To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Blogowanie na ekranie - Rooshoffy blogasek Martvuni

shenra - 11 Kwietnia 2012, 11:40

Kasiek, biorąc pod uwagę, że Martva sporadycznie(ostatnio nawet często) ma dostęp do sieci, to oznacza, że pisanie pamiętnika z wygnania jest w swoistym zawieszeniu. Znaczy, że jak wyrównam całkiem do dnia bieżącego, to więcej nie będzie.Powiem tak, jak wrzucę całościowe fragmenty dniowe, to za dwa tygodnie będzie po wszystkim. A tak, jak widzę metoda się sprawdza, bo wam apetyt rośnie :twisted: Muahahahahaha :twisted: :mrgreen:
illianna - 11 Kwietnia 2012, 11:44

Lis Rudy, ty myślisz że jak ona mięsa nie tyka, to tyknie rybę co ma oczy i w ogóle widać, że jeszcze rano żyła :mrgreen: ?
shenra - 11 Kwietnia 2012, 11:47

Nie wspominając o tym, jak rodzice po niej rozpaczają :mrgreen:
dalambert - 11 Kwietnia 2012, 11:50

shenra, No tak więzi rodzinne u ryb są niesłychanie silne, szczególnie miłość do kawioru :mrgreen:
shenra - 11 Kwietnia 2012, 11:53

Może i nie są, ale Martva silnie na nie projektuje ;P:

ODCINEK PIĄTY CZĘŚĆ DRUGA

Cytat
Późne popołudnie: wróciłam ze spaceru. Zapuściłam się ciut dalej w stronę przeciwną do Zazitou, ale leśna ścieżka wychodzi w końcu na podjazd do jakiejś prywatnej posiadłości. W ogóle ciocia mówi, że są tu węże i nikt mi tego, krwa, nie powiedział jak się miałam decydować na wyjazd. Nienawidzę węży. Za to jaszczurki lubię, a jest ich pełno, dziś podlewałam tarasowy ogródek i jedną obraziłam śmiertelnie, jak oparłam brodę o murek to nagle coś się zjawiło i spojrzało mi w oczy (murek, dla wyjaśnienia, od nie mojej strony opadał kilkanaście metrów w dół), jak wystawiałam nogi przez okno to na parapecie się zjawiła następna, łapsnęła zdechłą muchę i już jej nie było. No, ale wracając do spaceru, wyszłam na drogę, ominęłam ten asfalt, który zaprowadziłby mnie do kucyków i dalej do zamku, poszłam prosto, wyszłam na drogę główną, minęłam cmentarz i wróciłam do miasteczka. Nie zrobię więcej tego błędu, tu nie ma poboczy, a ja nigdy nie wiem, którą stroną się idzie. To nie było fajne. Kolejna rzecz, która mnie tu szokuje: prawie nikt nie chodzi piechotą, tylko turyści w zasadzie.
Ogólnie trochę *beep* z tymi spacerami, myślałam że przynajmniej to będzie fajne, a zostaje mi kawałek trasy nad kanałem przez las i krzoki z wężami, i to niedługi, godzina w obie strony. Bez sensu :( Miasteczko nie jest dobre do spacerów ze względu na brak chodników. Miałam nadzieję na jakieś łąki i takie tam, po drugiej stronie niż Indra, ale tu z kolei się boję braku poboczy. Pfff.
Właśnie do mnie dotarło, że od wczoraj mam ochotę na czekoladę. Albo cokolwiek słodkiego. A bardzo, bardzo dawno mi się to nie zdarzyło, ze słodyczy najbardziej lubię pizzę. Czekam aż ciocia pójdzie do kościoła, żeby przemknąć do kuchni i zjeść coś przed kolacją. Ten ich system wczesnego lunchu i późnej kolacji jest idiotyczny, wiem że już wspominałam.

Kasiek - 11 Kwietnia 2012, 12:46

O, fragmencik :D Jak miło :D

shenra - ale ja nie mówiłam o całkowitym wyrównywaniu kalendarza, tylko tak trochę ciut, ociupinkę :> a za to muahahaha to wiesz. :twisted:

shenra - 11 Kwietnia 2012, 13:47

Bo się zbieszę :mrgreen:
Kasiek - 11 Kwietnia 2012, 14:19

nie denerwuj się, pobiegaj w kołowrotku :P
Lis Rudy - 11 Kwietnia 2012, 14:51

illianna, absolutnie nie przewiduję że Martva tknie cokolwiek nieżywego. A już nie daj bozia, gdyby jedzenie miało na nią patrzeć. :mrgreen: Ale podsuwam jej tylko w miarę bezpieczny sposób aby wyjść z twarzą gdy sytuacja/rodzina przymusi.
ilcattivo13 - 11 Kwietnia 2012, 17:34

Właśnie wróciłem z Montresoru, całkiem fajna mieścina. Pochodziłem ulicami, widziałem dom, w którym mieszka Martva, zamek, kościół, cmentarz, trochę inszych okoliczności przyrody, poznałem familię Unrugów i panią Marię Rey z córkami...

