To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Blogowanie na ekranie - Rooshoffy blogasek Martvuni

shenra - 9 Kwietnia 2012, 05:32

ODCINEK CZWARTY CZEŚĆ TRZECIA

Cytat
Wieczorem: zaczęłam cellini w fioletach, całkiem ładnie wychodzi. Szkoda, że da się koralikować tylko w dzień, bo lampy za ciemne. Do tego Dom na wyrębach S. Dardy w wersji audio, przynudnawe. Potem ciocia przyjechała z wujkiem, który pognał na zamek, spotkałam Zazitou, która jak się dowiedziała, że chcę na spacer, to mnie zawiozła do siebie i pokazała wodę w salonie (dom jest chyba przerobionym młynem, woda płynie pod spodem, część podłogi to szklane szyby i wszystko widać, czad), mam z kwadrans spacerem do nich. Zrobiłam sobie wycieczkę wzdłuż tego kanału od Indry czy jak jej jest, minęłam miejsce gdzie ostatnio zawróciłam, bo szłam drugim brzegiem i nie było nudnej drogi tylko fajna leśna ścieżka. Bardzo mi się podobało, idziesz sobie i nagle bach, kępa regularnego bambusa nad rzeczką. Czad. Poza tym las nie wygląda jak las, tylko jak plantacja drzew, równe rządki i odstępy, tylko krzaki rosną jak chcą i wszystkie drzewa są zarośnięte jemiołą, bluszczem albo porostami. Właśnie, jakaś lokalna specyfika – wszystko jest pokryte porostami, takimi żółtymi, ale naprawdę wszystko łącznie z krzewami róż. Kosmos. Zastanawiam się czy im to szkodzi.
Wracając natknęłam się na wujka, który schodził z zamku i obgadywał mnie przez komórkę, usłyszałam tylko że 'tak, ale ona gotuje tylko weżetarię', potem mnie zobaczył i udał, że wcale nie i nonszalancko zawrócił, żeby się oprzeć o murek. Otworzyłam dom i poszłam do kuchni sobie zrobić herbatę (ciocia była w kościele), jak przyszedł to udałam szczere zdziwienie i radość na jego widok, a potem dla odmiany poszedł na zamek, a ja zrobić jeszcze kawałek celliny. Mam już chyba ze cztery centymetry, wooow.
Niedługo oni jadą na dzień do Paryża, na jakieś zebranie związane nie wiem czy z polowaniem (w sobotę za tydzień) czy z czym, nie wiem też czy chcą mnie zabierać ze sobą czy mam zostać. Chyba bym wolała zostać, szczerze mówiąc, już się zdążyłam zaaklimatyzować tutaj. No i boję się, że powiedzą 'to pozwiedzaj sobie Paryż na własną rękę'. Ciągle się zastanawiam kto by mógł coś wiedzieć o sytuacji internetowej tego miejsca, ciotka coś wspominała o jakiejś Karolinie, która ma internet ale jeszcze nie poznałam.
W ogóle joooj, jestem tu czwarty dzień, a zaczęłam pisać piątą stronę. To pewnie dlatego, że nie mam sieci i nie mam z kim pogadać, a jak nie zapiszę to zapomnę. Jestem naprawdę świetna w zapominaniu.

Fidel-F2 - 9 Kwietnia 2012, 07:06

shenra napisał/a
'tak, ale ona gotuje tylko weżetarię'
to czemu nie zacznie też innych rzeczy gotować?
Martva - 9 Kwietnia 2012, 11:33

merula napisał/a
a sobie tego kleju nie możesz wygóglać we Francji i nabyć drogą kupna zdalaczynnie?


No ale jak?

Fidel-F2 napisał/a
to czemu nie zacznie też innych rzeczy gotować?


Jakich?

