Ludzie z tamtej strony świata - Łukasz Orbitowski
A. Pilipiuk - 13 Sierpnia 2009, 23:18
Ok.
jestem konserwatystą czyli ad definitione człowiekiem głęboko oderwanym od terźniejszości i rzeczywistości. Skutkiem tych aberracji umysłowych i masowej lektury nieodpowiedniej literatury nawet moja proza powstaje od razu zatruta XIX wiecznym jeszcze kurzem wieków, a zaludniający jej karty bohaterowie posiadają poglądy iście zoologiczne...
Przeczytałem tę dyskusję. Z pokorą muszę przyznać iż nie kumam świata współczesnego i jego kodów kulturowych. Co więcej dotąd sądziłem że coś tam jednak ogarniam, a moje oderwanie od rzeczywistości jest trochę mniejsze... Zatem uznajac swoje wieśniactwo, buractwo, ciemnotę, i odporność na postęp zwracam się do Forumowiczów z uprzejmym zapytaniem:
Czy puszczanie plotek (abstrachując od ich wydzwięku negatywnego lub pozytywnego) i nadawanie im "mocy" przez publikacje w masowym nakładzie jest jeszcze w naszej kulturze czynnością naganną czy może przespałem jakiś etap?
baranek - 14 Sierpnia 2009, 00:13
'na sztych' Adashi. 'na sztych'.
E: pogrubiłem
Adashi - 14 Sierpnia 2009, 07:03
baranku drogi, który gładzisz moje ortografy, jesteś pewien?
http://pl.wikisource.org/wiki/Stefek_Burczymucha
ihan - 14 Sierpnia 2009, 08:22
Robert MW, najcelniejsze podsumowanie, brawo, zwłaszcza za zdanie cudne.
Robert MW napisał/a | Jak można było NIE napisać, że chodzą plotki, iż na fali popularności muszę zatrudniać murzynów do pisania? |
Dym to się zacznie, jak ktoś napisze, że zatrudniasz "murzynki".
baranek - 14 Sierpnia 2009, 08:56
ihan, i niekoniecznie do pisania.
Adashi, w książeczce na półce sprawdzałem, ale to stare wydanie. teraz już nie jestem pewien.
Chal-Chenet - 14 Sierpnia 2009, 09:14
Adashi napisał/a | baranku drogi, który gładzisz moje ortografy |
Btw, temat ostatnimi czasy bardzo interesujący, czytam z zapartym tchem, ale wypowiadać się nie zamierzam.
ihan - 14 Sierpnia 2009, 09:24
Chal-Chenet napisał/a | ale wypowiadać się nie zamierzam. |
Ojojoj, ale nie odejdziesz z forum ?
Chal-Chenet - 14 Sierpnia 2009, 09:30
Nie.
Po prostu już dobrze i o wiele bardziej elokwentnie niż sam bym to zrobił, wyrażono moją opinię na tę sprawę.
NURS - 14 Sierpnia 2009, 10:23
A. Pilipiuk napisał/a | Ok.
jestem konserwatystą czyli ad definitione człowiekiem głęboko oderwanym od terźniejszości i rzeczywistości. Skutkiem tych aberracji umysłowych i masowej lektury nieodpowiedniej literatury nawet moja proza powstaje od razu zatruta XIX wiecznym jeszcze kurzem wieków, a zaludniający jej karty bohaterowie posiadają poglądy iście zoologiczne...
Przeczytałem tę dyskusję. Z pokorą muszę przyznać iż nie kumam świata współczesnego i jego kodów kulturowych. Co więcej dotąd sądziłem że coś tam jednak ogarniam, a moje oderwanie od rzeczywistości jest trochę mniejsze... Zatem uznajac swoje wieśniactwo, buractwo, ciemnotę, i odporność na postęp zwracam się do Forumowiczów z uprzejmym zapytaniem:
Czy puszczanie plotek (abstrachując od ich wydzwięku negatywnego lub pozytywnego) i nadawanie im mocy przez publikacje w masowym nakładzie jest jeszcze w naszej kulturze czynnością naganną czy może przespałem jakiś etap? |
Andrzeju, to nie tak. Masz rację, puszczanie plotek to chamstwo czyste i może zaszkodzić. Przez wiele lat odczuwałem to na swojej skórze, ale w tym akurat wypadku Orbit nie plotkował, tylko opisując fenomen twojego sukcesu pokazywał jego rozmaite stony, w tym to, że powstają takie plotki.