Wszystko dzięki uprzejmości TVP Polonia, bo o 16:10 puścili "Miasteczko" ;P:

Martva - 11 Kwietnia 2012, 20:04

Informuję że całe wczoraj i dziś rano oraz wczesnym popołudniem sieć sfr wifi public raczyła pluć drugim już loginem i hasłem znalezionymi w trudzie i znoju przez mojego dzielnego szwagra. A dziś łyknęła. W związku z tym trudno mówić że mam sieć. shenra wrzuca to co jej się podoba, ja piszę na bieżąco drugą część, ma już 10 stron (poprzednia miała 30). Nic tu nie napiszę w związku z tym bo nie mam nowych refleksji a stare kiedyś przeczytacie.

Lisie, dzięki za przepis, nie wykorzystam bo raz zawiera nieżywe zwierzę (gdyby zawierał żywe też nie byłoby dobrze, że uprzedzę komentarz), a dwa ciocia ma niezbyt czynny piekarnik ;)

Kai - 12 Kwietnia 2012, 18:56

Lis Rudy, zakładając, że rośliny po zerwaniu i transporcie nie podpadają pod tę kategorię, oczywiście :) Fakt, że nie paczom :mrgreen:

Ja bym zaserwowała ziemniaki + cebula + warzywa rozmaite z mnóstwem ziół, pieprzu, pietruszki, czosnku i masła/oleju. Ani by nie zauważyli, że to wege. Ale skoro piekarnik nie rabotajet...

Podpiekane kanapki z cambozolą i grzybkami marynowanymi - mrau!

shenra - 12 Kwietnia 2012, 22:01

Oni tam jadają marynowane? Nie jest to przesadnie skiśnięte dla ich delikatnych języków?
shenra - 13 Kwietnia 2012, 12:10

ODCINEK PIĄTY CZĘŚĆ TRZECIA

Cytat
Wieczór: mogliby się w sumie zdecydować, czy jestem służącą, czy członkiem rodziny i dawać mi znać, że będą jeść kolację. Cholerna cukinia się znów nie doczekała, bo nie jedli łososia tylko jakieś morskie robale. Zrobiłam sobie kanapki z resztką soczewicy i dosiadłam się, w sumie nie byłam pewna czy nie powinnam poczekać, aż skończą i zjeść w kuchni. Dostałam wino, które trochę poprawiło mi humor, i śmieszne francuskie ciastka (cytrynowe i budyniowo-gruszkowe). Wujek perorował, głównie o polowaniach, potem na sugestię cioci, że musimy wszyscy pozmywać uciekł na zamek do wujka Kocia, pozmywałam sama, rzecz jasna. Sytuacja mnie trochę bawi i wkurza, ale jeśli chodzi o jedzenie to bardziej wkurza.
Za to ciocia potem zapytała czy się nudzę straszliwie i jej wyznałam, że brakuje mi neta. Powiedziała, że jej poprzednie 'męczennice' miały komputery i 'coś z nimi robiły' i biegały na zamek bo w kancelarii jest internet, i że Zazitou też ma internet i niejaka Karolinka (nie jestem pewna kim jest Karolinka i gdzie mieszka, chyba jej nie znam). Zazitou brzmi milej, chociaż dalej, ale kwadrans spaceru w pięknych okolicznościach przyrody brzmi całkiem spoko. Więc zrobiło mi się ciut radośniej na duchu, przyznaję. Ciekawe czy coś z tego wyjdzie i czy net jest bezprzewodowy, czy muszę ze sobą nosić tylko pendrajwa ze zdjęciami na Picasę i mailami, albo postami na forum, albo nie wiem. Jaaaa. Od teraz za każdym razem jak ktoś mnie zapyta jak mi leci w Montresorze będę mówić, że jest fajnie, ale z siecią byłoby fajniej, zobaczymy jak tak naprawdę wygląda uczynność i chęć pomocy w tym małym katolickim miasteczku :P
Przeszłam ze swojej kuchniojadalni do sypialni, to niesamowite, ale zawsze jak mi znika czerwony X z ikonki od internetu, to moje serce robi skok i zatrzymuje się na podniebieniu, a to tylko znów chwilowo rozpoznało tę głupią francuską sieć z literkami. Przeczytałam wszystko powyższe i chyba nie napisałam nic o francuskiej sieci z literkami, otóż od czasu do czasu komp wyrzuca komunikacik, że jest połączony z siecią, ja zamieram i odpalam Firefoxa, a on zamiast żądanej strony wyświetla planszę po francusku, z której wynika, że jeśli jestem klientem to mogę się zalogować, ale nie ma opcji, że nie jestem a chcę. Siec ma 'public' w nazwie, a komp mówi, że dostęp bez ograniczeń. Tylko nie wiem jak to, kurde, ugryźć.
Zrobiłam się strasznie śpiąca po tym winie i chyba pójdę spać. Nie wiem czy przetrzymam jeszcze jeden odcinek Spartacusa nawet. Wyjdę z wanny i się zastanowię.
Więc w wannie pomyślałam, że to idiotyczne, że zostawiłam ledwo napoczętą relację, teraz się urwało, ja przez cztery miesiące będę o tym myśleć i tworzyć setki scenariuszy, a rzeczywistość będzie wyglądała zupełnie inaczej niż sobie to wyobrażę. Już przerabiałam ten motyw, tylko że sytuacja wyjściowa wyglądała inaczej i to nie ja znikałam. I jeszcze tak sobie myślę, bo to trochę powiązane, że jak wrócę to będę potwornie stęskniona za bliskością z drugim człowiekiem, przez tydzień nie powinnam wychodzić z łóżka. Pytanie – z czyjego?

