Mechaniczna pomarańcza [film] - Ostatnio oglądane filmy
Fidel-F2 - 10 Marca 2013, 17:42
no to będe szukał
ilcattivo13 - 10 Marca 2013, 17:48
Ta książka leży już parę miesięcy na stoliku przy moim barłogu, ale ciągle dostaję coś do recenzji i nie mam kiedy jej przeczytać :/
Edit: "Battlestar Galactica: Chrome and Blood". Pierwsza wojna z cylonami, młody komandor Adama prosto ze szkółki trafia na front.
Telewizyjna dokrętka do serialu, tacy sobie aktorzy, takie sobie efekty, taka sobie fabuła (stanowczo za dużo "nadludzkich wysiłków woli" i "zabili go i uciekł"). 5/10. No może 6/10. Ale tylko za Lili. I bimbałki
***
"Lockout". Guy Pearce jako gadatliwy twardziel wyrywający córeczkę prezydenta z łapsk najgorszych kryminalistów świata. Scenariusz oficjalnie na pomyśle Luca Bessona, ale ten musiał tuż przed wymyśleniem osi fabuły "Lockouta" oglądać obie "Ucieczki..." z Kurtem Russellem i obie "Fortece" z Christopherem Lambertem. I jeszcze ten atak na Gwiazdę Śmier... Znaczy, Więzienie Orbitalne MS1. Cóż... Szkoda, że facet od "Ostatniej walki", "Metra", "Leona..." i "Piątego..." kończy jako przeciętny kopista :/
Enyłej, Guy nie zagrał nawet w połowie tak dobrze jak w "Lawless" i o klasę niżej od Lamberta i Russella. Maggie najwyraźniej lubi być uprowadzana, porywana i zakładniczkowana (podoba mi się to słowo ) i uważam, że lepiej wygląda w ciemnym futrze. Efekty specjalne na początku filmu mogą przyprawić o wciórności (są tak tandetne, że aż twórcy zrobili z nich stroboskop, żeby nikt się tym efektom zbytnio nie przyglądał), ale potem się poprawia. Debilizm fabuły niestety nie poprawia się w żadnym momencie filmu.
A jedyna dobra rzecz w tym filmie, to niestety nie są bimbałki (bo tych nie ma nawet na lekarstwo), ale "ci źli", czyli Vincent Regan i Joseph Gilgun. Zwłaszcza ten drugi zagrał wyśmienicie.
6,1/10, bo to jednak minimalnie lepsze od tego wyżej.
Fidel-F2 - 11 Marca 2013, 09:22
Mój rower Film o relacjach rodzinnych, kilka fajnych scen, świetna muzyka plus męska wyprawa. Lubię takie filmy. No i bombkowy tekst - Każdy alkohol jest bardzo dobry za wyjątkiem denaturatu, który jest dobry.
nemezis871 - 11 Marca 2013, 17:33
Ostatnio obejrzałam:
Czarnego łabędzia i mam jakieś mieszane odczucia... nie wiem czy mi się podobało czy nie, a to się zdarza rzadko
- Hobbita - dobre, ale niektóre sceny przegięte, choćby w kopalni goblinów, to już chyba nawet Bond, MacGyver i Chuck Norris by odpadli a banda krąglutkich krasnoludów dalej żyje i jeszcze naparza Duży plus za muzykę.
- a wczoraj jeszcze Tajemnicę Syriusza - od razu mówię, że ,,Drugiej odmiany" nie czytałam, więc nie wiem jak się to ma do powieści, ale film mi się podobał Choć był chwilami przewidywalny.
ilcattivo13 - 12 Marca 2013, 21:41
"Whisky dla aniołów". Fajny film, trochę w stylu "Kontrolerów", ale jednak słabszy. Dla mnie ma dodatkowy smaczek, bo znam gościa, który oprócz tego, że wygląda jak Albert, to jeszcze prezentuje osiągnął ten sam poziom rozgarnięcia
Enyłej, 7,5/10
Edit: czy tylko mnie drażnił głos gutkowego lektora?
Fidel-F2 - 13 Marca 2013, 01:26
enyłej Kontrolerzy w porównaniu do Whisky to druga liga
ilcattivo13 - 13 Marca 2013, 01:44
To Twoja subiektywna opinia?
Fidel-F2 - 13 Marca 2013, 09:49
Nie, sąsiada.
ilcattivo13 - 13 Marca 2013, 15:11
W takim razie zaczynasz mnie naśladować w powtarzaniu głupot wypowiedzianych przez innych
Fidel-F2 - 13 Marca 2013, 15:21
chyba ty
ilcattivo13 - 13 Marca 2013, 15:23
znaczy, to ja się od Ciebie tym zaraziłem? Bleh...