To, że GW czytają debile - ci, którzy następnie pisali do ciebie niepochlebne maile - świadczy jedynie o poziomie ludzi. Coraz niższym niestety.
I uwierz mi w jedno, to, że plotkują, świadczy o miarze twojego sukcesu. A opisanie tego w takiej formie nie przyniesie ci szkody. Bo wydźwięk artykułu był zupełnie inny.
A odpowiadając dokładnie na pytanie. Puszczanie plotek i ich komentowanie nie jest dzisiejszym wynalazkiem. Wiele lat temu pewnie też istniało: vide Dumas wspomniany chyba przez Navajero. Ale zazwyczaj widzimy tylko te, które nas dotykają.
A. Pilipiuk - 14 Sierpnia 2009, 12:13
ok. to już będę wiedział.
powtórzę: artykuł był zasadniczo ok. tylko początek mnie zabolał jak cholera.
idę pisać dalej moją zoologiczną prozę.
hardgirl123 - 14 Sierpnia 2009, 12:14
nie dziwię się że zabolał, takie słowa zawsze są przykre. Powodzenia w pisaniu, chętnie przeczytam :>
jewgienij - 14 Sierpnia 2009, 12:20
A właśnie sam artykuł, a przynajmniej jego ogólny wydźwięk, wydaje mi się większym problemem niż ten sławetny passus. Dla mnie jest jakby odrobinę protekcjonalny i lekceważący, mimo że rozumiem lekką i luźną konwencję. Tak trochę to brzmi, jakby poklepywał autor Głupiego Jasia, co dzięki pracowitości ma piątkę na świadectwie. Myślę, że to bardziej mogło rozjuszyć pisarza, a plotka była tylko pretekstem, bo na pewno należy mu się większy szacunek. Ale to być może tylko moje mylne wrażenie.
Edit. Ale widzę, że sam zainteresowany nie widzi problemu, więc najwyraźniej sam sobie to nadczytałem.
Orbitoski - 14 Sierpnia 2009, 14:05
Jewgienij: tu masz trochę racji.
Zdaję sobie sprawę, że sam fakt, że trzydziestoletni gościu pisze ględzi coś o starszych doświadczeniem kolegach może być, na pewno bywa irytujący. Można oczywiście realizować postulat Grzędowicza, by pisarze i pisarzach nie pisali, problem w tym, że trudno znaleźć dla niego uzasadnienie.
Nie ja będę, to inny, a odnośnie własnego przypadku jestem pewien, że robię swoją robotę uczciwie, bez intencji szkodzenia komuś, za to z intencją pomagania czytelnikowi w wyborze lektur. Nie przypuszczałem, że sprawię tym AP przykrość i dość tu sie nagimnastykowałem, zeby to udowodnić. Mam jednak stałą zasadę nie konsultowania tekstów z zainteresowanymi. Nikt, ani redakcja, ani kolega po piórze nie może mówić mi, co mam pisać.
jewgienij - 14 Sierpnia 2009, 15:37
Zabrakło mi zaznaczenia, że wszystkim tym Pilipiuk znakomicie steruje. Zaplanował sobie sukces i konsekwentnie ten cel realizuje. Chce żyć z pisania, więc pisze to, czego oczekują czytelnicy. Nie tyle to o nim źle świadczy, bo uczciwie przyznaje się do ekonomicznego i rzemieślniczego podejścia do literatury, co o samych czytelnikach. Bo on potrafi pisać bardzo dobre rzeczy, ale że jego fani od kontynuacji poważniejszych opowiadań wolą "pieśni biesiadne" w postaci Jakubów, to on te oczekiwania spełnia. Bo to jego praca zarobkowa.
Natomiast z felietonu wyłania się jakaś pocieszna figura naturszczyka, "tłukącego" 40 stron dziennie radośnie i bezrefleksyjnie, czasami ciekawie, najczęściej sztampowo. A dla mnie to po prostu bardzo, jak na nasze warunki, chłodno myślący, konsekwentny i pracowity facet, zimną krew tracący tylko w sieci.
