To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Blogowanie na ekranie - Rooshoffy blogasek Martvuni

shenra - 18 Kwietnia 2012, 12:14

ODCINEK SIÓDMY CZĘŚĆ DRUGA

Cytat
Wieczorem, w łóżku: skończyłam cellinę, a potem zobaczyłam że ciocia wraca z herbatki, to poszłam jej potowarzyszyć. Posiedziałam na piecu, pooglądałam TV z mądrą miną, nie rozumiejąc nic. Francja żyje teraz wyborami prezydenckimi (zdziwiłam się bo byłam pewna, że Sarkozy prowadzi strasznie, a wygląda na to, że idzie łeb w łeb z kandydatem socjalistów, chyba że źle odczytałam sondaż), wypadkiem autokaru pełnego dzieci w Belgii oraz szaleńcem strzelającym do francuskich żołnierzy. Jak nie wiadomości, to wiązanki śmiesznych z założenia filmików, coś jak nasze 'śmiechu warte' tylko bez jeszcze bardziej idiotycznych wstawek prowadzących. Śmieszność większości z nich polega na tym, że ktoś skądś spada albo zostaje uderzony, na ogół w genitalia, ewentualnie się przestrasza. Naprawdę zabawne bywają tylko te z udziałem zwierząt. Potem poszłam do kuchni robić kolację, ciocia powiedziała że można sparzyć cykorie wrzątkiem, odlać, ugotować w nowej wodzie i zrumienić na maśle – zapomniała mi powiedzieć o odcinaniu czubków, ale sama na to wpadłam, i jeszcze nacięłam na krzyż – i powiem że to jest mega dobre. Jak nie przepadam za gorzkim smakiem i za smażeniem na maśle, tak mi to bardzo mocno podeszło, gorycz się wygotowuje w większości, masło tu całkiem pasuje i nabiera orzechowego aromatu, a cykorie smakują całkiem jak grube białe szparagi. Mraf. Obejrzałyśmy jeszcze trochę TV, ciocia próbowała zadzwonić do wujka, żeby się dowiedzieć o której jutro załatwiają sprawę, wujek dzielnie zostawił komórkę koło łóżka, a ja to dzielnie wyczaiłam. Jutro mam wyrzucić wrzosy z wazonów i sprzątnąć górę. Znaczy się, pięterko.


I przy okazji:

ODCINEK ÓSMY CZĘŚĆ PIERWSZA

Cytat
19.03. Poniedziałek. Jestem tu od tygodnia. Rano obudziły mnie *beep* dzwony, poleżałam chwilę i zeszłam o tej porze co wczoraj, tym razem zdążyłam na przedśniadanie, dopiero się wygrzebywali. Wujek minął mnie idąc do łazienki. Mam nadzieję że to wyprę. Jak skończyliśmy jeść, przyszło dwóch kolesi w wieku średnim i okazało się że to mityczny pan A i jego znajomy (Z?), tutejsze złote rączki. Szkod,a że mi nie wpadło do głowy zapytać czy potrafią wymieniać krany, bo wciąż myślę o tym prysznicu. Mają zbudować jakiś mur gdzieś, póki co. Okazało się też że lokatora z piwnicy ma wyrzucić policja (chyba nie płaci), a oni by tam chcieli zakwaterować dwie Ukrainki, żeby sobie mieszkały i hehe pracowały. Dużo porozumiewawczych uśmiechów i trącania się łokciami, ciocia albo nie łapała istoty rzeczy albo potrafi zachować kamienną twarz. A wujek najpierw siedział w konwencji, a potem poważnie stwierdził, że to świetny pomysł, bo mogłyby przychodzić sprzątać, bo przecież ja tu nie będę siedzieć do końca życia. Mam nadzieję, że nie będę. Potem wywaliłam wrzosy i uciekłam sprzątać na górę. Na widok much mnie mdli, nie wiem skąd ich się tyle bierze i dlaczego zdychają, znaczy to dobrze, że zdychają, gdyby były żywotne to byłoby gorzej.
Z premedytacją spóźniłam się na lunch, żeby uniknąć kłopotliwego zastanawiania się co będę jadła. Zaczęłam przygotowywać zupę, jak wyszli (załatwiać jakieś sprawy, m.in. w Tours) to usmażyłam sobie trzy kromki chleba w jajku z mlekiem, na gorące wrzuciłam camemberta i pożarłam z rozkoszą i resztką sałaty z winegretem, strasznie przesolonej zresztą. Zupę zmiksowałam i zostawiam na później. Otworzyłam szklankę Nutelli i banana, z banana wykroiłam środek i napełniłam go czekoladą, a potem posypałam muesli. Mrrrau.
Dziś/jutro trzeba będzie ogarnąć pranie, bo mam tylko dwie pary skarpetek już. Pralka podobno działa. Miło z jej strony.
Słucham 'Domu na wyrębach' słynnego Stefana Dardy. Bogini, ależ gość przynudza. Jeszcze nie skończyłam, ale podejrzewam, że to jest jednak pomysł na krótkie opowiadanie, a nie powieść, i połowę materiału by można spokojnie wyrzucić. Jeśli nie więcej. Masa niepotrzebnych szczegółów z życia codziennego, które czasem miewają swój urok jeśli autor jest świetny językowo. Cóż, ten nie jest. Dostajemy mnóstwo kawy i kanapek, bardzo szczegółowe opisy remontu i rozwlekłe sceny powitań i pożegnań. Cieszę się, że autor ma przyjemność z pisania, ale chciałabym mieć przyjemność z przyswajania jego przyjemności. Dobrze, że tego słucham dłubiąc biżu, a nie czytam, ale żałuję że sobie nie skombinowałam innego audiobooka zamiast tego. A czeka mnie jeszcze jedna jego powieść. Może polecę od razu drugą, a Kinga i Christie zostawię na później. W ogóle to chyba nie było specjalnie rozsądne, żeby na czteromiesięczny samotny wyjazd zabierać same kryminały i horrory, psiakrew. Zwłaszcza, że moje pięterko skrzypi.