Matrim - 13 Marca 2013, 15:51
Skyfall
Co ja się będę rozpisywał - dużo Bonda w Bondzie, świetny złoczyńca, szkoda Astona, za bardzo rozbeblany finał. Ale uczczenie "pięćdziesiątki" wyszło. Podobał mi się bardziej niż Quantum... i na równi z Casino... - to z tych nowych, oczywiście.
Searching for Sugar Man
Oj, żałuję, że Trójka tak dużo o tej historii opowiadała, żałuję że słuchałem. Bo odbiór mógłby być zupełnie inny. Świetny dokument o dość nieprawdopodobnej historii - muzyk, który w latach 70. sprzedał w Stanach siedem płyt (jedną z nich ponoć nabył redaktor Mann), staje się fenomenem muzycznym w RPA w latach 80. i 90. i dalej. Gdybym nie słuchał wcześniej w radiu piosenek i rozmów, to nie uwierzyłbym, że taka historia jest możliwa. A i tak mniej więcej do połowy mówiłem sobie "Nie, to chyba jakiś przekręt, jakieś muzyczne Forgotten Silver. Ale Mann ma tę płytę, więc... Nieee, jaja sobie robią".
Warto, bardzo, bo i historia dobra i muzyka świetna.
ketyow - 13 Marca 2013, 19:16
| Matrim napisał/a | Skyfall
szkoda Astona |
To był tylko model z drukarki 3D
Matrim - 13 Marca 2013, 19:34
ketyow, to jest tak samo jak z kopnięciem w krocze: może być, że to tylko na filmie, ale nie ma faceta, który nie zaciska w tym momencie kolan i nie krzywi się z bólu
ilcattivo13 - 13 Marca 2013, 19:41
i jeszcze się przy tym wciąga powietrze przez zęby
Matrim - 13 Marca 2013, 20:04
O to to, dobrze gadasz (DCW)
ilcattivo13 - 13 Marca 2013, 22:39
Aby tylko Złotą L.
****************************
"Szturm". Francuski thriller na faktach, pokazujący akcję GIGN z 26.12.1994 w Marsylii, w czasie której uwalniali zakładników porwanego przez islamskich terrorystów samolotu Air France. Film nieźle nakręcony, trzymający w napięciu, ale szkoda, że twórcy potraktowali sprawę tak strasznie skrótowo i część faktów pozmieniali. Enyłej, 7,5/10 się należy.
Fidel-F2 - 14 Marca 2013, 16:44
Juan de los Muertos Film hiszpańsko-kubański. Juan to obibok choć dobry człowiek, podobnie jego kumple. Słońce, rum i kobiety to wszystko co mu do życia potrzebne. Kubę opanowuje plaga zombie a Juan postanawia na nich dorobić parę groszy. Całkiem udana, bezpretensjonalna komedia zombie.
Matrim - 14 Marca 2013, 22:42
Rise of the Planet of the Apes
Łał. Zaskoczenie. To jest świetny film - kino SF w tym dobrym wydaniu, bez zbędnego efekciarstwa i rozdmuchanych fajerwerków. Na dodatek tak wyważony i opowiedziany, że w finale właściwie nie wiadomo komu kibicować No i ta scena, na wybiegu, gdy Ceasar... Kto widział, ten wie - złapała mnie bezbronnego, bo dałem się porwać historii i czegoś takiego się nie spodziewałem
I świetny Serkis, znów. Kolejna małpa w CV...
Fidel-F2 - 14 Marca 2013, 23:44
Nazywam się Nobody / Il Mio nome è Nessuno Specyficzny film. Ostatni western Sergio Leone (choć we współpracy z Tonino Valerii) i to wydaje się bardzo istotne w jego ocenie. Podczas oglądania, mniej więcej w 2/3 filmu byłem o krok od porzucenia, myślałem, ze to zupełnie nieudany film, że Leone chciał coś odmienić i się pomylił. Ale to nie tak. Głównym bohaterem jest całkowicie poważny, podstarzały rewolwerowiec, podstarzały ale w swoim fachu wciąż pierwszorzędny, partneruje i osacza go równie perfekcyjny acz kompletnie pajacowaty Nikt. Film oglądany bez kontekstu jest bezkoncepcyjnym niemal zlepkiem. Co prawda pojedyncze sceny, pomysły, gagi, bywają pierwszorzędne ale całość po jakimś czasie zaczyna nużyć i irytować bezsensem. Końcówka wiele wyjaśnia i metaforycznie odbierany film jest pożegnaniem. Leone stwierdza, że czasy się zmieniły i pora odejść, bo to już nie jego bajka. Na cmentarzu jakiegoś zapomnianego miasteczka bohaterowie filmu znajdują nagrobek Sama Pekinpaha. Może minął czas Leone, może czas westernu, albo jedno i drugie. Leone się żegna, a wraz z nim zegna się z nami świat Dzikiego Zachodu, z jego wartościami i symbolami. Przy okazji odrobinę z nas kpią.
