zawodowe więc to by sugerowało pewną dorosłość. Ale z drugiej strony ciocia jest strasznie pobożna i podejrzewam że ma to mocny wpływ na jej światopogląd.
Napisałam maila do taty, w notatniku, na zapas, jak się kiedyś dobiorę do sieci. Jest w sumie dość skamlący w wymowie, ale właściwie gdyby nie zachęty taty, to bym się nie zdecydowała na wyjazd, więc opisałam dość szczegółowo jak to wygląda z mojej perspektywy. Jeśli mi odpowie coś w stylu że przesadzam i wyolbrzymiam, to będzie znaczyło że nadal się nie bardzo rozumiemy.
Później: wróciłam ze spaceru, moją trasą, wzdłuż kucyków (pogłaskałam jednego po chrapkach!) do prywatnego mostka i powrót drugą stroną kanału, przedłużony aż do sklepu, potem rue Branicki, pod zamek i rue Potocki, czyli naszą. Bardzo jest ładnie, w pl podobno zima, a tu kwitną tulipany, fiołki, śliwki i coś różowego co chyba jest morelą. Będzie masa bzów, zastanawiałam się czy są w ogóle ale cała zamkowa góra jest nimi obrośnięta z jednej strony, tej zrujnowanej. Jak zakwitną, będzie cudnie. Pożarłam pół puszki fasoli z jogurtem i zrobiłam sobie herbatkę. Jak wróciłam to się zdziwiłam że cioci jeszcze nie ma, teraz przed chwilą zauważyłam że samochód stoi, a ona jest w środku. Poszłam po aparat, żeby sprawdzić, a ona siedzi w środku ze splecionymi dłońmi. Nie wiem czy chce pobyć sama, czy coś się stało nie daj Bogini z ciocią C, aż się trochę boję. Edit: wyszła i kuśtyka w kierunku Rybińskich. Z jednej strony uff, z drugiej, a zresztą się dowiem.
Z ciocią C lepiej, gadatliwa i jak zwykle. Podobno wody w płucach już nie ma, ale nie wiadomo czy wyjdzie przed świętami. Ciocia A opowiedziała mi długą anegdotkę, brzmi trochę jak miejska legenda, że jakiś tam daleki krewny był strasznym hipochondrykiem i przyjechał w odwiedziny do kogoś (albo to był obcy hipochondryk i przyjechał do kogoś od nas?) i mówił że jest bardzo chory. I gospodarz postanowił mu zrobić złośliwy kawał i jak spał to przysłał do niego Żyda specjalizującego się w goleniu nieboszczyków. I zaczął go namydlać i golić, gość obudził się z krzykiem, Żyd uciekł z krzykiem, po czym wpadł na gospodarza i oznajmił 'Klient jeszcze niegotowy'. I jak ciocia A zapytała ciocię C jak się czuje, to ciocia C oznajmiła grobowym tonem 'Klient jeszcze niegotowy' a potem dostała ataku śmiechu. Teraz ciocia A zniknęła u siebie, a ja próbowałam przybić termometr do futryny. Figę. Małe gwoździki są za małe, znalazłam większe w komplecie z haczykami do wieszania ciuchów, próbowałam z dwoma ale jak już było prawie OK to odpadły im główki. Poddaję się. U siebie bym go powiesiła na ułamanym gwoździu z pomocą gumy do żucia (zwłaszcza że od spodu też by trzeba, żeby wisiał pod kątem do okna), albo w wersji lux modeliny, ale podejrzewam że pojawiłyby się kłopotliwe pytania. Przydałby mi się jeden średnio-mały gwóźdź. Powiem cioci, może skombinuje skądś.
Przejrzałam zdjęcia, wywaliłam trochę. Zachwyciła mnie scenka rodzajowa z kucykami, owcą (widać przy niej jakie są malutkie) i kwitnącym drzewkiem. No i podobają mi się niektóre jaszczury, bardzo bardzo. Powinnam przy nich zrobić ostrzejszą selekcję. Nie zawsze też aparat mi łapie ostrość, to chyba jest związane ze światłem ale nie mam pewności. W każdym razie ze dwie jaszczurki by się nadawały na avika, jeśli chciałabym avatar z gadem. Brrr.
Później: obejrzałam Spartakusa, ostatni posiadany odcinek. Poćwiczyłam solidnie, aż się zdyszałam. Jutro będzie mnie napieprzał krzyż jeszcze bardziej niż dzisiaj, coś czuję. Słyszę że ciocia wstała i ogląda TV, to może zejdę ugotnąć kalafiora. Tata i Ania są w Iwoniczu z okazji okrągłych urodzin cioci Teresy. Ależ im zazdroszczę, mimo że powrót zimy podobno w Polsce.
Wieczorem: ugotnęłam kalafiora, popatrując na wiadomości jednym okiem. Z ciekawszych rzeczy: pogoda się sypnie, będzie 12 stopni i deszcz. Przez następny tydzień. Och, ale będzie suabo. Chociaz przynajmniej nie będę się martvić że kończą mi się wszystkie trzy t-shirty, bo będą mi się kończyć wszystkie trzy bluzki z długim rękawem. Nie wiem co na siebie włożę jeśli będą jakieś wielkanocne wyjścia :/ Zjadłyśmy kalafiora i ciocia wspominała z rozrzewnieniem swoje i cudze byłe męczennice, co były wesołe i sympatyczne, dużo wychodziły i świetnie gotowały (to akurat jedna z dwóch dziewcząt cioci M). Bo punktem wyjścia było co robię w Krakowie i co zrobię po tym moim wydarzeniu na które chcę wrócić (czyli Avangardzie, już się bałam że padnie propozycja powrotu na sierpień i wrzesień). I że w sumie jak ktoś jest gotów przyjechać do Francji to studentki albo emerytki, bo wszystko pomiędzy ma pracę, dzieci albo świeżego męża. Ciocia opowiadała też o swoim lokatorze. Bo ma lokatora w piwnicy, widziałam go ze dwa razy, młody chłopak w okularach, dotychczas wiedziałam że nie płaci i policja go wyrzuci w czerwcu albo wrześniu. Otóż kiedyś płacił czasem na początku miesiąca, czasem na końcu, czasem mniej żeby potem dodać więcej, po czym rok temu oznajmił cioci że ma kochankę i ją utrzymuje i nie stać go na płacenie czynszu. Ciocia płaci jego rachunki za wodę. W pale mi się nie mieści że można być tak bezczelnym. Matka chłopaka oznajmiła cioci że sama jest sobie winna, bo można mu było potrącać od razu z pensji (ciocia mówi że nikt jej nie proponował takiego rozwiązania). Jakiś daleki znajomy mówi że zna kogoś kto mu odnawia jakieś mieszkanie, więc jest szansa że wyprowadzi się sam. Ale ciocia ma pecha do tych lokatorów, poprzedni też nie płacił a jak jego dług wyniósł ok 10 tys euro to zniknął i zostało po nim tylko narzędzie ogrodowe typu minimotyczka (ciocia się śmieje że to najcenniejsze narzędzie na świecie). Kosmos. Mini agencja towarzyska z ukraińskimi prostytutkami rzeczywiście może być lepszym wyjściem.
Jutro jest niedziela palmowa, nie do końca rozumiem co w związku z tym. Msza będzie długa i będzie też jakieś zamieszanie z grobami, ale czy się tam idzie, czy jedzie, czy co, to już nie łapię. Będę musiała iść do zamku ścinać bukszpan rano. I te gałązki się potem kładzie na nagrobkach czy coś.
I mam aftę na języku. Strasznie mnie wkur... Nie wiem czy dobrze kojarzę że to jest związane z obgadywaniem, ale jeśli tak, to bardzo bym chciała widzieć kto, komu i co mówi, bo musi być diablo intensywnie.