W ogóle zrobiłam zupełnie niemartvą rzecz ostatnio. Normalnie martve owijają w bawełnę, kluczą, uciekają etc, a nie wysyłają do ludzi prosto z mostu wiadomość którą można streścić zdaniem 'podobasz mi się, nie spie**ol tego'.
Teraz gryzę pazury i zastanawiam się co ja zrobiłam, to już martviejsze.

Kai - 9 Kwietnia 2012, 12:01

Martva napisał/a
Teraz gryzę pazury i zastanawiam się co zrobiłam
A co za różnica? To ta druga strona niech się zamartvia, co z tym fantem zrobić.
Fidel-F2 - 9 Kwietnia 2012, 12:06

Martva napisał/a
Jakich?
nie wegetariańskich

Martva napisał/a
W ogóle zrobiłam zupełnie niemartvą rzecz ostatnio. Normalnie martve owijają w bawełnę, kluczą, uciekają etc, a nie wysyłają do ludzi prosto z mostu wiadomość którą można streścić zdaniem 'podobasz mi się, nie spie**ol tego'.
Teraz gryzę pazury i zastanawiam się co ja zrobiłam, to już martviejsze.
bywa ryzykowne
Martva - 9 Kwietnia 2012, 12:19

Kai napisał/a
A co za różnica?


Mogę dostać kosza, to dość straszne.

Fidel-F2 napisał/a
nie wegetariańskich


Brzydzę się.

Fidel-F2 napisał/a
bywa ryzykowne


Dla pazurów na pewno :(

Fidel-F2 - 9 Kwietnia 2012, 12:28

Martva napisał/a
Brzydzę się.
ale masz gotować nie jeść
ihan - 9 Kwietnia 2012, 12:36

Znam dziewczynę, ktora brzydzi się np. zarabiania ciasta (każdego, makaronowego, na pizzę, placek, każdego) gołymi rękami. Ergo, jeśli nie ma w pobliżu nikogo, kto by zarobił za nią, ciasta nie robi.
May - 9 Kwietnia 2012, 12:45

ihan, dlatego wymyslono roboty kuchenne... ostatnio nawet kruche ciasto zagniata za mnie robot, do niedawna wygniatalam lapkami, ale zrobilam sie za leniwa ;P:
Ciast drozdzowych nigdy nie robilam, ale odkad mam machine do pieczenia chleba, to kusi mnie zeby sprobowac...

Martva - 9 Kwietnia 2012, 12:46

Fidel-F2, nieważne, tak czy tak się brzydzę. Dotyk surowego mięsa budzi we mnie torsje, i to od zawsze. Surowe mięso wrzucone na rozgrzany tłuszcz wydziela taki słodkawy smrodek w pierwszym momencie i też mam żołądek w przełyku. Od półgodzinnego stania w kolejce do stoiska z wędlinami zdarzyło mi się zzielenieć i zwymiotować jakiś czas później. Nie przeskoczę, no. Poza tym gotowanie bez próbowania, jak sobie to wyobrażasz? Dlatego ograniczam się do wyjmowania paczki z salami z lodówki.
Lynx - 9 Kwietnia 2012, 13:03

Martva napisał/a
Dotyk surowego mięsa budzi we mnie torsje


użyj rękawiczki.

Martva napisał/a
Surowe mięso wrzucone na rozgrzany tłuszcz wydziela taki słodkawy smrodek


ugotuj. Znaczy wrzuć wszystkie warzywka do zupki i ten kawałek mięska. Przykryj. Włącz gaz/płytkę' łotewer. I nie wąchaj w początkowej fazie, a do próbowania użyj Cioci

Martva napisał/a
mięso wrzucone na rozgrzany tłuszcz wydziela taki słodkawy smrodek w pierwszym momencie i też mam żołądek w przełyku. Od półgodzinnego stania w kolejce do stoiska z wędlinami zdarzyło mi się zzielenieć i zwymiotować jakiś czas później. Nie przeskoczę, no.