Martva - 18 Kwietnia 2012, 19:20

Fidel-F2 napisał/a
może dostaniesz robotę na pół etatu


Nie mam kiedy, w nocy i nad ranem jednak wolę spać ;P:

Fidel-F2 napisał/a
a przynajmniej przy okazji namówisz na kisz bezmięsny


Widze tu pewien maleńki problem z językiem ;P: Jak następnym razem tam będę to muszę jakoś zapamiętać nazwę i googlac po nazwie, chyba.

shenra napisał/a
ciocia albo nie łapała istoty rzeczy albo potrafi zachować kamienną twarz. A wujek najpierw siedział w konwencji,


Ostatnio temat był wałkowany przy obiedzie - okazało się że ciocia załapała a za to wujek zupełnie nie. Opowiadając o tym użyła jakiegos ładnego określenia, typu mój niezbyt rozgarnięty syn, rozpromieniłam się wewnętrznie ^^

Agi - 18 Kwietnia 2012, 19:42

Martva, lepiej Ci tam choć trochę niż na początku?
Fidel-F2 - 18 Kwietnia 2012, 19:48

Martva napisał/a
Nie mam kiedy, w nocy i nad ranem jednak wolę spać
tak Ci się tylko wydaje bo nie spróbowałaś

Martva napisał/a
Widze tu pewien maleńki problem z językiem
przesądy, wiem co mówię


quiche aux fromage
quiche aux champignons
quiche florentine (szpinak, épinard)
quiche provencale (pomidory, tomate)
quiche aux fromage/tomate/basilic

i się dogadałaś

Martva - 18 Kwietnia 2012, 19:52

Oj, tak. Pierwsze trzy tygodnie były straszne, zupełnie nie mogłam się znaleźć. Teraz jest lepiej, zaaklimatyzowałam się ciut, polubiłam ludzi (niektórzy wydawali mi się na początku baaardzo niefajni), mam zajęte popołudnia dzięki czemu nie mam czasu na przykre myśli o tym że życie nie ma sensu, no i jak przeliczam ile euro może mi się udać przywieźć do Polski, to jest prawie całkiem nieźle ;) No i łapię sieć, nie codziennie i bardzo kiepsko, ale jest.
Ale gdybym mogła cofnąć czas, podjęłabym zupełnie inną decyzję. I czasem się zastanawiam co by było gdybym została, tu szczególnie w jednej kwestii.

Martva - 18 Kwietnia 2012, 19:55

Fidel-F2 napisał/a
quiche florentine (szpinak, épinard)
quiche provencale (pomidory, tomate)


Wydaje mi się że to było jeszcze coś innego. Kurde, kupowałam dziś chleb, ale chyba nie było w ogóle żadnych kiszów, następnym razem się będę przyglądać - nazwa była na 100% geograficzna, nie składnikowa.

Fidel-F2 - 18 Kwietnia 2012, 20:10

http://commons.wikimedia....eggieQuiche.JPG :mrgreen:
Kasiek - 21 Kwietnia 2012, 10:14

Martva, co porabiasz?
merula - 21 Kwietnia 2012, 14:42

przygotowuje się do głosowania, zapewne :mrgreen:
dalambert - 21 Kwietnia 2012, 15:12

Co prezydenta Francom wybierze :?: no to mają przechlapane ;P:
shenra - 21 Kwietnia 2012, 20:06

ODCINEK ÓSMY CZĘŚĆ DRUGA

Cytat
Oglądam sobie książkę z naszyjnikami, która leży na dysku, wybrałam sobie trzy projekty które chcę, ale boję się ich wszystkich. Niby nie wyglądają na trudne, tylko pracochłonne, ale mam schiza, że coś nie wyjdzie i będę zła. Chociaż z drugiej strony co mam do stracenia? Już wiem czego zapomniałam zabrać z domu: szpilek/haczyków z grubego drutu, do wykańczania cellinek. Musiałam kombinować z owijanym loopem z drutu 0.8, a bardzo mi nie wychodzą owijane loopy. Tylko zwykły mógł być za słaby, to jest jednak dość miękki drucik.
Później: zrobiłam bransoletkę flat spiral ze szronionych bezbarwnych kulek i czarnej drobnicy, fajnie wyszła, i jeden kolczyk do kompletu, circular brick stitch czyli oplecione kółka. Gdybym wiedziała, że takie większe kółka się tak fajnie oplata, to bym wzięła więcej. Jutro zrobię drugi, bo dzisiaj chyba ciut za ciemno. A może jednak? Przemyślę to.
Z łóżka: no to w sumie mam dwie gotowe bransoletki i parę kolczyków do kompletu z jedną z nich. Jestem zaje.bista. Zeszłam na wiadomości, szaleniec ze skutera strzelający do żołnierzy wszedł do żydowskiej szkoły i powystrzelał kilkoro dzieci i nauczyciela, żałoba narodowa, wstrzymana kampania prezydencka. Przy czym słowo 'antysemityzm' jest odmieniane przez wszystkie przypadki, a ja podejrzewam raczej jakiegoś islamskiego świra, zabici żołnierze byli jak mówi ciocia Marokańczykami i wydaje mi się prawdopodobniejsze, że uznał ich za zdrajców religii/pochodzenia/etc i kolaborantów, niż że to jakiś skrajnie prawicowy ksenofob. Sądzę że mam uprzedzenia do islamu, przy całej mojej tolerancji dla inności.