dalambert - 14 Kwietnia 2012, 16:52

Smutne te opowieści Martvej, cóz smutek wyjazdu dalekiego, acz może sie coś poprawiło bo refleksje są sprzed miesiąca, ale naszła sie taka myśl. Martva narzeka na myśliwskie fascynacje krewnych, ale są to chybać ludzie o wielkiej świadomości własnej historii, dziejów rodziny, jej znaczenie i dokonań . Wiedzą to, pamiętają, teraz z dawnych czasów niewiele zostało, z tradycji , a i z rozrywek, więc owa pasja do polowań jest jednym z niewielu łączników z dawnymi czasy, a i każdy człowiek ma łowiectwo w genach, Pucek i ja lubimy polowania / na grzyby w lesie/ Martva na koraliki w "Kłębuszku" :wink:
tak, ze wiele się Martva od nich nie różnisz, czyli = trzymaj się :D

shenra - 15 Kwietnia 2012, 12:10

ODCINEK SZÓSTY CZĘŚĆ PIERWSZA

Cytat
17.03. śniło mi się że tańczyłam z Bregoviciem na jakiejś imprezie typu szkolna dyskoteka? Wesele? I strasznie się wygłupiał. Potem obudziły mnie dzwony, potem kawki i gołębie tłukące się o dach i parapet, a potem budzik. Jednak wstrzymałam się ze schodzeniem na dół, bo panowała głucha cisza, więc siedziałam w łazience i dopiero jak usłyszałam, że poniżej coś szumi, to zlazłam i zastałam ciocię nakrywającą stół. Zjadłam moją owsiankę z pomarańczą, posprzątałam, potem siedziałyśmy w papierach, bo ciocia szukała jakiegoś testamentu, żeby wujek się mógł starać o las po krzeszowickich Potockich. Starałam się być pomocna i bystra, wyczaiłam, że białe litery na czarnym tle w lustrzanym odbiciu da się czytać pod światło, tylko trzeba odwrócić kartkę. W ogóle wcześniej przy śniadaniu była dyskusja o zwracaniu majątków i bardzo się gryzłam w ozór, żeby nie powiedzieć czegoś o Kościele i Komisji Majątkowej, oj, bardzo. Przeglądałam katalog z butami i mam nadzieję, że to były drogie buty, bo najtańsze kosztowały po 100 euro i ciut mnie wgięło. Byłyśmy też z ciocią w piekarni, a potem w tutejszym sklepie, co jest po drodze do Zazitou. Jak wsiadłyśmy do samochodu to musiała wołać jakiegoś przechodzącego chłopca, bo wujek tak mocno zaciągnął ręczny że nawet ja nie dałam rady go odciągnąć. Do sklepu będę musiała kiedyś zajrzeć sama, jak wymyślę co chcę. Ceny mnie trochę zabijają, zwykłe gorzkie kakao kosztuje prawie 4 euro. Ovaltiny, którą reklamował Hubert, nie