dalambert - 10 Maj 2012, 12:44

shenra + Martva I mam aftę na języku. Strasznie mnie wkur... Nie wiem czy dobrze kojarzę że to jest związane z obgadywaniem, ale jeśli tak, to bardzo bym chciała widzieć kto, komu i co mówi, bo musi być diablo intensywnie / cytat/

A to się aby nie robi od tego co Chomiczek publikuje w odcinkach ?
Bo narzakania wielkie to i afta może być zacna :wink:

shenra - 10 Maj 2012, 12:50

A może my wcale nie mamy z tym nic wspólnego.
Dzwoniłam wczoraj do Martvicy. Jak na razie wsio w porząsiu. Nawet nie wypadła z wprawy świntusznych skojarzeń w kontekście rozmowy ze mną :mrgreen:

dalambert - 10 Maj 2012, 13:00

Oj dziewczynki, dziewczynki ! Niuplacie wy literacko tego dzyndzla z prawdziwą namiętnością zapalonych epistolografek :D
shenra - 10 Maj 2012, 13:11

dalambert, nie wiem co pijesz, ale podziel się :mrgreen:
dalambert - 10 Maj 2012, 13:25

shenra, wpadnij do Paradoxu, wszystko jest możliwe :mrgreen:
shenra - 10 Maj 2012, 13:27

