Mechaniczna pomarańcza [film] - Ostatnio oglądane filmy
Matrim - 25 Października 2013, 14:35
morham, w moim odczuciu Olympus został nakręcony "na poważnie", niestety dla niego Nawet nie potrafię sobie przypomnieć jakiegoś znośnego one-linera. Mdli bohaterowie, dziwne motywacje (zupełnie "odczapowa" relacja Butlera z żoną - zapchajdziura całkowita). A z drugiej strony, gdyby główny bohater nazywał się Jonh McClane...
To co piszesz, w sumie mnie do WHD zachęca: Emmerich jednak ze swoimi ciągotami ku spektakularności się nie ukrywa. A to zaleta.
hrabek - 25 Października 2013, 14:42
| Matrim napisał/a | A z drugiej strony, gdyby główny bohater nazywał się Jonh McClane... | Prawda? Na pewno byłaby to lepsza "Pułapka" niż to co oficjalnie wyszło z numerem 5.
morham - 25 Października 2013, 16:51
Matrim, zgadzam się. Niestety. Choć główny bohater mi spasował. Za to poziom debilizmów w tym filmie już dużo mniej
W takim razie obkukaj WHD i daj znać jak Ci usiadło/nie usiadło bom ciekaw...
hrabek, jakby Olympus był DH5 to byłby to raz lepszy odbiór.
Bo fakt faktem DH5 to była kaszana taka, że 4-ka wyrosła przy tym na arcydzieło
No i Mary w 4-ce Mniam, mniam
Ale ogólnie i Olympus i WHD da się obejrzeć w kategorii niezobowiązującej rozwałki
Matrim - 25 Października 2013, 20:19
hrabek, ja już przez Czwórkę ledwo przetrwałem, Piątkę widziałem na plakatach
morham, dam znać.
m_m - 27 Października 2013, 23:59
Obejrzałem dziś ten Olimp w ogniu. Bardzo słaby film, gorszy nawet od Die Hard 5, albo nie, chyba jednak nie, na takim samym poziomie. I ten fqrfiający hurapatriotyzm amerykański, rozwaliła mnie scena gdy wleczona na śmierć, pani sekretarz czegoś tam, mówi coś w stylu ,, przysięgam wierność konstytucji....''. Finał przesłodzony do bólu, szkoda zmarnowanego potencjału.
Lone Ranger na wczorajszym seansie. Prawie dwie i pół godziny poszło się paść. Z owcami.
Depp mnie drażni kolejnymi takimi samymi kreacjami. Naprawdę nie warto było oglądać.
marekz - 28 Października 2013, 01:00
Pod wpływem tego esensjo-rankingu obejrzałem wczoraj film z pozycji 70: Never let me go. Wcześniej jakoś to ominąłem (w tym miejscu chciałem podziękować za naprawdę za je bisty pomysł na tytuł), a okazuje się to naprawdę dobre, zdecydowanie warte pozycji na której się znalazło.
Obejrzałem sobie z rozpędu także dwie ramoty z piątej i szóstej dziesiątki odszukane na dysku: Soylent Green - widziałem to tak z 15 latek temu, czas obszedł się z tym filmem zaskakująco łagodnie oraz Mroczne miasto, i tu już znacznie słabiej to wygląda, chociaż film z roku 1998, czyli nowszy o 25 lat; pierwsza część Matrixa - przynajmniej dla mnie - znacznie lepiej się udała.
joe_cool - 28 Października 2013, 14:00
Kłamstwa Armstronga - bardzo ciekawy dokument. Początkowo miał traktować o powrocie Lance'a w 2009, w miarę rozwoju sytuacji zamysł nieco się zmienił. W filmie wypowiada się wielu zarówno zwolenników, jak i gorących przeciwników Armstronga, na koniec trzeba sobie samemu wyrobić zdanie na ten temat, film nie pozostawia jednoznacznej odpowiedzi.
Złe gliny - kolejny film Quentina Dupieux aka Mr. Oizo. Skusiłam się, bo podobało mi się Wrong. Ten film jest inny, nadal absurdalny (w filmie występuje Marilyn Manson w roli niewinnego nastolatka ), momentami dość obrzydliwy, ale w efekcie końcowym się broni. Aczkolwiek tylko dla miłośników reżysera No i jest muza - super
ilcattivo13 - 28 Października 2013, 19:39
Sobotni wieczór filmowy upłynął pod znakiem Minionków. Walnęliśmy sobie obie części "Despicable Me" oraz wszystkie krótkie filmiki, jakie były dodawane do dvd.
Pierwsza część troszkę lepsza niż druga, ale niewiele. I obie mieszczą się w pierwszej dziesiątce moich ulubionych animacji.
A na deser był francmański odjazd, czyli "Vive la France!". Dwóch pastuchów z leżącego gdzieś pomiędzy Afganistanem, Pakistanem i Tadżykistanem Tabulistanu jedzie do Paryża, żeby zniszczyć Wieżę "Ejfela" i tym aktem terroryzmu zwrócić uwagę świata na swój kraj (żeby w końcu ONZ dopisał go do listy państw i żeby pojawił się na mapach).
