To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Mechaniczna pomarańcza [film] - Ostatnio oglądane filmy

Witchma - 27 Listopada 2012, 09:28

E tam pójdzie, na "Ghost in the Shell" usnęłam i generalnie tak na mnie działają tego typu produkcje.
fealoce - 27 Listopada 2012, 09:29

feralny por. napisał/a
Mononoke Hime też bardzo dobre, no i Laputa i Porco Rosso i... w sumie nie ma złych Hayao Miyazakiego.


True :)

dzejes - 27 Listopada 2012, 09:36

Witchma napisał/a
E tam pójdzie, na Ghost in the Shell usnęłam i generalnie tak na mnie działają tego typu produkcje.


Wow, ale to przecież zupełnie inne gatunki filmowe, kompletnie odmienne. Porównujesz je w zasadzie dlaczego?

Witchma - 27 Listopada 2012, 09:57

dzejes, przepraszam, moja ignorancja w tej materii sięga tak głęboko, że nie odróżniam jednej japońskiej kreskówki od drugiej. A nawet tych, co nie są japońskie, a tylko tak wyglądają. Może to jakiś defekt mózgu, nie wiem, ale będę z tym żyć.
Fidel-F2 - 27 Listopada 2012, 09:59

dzejes napisał/a
Wow, ale to przecież zupełnie inne gatunki filmowe, kompletnie odmienne.

dzejes - 27 Listopada 2012, 10:11

Witchma napisał/a
moja ignorancja w tej materii sięga tak głęboko, że nie odróżniam jednej japońskiej kreskówki od drugiej.


Ja nie wpadam do wątku o Bondzie i nie mylę Brosnana z Connerym, a potem nie piszę ironicznych komentarzy w odpowiedzi na postywyrażające zdziwienie. Szacunek dla cudzuch upodobań anyone?

Fidelu, naprawdę wszyscy już wiedzą, że umiesz wklejać emotki z innych miejsc.

Fidel-F2 - 27 Listopada 2012, 10:13

teraz jeszcze muszę upewnić sam siebie
Witchma - 27 Listopada 2012, 10:22

dzejes, a co w tym ironicznego, że się nie znam, bo nie skumałam? :roll:
ketyow - 27 Listopada 2012, 10:26

dzejes napisał/a
Witchma napisał/a
moja ignorancja w tej materii sięga tak głęboko, że nie odróżniam jednej japońskiej kreskówki od drugiej.


Ja nie wpadam do wątku o Bondzie i nie mylę Brosnana z Connerym, a potem nie piszę ironicznych komentarzy w odpowiedzi na postywyrażające zdziwienie. Szacunek dla cudzuch upodobań anyone?


Podpisałbym się generalnie pod tym, tylko że nie kiedy to pada z ust dzejesa, który przeca też jest często wyrocznią co do tego, co dobre, a co nie ;P:

Fidel-F2 - 27 Listopada 2012, 10:30

ketyow, wyrocznią jestem ja, foch
Adon - 27 Listopada 2012, 11:15

ketyow napisał/a
dzejes napisał/a
Witchma napisał/a
moja ignorancja w tej materii sięga tak głęboko, że nie odróżniam jednej japońskiej kreskówki od drugiej.


Ja nie wpadam do wątku o Bondzie i nie mylę Brosnana z Connerym, a potem nie piszę ironicznych komentarzy w odpowiedzi na postywyrażające zdziwienie. Szacunek dla cudzuch upodobań anyone?


Podpisałbym się generalnie pod tym, tylko że nie kiedy to pada z ust dzejesa, który przeca też jest często wyrocznią co do tego, co dobre, a co nie ;P:

Tak mi się skojarzyło (pasuje do wielu sytuacji, jak widać):



:wink:

W temacie:
Brave - podobało się zarówno mi, jak i mojemu dwuletniemu synowi (choć pewnie z innych powodów). Dodatkowy plus za aberdeeński akcent syna przywódcy jednego z klanów. :mrgreen:

Chernobyl diaries - można obejrzeć, jesli ktoś gustuje w tego typu produkcjach. Sensu raczej doszukiwać się za bardzo nie ma po co. Plus za osadzenie akcji w "egoztycznej" Europie dla odmiany po Nowym Meksyku. ;)

corpse bride - 27 Listopada 2012, 12:06

Totoro mogłabym chyba oglądać w kółko. Fidel, puść synowi i zobacz, może ci się spodoba. I faktycznie, wszystkie filmy z tej wytwórni, które oglądałam są super.
A choć ogólnie raczej lubię anime niż nie lubię (kiedyś oglądałam pasjami seriale anime), to Gost in the Shell mi nie podeszło. Niby piękne, niby ambitne, ale chyba też zasnęłam :(