No na razie nie ma szans, ale może kiedyś :mrgreen:
dalambert - 10 Maj 2012, 13:42

shenra, po Avie to was OBIE przykujemy do kolumn w nowym Paradoxie i piwem polwac będziemy w ramach konkursu "piwnego podkoszulka" ;P:

Tak, tak nowy Paradox będzie miał kolumny i przed i w środku :wink:

Kruk Siwy - 10 Maj 2012, 13:49

W czyim?
shenra - 11 Maj 2012, 15:00

ODCINEK DWUDZIESTY PIERWSZY

Cytat
1.04. 94dni do powrotu. Niedziela palmowa. Rano zastałam ciocię przy śniadaniu. Potem poszłyśmy na zamek ściąć bukszpanu, wysłała mnie do kancelarii po klucze do kaplicy, a sama poszła ciąć. Przyniosłam klucze i nie mogłam jej znaleźć, a był zimny piżdżący wiatr i to nie było dobre. Ciocia K przyjechała i wysłała mnie na drugi koniec ogrodu. Potem zjawił się całkiem przystojny koleś który zapytał mnie po francuskiemu czy chcę zwiedzać zamek, więc bardzo łamaną francuszczyzną oznajmiłam że że part avek Ann Potokii. Nie wiem czy to chociaż odrobinę prawidłowo ale dał mi spokój i się rozpromienił. Ciocia zjawiła się chwilę później, okazało się że w ogóle była zupełnie po drugiej stronie przy bramie, pokazała auto niezłego Francuza znikniętego w międzyczasie i powiedziała że to Stan, czyjś brat. Wróciłyśmy do domu, gdzie wrzuciłam na siebie drugą parę rajstop, koszulkę pod bluzkę i sweter pod kurtkę, i szal, i uczesałam się w koka z warkocza. Poszłyśmy do kościoła. Ten bukszpan się święci a potem kładzie na grobach, to jest stara tutejsza tradycja, w sumie ładna, ale mało kto się jej trzyma. Msza była wyjątkowo długa (btw na mszach zawsze myślę o świństwach, dlaczego? Albo pornografia, albo chociaż rozważania na temat metod depilacji miejsc mniej lub bardziej intymnych), 125 osób do komunii, wzrost o jedną czwartą albo liczyłam uważniej. Boję się że za tydzień będzie jeszcze więcej. Dostałam smsa od Ani i taty że w Iwoniczu spadło w nocy 15 cm śniegu i jadą przez śnieżycę. Pojechałyśmy na cmentarz zaraz po, pobiegłam otworzyć kaplicę. Była garstka osób, ja z ciocią, Z i K, R i jeszcze jakiś ktoś. W niezobowiązującej rozmowie o mazurkach udało mi się wtrącić że ja umiem tylko potrzebuję internet do konsultacji, na co Z równie niezobowiązująco oznajmiła że nie ma problemu i mogę robić w jej kuchni w ogóle. Porozkładaliśmy bukszpan na grobach i w krypcie kaplicznej, a R zapytali ciocię czy wpadnie na kawę. Jak wysiadałyśmy z samochodu, to zapytała czy pójdę z nią (yes, yes, yes!), więc skromnie ale z entuzjazmem oświadczyłam że bardzo chętnie jeśli tylko nie będę przeszkadzać. Po drodze w oknie widziałam kota, pierwszy raz od początku pobytu, bardzo czarny i żółtooki. Ciocia z A gadali o książce – wspomnieniach jego matki, K krzątała się w kuchni (zapytała czy 'pani chce kawę czy herbatę' na co udało mi się nareszcie powiedzieć że jestem po prostu Marta), kawa przerodziła się w obiad (nie dostałam steku, z czego wnioskuję że mój wegetarianizm jest już powszechnie znany :P ), kalafior, ziemniaki i bardzo fajny sos z jogurtu i ziół prowansalskich z odrobiną czosnku, proste a dobre. I czerwone wino i jeszcze deser. Czerwone wino uderzyło mi do głowy straszliwie, mam jednakowoż nadzieję że uśmiechałam się tak ładnie że zaproszą mnie jeszcze kiedyś, bo to był najmilszy dzień od początku mojego pobytu tutaj. Czyli od trzech tygodni, równo, jeśli dobrze liczę.
Zastanawiam się czy spacer, czy łyżka dżemu i drzemka, ale chyba będę dzielna i spacer.
Później: woooow, jaka byłam dzielna. Zaliczyłam spacer, usiadłam sobie nad rzeczką między sklepem a domem Z, zostałam przyjaźnie obwąchana przez jednego z jej psów, a obszczekana przez drugiego, skubane po kolei biegły obwąchać śmietnik pod sklepem. Słońce grzało mi w plecy, ptaszęta ćwierkały, suchy bambus szumiał. Napisałam smsa do Ani, do K. i próbowałam zadzwonić do Shenry, ale nie odbierała. Po godzinie zaczęłam wracać. Chyba w ogóle powinnam stworzyć mapkę okolicy po której się poruszam. Gdzieś tu ją wkleję i będzie od razu zabawniej :P Wróciłam i stwierdziłam że nasze rabatki w ścianach wyglądają strasznie i trochę je podlałam, mam nadzieję że nie jestem cała w błocie. Pewnie jutro będzie lało. Zostawiłam węża na wierzchu żeby był na zaś. Jak byłam w połowie, oddzwoniła Ruda, więc ustawiłam sobie budzik na cztery minuty później, zadzwoniłam i gadałam gadałam gadałam, a jak skończyłam, okazało się że to było 13 minut, a budzik dzwonił w milczeniu. Buc. Bo zrobiłam sobie wczoraj jakąś kombinację że wysyłam sms za 9 zeta, co daje mi 30 minut bądź smsów za sensowną stawkę. Ale myślałam że mi starczy na dłużej. Jest dla mnie tajemnicą, czy to 1.70zł za standardową minutę bierze się z podstawowego abonamentu, póki go starcza, czy zawsze jest naliczane ponad. Bo nie wiem czy w zeszłym miesiącu wygadałam stówę we francuski tydzień, czy udało mi się zużyć wszystkie darmowe minuty w Polsce, czy jak. Na razie napiłam się soku, zjadłam pół jogurtu z dżemem i truskafką i pomarańczę i chyba odpalę gimpa żeby zrobić tę mapę :D Będzie bardzo orientacyjna bo nie wiem gdzie jest północ.