ODCINEK DZIEWIĄTY CZĘŚĆ PIERWSZA

Cytat
20.03, rano. Wczoraj wieczorem zaczęła mnie boleć głowa i wcale nie chce przestać :( Śniło mi się, że któraś z moich sióstr wymyśliła, żeby zaraz po powrocie z Francji wysłać mnie na coś w rodzaju młodzieżowej misji wojskowej. Wiem, że to brzmi bez sensu, ale tak to określano. To się odbywało w dwóch terminach i ktoś stwierdził, że najlepiej by było gdybym się załapała na oba. Brrrr. Śmiesznostka: zastanawiałam się jakie staniki wybrać, bo jeśli z Francją miałam problem to co dopiero z tym :D
Wróciłam z łazienki, gdzie się zważyłam. Nieważne czy na czczo, czy obżarta jak prosię, czy nago, czy w dżinsach i podwójnej warstwie długiego rękawa, waga pokazuje 55+/-1. Najgorsze jest to, że jak zostaję sama, to się rzucam do kuchni i jem to co mi w ręce wpadnie, łącznie z zupą na zimno. A jak pogoda jest syfiasta, to nie chce mi się nawet wyjść na spacer. Ale jak dziś patrzę za okno, to wygląda jakoś ciut lepiej, niebo jest jasne, może się ruszę. Naprawdę nie chciałabym wrócić do krk jeszcze bardziej budyniowata niż jestem..
Później: mogłam spokojnie zejść na dół pół godziny później, tym razem. Zwlokłam się, a oni byli w proszku, mogliby być regularniejsi. Po śniadaniu nastawiłam pranie i pojechałam z ciocią do Losz, gdzie musiała zajrzeć do banku, więc tak towarzysko (po drodze zajrzała do piekarni i wydukałam, że ma być ę petit pę nuar, nie zdążyłam dodać że pour madam Potokii, bo pani mi podała ulubiony chleb cioci, sądzę że widziała samochód przez okno albo jestem charakterystyczna i mnie poznała:P). Potem zatankowałyśmy auto za 40 euro a potem je umyłam wodą pod dużym ciśnieniem ze specjalnej maszynki, zaje.bista zabawa. Potem uznała, że spróbujemy znaleźć wujka na polowaniu w którejś okolicznej wsi. Pojeździłyśmy w kółko i wreszcie znalazłyśmy setki aut na leśnej drodze, tabuny ludzi i konie. Ciocia zaparkowała gdzie się dało na poboczu, rozczarowana stwierdziła, że nic się nie dzieje jeszcze i kazała mi iść sobie obejrzeć. No to poszłam, popatrzyłam na konie (ciekawe czy często je przewożą koniobusami żeby na nich polować) i wróciłam, potem pojechałyśmy do przodu, zawróciłyśmy i przebijałyśmy się przez ciżbę. W międzyczasie jacyś ludzie w zielonych ubrankach wsiedli na konie i otoczeni chmarami psów ruszyli, więc wlokłyśmy się za nimi, a w międzyczasie ciocia mówiła, że pewnie niedługo nie będzie polowań. Zapytałam ironicznie czy jelenie się skończą, dowiedziałam się że nie, jeleni jest masa ale te wszystkie różne organizacje chcą zakazać, bo to niby jest dręczenie zwierząt i jest okrutne. A przecież ludzie polowali od starożytności, już w czasach prehistorycznych, chociaż wtedy dla jedzenia, a teraz to jest rozrywka dla gawiedzi – i wskazała tłumy wokół. Widzę gigantyczną przepaść światopoglądową.
Pojechałyśmy prosto do domu, dzięki czemu pęcherz mi nie eksplodował. Łyknęłam dwa ibupromy na ciągle bolący łeb, umyłam kuchnię, odkurzyłam, zjadłyśmy lunch (chleb z serami i dżemem brzoskwinkowym, mrr) rozmawiając o polityce, bo ciocia uważa, że to niesprawiedliwe, że się zabija chrześcijan w Somalii setkami i nikt nie protestuje, a po kilku żydach jest straszna wrzawa. Moim zdaniem chodzi o odległość, do Somalii się mało kto wybiera i mało kogo interesuje, a po francuskich ulicach pewnie większość Francuzów chciałaby chodzić czując się bezpiecznie. Nie do końca łapię to eksponowanie pozornego antysemityzmu tego szaleńca, myślę że to jednak nie do końca tak.

corpse bride - 23 Kwietnia 2012, 12:01

Martva, ostatnio jestem jakoś zajęta ciągle, nawet w pracy ;) więc, ale śledzę uważnie twoje przygody i kibicuję :) przy okazji ci zazdroszczę, bo całość brzmi dla mnie jak fajna przygodna, a zarazem odosobnienie, za którym czasem tęsknię. jaszczurki są super.
shenra - 23 Kwietnia 2012, 12:22