Francuzi nie raz udowadniali, że są mistrzami kiczowato-przaśnego humoru, a ten film tylko podnosi poprzeczkę ewentualnym pretendentom do tytułu.
Tylko dla odpornych, 7/10
feralny por. - 28 Października 2013, 20:08
Maczeta zabija - komu się podobała Maczeta, ten będzie zadowolony, bo to melodia zagrana tymi samymi akordami, tylko głośniej i mocniej. Wydaje mi się też, że tym razem mamy do czynienia z bardziej przemyślanym pastiszem kina akcji lat '80 i nie tylko z licznymi odwołaniami i nawiązaniami do konkretnych tytułów, ze szczególnym uwzględnieniem starych Bondów. Jest, więc psychopatyczny złoczyńca, który chce podpalić świat, szalony naukowiec, super kiler bez twarzy, bezsensowne gadżety i piękne kobiety, pościgi, strzelaniny, motorówki, samochody, wybuchy (dużo) i obcięte kończyny (jeszcze więcej). Wszystko okraszone drętwymi tekstami i nieudolnymi efektami specjalnymi. Jeżeli zatem, komuś odpowiada taka konwencja, to będzie bawił się świetnie.
P.S. Maczeta zabije znowu... w kosmosie.
Fidel-F2 - 28 Października 2013, 20:48
A potem zrobi masakrę na planecie małp
feralny por. - 28 Października 2013, 21:01
Niewykluczone, choć sądzę, że więcej niż trzy filmy o Maczecie nie będzie.
Starscreem - 29 Października 2013, 12:46
Byłam w weekend na Grawitacji. Generalnie fajny, szczególnie na tle innych filmów podobnych gatunkowo, jakie widziałam w tym roku. Rozczarowały mnie odstępstwa od praw fizyki i statystyki (choć te drugie znacznie łatwiej wybaczyć). Ale jak się o tym na chwilę zapomni, to się cudownie ogląda, bo nakręcony jest elegancko
morham - 30 Października 2013, 07:04
Red 2 - nie tak fajny jak 1 ale całkiem, całkiem przyjemnie się oglądało. Czysta przyjemność oglądać Hopkinsa, Malkovicha i Mary na ekranie.
mesiash - 30 Października 2013, 10:25
Obejrzałem KickAss 2. No, nie spodziewałem się takiej ilości przemocy w tym filmie, i to pomimo tego że miałem w pamięci pierwszą część. Niemniej, film zdecydowanie dobry, a nawet bardzo dobry. Zagrany może i trochę na sztywno, ale scenariusz bardzo nadrabia wszelkie braki w warsztacie aktorskim. Ciężko powiedzieć coś więcej bez spoilerowania, ale podobają mi się takie pomieszane filmy.
No a ta młoda aktorka (nota bene, grała też Carrie), to ma już na szczęście więcej niż 16 lat, więc można powiedzieć że bardzo ładna (chociaż na planie nie miała taka być, poza ostatnią sceną).
Fidel-F2 - 30 Października 2013, 11:55
mesiash, wyluzuj
feralny por. - 30 Października 2013, 21:32
Gra Endera - film zrobiony z rozmachem i świetny wizualnie (sala treningowa na stacji orbitalnej i bitwy robią wielkie wrażenie), przy tym dobrze zagrany spójny i zgodny z książkowym pierwowzorem.
Ale od początku. Przed seansem poszedł trailer i tu mnie przytkało, bo zwiastun zdradza zakończenie i to w dość oczywisty sposób. Na szczęście zwiastun to tylko wybryk jakiegoś dowcipnisia, bo film trzyma się mocno książki. Znając książkę (no wszystkiego nie pamiętam, bo jednak już kilkanaście lat temu czytałem) z przyjemnością odhaczałem kolejne punkty na liście obecności, bo w filmie znalazło się w sumie wszystko co powinno, żeby akcja pozostała spójna (wypadł wątek "ziemski", ale w sumie bez szkody) i trzymała w napięciu, a finałowe sceny zrobiły wielkie wrażenie.
Żeby nie było jednak tak różowo, to mam wrażenie, że pewne wątki zostały za mocno spłaszczone i dla widza, który książki nie czytał mogą być nieczytelne. Film nie wyjaśnia czemu Ender ma na imię Ender, wątek myślogry też przycięty do absolutnego minimum i być może nieczytelny. Za największą wadę uważam jednak przykrojenie i skrócenie wątku Armii Smoka, a co za tym idzie kształtowania się relacji Endera z Groszkiem i Petrą.
Na szczęście dalsza cześć filmu rekompensuje ten brak. Dobrze pokazany Rakham (jeszcze straszniejszy niż w książce). Bitwy w dalszej części szkolenia widowiskowe jak nie wiem co (i tu moja uwaga, to jest ładne i się świetnie ogląda, ale jak graficzne zobrazowanie pola walki było by kompletnie bezużyteczne, w książce były chyba tylko kolorowe symbole na ekranie). No i znakomita scena egzaminu. W sumie warto zobaczyć.
nureczka - 30 Października 2013, 21:39
| feralny por. napisał/a | | Film nie wyjaśnia czemu Ender ma na imię Ender |
A czemu?
| Cytat | | ale jak graficzne zobrazowanie pola walki było by kompletnie bezużyteczne |
Dlatego fachowcy mają czasami problemy gdy oglądają filmy z wątkiem "fachowym". Ja niestety dość często i zgryźliwie komentuję wątki około informatyczne, ze szczególnym uwzględnieniem miliona lampek migających na hiper-extra-super komputerze.