No dobra, zrobiłam mapkę, ale nie nadaje się do pokazania nawet dla śmiechu, chyba muszę zacząć od innego punktu, bo odległości nie zgadzają się wybitnie :P Szkoda że nie mam pod ręką google maps, to by znacznie ułatwiło, musiałabym tylko nanieść trasy i opisy.
Buhaha. Ciocia mnie zawołała żeby mi powiedzieć że jest telefon od ojca. Brzmiał na lekko wstawionego, ale no dobra, jak balowali w Iwoniczu do drugiej to pewnie mu jeszcze nie przeszło. Mówił że Ginger jest niewygłaskany i wyraźnie nas szuka, mnie i mamy. Biedne kociątko. Opowiedziałam że dziś było całkiem fajnie, na co, uwaga, okazało się że według cioci się rozwijam tzn jestem jakaś weselsza i w ogóle. Rotfl, wystarczy mnie zabierać z domu, droga ciociu, tutaj się naprawdę nudzę sama. Ubawiłam się, ale mam nadzieję że to da cioci do myślenia i pójdzie w dobrym kierunku. A na razie się zastanawiam co by tu zrobić na kolację żeby było dobrze. Myślę o pomidorze z awokado i cebulą w ramach sałatki, ale na ciepło, hmm. Resztka zupy z kartonu albo smażona cykoria albo jedno i drugie. Może na razie pójdę sparzyć tę cebulę. Jutro bym kupiła byle jaki chleb, bo rozmawiałyśmy kiedyś o idei francuskich tostów, bo byłam ciekawa czy tu są znane i pod jaką nazwą i wyszło że ciocia ich nigdy nie jadła, a to proste, dobre i nie twarde.
Wieczorem. Siedzę właśnie z przeokrutnie cuchnącą maseczką na twarzy, szyi i dekolcie. Maseczka ma w składzie łyżeczkę awokado, łyżeczkę jogurtu i po kilka kropli oliwy i cytryny. Jogurt chyba był złym pomysłem, przekonuję się powoli do jedzenia go prawie bez dodatków, ale jednak nadaje maseczce zapach wymiocin. Nie polecam.
Zrobiłam sałatkę ze zblanszowanej cebuli, bezsmakowych pomidorów, bezsmakowego awokado i oliwy, pieprzu i soli. Smakowała jak nic, dodałam jeszcze cytryny. Ciocia była zachwycona. Usmażyłam też cykorię i wczorajszego kalafiora, zużywając do końca całe maślane masło. Ciocia używa do smarowania jakiegoś świństwa 30% tłuszczu, nie wyobrażam sobie smażenia na margarynie. Ona to nazywa masłem i zastanawiam się czy naprawdę tak myśli, nie zdziwiłabym się, bo była na przykład przekonana że jak kupuje mleko w butelkach z napisem BIO a nie w kartonach, to ono jest świeże i niepasteryzowane, a to oczywiście UHT jest, co jej pokazałam paluchem. Data ważności kilka miesięcy. Bardzo dobre do jogurtu, co mi przypomina że śmierdzę. W każdym razie ciocia zapytała co słychać w domu i co mówił tata, więc powiedziałam że mój kot za mną tęskni, jubileusz cioci Teresy w Iwoniczu trwał do rana i śnieg pada. A ciocia: 'bo wiesz, mówił też że na pewno tęsknisz za internetem, Zu ma, to możesz chodzić na spacery'. Podoba mi się kierunek, jeszcze żeby wspomniała o tym samej zajętej, zabieganej Zazitou nie byłoby źle. Gdzieś na zamku też jest internet, wychodzi że ciocia M nie umie go obsługiwać, wujek K chyba nie umie, a na maile wycieczkowe odpowiada ciocia K jak przyjeżdża. No to ciekawe kto z nich dostał mojego radośnie naiwnego maila, kur.wa, z Krakowa. W ogóle było coś w wiadomościach o Facebooku i ciocia się strasznie zastanawiała jak to jest z tym internetem, że jak ktoś chce być moim znajomym, a ja go przyjmę, to on widzi potem wszystko co w tym internecie napiszę. Tłumaczyłam że to tylko jak piszę rzeczy które chcę żeby inni przeczytali, nic osobistego. 'A jak chcę napisać coś osobistego dla siebie, żeby nie zapomnieć?'. I masz, tłumacz różnicę między internetem a portalem społecznościowym osobie która nie ma większego pojęcia jak wygląda komputer. A, przed kolacją dostałam kopertę z kieszonkowym. Upchnęłam w walizce. Istnieje szansa, że z tego miesiąca już przynajmniej część będzie dla mnie, nie dla rodziców., ale nie wiem ile im w końcu wiszę.
Wylazłam z wanny i mi zimno, ale przynajmniej spłukałam śmierdzące draństwo z twarzy. Zobaczymy jutro czy będzie jakiś efekt. Właśnie się zorientowałam że K. nie napisał nic w ciągu 24 godzin, a ja mu wysłałam dwie wiadomości. Sniff. Obawiam się że powinnam znaleźć alternatywne łóżko do niewychodzenia z niego po powrocie. A teraz gaszę kompa i wracam do czytania pamiętnika Anny z Działyńskich Potockiej, o Bogini, jaka ona była dziwna.