widziałam. Przypomniało mi się jeszcze – od początku mnie uderzyło że jest pełno sztucznych kwiatów, na cmentarzu to wiadomo, ale w domu cioci, a nawet na zamku. Zastanawiałam się gdzie kupują te sztuczne kwiaty, myślałam że bukiety składają sami, ale można kupić gotowe w sklepie. Były też sadzonki, ale tak upiornie drogie że kolejny raz się zszokowałam – doniczka z marnymi szafirkami 5 euro, jeden kolorowy pierwiosnek euro z hakiem.
Na obiad był łosoś (odgrzałam sobie makaron cukiniowy, ciekawe czy dziś go skończę) i sałatka z cykorii – śmieszne warzywo, wściekle gorzkie i na pierwszy rzut języka bardzo fuj, ale z musztardowym winegretem bardzo ciekawe i świeże w smaku, potem nowa porcja francuskich ciastek z cukierni, tym razem trafił mi się czekoladowy spód na którym były różne kremowe warstwy. I malina. Skąd oni biorą świeże maliny w marcu? Wujek mnie zaskoczył, bo wyniósł swój talerz, a potem wrócił i zabrał mój (czekałam aż ciocia skończy jeść żeby zabrać oba). I proponował mi wyjazd na polowanie. Codziennie w okolicy jest jakieś polowanie, w ogóle wczoraj mówili, że władze wydają strasznie dużo pozwoleń na jelenie, na to polowanie w przyszłym tygodniu dali 12, a wujek mówi, że tyle to ich tam w ogóle nie ma. Biedactwa, będą musieli strzelać do gołębi jak jelenie się skończą. Jakoś tak dziwnie odmówiłam.
Jestem strasznie, strasznie śpiąca, po obiedzie wahałam się między drzemką a kawą. Nie wybrałam kawy, z pewną nadzieją na drzemkę. Może to dlatego, że jest paskudna pogoda, znaczy jak na warunki, które panują od mojego przyjazdu – szaro, ziiimno, mżawka jakaś, dopiero teraz się pokazało słońce, ale zza grubej warstwy chmur, więc pewnie na krótko. I teraz nie wiem – film, drzemka, audiobook i koraliki, czy coś jeszcze.

ilcattivo13 - 15 Kwietnia 2012, 18:06

Ovomaltine :roll:
Fidel-F2 - 16 Kwietnia 2012, 18:14

shenra napisał/a
Przeglądałam katalog z butami i mam nadzieję, że to były drogie buty, bo najtańsze kosztowały po 100 euro i ciut mnie wgięło.
1-2 dniówki za buty to bardzo dużo?
shenra napisał/a
sałatka z cykorii – śmieszne warzywo, wściekle gorzkie
cykoria jest delikatnie gorzka, wściekle gorzka jeśli jest źle przechowywana czyli zbyt długo wystawiona na działanie światła
shenra - 16 Kwietnia 2012, 20:12

