Mechaniczna pomarańcza [film] - Ostatnio oglądane filmy
ilcattivo13 - 18 Kwietnia 2013, 17:24
Dla mnie Brooks się skończył na "Lęku wysokości". Potem za bardzo poszedł w kicz i głupotę i już to nie było to. Nawet "Kosmiczne jaja" mnie zawiodły.
Fidel-F2 - 18 Kwietnia 2013, 17:27
a dla mnie Brooks skończył się na Kill'em all
ilcattivo13 - 18 Kwietnia 2013, 20:14
"Pluton". Pewnie już ze dwadzieścia lat minęło od ostatniego oglądania i przez ten czas troszkę filmów wojennych wyszło, ale ten w dalszym ciągu jest numerem jeden. 11/10, choć niemożebnie mnie wk*rwiają czyste, wyspane oczka na upacianej krwią i syfem buźce CSa Teraz by się do tej roli nadawał lepiej
feralny por. - 18 Kwietnia 2013, 20:41
Ktoś, kiedyś spuentował, że "Pluton" pokazał jak Ameryka wysłała na wojnę młodych, interesujących ludzi, po to by stali się jeszcze bardziej interesujący. Natomiast "Full Metal Jacket" pokazał, że Ameryka wysłała na wojnę kretynów, po to by skretynieli do reszty...
ilcattivo13 - 19 Kwietnia 2013, 19:29
Jeśli interesujący = nienormalny, to zgadzam się jak najbardziej
Edit: "Ostatni sprawiedliwy". Mam sentyment do tego filmu. Nie aż tak duży, jak do "Ostatniego skauta", ale i tak spory. No i z czterech wersji tej historii, które znam, ta jest zdecydowanie najładniej nakręcona.
Lis Rudy - 20 Kwietnia 2013, 10:04
Tron-1982
strasznie naiwne wyobrażenie tego, jak wyglądać ma przyszłość ludzi i komputerów oraz komunikacja pomiędzy nimi. Czas to wszystko zweryfikował na niekorzyść filmu. Chociaż zepewne w początku lat 80-tych wizualnie był to rewelacyjne. Mi przypomniały się moje wizyty w tzw. "salonach gier" z automatami do tego przeznaczonymi, odnalazłem w tych kadrach sporo obrazków rodem z ekranów maszyn na których pogrywałem.
Przez cały seans miałem wrażenie że bohaterowie którzy trafili do świata komputerowego zostali przez ludzi od kostiumów poubierani w stroje wykonane z jakich kołder-grubawe to to było, jakoś bez sensu pikowane i zupełnie niefunkcjonalne. Nie mam też kwadratowego pojęcia po diabła była im potrzebna cała gama migających i błyskających lampek, kontrolek i lampaśów na ubraniach. Poza okazjonalną zmianą barwy z niebieskiego na czerwony nie służyła niczemu innemu.
Minus za zakończenie-kompletnie bez pomysłu. Nie oczekiwałem happy endu, ale to jak tego dokonano wyglądało jakby scenarzyście przemocą zabrano notatki i nie pozwolono ich dokończyć.
Czy powinno się ten film obejrzeć? Raczej tak, jeśli ktoś ma/miałby zamiar oglądać Tron-Dziedzictwo.
Z sentymentu dam 6,5/10
Sandman - 20 Kwietnia 2013, 17:12
Niepamięć - pomysł nawet jakiś jest, ale film się dłuży momentami niemiłosiernie. Jest ckliwy do bólu. Do obejrzenia w domu przy piwku może obleci, dłużyzny można wtedy przegadać, ale do kina nie polecam.
Dunadan - 20 Kwietnia 2013, 19:46
| Sandman napisał/a | | do kina nie polecam. |
Właśnie miałem iść do kina
Kruk Siwy - 20 Kwietnia 2013, 19:48
Ano. Poczytam jeszcze opinie bo jedna to za mało by decydować.
ilcattivo13 - 21 Kwietnia 2013, 00:05
Mnie tam Cruise obrzydł tak bardzo, że już żadnego filmu z nim w roli głównej w kinie nie obejrzę
A u mnie dziś był "Django Unchained". Byłem wstrzemięźliwym, jeśli chodzi o okazywanie entuzjazmu na wieść o jego kręceniu, bo to jednak Tarantino, a Tarantino zawsze robi po swojemu i nie zawsze lepiej. I tym razem było zdecydowanie gorzej.