Kotku, powiedz to Cioci, pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze nie zwapniała na tyle, żeby nie zrozumieć, że też masz delikatne te, no, wątpia znaczy się.

Ogólnie to <głask> i bedzie dobrze. A Cioci dobrze zrobi nieco odmienna dieta.

Kai - 9 Kwietnia 2012, 13:04

Martva, mam to samo ze słoniną i masłem. Więc rozumiem, że coś może odrzucać. A jakiś kompromis? Typu ryby czy owoce morza? One tak paskudnie nie walą przy smażeniu.

May, nie wyobrażam sobie kruchego ciasta zagniatanego przez robota. Oczywiście, akurat to ciasto nie powinno mieć kontaktu z rękami, więc mam taki specjalny grzebień, którym je ugniatam i jest pyszne.

Drożdżowe fajnie się robi, jak są kaloryfery czynne.

Fidel-F2 - 9 Kwietnia 2012, 13:14

Martva, ale z tego co wiem to jest praca. Niezbyt często się zdarza, tak mi się przynajmniej wydaje, by praca niosła ze sobą same przyjemności. Zdarza się za to, że bywa mocno niewygodna. Takie życie. Jak Cię lubię tak uważam, że jesteś niemożebnie rozpaprana.
Martva - 9 Kwietnia 2012, 13:19

Lynx, ja powiedziałam że nie jem (i nie gotuję) mięsa _zanim_ się zdecydowałam na wyjazd i zapytałam czy to problem. Nie był. Problem ma z tym wujek, syn cioci, i nie mam najmniejszego zamiaru się tym przejmować, bo on mieszka w pl, tu bywa rzadko, a jak ma ochotę na mięso to da sobie radę (ciocia zresztą też, rynek gotowej żywności jest tu ogromny, od puszek, kartonów i proszków, przez miseczki z obiadem do podgrzania w mikrofali, zawsze też można kupić kawałek upieczonego mięsa), kupował jakieś morskie paskudztwa w miasteczku i coś z nimi robił. Nie będę się tu akurat kompromisować i przełamywać, bo nie.

Fidel-F2 napisał/a
ale z tego co wiem to jest praca.


Po pierwsze, widziały gały co brały ;) Po drugie, nie wujek jest moim pracodawcą. Mój pracodawca się na moją kuchnię nie skarży. Po trzecie, ciocia jak mieszka sama to żywi się zupami w proszku i chlebem :roll:

Lynx - 9 Kwietnia 2012, 13:26

Martva, w takim razie niech sobie wujek radzi ze swoim problemem sam, a Ty się nie przejmuj głupim jego gadaniem. Jak Ciocia jest zadowolona i jej smakuje to chyba najważniejsze.
I moje ostatnie zdanie z poprzedniego posta.

Fidel-F2 - 9 Kwietnia 2012, 17:32

Nie znam wszystkich szczegółów, czytam co piszesz.
Martva - 9 Kwietnia 2012, 18:38

martva napisał/a
Wracając natknęłam się na wujka, który schodził z zamku i obgadywał mnie przez komórkę, usłyszałam tylko że 'tak, ale ona gotuje tylko weżetarię',

To piszę. Ani słowa o cioci. Nie? ;P:

Z pozytywnych wiadomości: nie dostałam kosza. Jeszcze ^^

Kasiek - 9 Kwietnia 2012, 18:55

Martva napisał/a

To piszę. Ani słowa o cioci. Nie? ;P:


Tak. Rób swoje, a przejmuj się tylko tym, co powiedzą Ci wprost i w oczy. Inaczej się nie liczy. Masz z kuli wróżyć, czy komuś to odpowiada bardziej czy mniej?

Martva napisał/a
Z pozytywnych wiadomości: nie dostałam kosza. Jeszcze ^^


Trzymam kciuki, żeby było jeszcze lepiej niż teraz ;)

dzejes - 9 Kwietnia 2012, 19:04

Rany, ludzie...