ODCINEK SZÓSTY CZĘŚĆ DRUGA

Cytat
Później: audiobook, cellina póki było wystarczająco jasno, potem odcinek Spartacusa i 50 minut ćwiczeń. Całkiem mocno się przyłożyłam, bo czuję lekkie zmęczenie, a to mi się rzadko zdarza. Mam nadzieję że będę ćwiczyć z nudów, tak co drugi dzień ćwiczenia a co drugi spacer – przynajmniej godzina – bo inaczej skłonność do zajadania smutku i poczucia osamotnienia zrobi mi nową warstwę tłuszczu na plecach i wrócę do Krakowa jako pulpet. Doszłam do wniosku że właściwie mój tryb życia jest taki jak normalnie, a właściwie jeszcze gorszy – rano coś tam robię, sprzątam etc, po południu zamykam się na górze, oglądam filmy, czytam albo słucham, dłubię w koralikach, tylko nie mam kontaktu ze znajomymi. I to są warunki w których mam oddziczeć. Buhahaha.
Wieczorem: o 19:30 zeszłam na dół, usiadłam na piecu i oglądałam z ciocią francuską telewizję, bezskutecznie próbując ją zainteresować tematem kolacji. Przez godzinę ;) ale w końcu się udało. Bo ona biedna miała nadzieję że wuj się objawi, ale on się gdzieś znów wywlókł. Udało mi się zwycięsko skończyć cukiniowy makaron (jutro chyba mam w *beep* i nie gotuję). Jak skończyłyśmy jeść, wpadła jakaś ciotka – nie pamiętam imienia, Idzia? - zakręcona jak chiński słoik i zdecydowanie najbardziej pozytywna ze wszystkich poznanych tu ludzi, zabawna i naprawdę zdrowo trzepnięta. Szukała swojego kuzyna, czyli wujka, i chyba jest najmłodszą córką pani na zamku jeśli dobrze pojęłam. Poza tym zadzwonił tata i mam wrażenie że był wstawiony – w piątek pojechali do Lubomierza na imieniny Józka, ale wyjechali w sobotę przed główną imprezą, bo w poniedziałek ma ważne dla chłopców badanie. Mam wrażenie, że sobie chlapnął kielicha na odwagę, co mocno koliduje z jego postawą w przeddzień mojego wyjazdu (ostro komuś perorował przez telefon, że nie pije i jak go będą namawiać to nie przyjedzie), albo jednak się złamał, a prowadził Stefan albo Ania.
Strasznie mi się końcówki włosów porozdwajały, wyglądają jak suche siano. Nachlapałam na nie oliwy, jutro umyję sierść, może przed śniadaniem, i zobaczymy. Nie jestem pewna czy maseczka którą kupiłam przed wyjazdem jest wystarczająco odżywcza, a mogłam wziąć sprawdzoną z tej samej serii :( No nic, zawsze zostają żółtka z oliwą i cytryną, chociaż tutaj będzie to pewnie droga opcja, albo fryzjer. Od dłuższego czasu mnie zastanawia jak bym wyglądała we włosach do brody, no, może ciut dłuższych, żeby się z nich dało zrobić kucyki.
Niedługo mi się skończą ciuchy, trzeba będzie zrobić pranie, zacząwszy od obczajenia pralki. Ma pokrętła, programy i takie tam, które trochę rozumiem, rozkminiłam też sposób otwierania i ładowania bębna, ale nie do końca wiem co się gdzie wsypuje/wlewa.

Martva - 16 Kwietnia 2012, 22:24

Fidel-F2 napisał/a
1-2 dniówki za buty to bardzo dużo?

1/4 miesięcznego kieszonkowego, bo pensją tego chyba nie można nazwać ;P:

Fidel-F2 napisał/a
cykoria jest delikatnie gorzka, wściekle gorzka jeśli jest źle przechowywana czyli zbyt długo wystawiona na działanie światła


Tu dużo zależy od indywidualnej tolerancji na gorycz, należę do osób dla których Warka Strong jest gorzka (jak każde inne zwykłe piwo zresztą).

Fidel-F2 - 17 Kwietnia 2012, 06:54

Martva napisał/a
1/4 miesięcznego kieszonkowego, bo pensją tego chyba nie można nazwać
1:0 dla mnie

Martva napisał/a
Tu dużo zależy od indywidualnej tolerancji na gorycz, należę do osób dla których Warka Strong jest gorzka (jak każde inne zwykłe piwo zresztą).
piwo jest gorzkie mniej lub bardziej, taka jego natura i albo się to lubi albo nie
shenra - 17 Kwietnia 2012, 20:27