Znaczy, aktorsko jest co najmniej dobrze. Świetna rola DiCaprio (druga jego rola, o której mogę tak z czystym sumieniem powiedzieć), nieco gorszy od niego Waltz (zbyt wysoko postawił sam sobie poprzeczkę w "Bękartach..."), Foxx, wbrew moim obawom, niezły, a reszta też trzyma poziom (i Don Johnson zagrał lepiej niż w "Maczecie"!!!). No i jeszcze jest Samuel L. Jackson, który zagrał bardzo dobrze, ale...
Ale postać, którą grał, jest w tym filmie zupełnie niepotrzebna. Można byłoby ją przy minimalnych zmianach wyciepać z fabuły i tylko wyszłoby to filmowi na dobre. Zresztą, to samo można powiedzieć o paru innych scenach i postaciach. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że Tarantino idzie pod względem długości filmów w Leone, tyle że niespecjalnie mu to wychodzi. O ile u Leone, w jego najdłuższych filmach (jak na ten przykład w "Dawno temu na Dzikim Zachodzie" czy "Dobrym, złym i brzydkim"), ani jedna scena nie była niepotrzebna czy nudna, to w "rozkutym Django" było sporo momentów, kiedy martwiłem się, że mi szczeka od ziewania odpadnie.
Duży plus należy się za pojawienie się Franco Nero. Facet pokazał, że jest równie dobrym aktorem jak jego mega-gwiazdorsko-holiłódzcy (i zarabiający dziesiątki lub setki milionów dolarów rocznie) koledzy po fachu. A poza tym, on chyba ma w sobie coś takiego, że, mimo usilnych starań Tarantino, scenka przy barze wyszła bardziej w prawdziwie spaghetti-westernowym, niż tarantinowskim stylu. Mógłbym wręcz napisać, że pojawienie się Nero sprawiło, że atmosfera stała się inna. Ale tak nie napiszę, bo jest tu paru takich, którzy mogliby to opacznie zrozumieć
Enyłej, Tarantino ma ogromne spaghetti-westernowe ciągoty i ciągle się na swoją miłość do spaghetti westernów powołuje, ale chyba nie do końca łapie, o co w spaghetti westernach biega. A przez to nawet kopiowanie schematów mu nie wychodzi i choć "DU" zbiera niezłe oceny, to mogę się założyć, że za dziesięć lat mało kto o nim będzie pamiętał. Poza miłośnikami twórczości Tarantino i miłośnikami spaghetti westernów. Tyle, że dla tych drugich to będzie tylko kolejna ze stu kilku/kilkunastu zrzynek z oryginalnego, kultowego "Django". I to wszystko sprawia, że nie mogę dać "DU" więcej, niż 5,5/10.
LadyBlack - 21 Kwietnia 2013, 00:21
| ilcattivo13 napisał/a | Mnie tam Cruise obrzydł tak bardzo, że już żadnego filmu z nim w roli głównej w kinie nie obejrzę |
Pójdź no w me ramiona, Bracie
Poza kinem Cruise'a też nie oglądam .
I Nicolas Cage jeszcze mi obrzydł. Jedynie w "Dzikości serca" go lubię.
ilcattivo13 - 21 Kwietnia 2013, 00:27
A niech mnie szczur popieści! Rodzina mi się znowu powiększyła
Fidel-F2 - 21 Kwietnia 2013, 01:03
Ale ze zdania o DiCaprio, za ch..., się nie wybronisz. Nawet mi się nie chce robić na Tobie masakry. Po prostu przeproś.
A postać białego murzyna jest sednem i kwintesencją w połączeniu z bohaterem DiCaprio ustawiają cały film. Po prostu nie zakumałeś o czym to jest. Musisz obejrzeć jeszcze raz.
Nina Wum - 21 Kwietnia 2013, 05:02
Właśnie skończyłam oglądać "Drive".
Nie buchałam bynajmniej entuzjazmem odnośnie tego całego Ryana Goslinga. Gość wydawał mi się kompletnie nieinteresujący. Deprymująco harcerzykowaty z twarzy, tyle, że z przymieszką Tima Rotha (doceniam Rotha, ale go nie lubię.) Ot, myślałam, kolejny mdły, wyśliczniony holiłódzki produkt.
Tymczasem mój dobry przyjaciel nudził i nudził: "Musisz zobaczyć Goslinga, facet jest *beep*."
Ugięłam się.