A może rzeczony wujek powiedział "jest tu kuzynka, która gotuje..." ktoś po drugiej stronie powiedział "O, to nie będziesz musiał jeść tylko chleba i zupek w proszku" a on na to odpowiedział, co usłyszała Martva.

A na blogu trwa analiza, egzegeza i zastanawianie się, czy się ma Martva przełamywać i gotować mięso. Zwariowałbym, gdybym każde zasłyszane słowo tak rozbierał.

shenra - 9 Kwietnia 2012, 20:07

Na tym polega urok tego miejsca.
Martva - 9 Kwietnia 2012, 21:23

Ja podejrzewam że to było:
-idę na kolację do zamku.
-dlaczego, przecież masz matkę/służącą matki, to chyba dostaniesz kolację w domu?
-tak, ale ona jest upośledzona kulinarnie.
:mrgreen:

Dyskutować sobie możemy, oczywiście, ale ja się nie przełamię.

dalambert - 11 Kwietnia 2012, 09:16

Martva, Hej, hej trzymasz się ?
Jak przeżyłaś w tak exkluzywnym miejscu te straszne, kiełbasiano, szyneczkowe i wędzone Świeta :wink: :?:

Kruk Siwy - 11 Kwietnia 2012, 09:37

dalambert napisał/a
strzane, kisłbasiano,
stary, bez jaj! Hihihi Serio co to jest strzane? Bo kisłbasiano to chyba skisłe siano?
dalambert - 11 Kwietnia 2012, 09:44

Jak się z roboty na szybko pisze to nie ma czasu a korektę, ale widzę , że Tobie czasu nie brakuje, by za korektora robić.
Coż każdy orze jak może. :wink:

Kruk Siwy - 11 Kwietnia 2012, 09:50

Ty stary się niie obrażaj i nie bełkocz bo serio przez parę sekund nie wiedziałem coś napisał. No trochę szacunku dla czytaczy, błędy TAK ale poprawki jeszcze bardziej TAK!!!

A przy porannej kawie to nawet o skisłym sianie zdarza mi się poczytać...

Lis Rudy - 11 Kwietnia 2012, 09:59

Martva, jeśli nie lubisz mięsa i nie bardzo masz ochotę się z nim babrać, to może prosty sposób na rybkę bez smażenia:

- weź "sprawioną" i wyczyszczoną rybkę (we Francyi bez kłopotu zajmie się tym sprzedawca, bez dodatkowych opłat) -pstrąg, łosoś czy co tam na targu się uda kupić
- położ ją na papierze do pieczenie 2x większym od ryby
- posól, popieprz, do brzuszka ryby wetknij sporo koperku, pietruszki i plasterków cytryny i też posól i popieprz
- na papier wylej odrobinę dobrej oliwy
- złóż papier na pół i szczelne zawiń prawie do końca zostawiając niewielki otwór
- wlej niewielką ilość białego wina
- zawiń papier do końca aby uzyskać szczelną poduszeczkę
- wstaw do piekarnika na jakiejś tacce i piecz ok. 15-20 minut
- dzięki temu że rybka będzie szczelnie zamknięta, to ugotuje się na parze z wina
- na koniec wyjmij z piekarnika, połóż na talerz i podaj, "konsument" otwierając sobie taki pakiecik bezpośrednio przed zjedzeniem zostanie uderzony w nos zapachem winnej pary i przypraw

A Ty nie upaprałaś się cała w tym czego nie lubisz. Czysto i higienicznie. Bonusem jest brak smrodu smażonej ryby w całym obiekcie.