Nie uważam tego uproszczenia, broń Boże, za błąd w sztuce. Felieton nie musi być obiektywny, wyważony co do słowa, analityczny i oddający sprawiedliwość, ma być efektowny i ostry. Uzgadnianie z autorami treści artykułów, chodzenie przy nich na palcach czy jakaś nadmierna polityczna poprawność nie są wskazane, bo takiego publicysty nikt nie będzie chciał czytać. Ryzyko zawodowe - i dotyczy to zarówno pisarzy, jak i felietonistów - polega na tym, że się od czasu do czasu obrywa , czasami zupełnie niezasłużenie.
Czekam na dalsze, równie zapalne teksty o naszych fantastach.
Orbitoski - 14 Sierpnia 2009, 15:48
ty, uważaj, przeglądalem Twoją Szarańczę ostatnio....
jewgienij - 14 Sierpnia 2009, 15:57
Dlatego też Cię nakręcam .
hardgirl123 - 14 Sierpnia 2009, 16:13
jewgienij napisał/a | jego fani od kontynuacji poważniejszych opowiadań wolą pieśni biesiadne |
co jest odwiecznym prawidłem, że lwiększosć ludzi lubi rzeczy łatwe, lekkie i przyjemne. Lubią także jak spełnia się isch oczekiwania mówiąc to co chcą usłyszeć/pisząc to, co chcą przeczytać.
Agi - 15 Sierpnia 2009, 08:59
Orbitoski napisał/a | W dzisiejszym DF jest o Wegnerze, więc drżę. |
Właśnie przeczytałam, bardzo dobrą reklamę zrobiłeś książce Roberta.
seba - 16 Sierpnia 2009, 22:35
Martva napisał/a | Ja już mam strasznie dość wypowiadania się o artykule, którego się nie czytało.
Mam nadzieję że nikt mnie nie zamknie.
Łapcie.
Obrazek |
Przeczytałem ten tekst, ze zdziwieniem. Nie wierze, iż taki gość jak Orbit nie posiada wyobrażni. Zakładam wszystko inne, czyli chciwość lub uczciwość, zaradność, pracocholizm, alkocholizm, sexoholizm itd. Ale braku wyobrażni bym sie nie spodziewał. I jeszcze to tłumaczenie w stylu - nie mialem zamiaru AP obrażać, osmieszać itd.
Co mnie uderzyło w tekscie napisanym dla Ministerstwie Prawdy. To fakt, iż taki gość jak Orbit doskonale zdaje sobie sprawe z faktu, że Pilipiuk jest pisarzem niepoprawnym politycznie. Chyba nie musze tego terminu wyjaśniać?
W tekście Orbit powołuje sie na "krytyka" Dunin Wąsowicza. Od kiedy ten ideolog literacki jest krytykiem literackim. Żeby poczytać teksty krytyka literackiego to polecam Macieja Urbanowskiego. Po miedzy poziomem "krytyka" Dunina Wąsowicza a Urbanowskiego jest ogromna różnica. Nie da sie tego nawet porównać. Już nie wspominając o wiedzy obu panów o literaturze. No ale skoro Orbit ideologa literackiego Dunin Wąsowicza uważa za krytyka, to pozostawiam bez komentarza.
Porówanie prozy Pilipiuka do gwiazd muzyki pop, jest jak kulą w płot. Takie porówananie jest adekwatne ale dla "gwiazd NIKE" Literatura Pilipiuka z racji swoiej niepoprawność jest bardziej jak hard core z Nowego Yorku.
Dalej w tekscie Orbita wyrażna złosliwość "iż blizej mu do sołtysa Krędziołka" Tu pytanie do autora. Czy Orliński jako redaktor działu kultura podał kryteria tekstu? Bo taki ton był chyba warunkiem publikacji. Pewnie redaktor Orlinski rechotał na całą redakcje z tego tekstu. Chciałbym to zobaczyć jak Wybitny Krytyk Literacki Wojciech Orlinski razem do paczki z Czuchnowskim rechoczą i proszą o wiecej.