Ujmę rzecz tak. Być to może, iż Steve McQueen narodził się ponownie i chodzi pośród nas. Kiedy ostatnim razem widziałam faceta, który jest w stanie ewokować przepastną głębię emocji, posługując się twarzą starannie wypraną z jakiegokolwiek wyrazu - to był nim właśnie McQueen.
Zaś film znakomity: wysmakowany, ostentacyjnie antyefekciarski, liryczny i bardzo brutalny zarazem. Polecam. (Dunadan - 10 na 10 gwiazdek.)
Dunadan - 21 Kwietnia 2013, 15:02
| Nina Wum napisał/a | | Dunadan - 10 na 10 gwiazdek. |
Dzięki ale już oglądałem porównanie do McQueena jakoś nie przyszło mi do głowy ale coś w sobie ma. Film faktycznie rewelacyjny.
| Fidel-F2 napisał/a | | Ale ze zdania o DiCaprio, za ch..., się nie wybronisz. Nawet mi się nie chce robić na Tobie masakry. Po prostu przeproś. |
w jakim sensie bo chyba nie kumam. DiCaprio był naprawdę niezły w tym filmie i rewelacyjny w paru innych które z nim widziałem...
Fidel-F2 - 21 Kwietnia 2013, 15:09
no właśnie
ilcattivo13 - 21 Kwietnia 2013, 18:44
| Fidel-F2 napisał/a | | Ale ze zdania o DiCaprio, za ch..., się nie wybronisz. Nawet mi się nie chce robić na Tobie masakry. Po prostu przeproś. | Chyba się pomyliłeś i napisałeś DiCaprio zamiast Cruise
| Fidel-F2 napisał/a | | A postać białego murzyna jest sednem i kwintesencją w połączeniu z bohaterem DiCaprio ustawiają cały film. | I pewnie dlatego pojawiają się dopiero w drugiej połowie prawie trzygodzinnego filmu
Fidel-F2 - 21 Kwietnia 2013, 20:38
Nie pomyliłem
Przecież pisałem, że nie zakumałeś. Nie musisz potwierdzać.
ilcattivo13 - 21 Kwietnia 2013, 21:00
Nie byłoby to pierwsze majaczenie, którego nie zakumałem
jewgienij - 21 Kwietnia 2013, 21:07
Biały murzyn z założenia jest mocny, podobnie jak jego pan, sadysta. Tyle że w tym filmie to tylko kukły jasełkowe, figury filmowe. W innej poetyce można z tego było zrobić pewnie jakieś napięcie, a tu ni pies, ni wydra. Bo jeśli ma być tarantinowsko, prześmiewczo, to ten cały sentymentalizm, cały patos wlany w dwuwymiarowe postacie spływa po prostu na podłogę.
W ogóle im więcej myślę o tym filmie, tym bardziej jestem zły na Tarantino za niechlujną fabułę, pełną niedorzecznych zwrotów, szpanerstwo, chwyty z polskiego kabaretu ( o workach na głowach), nieśmieszne gadulstwo ( nie ma jednego tekstu wartego zapamiętania). Jedyne, co fajne, to strzelanie. Ale to zawsze fajne
Fidel-F2 - 21 Kwietnia 2013, 21:52
Nie chce mi się rozpisywać z telefonu. Cały film jest pełen jaj bo to Tarantino, one są niezłe same w sobie ale fakt, że Tarantino robi to od wieków odbiera im mocy i pojawia się znużenie. Ale poprzez warstwę żartu i cynizmu zadaje ważne pytanie, ustami DiCaprio, o naturę człowieka. Czemu niewolnik trzymając przez pięćdziesiąt lat brzytwę przy szyi pana nigdy nie zdecydował się oderżnąć mu łba? Biały murzyn jest konstrukcją ilustrującą to pytanie, konstrukcją która w swej zaawansowaniu idzie nawet o krok dalej. Co zmusza niewolnika do działania na rzecz dobra swego pana jeśli żadne zewnętrzne warunki go do tego nie przymuszają. Dodatkowo działanie to niesie bezsensowną szkodę osobnikom z którymi powinien odczuwać jakąś pozytywną więź. Tu nie ma prostej odpowiedzi i nawet na pewno nie jest to jedna odpowiedź bo pytanie ma wiele aspektów. W tym kontekście tekst, że możnaby a nawet wartoby wywalić białego murzyna z fabuły zwyczajnie rozbawił mnie do łez.