Matrim - 27 Listopada 2012, 12:13

dzejes napisał/a
zwłaszcza, że King Kong gros pieniędzy zarobił na płytach

No właśnie że nie. 550 milionów to jest zysk z kin (z czego 220 w Stanach). Na płytach zarobił dodatkowe 100 milionów. A koszty promocji są wliczane do kosztów całkowitych, więc to jest jednak całkiem niezły zarobek.

dzejes - 27 Listopada 2012, 14:04

ketyow napisał/a
tylko że nie kiedy to pada z ust dzejesa, który przeca też jest często wyrocznią co do tego, co dobre, a co nie


Czym innym jest powiedzieć np. "Achaja jest kiepska i obraża moją inteligencję", a czym innym "Księżniczka Mononoke? Nie dzięki, na Ghost in the Shell zasnęłam".

Matrim: film, którego budżet wzrósł z zakładanych 150 do ponad 220 milionów, a wpływy z samych kin szacowane przed premierą były na 1 do 1,2 miliarda, a w efekcie były dwukrotnie mniejsze, nie jest finansowym sukcesem.
Nie jest też klapą na miarę Johna Cartera.
Przeczytaj raz jeszcze to, co ja napisałem, bo przybiegłeś i się czepiasz bez sensu.
Napisałem otóż
Cytat

A jak się zaskoczeniu czuli finansujący te zabawy z małpą, to aż sobie wyobrazić nie umiem.


No więc zwykle producenci widzą film przed wypuszczeniem go na ekrany, że już o wypuszczeniu na płytach nie wspomnę. Więc wynik ostateczny nijak się ma do pierwszych opinii, które były bardzo dwuznaczne.

Witchma - 27 Listopada 2012, 14:23

dzejes, nadal nie wiem, jakiego rozróżnienia nie dostrzegam, ale powiedzmy, że w wolnej chwili sobie wyguglam.
A jeśli Ci to poprawi nastrój, na "Akirze" też usnęłam, tak samo jak na jakimś innym filmie z tej serii (w moim mniemaniu) o łowcy wampirów. Chyba jednak nie jestem targetem japońskich animacji.

Matrim - 27 Listopada 2012, 14:57

dzejes napisał/a
a wpływy z samych kin szacowane przed premierą były na 1 do 1,2 miliarda

Podaj jakiś link, bo wierzyć mi się nie chce, że ktoś to zakładał. Przed King Kogiem ten próg przekroczył Titanic, Powrót króla, Mroczne widmo i (prawie) pierwszy Potter. Pomijając uniwersalność i "romansowość" pierwszego, pozostałe miały olbrzymi i pewny fundament w postaci fanów, ich sukces był pewny. Kto stawiał na pięciokrotny zysk w przypadku Małpy? Bo z informacji jakie ja znalazłem, to szacunki branży były bardzo ostrożne.

Dodatkowo, biorąc pod uwagę ostatnią dekadę jest to piąty najbardziej dochodowy film Universala.

dzejes - 27 Listopada 2012, 15:10

Witchma napisał/a
dzejes, nadal nie wiem, jakiego rozróżnienia nie dostrzegam, ale powiedzmy, że w wolnej chwili sobie wyguglam.


Ależ nie musisz, ja nawet nie jestem fanem anime. Tylko akurat tego jednego reżysera, bo uważam, że potrafi czarować. GitS oglądałem, ale nie podeszło mi specjalnie. Ubodło mnie to, co napisałaś, bo porównywanie tych dwóch produkcji jest naprawdę nietrafione. Choć jestem w stanie zrozumieć, że kogoś taka estetyta tak bardzo odrzuca, że niczego nie jest w stanie obejrzeć, obojętnie czy będzie to film wojenny, erotyczna opowieść o bogini szukającej miłości, czy bajka o zmarłej dziewczynce.