ODCINEK DZIEWIĄTY CZĘŚĆ DRUGA

Cytat
Wieczorem: zaczęłam kolejną bransoletkę, celinę w błękicie, błękicie i błękicie. Mam już tak na oko połowę planowanej długości. Ciekawe czy przerobię wszystko co przywiozłam ;) Bo w sumie tęczową celinkę chciałam. Przynajmniej jedną. No i przydałoby się też zrobić coś nowego i świeżego. Skończyłam Dardę i zaczęłam Christie, różnica niesamowita. Darda się strasznie i niepotrzebnie rozdrabnia i opisuje szczegóły bez sensu. Taki Szostak w Chochołach też opisywał szczegóły, ale to nie nużyło.
Poćwiczyłam przez jeden odcinek Spartakusa, sfociłam kawałek jaszczurki na parapecie (zdechłe muchy wysypane wczoraj zniknęły; mam nadzieję że zdychają same z siebie a nie są zatrute i nie zaszkodzą gadziszczom), poszłam sobie zrobić kanapkę i polazłam na spacer, taki czterdziestominutowy. Wkurza mnie tutaj, że ścieżki niekoniecznie muszą gdzieś prowadzić, moja ścieżka nad brzegiem kanału po drugiej stronie niż asfalt nagle bierze i się urywa zupełnie bez sensu na trawiastym dojeździe do czyjejś posesji. Wróciłam do domu, pogadałam z ojcem o powrocie do domu i znajdywaniu lotów, pogadałam z ciotką, która najpierw się przeraziła że już chcę wracać, a potem powiedziała że jej jest w sumie wszystko jedno kiedy wrócę, bo żyje i daje sobie radę, tylko beze mnie będzie miała na meblach 15cm warstwę kurzu; więc znów zadzwoniłam do ojca że najchętniej na początku lipca. Właściwie mogłabym wcześniej, ale nie wiem czy wyrobię kasowo, wiszę rodzicom za bilety i ubezpieczenie, a jednak jakieś pieniądze bym chętnie przywiozła, jak chcę jechać na avę i polcon, a chyba chcę. Tata brzmiał trochę jakby miał wyrzuty sumienia, jak powiedziałam że nie czuję się tu dobrze i chcę wracać jak najszybciej. I podobno pieką chleb, znaczy upiekli jeden a jutro będą znów. Jestem w pozytywnym szoku, ciekawe czy mój zakwas dotrwa mojego powrotu.
Zjadłyśmy zupę na kolację i ciocia powiedziała że wujek się strasznie skarżył na polowanie, że było beznadziejne. Znaczy się jeleń po piętnastu minutach pościgu i zrzuceniu rogów wlazł do stawu, oganiał się od pływających wokół psów (napisałam pływających woków, zwizualizowałam to sobie, w sumie uroczy pomysł na opowiadanie:P) i w ogóle nie chciał wyjść, czym okropnie rozczarował wszystkich myśliwych. Jakoś się biedakowi nie dziwię, ale bałam się zapytać co było dalej. Pewnie mu nie dali spokoju, buce.
Właśnie skonstatowałam, że po dwóch telefonach, od taty i Rudej, zrobiłam się wesolutka jak szczygiełek. Niby jest mowa, że mam być w okolicach 10 a nie 20 lipca, ale i tak się czuję pokrzepiona. Choociaż jak spojrzałam w komputerowy kalendarz i przewinęłam z marca przez kwiecień, maj i czerwiec aż do lipca, to przestało być tak różowo. Może powinnam znaleźć odosobniony kawałek ściany i odkreślać dni i tygodnie? Ale w sumie to jak będę mieć datę.
Yeah, mam datę. Trzeciego lipca. Właśnie zadzwonili z domu i zaczęli rozmowę od dziewiątego, ale jęknęłam czy się nie da wcześniej i wyszło że wtedy jest 50zł taniej. Tylko martvię się na zapas – raz że TGV będę musiała zorganizować sama, dwa że na lotnisku trzeba być o 11 i nie wiem czy ciocia mnie da radę zawieźć tak wcześnie. No nic, pogadam jutro i zapytam. Znalazłam kalendarzyk, ale nie mogę odkreślać bo nie mam długopisu.
Za to zaczął mnie boleć jajnik, mam nadzieję że to z chwilowego stresu. A'propos stresu, moje okulary i leki nadal nie doszły, a jutro będzie tydzień od wysłania. Brrr.
Moje pranie schnie na sznurze w łazience. Niemal wszystko co nie jest czarne, jest fioletowe, łącznie z majtkami – jedne niebieskie zdecydowanie się wyróżniają. Dobrze że nie mam żadnych prześwitujących kiecek, bo jedne jasne (i nie-fioletowe) są w kwiatki, jedne w kropeczki, a jedne w zielone biedronki. Biedronki przypominają mi historię tzw Pana Biedronki, czyli właściciela sieci supermarketów. Otóż znał się z jakimiś Czartoryskimi co mają szkołę jazdy pod Warszawą, usłyszał o Montresorze i polowaniu i się strasznie zajawił, powiedział że chce przyjechać i pojechać konno z synem. Tu mało kto trzyma własne konie, na ogół się je wynajmuje na takie imprezy, ale dwa się udało zorganizować. A Pan Biedronka, jak się okazało, ma sześciu synów i chce zabrać ich wszystkich. Próbowano mu wytłumaczyć że nie ma szans na aż tyle koni, to strzelił focha że ma pieniądze i zapłaci. Nadal próbowano mu wytłumaczyć że to nie kwestia pieniędzy tylko fizycznego braku koni w okolicy, to znów strzelił focha i nie przyjedzie. Ciocię strasznie bawi ten gość, zaczęła mi o nim opowiadać chyba od razu jak przyjechałam. Nie wiem czemu mi się wydawało że Biedronka jest portugalską bodajże firmą...
O 22:00 biją dzwony, dobrze że kolejne dopiero o 7:00. Pewnie mnie zbudzą, zwłaszcza że zaraz po nich jedzie gigantyczna ciężarówka, zawsze. I szyby się trzęsą.