Darth_Franek - 15 Marca 2013, 08:31
A to mnie zaintrygowałeś. Chyba nie znałem tego obrazu. Poszukać trzeba...
Luc du Lac - 15 Marca 2013, 13:53
Jestem bogiem - pomysł ciekawy (tabletki zwiększające możliwości intelekt.), aczkolwiek, przy obecnej wiedzy na temat mózgu - całkowicie chybiony
No i bohater do sensownych wniosków i działań dochodzi dopiero pod koniec filmu. Mimo to - dobrze się to patrzy
ps. w EMPIKu widziałem dzisiaj kolekcję 007 - za jedyne 1100 zł (bez Skyfalla - ale z miejscem na) - bardzo ładnie wydane
Agi - 15 Marca 2013, 13:55
| Luc du Lac napisał/a | ps. w EMPIKu widziałem dzisiaj kolekcję 007 - za jedyne 1100 zł (bez Skyfalla - ale z miejscem na) - bardzo ładnie wydane |
1100 zł za kolekcję filmów z Bondem nazywasz okazją?
Chal-Chenet - 15 Marca 2013, 14:18
Agi, to zdaje się blu-ray.
ilcattivo13 - 15 Marca 2013, 15:00
Fidel - dlaczego mam wrażenie, że chciałeś, żeby Leone od samego początku wyłożył kawę na ławę?
I chyba nie do końca trafiłeś z tym pożegnaniem. Leone później jeszcze wyprodukował i wyreżyserował wstęp do kontynuacji przygód Nobody i dopiero potem pokazał spagheciakom zadek
Myślę, że to bardziej film o osądzaniu po pozorach, niedocenianiu i pysze, niż o pożegnaniu. To znaczy, pożegnania też trochę jest, ale jest ono wyłącznie karą za zadufanie w sobie i lekceważenie innych, bez względu na to, jak bardzo pajacowaci by oni nie byli.
Fidel-F2 - 15 Marca 2013, 16:10
pewnie też
ilcattivo13 - 16 Marca 2013, 00:21
Bajka o Robinie i Ridley'u (uwaga na spojlery)
Dawno, dawno temu, Ridley Scott wywalił kasę na nakręcenie kilku rzeczy, które okazały się finansową klapą. Tak bardzo żal mu było kasy, że aż nie mógł spać po nocach, a zębami zgrzytał tak bardzo, że inne holiłódźskie gwiazdy się na niego wk... złościły, że im też nie daje spać. I tak chodził po nocach, biedny Ridley, i chodził, i chodziłby tak aż do kompletnego starcia stawów biodrowych, gdyby nie zmiłował się nad nim jego kumpel, Brian Helgeland. Tenże przyszedł do strapionego Ridley'a i rzecze:
- Mam pomysła - zróbmy nowego Robin Hooda. Ta historia zawsze się ludziom sprzedaje. Troszkę pozmieniamy, żeby nie było, że kopiujemy któryś wcześniejszy film. Do roli Robina weźmiemy jakiegoś umięśnionego, ale inteligentnie wyglądającego aktora, jako Marion obsadzimy jakąś piękną, ale twardą aktorkę, a resztę, to się jeszcze dopracuje.
Ridley'a zatkało. Chwilkę dłuższą zajęło, zanim się odszpuntował i odpowietrzył i z wyrazem szczęścia na twarzy krzyknął:
- Tak! To jest myśl! Pokażę temu dziadowi Reynoldsowi, jak się powinno kręcić Robin Hooda.
- Wiesz, drogi Ridley'u, ja już nawet mam taki mały gotowy scenariu...
- Świetnie! Dawaj go tu! Od razu go przeczytam, a jutro zabieramy się za kręcenie.
Helgeland odetchnął. Nie dość, że uratował kumpla i że całe Holiłódź od teraz było jego dłużnikiem, to jeszcze zarobi trochę kasy na scenariuszu, bo przecież Ridley już nie babrze się sam w skryptach, tylko zleca robotę komuś z zewnątrz.
Jego radosne rozmyślania nagle zaczęły przerywać sapnięcia Ridley'a, który właśnie zapoznawał się ze skryptem.