ODCINEK SIÓDMY CZĘŚĆ PIERWSZA

Cytat
18.03 wstanie bladym świtem, żeby nałożyć odżywkę i umyć włosy było dobrym pomysłem, jest 9:30 i za godzinę będę zupełnie sucha. Sierść po oliwie wygląda jakby lepiej, ciekawe na jak długo. Na 11 idziemy do, tadam, kościoła. Mam nadzieję, że niedzielne msze są równie krótkie jak w dni powszednie, pół godziny kilkanaście razy może wytrzymam bez awantur i samozapłonu. Oczywiście nie mam ani pół bardziej eleganckiego ciucha, pójdę w bundeswerze i dżinsach :P To mi przypomina, że nie mam pojęcia co włożyć na tę cholerną imprezę w zamku, o ile mam na nią iść.
Później: o matko. Dobrze, że na długi rękaw włożyłam polar i bundeswerę, owinęłam się szalem i nie wyjęłam rękawiczek z kieszeni. Na zewnątrz jest megazimno i piździ, w kościele jest tylko megazimno i msza trwała godzinę. Za to jest dużo mniej klękania niż w pl. To plus. Minusem jest to, że niemal wszyscy chodzą do komunii. Było lekko licząc 100 osób, można podejść wyciągając ręce i dostaje się do rąk, albo trzymać złożone i dostaje się do ust, albo obejmować się ciasno i dostaje się krzyżyk na czoło. To jeśli się jest dzieckiem. Dzieci było kilkoro, ludzi w wieku rozrodczym też niewiele, przeważały siwe głowy, a większość z nie-siwych była farbowana. Sam kościół robi wrażenie, nieduży, bardzo strzeliście gotycki, z białego tutejszego kamienia. Ładny. Oczywiście pół mszy myślałam o świństwach, jak zwykle – kościoły wyzwalają we mnie moc grzesznych myśli, aż mi trochę głupio.
Wujek uciekł tuż po mszy, nawet nie wiadomo gdzie. Ciocia ma jechać do kogoś na kawę, jakoś między drugą a trzecią, ktoś ma po nią przyjechać, bo on oczywiście zgarnął la voiture. Zjadłyśmy lunch, ona kisz la loraine z szynką (proponowała, żebym wyjmowała kawałki ale jakoś nie chciałam), ja chleb, ser – krowi camembert i genialny kozi twardy pleśniowiec, zrobiłyśmy też sałatę wytarzaną w ostrym musztardowym winegrecie, takim że jak się miało kęs w ustach to nie można zrobić wydechu nosem, bo piecze. Ona chyba ciągle ma wrażenie, że ja się tak trochę głodzę i mi nie smakuje to wegetariańskie żarcie, sądząc po tekście 'no, nareszcie znalazłyśmy coś co naprawdę lubisz'. Uciekłam na górę, bo szczerze mówiąc tyłek mi tak zmarzł w tym kościele tak że nie wiem czy kiedyś dojdzie do siebie. W sumie mogłam zostać i pooglądać z ciocią telewizję, obok jest duży piec na którym można usiąść i to jest przefajne. O, kicham. Mam nadzieję, że się nie przeziębię. Zastanawiam się co robić, w sumie wlazłam do łóżka i przykryłam się kocem, a mogłabym popracować nad celinką, tylko do tego musiałabym pójść bliżej okna. Obczaję czy da się jakoś zorganizować miejsce koło drugiego okna, od strony rue Potocki, tam jest piecyk, ale nie wiem czy wystarczająco jasno.

Kasiek - 17 Kwietnia 2012, 20:48

shenra napisał/a
a większość z nie-siwych była farbowana.


łącznie z tą, która to pisała :D

shenra - 17 Kwietnia 2012, 21:31

Kasiek, no bez jaj, to że martva nie znaczy, że dramatycznie stara. :mrgreen:
Fidel-F2 - 17 Kwietnia 2012, 22:36

wujek jest interesujący

a Quiche Lorraine jest wdechowe

Martva - 17 Kwietnia 2012, 22:51

W piekarni był ostatnio inny kisz, co się nazywa inaczej i też geograficznie, miał na wierzchu plaster pomidora i nawet próbowałam za nim googlać, mając nadzieję na znalezienie innych rodzajów i składów, ale wyszukiwarka pluła tylko lorrainem. Znaczy pluła to jest eufemizm, w pół godziny otworzyła mi jedną stronę.
Fidel-F2 - 17 Kwietnia 2012, 22:55

w sumie wrzucasz co popadnie na kruche ciasto i zalewasz jajośmietaną, jeśli masz jakie pojęcie o gotowaniu w sensie co Ci będzie smakować to masz przepis na kisz
Kasiek - 17 Kwietnia 2012, 22:58

Cytat
Kasiek, no bez jaj, to że martva nie znaczy, że dramatycznie stara. :mrgreen:

Ależ ja nigdzie nie napisałam ze stara, ale jest niesiwa i farbowana :D

Martva - 17 Kwietnia 2012, 23:07

Fidel-F2, ja ogólnie wiem co to jest kisz, i jak się go robi, ale nie mam czynnego piekarnika. Za to piekarnię owszem ;P:
Fidel-F2 - 18 Kwietnia 2012, 06:51

to zacieśnij znajomość z piekarnią, może dostaniesz robotę na pół etatu, a przynajmniej przy okazji namówisz na kisz bezmięsny

Martva napisał/a
Fidel-F2, ja ogólnie wiem co to jest kisz


No tak, przepraszam.

Może takie

http://www.wielkiezarcie.com/recipe11.html

albo takie

http://pychotka.pl/przepi...mi-i-serem.html



Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group