Fidel-F2 - 23 Kwietnia 2012, 13:13

bo jest
shenra - 23 Kwietnia 2012, 18:54

ODCINEK DZIESIĄTY


Cytat
21.03. Śniło mi się że miałam prowadzić konkurs o kucykach (takich typu My Little Pony), potem chyba ewoluowały w jednorożce. Na konwencie. Stratrekowym. Pod Krakowem, gdzieś w Purchlicach? Parchawicach? Czymś paskudnym w każdym razie. Miałam adres koleżanki Shenry i poszłam do niej, nie było jej w domu i otworzyłam sobie drzwi i weszłam. Oglądałam książki, bo miałam pytania tylko z jednej a ona miała mieć drugą, a potem zobaczyłam że ona wraca i była trochę wtopa, ale starałam się nonszalancko udawać że nic się nie stało. Miała jasne włosy i była w ciąży. Tłumaczyła mi że muszę dojechać na własną rękę, ale to nie jest daleko, że niby tuż za jakimś murem. Tylko że ktoś zagrażał konwentowi i najlepiej było w drodze, uwaga, przebierać się za menhiry. I zastygać na widok kogoś obcego. Menhiry miały być ulepione z paper mache. Gdzieś się jeszcze przewinął motyw o chlebie na zakwasie wielkości kaloryfera, ale nie pamiętam. Kucyki i menhiry mnie rozwaliły.
Zeszłam na 8:45 jak wczoraj i trafiłam na koniec śniadania :P Wyczaili szaleńca po skuterze i broni, okazało się że to islamski fanatyk szkolony w Pakistanie, żołnierzy zabił ze względu na udział Francji w Afganistanie, a Żydów za zabijanie Palestyńczyków. Wiedziałam. Napadli go w mieszkaniu i się ostrzelał, nie bardzo rozumiem czemu mu nie mogą wrzucić do środka jakiegoś granatu z gazem łzawiącym albo czymś w tym rodzaju.
Ciocia z wujkiem pojechali do Losz, między innymi na zakupy, na pytanie czy coś chcę odparłam że jakieś warzywa. I mam robić rzeczy w 'ogródku' czyli donicach i skrzynkach.
Po południu. Zrobiłam względny porządek w połowie ogródka, cebulki w donicach wygniły, jak się okazało, porzucona lawenda bez doniczki odbija, to ją posadziłam. Z kolei w piwnicy znalazłam worek cebulek chyba tulipanów, niektóre wykiełkowane i zaschnięte, niektóre wykiełkowane i jeszcze żywe. Znów z premedytacją przegapiłam lunch, potem upewniłam się że w koszu są skorupki po ostrygach i zrobiłam sobie cukinię z jajkiem (można by to nazwać frittatą, gdyby mi się nie rozwaliło w czasie smażenia). Kupili mi kalafior, marchewki, rzodkiewki, cukinie, gigantycznego selera naciowego i ogórka. Jestem pod wrażeniem.
Potem ciocia zapytała czy chcę pójść na zamek obejrzeć jak wszystko jest ustawione. Chciałam, żeby zrobić zdjęcie schodów. W kuchni stosy talerzy i sztućców, większość pożyczona, w jednym z pokojów ciocia M (ta z zamku, z Parkinsonem sądząc po trzęsieniu) z córką K coś kombinowały i się poskarżyły że baby co przychodzą do sprzątania nie chcą myć luster, bo są stare (baby, nie lustra). Ciocia A spojrzała na mnie radośnie i zapytała czy bym nie zechciała. Zechciałam, cóż było robić. Jedno umyłam włażąc na komodę, a do drugiego potrzebowałam drabiny, w życiu nie widziałam tak brudnej drabiny. Zostawiłam brudny górny fragment lustra, bo się bałam wleźć na sam czubek drabiny, ale resztę umyłam, starłam też z rozpędu górę kominka nad którym wisiało. Papierowe ręczniki były normalnie czarne. Ciocie mi wylewnie podziękowały za pomoc, a rozmarzona ciocia M rzuciła że mogłabym kiedyś umyć też okna, ale to już nie teraz bo za dużo rzeczy do zorganizowania w związku z balem. Poczułam się trochę dziwnie, raz że nie jestem ekspertką od mycia szkła, zawsze zostają smugi choćbym na rzęsach stawała, dwa – chyba ostatecznie zostałam polską służącą.
Potem spotkałyśmy wujka K, ciocia zapytała co myśli o tym obrzydliwym polowaniu z jeleniem i stawem, to machnął ręką i powiedział że ogólnie za dużo czarno widzi polowania, bo za dużo ekolożistów się organizuje, ludzie z jakiejś wioski się zbuntowali i poszli do sądu w zeszłym tygodniu bo jeleń uciekł do wioski i dopadli go u kogoś przed domem (no kur.wa!) i że on w ogóle uważa że to bez sensu polować w takich warunkach, bo cała zabawa tkwi w wielogodzinnych pościgach i jak jeleń nie współpracuje to powinno się wytropić innego. A, w ogóle jeszcze jest sprawa wilka w toalecie, w zamkowym kiblu stoi wypchany wilk i ciocia pytała czy dla żartu go nie wystawić przy drzwiach, to wujek stwierdził że nie bo on jest za chudy i ktoś by się awanturował (czy już wspominałam że no kur.wa? Ten wilk jest rozmiarów przeciętnego husky, takiego co nigdy nie jadł za dużo).
Poszłam myć głowę i zanim wsadziłam łeb pod kran dowiedziałam się że SFFH będzie zawieszone z powodu kryzysu. Pismo które kupowałam od pierwszego numer, w którym wyszły moje cztery drobiazgi, a piąty się pewnie nie doczeka... Chciałam zrobić prenumeratę jak wrócę, a przy okazji kupić zaległe numery. Smutno.
Z łóżka: tata zadzwonił i zapytał czy dostałam wiadomość tak grobowym tonem, że byłam przekonana że ktoś umarł. Okazało się że chodziło o wczorajszego smsa o dacie wylotu, a ton wynika ze zmęczenia.
Zjadłam z ciocią kolację – dość paskudną zupę pomidorową z kartonu i chleb z fantastycznym kozim serem ze słomką w środku. Gapiłam się na niego z fascynacją, bo jest wyjątkowo brzydki, ale smakowo – poezja (przepraszam, Siostro, jeśli to czytasz:P), mimo skórki wyglądającej jak w połowie albinotyczny krokodyl – zombie. Potem obejrzałyśmy kawałek wiadomości, dorwali islamskiego szaleńca i z nim dyskutują zamiast mu wrzucić granat łzawiący albo wpuścić przez wentylację gaz usypiający. Myślę że takie cackanie się nie jest najrozsądniejszym pomysłem, bo daje sygnał innym potencjalnym świrom. W sumie jeszcze nie ma 22:00 a ja poważnie się zastanawiam czy nie iść spać. Skończył mi się audiobook Christie, strasznie szybko. Może dlatego że to opowiadanie. Za to skończyłam celinkę. Zrobię do niej kolczyki i myślę nad przećwiczeniem russian spiral.