Matrim - lubisz Małpę i super, mi się efekty też podobały, ale sam film mam za słaby. Przerzucać się cytatami możemy długo, ale mi się nie chce. Co mogę jeszcze powiedzieć? Titanic absolutnie nie był pewnym hitem, podobnie pierwszy Potter.

hrabek - 27 Listopada 2012, 15:16

Titanic trafił na podatny grunt, bo akurat w 1997 roku nie było wielkich hitów w kinach, więc ludzie poszli na to tłumnie, wynagradzając sobie niejako kinową posuchę.
Ale pierwszy Potter moim zdaniem miał wyraz hit wypisany na każdym bilecie. Wiadomo, że najbardziej dochodowe są filmy dla młodych, bo nie dość, że sami pójdą, to jeszcze rodziców zabiorą. A baza potencjalnych widzów złożonych z czytelników książki była ogromna, na niespotykanym do tej pory poziomie. Oczywiście można było obawiać się, że film będzie klapą, bo nie takie pewniaki się wykładały, ale nie można zakładać, że wytwórnia robiła film z zamiarem wyjścia na zero, tylko oczekiwała znacznych wpływów.
King Kong leciał ostatnio w telewizji, obejrzałem spory fragment. Pamiętałem go jako trochę lepszy, teraz mnie straszliwie znudził. W zasadzie tylko walka małpy z trzema T-Rexami była na poziomie pod kątem efektów, cała reszta to udziwnianie historii na siłę. W tym same dinozaury także.

ilcattivo13 - 27 Listopada 2012, 15:16

Ciekawi mnie, ile osób nienawidzących/nietrawiących anime wychowało się na japońskich "Muminkach" :wink:
dzejes - 27 Listopada 2012, 15:26

hrabek napisał/a
Ale pierwszy Potter moim zdaniem miał wyraz hit wypisany na każdym bilecie. Wiadomo, że najbardziej dochodowe są filmy dla młodych, bo nie dość, że sami pójdą, to jeszcze rodziców zabiorą. A baza potencjalnych widzów złożonych z czytelników książki była ogromna, na niespotykanym do tej pory poziomie. Oczywiście można było obawiać się, że film będzie klapą, bo nie takie pewniaki się wykładały, ale nie można zakładać, że wytwórnia robiła film z zamiarem wyjścia na zero, tylko oczekiwała znacznych wpływów.


To jest kwestia rozumienia wyrażenia "pewny hit". Ja to rozumiem jako sytuację, w której jedynie przebiegunowanie planety mogłoby zagrozić filmowi przed skoszeniem ogromnej kapusty. Z wymienionych przez Matrima filmów według mnie tylko Powrót króla spełniał to założenie. Nawet Star Wars I mogły się wyłożyć, choć oczywiście nie tak spektakularnie, jak przywołany wcześniej przeze mnie John Carter.

Romek P. - 27 Listopada 2012, 15:29

Pozwolę sobie na chwilkę wbiec między armaty i wyznać, że dla mnie oglądalny w "Małpie" jest właśnie tylko początek - świadomie przerysowany, trochę jak w "Żądle". Potem, z dinozaurusiami, to się robi kicha niebywała.
Ot, degustibus :)
Ale z tego powodu bardzo się boję oglądać "Hobbita" :)

hrabek - 27 Listopada 2012, 15:33

Według Twojej definicji to nie ma takiego filmu. Powrót Króla może, ale de facto to któraś część większej całości, która się sprawdziła, przy czym wciąż stanowiąca dopełnienie całości, a nie pisany na kolanie sequel pod wpływem znacznych przychodów z części pierwszej. Natomiast pewnym hitem nie można nazwać Drużyny Pierścienia, bo tu już była niewiadoma, w jaki sposób obraz zostanie przyjęty.
Z Potterem sytuacja była podobna, ale mimo wszystko uważam, że naprawdę trzeba by się postarać, żeby w tym przypadku nawalić.
Z kolei John Carter, który jest przez Ciebie przywoływany jako przykład spektakularnej klapy, także jest przypadkiem odosobnionym, bo takie wtopy zdarzają się naprawdę bardzo rzadko i szanse na tak wielką porażkę można chyba porównać do szans na bycie pewnym hitem według Twojej definicji.

Matrim - 27 Listopada 2012, 15:40

dzejes napisał/a
lubisz Małpę i super

Napisałem tak gdzieś? Sam mnie przed chwilą skierowałeś na właściwy tor, że tu o liczby u producentów chodzi, a nie o podobanie. Ciekaw jestem skąd wziąłeś te szacunki, bo, wiesz... nie chcę żyć w błędzie, nie :)

Titanic nie był pewnym hitem? Film, który miał największy budżet w historii, bazował na najbardziej znanej morskiej katastrofie, miał pięknego Romeo na pokładzie i ponad wszystko był historią o miłości? Kobiety szły wzdychać i płakać, a faceci - podziwiać katastrofę :) A w chwili wejścia do kin pierwszego filmu o Potterze na rynku były już cztery książki i szalała potteromania. Pierwszy Potter bardziej niż każdy inny film był skazany na sukces w swoich czasach.