Matrim - 21 Kwietnia 2013, 22:53
| jewgienij napisał/a | | nie ma jednego tekstu wartego zapamiętania |
Nieuważnie oglądałeś Ja, na przykład, zapamiętałem kilka.
jewgienij - 22 Kwietnia 2013, 09:42
To znany mechanizm "ucieczki od wolności", całe społeczeństwa za tym tęsknią. Zauważmy tęsknoty posowieckie za Stalinem. Niektórzy ludzie urodzeni niewolnikami wykazują właśnie taką psią uległość i miłość do złego pana.
OK, gdyby ten tekst Leonarda nie utonął w sosie rodem z Niewolnicy Isaury, byłoby ciekawie. Tymczasem biały murzyn przeistacza się w bardzo złego z telenoweli właśnie i działa tylko po to, żeby czarny murzyn mógł się uwalniać, dawać pojmać czy mścić. Jeśli to tylko jaja, to widziałem śmieszniejsze i uważam, że takie rzeczy są jakby trochę do niczego niepotrzebne. Za dużo jest złych, banalnych filmów, żeby je kopiować tylko dla picu, nic nie wnosząc do gatunku, nie uszlachetniając go niczym prócz sztuczek realizacyjnych i gagów.
W ogóle od początku do końca ten film wydaje mi się pusty i patetyczny. Trochę nagrzewa się przy Leonardzie, ale zaraz potem znów ilość tanich chwytów studzi to wszystko.
Fidel-F2 - 22 Kwietnia 2013, 09:50
jewgienij, z grubsza zgoda, ale nie chodziło o ten aspekt. Ja nie twierdzę, że to arcydzieło (acz nie równałbym filmu z ziemią), zresztą jakiś czas temu sam narzekałem. Jedyne czego się czepiam to wywalenie białego murzyna z fabuły dla jej dobra co jest bzdurą. Bez tego zostałaby sama Isaura na wesoło.
ilcattivo13 - 22 Kwietnia 2013, 17:40
Czyli normalny zdrowy Tarantino
Fidel-F2 - 23 Kwietnia 2013, 07:22
ilcattivo13, nie wiem czy ktoś Ci to powiedział, ale ubóstwo umysłowe nie jest emblematem który warto wyszywać na sztandarze.
thinspoon - 25 Kwietnia 2013, 12:49
Intruz. Zobaczyłem, zwabiony informacją, że będzie to coś na kształt Władców marionetek Heinleina. Po seansie dowiedziałem się, że film jest ekranizacją powieści pani Meyer, tej od Zmierzchu i wszystko stało się jasne. Jeśli ktoś szuka romansidła dla nastolatek, może się zapoznać, w innym przypadku omijać szerokim łukiem. Elementy SF tak biedne, że aż chce się rzucić złotówkę, o dialogach nawet nie ma co wspominać. Żeński duet Ronan-Kruger wypada słabo, ale z tak rozpisanych ról raczej nie dało się wycisnąć nic więcej.
Trafiłem na zabawny komentarz książkowej wersji Intruza (ocena 9/10)
| Cytat | | Z początku książka wydawała mi się dziwna . Przypominała mi science-fiction. Na szczęście uczucie to szybko przeminęło. |
jewgienij - 25 Kwietnia 2013, 17:12
Niedopuszczalne okrucieństwo - czy jakoś tak, braci Coen, z Zetą Jones i Clooneyem.
Miało być lekko i zabawnie, ale bracia przeszacowali swój talent. Woodym Allenem nie są. Zakalec.
ihan - 25 Kwietnia 2013, 20:57
Martwe zło. Mózg, flaki, krew, gore, gore, mózg, flaki, flaki, krew. Chyba jednak nie jestem wielbicielką gore, więc tu nie podejmuję się oceniać, ale brak logiki w postępowaniu bohaterów mnie zabił kompletnie. No, nic nie poradzę, ale braki logiki mnie zawsze wykańczają psychicznie.
Starscreem - 25 Kwietnia 2013, 21:59
Oblivion (Niepamięć) Właśnie wróciłam z kina. Jak już ktoś wspominał - nie powala. Niby pomysł był dobry, ale jakoś nie porywa, człowiek się nie angażuje emocjonalnie w historię i nie zżywa z bohaterami.
Złe nie jest, można obejrzeć, ale za miesiąc nie będę już pamiętać o czym to było.
|
|
|