merula - 23 Kwietnia 2012, 19:42

jak tam rękodzieło? wyplotłaś już całe przywiezione zapasy?
dalambert - 25 Kwietnia 2012, 09:05

Hej , hej Martva jeszcze się ruszasz, bo Chomik wrzuca stare kawałki / wcale zacne /, a TY gdzieś zanikłaś :!: :?:
May - 25 Kwietnia 2012, 20:36

Biedna Martva po raz kolejny ma odwyk od sieci :( (jakos nie moge wycelowac z telefonem, wiec podaje info od rodzicow. ) a do tego pogoda rownie cudowna jak na Wyspach...
ilcattivo13 - 25 Kwietnia 2012, 20:38

Odwyk, znaczy, dalej jedzie bez karty? :wink:
shenra - 26 Kwietnia 2012, 05:09

ODCINEK JEDENASTY

Cytat
22.03. Obudziłam się o szóstej i byłam nawet dość przytomna przy pierwszych dzwonach. Ubrałam się, a potem przeliczyłam sobie dni do wyjazdu, przeliczyłam na tygodnie i zaczęłam się zastanawiać czy aby na pewno wystarczy mi Visanne, chociaż przed wyjazdem kupiłam tyle opakowań, że powinno starczyć z palcem w nosie. Nie starczało. Liczyłam blistry chyba z sześć razy, przewróciłam do góry nogami walizkę, podręczny i wszelkie torby z koralikami i szuflady – jedną zaanektowaną z komody i jedną w stoliku nocnym. Stwierdziłam że coś się mocno nie zgadza, bo przecież powinnam mieć jeszcze, a raczej by się nie uskładało aż tylu dni z różnicy między 30 (w miesiącu) a 28 (w opakowaniu).
Zeszłam na śniadanie (zdecydowanie powinnam sobie załatwić alternatywny transport w dniu wyjazdu, ciocia się chyba nie nadaje na wyjazdy o takich porach), zjadłam owsiankę z pomarańczą i odkrytym w szafce miodem, i pół croissanta z nutellą, potem drugie pół. Poczekałam aż wyjdą, zadzwoniłam rozpaczliwie na komórkę do mamy (przy próbie wybrania stacjonarnego jakaś pani mówiła do mnie komunikat po francusku) i poprosiłam żeby oddzwoniła na domowy. W tym czasie zżarłam ostatnie pół croissanta, trzęsącymi się rękami. Mama powiedziała że jedno opakowanie hormonów zostało pod łóżkiem (musiałam je przeoczyć jak wyjmowałam blistry z tekturek) i wysłała mi je razem z okularami. Szczęście w nieszczęściu (mam nadzieję że dostanę tą paczkę do łapek przed czerwcem), szkoda że wcześniej mi nie powiedziała, nie miałabym takiego nerwa. Brrr. W międzyczasie ktoś zadzwonił do drzwi, poszłam na luzie myśląc że to jakaś ciotka, okazało się że specjalny poczciarz przywiózł list polecony dla cioci, więc wydukałam że to moja ciotka i mi go zostawił. Podejrzewam że wyszłam na niepełnosprawną umysłowo :P Opowiedziałam mamie o tutejszym fiole polowań i chyba kilkakrotnie źle się wyraziłam o rodzinie oraz polskiej arystokracji w ogóle. Nawet nie jest mi przykro.
A teraz czeka mnie przygoda. Wolny dzień w samotności, fascynujące ścieranie kurzu ze zdjęć, być może odważę się pójść do sklepu.
Później: przyszła paczuszka z Polski, okulary i sztyft do ust które dzielnie zostawiłam w plecaku który miał pierwotnie być moim bagażem podręcznym, i trochę lekarstw na leczenie infekcji.
Zadzwonił telefon, kobiecy głos zapytał czy jest u A, wyjaśniłam że ciocia pojechała do Paryża i wróci jutro, głos się spłoszył i zapytał kiedy pojechała. Wyjaśniłam że koło 10, trzy godziny temu, głos zakrzyknął 'ulala, to ona zaraz tu będzie!' i rzucił słuchawką, bez żadnego dziękuję, do widzenia, całuj mnie w nos. Tak poznałam ciocię V, jak sądzę. Pieprzona arystokracja.