fealoce - 11 Maj 2012, 15:56

W temacie mapki, co to nie nadaje się do pokazywania... niektórzy nie mają takich oporów :lol:
Kasiek - 11 Maj 2012, 16:24

W temacie kosztów minut i smsów - zależy jaką masz taryfę w jakiej sieci, to różnie bywa. Jak telefon na kartę to schodzi wszystko z doładowań, jak abonament to może być naliczane dodatkowo. Zwłaszcza takie SMSy na różne pakiety dodatkowe.

;)

ilcattivo13 - 11 Maj 2012, 20:59

dlatego pisałem o tej karcie z SFR - srajp bez ograniczeń, gg bez ograniczeń, Forum bez ograniczeń, maile bez ograniczeń - na pewno wyszło by taniej niż zabawa w abonamenty, karty i roamingi.
Kasiek - 11 Maj 2012, 21:31

Dziś słyszałam że od 1 lipca znów mają obniżyć stawki, a do 2016 (chyba) Komisja Europejska chce w ogóle znieść roaming (czyli droższe stawki). Tylko że Martvej to chyba nie pocieszy...
ilcattivo13 - 11 Maj 2012, 21:36

nie mówmy "nie pocieszy", bo nie jesteśmy na bieżąco z sytuacją i może coś w ostatnich dniach się zmieniło :wink:
shenra - 12 Maj 2012, 12:46

ilcattivo13, że co? Że sugerujesz, że Martva tam do 2016 zostanie? :shock:
Kasiek - 12 Maj 2012, 13:51

No właśnie o to mi chodziło, ze ta data jej raczej nie pocieszy :D
ilcattivo13 - 12 Maj 2012, 14:35

shenra - sugeruję jedynie, że nie mam zielonego pojęcia, co u Martvej dzieje się teraz. A że w ostatnim odcinku była mowa o jakimś Stanie... :roll:


Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group