shenra - 11 Kwietnia 2012, 10:00

ODCINEK PIĄTY CZĘŚĆ PIERWSZA

Cytat
16.03, po południu. Znów pobudka przez cholerne dzwony. Wytrzymałam do ósmej trzydzieści, wstałam, zeszłam na okolice 9:00, trafiłam na końcówkę ich śniadania. Wujek biegał po domu, przynosił strzelby, bo miał je wpisać w jakieś papiery przed polowaniem, a potem mi oświadczył, że wszyscy kochają polować i to nie jest miejsce dla ekologów. Kuźwa, jakbym się tu pchała. Potem wujek gdzieś pojechał, umyłam okna od zewnątrz, bo rusztowania dachowe są zdjęte, podlałam kwiatki w murkowym ogródku i zaczęłam się zbierać do robienia obiadu, bo ciocia mówiła, że ma być na pierwszą. Obrałam pomidory (francuskie pomidory o tej porze roku są równie syfiaste jak te w Polsce) i sparzyłam cebulę na sałatkę i nastawiłam wodę na makaron. Tuż przed dwunastą wpadł wujek z torbą jakiegoś morskiego świństwa i zjedli krewetki i ostrygi, w czasie kiedy ja gotowałam inne rzeczy. Na kolację ma być łosoś, tyle dobrego, że pasuje do makaronu z cukinią, inaczej by pewnie poszło do kosza.
Teraz siedzę u siebie na górze, trawię obiad zjedzony w samotności i się trochę nad sobą rozklejam, znaczy łzy mi ciekną ciurkiem i smarkam w papierowy ręcznik od czasu do czasu. Piękne bo piękne, ale zadupie, stare baby, aroganckie, zarozumiałe buce z wąsami i ja. Czuję się strasznie, ale to strasznie samotna. I chcę do domu, jak najszybciej. Gdybym miała możliwość powrotu teraz zaraz to myślę, że bym skorzystała, mam gdzieś że mogę być potrzebna, służącą można nająć wszędzie, to nie musi być polska służąca, nie? Pewien problem widzę w finansach, powinnam oddać rodzicom zatrważającą ilość pieniędzy za ten wyjazd :| I nadal nie ogarniam jak to może mi pomoc na zdziczenie, przecież ocipieję z samotności.

Kasiek - 11 Kwietnia 2012, 10:33

Martva, ale masz koniki w okolicy (przepraszam, ale mi by to wystarczyło do szczęścia). Takich z wąsami i strzelbami to jednak szanuj, zobacz, w Polsce taki jeden nawet się prezydentury dorobił :P
Obiadki rób nadal takie jakie chcesz, w końcu nikt Ci nadal nic nie mówi (to, że to nie miejsce dla ekologów to bzdura - trzeba było powiedzieć, że wszędzie jest miejsce dla nich, o). A może ciocia by Cię pouczyła ciut francuskiego wieczorami? Ona się rozerwie, Ty się nauczysz jakichś podstawowych zwrotów, może się uda gdzieś wybrać na spacer w okolice, gdzie są jeszcze jacyś ludzie?

shenra
- ja nie wiem czy Ty wiesz, ale masz niemal miesiąc opóźnienia w relacjonowaniu. To dla zrozumienia sytuacji Martvej jest bardzo, ale to bardzo niedobre, więc z łaski swojej, wklejaj ciut dłuższe fragmenty, albo częściej. Coby ten kalendarz choć trochę wyrównać. :wink:

dalambert - 11 Kwietnia 2012, 11:05

Kasiek, własnie popatrz na datę, tej smutnej relacji Martva jeszcze żyje, może się poprawiło, przeca na piechtę do Polski nie maszeruje z determinacją i rozpaczą w oczetach.
Zas mirmiłowanie wychodzi Jej nad podziw zręcznie i ujmująco.

ed.lit / jak zwykle/

Kasiek - 11 Kwietnia 2012, 11:12

Bardzo ujmująco i uroczo nawet i martviejnie jak ta lala :D To może byśmy tak więcej poczytali? ;)
Mirmiłowanie mirmiłowaniem, ale twarda jednak jest, skoro miesiąc dłużej wytrzymała i wytrzymuje nadal. I oby tak dalej (z twardością, nie koniecznością jęczenia).



Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group