Pościerałam kurze, zrobiłam sobie kawę z nutellą :P , usmażyłam stos francuskich tostów z serem pleśniowym i zjadłam je z mizerią jogurtową. Jest mi leniwie i dobrze. Koło 15:00, za półtorej godziny, wybędę do sklepu pooglądać co tu mają. Ciocia pytała czy mi zostawić jakieś pieniądze ale nie chciałam, mam trochę drobnych to chyba dam radę. Na razie pójdę poczytać 'Wprost' na piecu, przy otwartym oknie, w okularach przeciwsłońcowych. Hr hr.
Wieczorem, w łóżku. Ufff, co za dzień. Dostałam smsa od Ery, znaczy T-Mobile, z informacją o wysokości rachunku – 156zł, czyli stówę więcej niż normalnie. I to wyrobione w tydzień pobytu. Nie będę więcej dzwonić, bo to zdradliwe, zostanę przy smsach. Poszłam do sklepu. Przez Rue Branickiego i miasteczko – 7 minut dość wolnym marszem. Trochę tragedia, oblazłam sklep kilka razy, odżywek do włosów nie ma wcale, są tylko szampony, tanie maszynki do golenia tylko pakowane po 10. Wegetariańskie kostki bulionowe dwa razy droższe od kurzych i wołowych. Byle jakie nożyczki 17 eurasów, dokładnie tyle ile zapłaciłam za kakao (prawie 4e), herbatę cytrynową, maszynki, super glue (5e) i kostki. Zupełnie mi wyleciało z głowy że chciałam coś słodkiego, ale może to i dobrze. Jak chciałam płacić, to banknot mi się wkręcił w zamek portmonetki i było mi głupio. Wracałam nad kanałem, dłużej wychodzi, bo potem się trzeba cofać, pamiętam że można przejść jakimś wcześniejszym mostkiem ale zapomniałam którym.
Przyniosłam sobie organzę i do wieczora wycinałam nożycami cioci (znalazłam też jedne na górze u siebie, ale tak tępe że nic się z nimi nie da robić) kółka i kształty płatkowe na kwietne broszki, a potem przyniosłam z góry świeczkę i opalałam je. Część mi się nadtopiła, ale w sumie takie mocno spalone brzegi mi się podobają. Potem poszłam zrobić kolację, kotlety z chleba (leżała taka połówka zakwasowca którego wuj J przywiózł i nikt poza mną go nie tknął, to namoczyłam, dodałam jajka, liście selera, cebulkę, przyprawy i usmażyłam, wyszła fura). W trakcie smażenia zadzwoniła May, a potem wysiadł prąd. Przypomniałam sobie że bezpieczniki są w piwnicy (trzeba wyjść z domu), ale mnie tknęło że światło mrugało kilka razy, a na ulicy jest ciemno jak szlag i to chyba nie jest domowa awaria. Zaświeciłam sobie komórką, zaniosłam zapałki do saloniku, zapaliłam świeczkę i dokończyłam smażenie, a potem zjadłam. A potem zaczęłam się denerwować – siedzenie samemu w ciemnym domu, w ciemnym miasteczku, przy jednej świeczce, jak się oglądało dużo strasznych filmów o zombiakach i nie tylko, jest trochę przerażające. Filmu nie puścisz, książki nie posłuchasz, tradycyjnej nie poczytasz... zgarnęłam strzępy organzy i poszłam na górę. Zaczęłam wycinać nowe kształtki i opalać. Prąd włączyli na pół minuty, wyłączyli z powrotem i znów włączyli.
Jutro muszę pozmywać, odnieść nożyczki, sprawdzić czy nigdzie nie ma resztek organzy, a potem oni wrócą i trza będzie iść smarować kanapki do zamku. Na górze zrobiłam straszliwy burdel, powinnam ogarnąć na wszelki wypadek.
I, bo zapomnę, przez 1,5 tygodnia pobytu nie widziałam ani jednego kota. Psy, jaszczurki, muchy, gołębie i kawki owszem. A, i motyla, żółtego. To podobno wróży radosne lato. Cóż, wrócę do krk, to będzie radosne. Mam nadzieję że się załapię na polskie truskaffki

hardgirl123 - 27 Kwietnia 2012, 08:34

kurcze aż żałuję że siedze w Polsce :(
Kruk Siwy - 27 Kwietnia 2012, 09:16

Zastanawiam się dlaczego nie można czytać przy świeczkach?
gorbash - 27 Kwietnia 2012, 09:18

Kruk Siwy napisał/a
Zastanawiam się dlaczego nie można czytać przy świeczkach?


Można. Zdarza mi się.