- Ryszard Lwie Serce na krucjacie w Palestynie, bla, bla, bla, książe Jan dławi kraj podatkami, bla, bla, bla, Robin wyjęty spod prawa za kłusownictwo przez złego Szeryfa z Nottingham, bla, bla, bla, zbiera drużynę, bla, bla, zakochuje się w pięknej Marion, bla, bla, wygrywa incognito turniej łuczniczy, bla, bla, zabiera bogatym i daje biednym, bla, bla, Ryszard Lwie Serce wraca do kraju i ułaskawia Robina, koniec. Najn, najn, najn! Nudy! To takie oklepane, wesolutkie i gładkie do zarzygania! Normalnie jakbyś to prosto z jakiejś książki dla dzieci przepisał.
W tym momencie Helgelandowi wypada z kieszeni książka z dużym, pozłacanym napisem "Pyle" na okładce. Na szczęście, Ridley zajęty narzekaniem tego nie zauważa i kontynuuje przemowę.
- Pomysł ogólnie jest oki, ale szczegóły musimy zmienić. Potrzebujemy więcej przemocy, brudu, krwi, flaków, strzał wbijających się w oczodoły i szyje, intryg, wojny, seksu...
- Seksu nie można, bo nam wyższy rating wwalą i stracimy widzów, Ridley'u.
- Racja. Seksu nie możemy pokazać. Ale to i dobrze, bo cycate aktorki chcą więcej szmalu, a i aktorzy się wkurzają, że ich bromem faszerujemy. Oki, seksu nie będzie, za to zrobimy inaczej. Ryszard musi szybko i gwałtownie umrzeć. Najgorszym wrogiem Anglii była w średniowieczu... ta... no... A! Francja. Więc zginie w czasie krucjaty we Francji. A właśnie. Przy okazji utrę też nosa Spielbergowi i pokażę mu, jak się powinno kręcić sceny desantu na plaży. Francuzi najadą Anglię i będą się desantowali z LCVP...
- Ale...
- Żadne "ale". Jak kręcić desant, to tylko porządnie. A co to za desant bez LCVP i żołnierzy, których po otwarciu się rampy wyładunkowej koszą kule...
- Strzały...
- Łotewer. Aby tylko były ujęcia naszpikowanych żelastwem żołnierzy, tonących w czerwonej od krwi wodzie. A głównym wrogiem Robina nie będzie Szeryf z Nottingham, tylko... hmmm... kto mi ostatnio się naraził... Reggio! Bydlak ma jakieś wątki do Dumbo..
- Ale to chyba włoskie nazwisko?
- Na szczęście Reggio ma też imię. Arcy-wrogiem Robina będzie więc Godfrey. Ma być łysy i Robin mu na początku facjatę przefasonuje i przez to będą jeszcze większymi wrogami. Aha. Trzeba pomyśleć też o głębszej warstwie - przecież to nie kino radosnej rozpierduchy. Niech w międzyczasie wyjdzie, że ojciec Robina, którego ten nie znał, bo został osierocony w dzieciństwie, był demokratą i Robin też potem zostanie demokratą i uratuje królestwo, ale na koniec zostanie wyjęty spod prawa przez republikańskiego króla. Przy okazji podliżemy się Obamie. No i to chyba na razie na tyle. Znasz już założenia, bierz się do roboty. Gotowy scenariusz chcę mieć u siebie jutro wieczorem. Aha - w Sherwood ma grasować banda. Ale niech to będzie banda zdziczałych dzieciaków, coś jak w te z 'Władcy much", które na początku okradną Marion, potem Robina, a potem będą się przemykały po lasach i w ogóle.
I tak to mniej więcej się zaczęło... A po roku z hakiem do kin wszedł "Robin Hood wg. Ridley'a Scotta". Z Russellem Crowe i Cate Blanchett w rolach głównych.
A wszystkim tym, którzy narzekają na "Bitwę pod Wiedniem", kazałbym oglądać tego ridley'owego Hooda non stop przez tydzień. Potem już nigdy nie narzekaliby na "włoską inwencję"
Adon - 16 Marca 2013, 01:32
LOL, a mi się podobało. Ale przez Ciebie mam ochotę sobie teraz Pyle'a odswieżyć, tylko mi książkę wcięło gdzieś. Nic to, na allegro się znajdzie.
Kruk Siwy - 16 Marca 2013, 10:38
Pyle jest niezły, znaczy kanoniczny ale polecam:Tadeusz Józef Modest Kraszewski (ur. 12 stycznia 1903 w Kole, zm. 4 kwietnia 1973 w Poznaniu) – polski pisarz, dziennikarz, literat. Autor m.in. powieści Robin Hood (cz. II Marianna, żona Robin Hooda) (1949)
ilcattivo13 - 16 Marca 2013, 12:54
Adon - mi w sumie też, przez większą część seansu konałem ze śmiechu
Kruku, czytałem i Pyle'a i Kraszewskiego i ich podejścia do RH, choć skrajnie różne, podobały mi się jednakowo
|
|
|