Edit: O, już się hrabek rozpisał.

hrabek - 27 Listopada 2012, 15:45

Titanic jednak nie był pewnym hitem. To wszystko, Matrim, o czym piszesz, ok, ale mimo wszystko budżet był przeogromny, a jakby nie było nie miał to być blockbuster z kosmitami czy wielką rozpierduchą co 10 minut, a romantyczne dramaty czy komedie takich pieniędzy nie zarabiały. Owszem zdarzały się filmy, które zarobiły więcej niż budżety Titanica, ale nie było ich wiele, dlatego producenci drżeli o wynik. To co mówisz, czyli historia miłosna ukazana właśnie w taki sposób, plus katastrofa itd, ale także, a może przede wszystkim to co ja napisałem wcześniej o idealnym wyczuciu czasu dla tego obrazu, sprawiły, że film zarobił najwięcej w historii i potrzeba było ponownie Camerona, żeby przebił sam siebie.

Co do Pottera, to chyba nie do końca potrafię się idealnie wysłowić. Rozumiem o czym pisze dzejes, film mógł okazać się porażką i następna część wtedy by nie powstała, tak jak porażką okazał się Percy cośtam (nawet tytułu dobrze nie pamiętam, pamiętam tylko Pierce'a Brosnana na wózku). Natomiast od samego początku produkcji wydawało się, że wszystko jest podporządkowane jednemu celowi począwszy od wyboru reżysera z ogromnym doświadczeniem w filmach dla dzieci po wybór dzieciaków z castingów. I kolejne doniesienia budowały bardziej niż podkopywały pozycję filmu.

Matrim - 27 Listopada 2012, 15:58

hrabek, racja, już mi się "oczekiwania" z "osiągnięciami" mieszają.

Przykłady rekordzistów podałem jako przeciwwagę dla Konga i argument dlaczego nie można było od niego oczekiwać bicia rekordów.

I nadal nie potrafię sobie wytłumaczyć, że potrójny zwrot inwestycji można uznać za kiepski interes.

dzejes - 27 Listopada 2012, 16:01

hrabek napisał/a
Z Potterem sytuacja była podobna, ale mimo wszystko uważam, że naprawdę trzeba by się postarać, żeby w tym przypadku nawalić.


Mam wrażenie, że myślisz trochę ahistorycznie, że z dzisiejszej perspektywy oceniasz premierę bardzo drogiej jednak produkcji. Dlatego nie napisałem, że pewnym hitem była cała trylogia Władcy... tylko jej epickie zakończenie, bo to dwie zupełnie odmienne sprawy.

Że wtop na miarę Johna Cartera jest niewiele - to prawda. Na tym poziomie budżetu, bo jeśli zejdziesz niżej, to będzie ich już więcej. A filmów zarabiajacych tyle, co King Kong jest już naprawdę dużo - Tintin na przykład.

Matrim -
Cytat
Though it was approaching the $US200 million mark domestically, King Kong continued to perform below industry expectations. Hollywood had pegged the epic remake from The Lord of the Rings mastermind Peter Jackson as a potential billion-dollar smash worldwide.
,

Cytat

Analysts say Kong could follow the steady pattern of Titanic, which had a comparatively modest $28.6-million opening weekend but stayed alive long enough to become the biggest-grossing modern film at $600-million domestically and $1.8-billion worldwide.


Cytaty znaleziony na pierwszej stronie wyników Google.

Matrim napisał/a
Napisałem tak gdzieś?


Matrim napisał/a
ale po drugim wychodzi mi że to przyzwoite kino przygodowe, z kilkoma niezłymi momentami i świetnymi efektami.

hrabek - 27 Listopada 2012, 16:20

dzejes napisał/a
Mam wrażenie, że myślisz trochę ahistorycznie, że z dzisiejszej perspektywy oceniasz premierę bardzo drogiej jednak produkcji. Dlatego nie napisałem, że pewnym hitem była cała trylogia Władcy... tylko jej epickie zakończenie, bo to dwie zupełnie odmienne sprawy.