Fidel-F2 - 27 Kwietnia 2012, 09:22

Martva napisał/a
tradycyjnej nie poczytasz

shenra - 3 Maj 2012, 00:56

ODCINEK DWUNASTY

Cytat
23.03. Poszłam wczoraj spać o 22:00. Na ogół wytrzymuję jeszcze przynajmniej pół godziny :P Obudziłam się trochę przed pierwszymi dzwonami, po skomplikowanych snach o konwentach w warszawie z Shenrą, Merulą i Varysem oraz łażeniem do pociągu przez las ze skałami i wykrotami. Wstałam, zdjęłam pranie, potem umyłam gary, zrobiłam sobie na śniadanie owsiankę z bananem i nutellą i kakao, potem znów umyłam gary, przetarłam stół, skleiłam ramkę w zdjęciu sp wuja Konstantego i ustawiłam wśród innych zdjęć. Nie wiem co teraz, może bym spróbowała zszyć wczorajsze broszki, bo nie chce mi się pracować od rana jak nikt nie patrzy. Koło południa mogę pójść poplewić szafirki, ale na razie jest chwilę po dziewiątej.
Pod wieczór: uszyłam trzy i pół kwiatka, poplewiłam szafirki, odebrałam telefon od ciotki V że jak wujek J wróci to żeby oddzwonił i powiedział gdzie dał jej klucz do kuchni. Była o wiele milsza niż wczoraj, zdecydowanie. Jak wrócili to pochwalili mnie za plewienie (wujek J: pięknie, jak górska koza! - bo wlazłam na ten tarasowy ogródek), odczekałam chwilę żeby zdążyli coś zjeść, umyłam się, zeszłam na dół zjeść swoje kotlety. I poszłyśmy z ciocią na zamek smarować kanapki. Była ciocia M i ciocia C, oraz K która jest córką cioci M i sprawia sympatyczne wrażenie. Jak nosiłyśmy tace do muzealnej części zamku, to zapytała czy jadę na polowanie, a jak stwierdziłam że raczej nie, to powiedziała że jutro jedzie na zakupy co Losz i jak mnie to bawi to mogę z nią pojechać. Zareagowałam entuzjazmem, bo zdecydowanie wolę jechać na zakupy niż na polowanie. Nawet jeśli to będą mięsne zakupy. A słowo 'K' kojarzy mi się ze słowem 'Internet', więc warto zabrać o dobre stosunki, myślę że możemy sobie trochę pogadać przy okazji, jest naprawdę w porządku jak na tutejsze standardy.
Ciocia A mówi że przypominam jej jakieś ciotki R, mam szczerą nadzieję że żadna z tych strasznych nadętych bab z portretów na Dębnikach to nie jest żadna ciotka R. Ogólnie było dość sympatycznie, taki trochę sabat :P Albo darcie pierza. Smarowałam kanapki pastą z jajek i ryby, masłem, a na końcu pasztetem, znaczy nie wszystko naraz, nosiłam tace z jednej części zamku do drugiej przez dziedziniec, i tace z jajkami w galarecie z jednej kuchni do drugiej.
Wróciłyśmy do domu, wujek gadał z facetem od anten satelitarnych (zainkasował prawie moje miesięczne kieszonkowe), a potem spytał ciocię czy nie chce iść na kolację do restauracji. Ciocia zapytała mnie czy chcę, więc powiedziałam że nie dziękuję, oni że no tak, ani mięsa ani ryb więc byłoby trudno (*beep*, nawet w Polsce w większości knajp jest coś jadalnego, myślałam że na Zachodzie jest bardziej cywilizowanie). Zostałam sama, akurat jak wychodzili zadzwoniła May i mogłam ponarzekać na bieżąco.
Trochę mi dziwnie, bo facet od anten wychodził przez okno w mojej kuchni, gdzie panuje dość swobodny porządek, żeby nie powiedzieć burdel. A po wczorajszym szale na organzowe kwiaty na kuchennym stole mam wszystko, jest zawalony organzą, kwiatami, żyłkami, koralikami, kompletem narzędzi, do tego jeszcze lapek i aparat. I świeczka. Podejrzewam że wujek może mnie nie lubić jeszcze bardziej niż normalnie :P
Później: mam uszytych (choć niekoniecznie wykończonych) pięć kwiatów. Różnymi technikami i z różnych kształtów, z kółek, z kwiatków, z osobnych płatków. Każdy inny. Nie są idealne, ale strasznie mi się podobają i myślę że będę takie robić. Jak wrócę do pl to wydam mnóstwo pieniędzy na organzę, żeby mieć wszystkie kolory, a jest ich od cholery i jeszcze trochę. Nie wiem po co kupiłam dwa odcienie zgniłej zieleni zamiast dwóch odcieni fioletu albo pomarańczu, ale cóż, wykazuję mocne skłonności do kretynizmu, więc nie powinnam się dziwić. Można by pokombinować nad środkami, bo szczypta drobnicy niekoniecznie wygląda świetnie, ale cóż, nie bardzo mam materiały na kombinacje. Ale jaaa, kupię żółtą w kilku jasnościach, różową też, liliową, mnóstwo niebieskich odcieni, kremową... i nie wiem co z tymi wszystkimi kwiatami potem zrobię :P ale jak tak dalej pójdzie to będę musiała prosić Anię albo mamę żeby poszły do Kłębuszka i kupiły mi trochę małych broszkowych zapięć, bo mi się skończą. Na razie po euforycznym przyszyciu trzech sztuk wstrzymałam się z pozostałymi, żeby wykończyć tylko te najbardziej udane. W sumie jakby spróbować zrobić mniejsze, to dałoby się je przyszyć do klamry do włosów, na filcowym podkładzie. Ciekawe czy by było trwałe. Muszę pokombinować.

Agi - 3 Maj 2012, 08:28

shenra, czy Martva daje jakieś znaki życia?
Kasiek - 3 Maj 2012, 09:38

kawa z nutellą - muszę spróbować :D
shenra - 3 Maj 2012, 18:37

Agi, smsowo tak. Pisała, że pogoda im się poprawiła. ;P:
Agi - 3 Maj 2012, 19:17

shenra, przekaż jej pozdrowienia.
shenra - 3 Maj 2012, 21:13

Agi, no pewnie, zaraz szrajbnę do niej. :D


Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group