Pocieszam się, że lekarze mają gorzej, bo wątków medycznych jest chyba statystycznie więcej w kinematografii
feralny por. - 30 Października 2013, 21:51
Nie wiem czemu. Nie wyjaśnia i już, a o ile dobrze pamiętam, to książka poświęciła temu trochę miejsca i fakt, że Ender jest enderem nie pozostawał bez znaczenia. W filmie to umyka.
| nureczka napisał/a | | fachowcy mają czasami problemy gdy oglądają filmy z wątkiem fachowym | Zniosłem to bez bólu, bo wizja wspaniała, odnotowałem tylko fakt i oglądałem z przyjemnością. Bardziej wkurzające był dźwięki wydawane w kosmosie.
ihan - 30 Października 2013, 22:14
W filmie Gra Endera interesuje mnie wyłącznie Harrison, i pewnie tylko z tego względu jednak pójdę.
nureczka - 30 Października 2013, 22:14
| feralny por. napisał/a | | a o ile dobrze pamiętam, to książka poświęciła temu trochę miejsca i fakt, że Ender jest enderem nie pozostawał bez znaczenia. |
Dobrze pamiętasz.
| feralny por. napisał/a | | Zniosłem to bez bólu, bo wizja wspaniała, odnotowałem tylko fakt i oglądałem z przyjemnością. Bardziej wkurzające był dźwięki wydawane w kosmosie. |
Tak sobie myślę, że jeśli Ty zniosłeś bez bólu, to znaczy, że rzeczywiście nie boli i na film można się wybrać.
Przekonałeś mnie.
| ihan napisał/a | | W filmie Gra Endera interesuje mnie wyłącznie Harrison, i pewnie tylko z tego względu jednak pójdę. |
Ale nie gra Endera?
feralny por. - 30 Października 2013, 22:20
Uprzedzam, że ostatnio jestem mniej czepliwy, ale faktycznie oglądałem z dużą przyjemnością. Tylko to bzzziiiuu w kosmosie mnie drażniło.
P. S. Muzyka też niczego sobie.
Jezebel - 30 Października 2013, 23:41
| feralny por. napisał/a | | Nie wiem czemu. Nie wyjaśnia i już, a o ile dobrze pamiętam, to książka poświęciła temu trochę miejsca i fakt, że Ender jest enderem nie pozostawał bez znaczenia. W filmie to umyka. |
Bo Valentine, dziecięciem będąc, nie potrafiła wymówić Andrew i mówiła na brata właśnie Ender. Nie jest to jakoś niesamowicie istotne. Może ewentualnie jako podkreślenie silnej więzi bratersko-siostrzanej.
gorat - 30 Października 2013, 23:43
Może bez spoilerów???
Jezebel - 30 Października 2013, 23:46
To jest niby spoiler?
m_m - 31 Października 2013, 01:32
| feralny por. napisał/a | | Bitwy w dalszej części szkolenia widowiskowe jak nie wiem co (i tu moja uwaga, to jest ładne i się świetnie ogląda, ale jak graficzne zobrazowanie pola walki było by kompletnie bezużyteczne, w książce były chyba tylko kolorowe symbole na ekranie). |
Baaaardzo dawno czytałem Grę Endera, ale coś mi się w mojej starczej pamięci roi, że ................ciach!............... Jednak kino rządzi się swoimi prawami. Zresztą, co ja tam wiem, jak obejrzę film, to się może dowiem.
[ Komentarz dodany przez: Rafał: 31 Października 2013, 08:11 ]
Dobry człowieku, nauczcie się używać spoilerów, bo mi użytkownicy spać nie dają.
Jezebel - 31 Października 2013, 06:41
To jest dopiero spoiler
morham - 31 Października 2013, 07:54
Jezebel, nooooo przywalił spoilerem takim, że szok Trza to zgłosić do moderacji. Wstyd.
Farin - 31 Października 2013, 09:29
Najpierw parę ciekawostek z paru filmów:
http://d24w6bsrhbeh9d.clo...3YR601_460s.jpg
Żeby nie było kompletnie nie na temat to pochwalę się, że ostatni film jaki oglądałem to był "Man From Earth" Bardzo ciekawa dla mnie nisko-budżetówka :]
feralny por. - 31 Października 2013, 09:40
| Jezebel napisał/a | | Valentine, dziecięciem będąc, nie potrafiła wymówić Andrew i mówiła na brata właśnie Ender. | I tylko tyle? Jakoś inaczej to zapamiętałem...
Kruk Siwy - 31 Października 2013, 09:52
Ender, czyli po murzyńsku...
|
|
|