OK, ale tu znowu myślimy innymi kategoriami. Wyciągasz z kontekstu jedną, w dodatku ostatnią, część całości, gdy pierwsze dwie się sprawdziły, a w trzeciej będzie ten sam reżyser i aktorzy grający na podstawie tego samego scenariusza zbudowanego na kanwie tej samej kultowej powieści. Ja w ogóle nie traktuję Powrotu Króla jako osobnego filmu. W ten sposób rozróżniając, automatycznie pewnymi hitami były Powrót Jedi i Zemsta Sithów, ale tu znowu nie traktuję ich jako samodzielnych całości. W tej sytuacji, według mojej definicji filmu i Twojej definicji pewnego hitu, według mnie zbiór jest pusty. Dlatego naciągam Twoją definicję, żeby była w stanie zagarnąć choć kilka tytułów bo inaczej nie ma o czym rozmawiać.

dzejes napisał/a
Że wtop na miarę Johna Cartera jest niewiele - to prawda. Na tym poziomie budżetu, bo jeśli zejdziesz niżej, to będzie ich już więcej. A filmów zarabiajacych tyle, co King Kong jest już naprawdę dużo - Tintin na przykład.

Z tym naprawdę dużo dość mocno przesadziłeś. Box Office Mojo informuje, że KK ma miejsce 87 na światowej liście wszech czasów przychodów (a jeszcze policzyłem przed chwilą, że w 2005 roku był na 31 miejscu listy wszech czasów, bo filmy, które go zepchnęły na obecne miejsce powstały później). W historii kinematografii to naprawdę jest bardzo wysoko. Ja wiem, że każdy producent chciałby, żeby jego film zarobił miliard, ale tych filmów, które miliard zarobiły (mówię o wpływach z kin) jest tylko trzynaście, przy czym w 2005 roku były tylko 3(!). Oczekiwanie przez producentów, że King Kong pobije barierę miliarda jedynie na podstawie tego, że temu samemu reżyserowi udało się to jedynie z trzecią częścią trylogii (z epickim finałem, jak sam raczyłeś zauważyć), na podstawie najsłynniejszej powieści fantasy w historii literatury, było po prostu dziecinne i rwanie włosów z głowy gdy to się nie udało świadczy raczej o nikłej znajomości rynku przez producentów, a niekoniecznie o jakości samego King Konga.

dzejes - 27 Listopada 2012, 16:33

hrabek napisał/a
Oczekiwanie przez producentów [...] było po prostu dziecinne


Ale były takie oczekiwania i o tym rozmawiałem z matrimem. Robisz ze mnie adwokata sprawy, której nie broniłem.

Co do traktowania Powrotu króla jako części większej całości. Oskary dostał swoje, przychody są mu liczone osobno, to jest oddzielny film, dokładnie taki, jaki opisałbym jako "pewny sukces". To, że ty uważasz go za część większej całości, no to już twoja sprawa.

I nie wiem, z czym "mocno przesadziłem". Chyba coś ci się pomyliło, bo na moje "wtop na miarę Johna Cartera..." piszesz o tym, ile zarobił King Kong. Oczywiście, że zarobił, ja mówię, że *2, Matrim, że *3.

Magnis - 27 Listopada 2012, 16:36

Dunadan napisał/a
Przecież o to chodziło :mrgreen: o schematy


No wiem tylko, że zabawa schematem slashera wyszło dobrze tylko, że film był przewidywalny niestety gdzieś od 1/3 filmu wiedziałem jak się potoczy. Takich sytuacji śmiesznych było kilka i tak samo tekstów co nie zmienia, że tak sobie się bawiłem. Nie wiem dlaczego, ale zabawą ze schematem slashera wypadł bardzo dobrze Christopher Smith (Lęk, Czwarty wymiar), który wcześniej nakręcił film. Może ze względu, że nie epatował tak krwiście tylko skupił się bardziej na różnych powiązaniach. Pierwsza scena mocniejsza, a później dopiero zaczyna się jazda bez trzymanki i jest zabawnie. Zresztą lubię angielski humor i tutaj dostałem właśnie taki tylko czarny oraz smolisty. Ja polecam jak nie oglądałeś obejrzeć Redukcję i przekonać się czy Ci spodoba się :wink: .

hrabek - 27 Listopada 2012, 16:39

W drugim przypadku źle wyciąłem. Odnosiłem się do ostatniego zacytowanego zdania.

Co zaś do oczekiwań to napisałeś:
dzejes napisał/a
Taki zwrot w biznesie filmowym to nie jest całkiem niezła inwestycja, tylko o cholera, wtopka, zwłaszcza, że King Kong gros pieniędzy zarobił na płytach, czyli zbieranie kasy trwało znacznie dłużej, a i do dzielenia się było więcej chętnych. Do tego dodajmy naprawdę duża kampanię promocyjną i mamy takie pfffff. Może nie sromotnika, ale purchawę.

Dopiero później zacząłeś podpinać oczekiwania producentów, ale pierwsza Twoja wypowiedź była Twoją opinią. Więc.



Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group