Pilipiuk nie jest żadnym przedluzeniem literackim Korwinna Mikkego(szkoda ze autor nie wymienił wszystkich zanczacych liberałow publicystów, bylo by smieszniej - np. AP jest literackim przedluzeniem Rafała Ziemkiewicza, Stanisława Michalkiewicza, Macieja Rybinskiego itd) skrajnego liberała. Po tym tekscie widać ze autor jest calkowitym dyletantem w kwestiach wolnosciowych, libertarianskich. Po co pisać o czymś o czym sie nie ma zielonego pojecia. Lepiej drogi Łukaszu pożycz od Dukaja kilka ksiązek na temat idei klasycznego liberalizmu. Albo niech Tobie drogi Jacek Dukaj wytłumaczy niektóre terminy. Poza tym nie ma czegoś takiego jak "skrajny liberał"
Rownie dobrze mozna powiedziec ze obecnie w USA jest skrajny liberalizm, bo nie ma panstwowej opieki spolecznej i sluzby zdrowia.
Na koniec dodam, iż nie rozumiem autora tego tekstu, który momentami ociera sie o paszkwile Orlinskiego o Ziemkiewiczu. Ja wiem od Kazika Staszewskiego(ktory zerwal wspoprace z Ministerestwem Prawdy po tym jak ocenzurowali mu tekst o czerwonym olku z zatoki czerwonych swin), że stawiki za teksty maja horendalnie wysokie i dostać sie do tego salonu nie jest latwo i trzeba sobie zaslozyć na rubryke, może za tę dzialanosci w przyszlosci na NIKE. Ale parafrazując czerwonego Olka. Drogi Łukaszu! Nie idzcie Tą Drogą!
Choć ci honor obcy Drogi Łukaszu, to przystepujesz do Salonu człowieków honoru!
Stoniu - 27 Sierpnia 2009, 14:45
Mam pytanie do szefa tego tematu, kiedy nowy tekst w Dużym Formacie?
mawete - 27 Sierpnia 2009, 15:16
Kupiłem Święty Wrocław - zapowiada się nieźle
jewgienij - 27 Sierpnia 2009, 16:09
Seba, Dunin-Wąsowicz jest tam wzmiankowany przelotnie, a nie użyty jako wyrocznia. Przytoczona jest jego opinia na temat języka, i tyle, Ty widzisz polityczne podteksty, bo na sam widok nazwiska przestajesz myśleć, a tu jest prosta sprawa: nie podoba mu się styl.
To, że wirtuozem języka przy takim tempie pisania Andrzej Pilipiuk nie jest, przyznaje sam pisarz. Są jacyś krytycy, którzy sądzą inaczej i można by ich zacytować? Wątpię.
I Korwin Mikke pasuje jak ulał, bo to postać humorystyczna, nikt nie bierze jej na poważnie, podobnie jak poglądów wyrażonych w książkach Pilipiuka. O forum nie wspomnę.
A z tym hardcorem to nie rozśmieszaj mnie, te politycznie niepoprawne poglądy to tylko jedna z przypraw do hamburgera z McDonalda, można by ją zastąpić jakimkolwiek światopoglądem, tak jak Madonna przyprawia swojego hot-doga bluźnierstwami i atakami na Kościół. To dalej pop. Skandal i niepoprawność zawinięte w chrupiące ciasto z pysznymi dodatkami.
Zwykli czytelnicy mają to na ogół gdzieś, póki opowieść wciąga. Idee w tych książkach nie mają znaczenia, bo chodzi o rozrywkę. Rozrywkę autor serwuje porządną i fachową, drugiego dna w tej twórczości i jej krytyce dopatrują się tylko tacy zacietrzewieni ludzie jak Ty, czyli dokładnie ci, co powinni trzymać się z dala od wszelkiej literatury.
Orbitoski - 27 Sierpnia 2009, 18:23
wróciłem z wakacji. Niedługo się odezwę, ale, chyba z tym co Seba napisał nie mam ochoty polemizować
Chal-Chenet - 28 Sierpnia 2009, 12:25
Święty Wrocław
Powieść krótsza niż Tracę ciepło, przez to bardziej intensywna. Mnie podobała się bardziej od poprzedniczki, tym razem nie ma elementów, które by mnie irytowały. Napisane świetnie, wciąga od samego początku. Losy bohaterów śledziłem z przejęciem, w momencie gdy miało stać im się coś złego przestałem nawet przez pewien czas czytać. Bywa przejmująca, ciężko się od niej oderwać. Zakończenie dobre, mnie akurat przekonało. Teraz pozostaje mi czekać na kolejną powieść i mam nadzieję, że będzie równie dobra.
9/10
seba - 28 Sierpnia 2009, 16:44
jewgienij napisał/a |
1)I Korwin Mikke pasuje jak ulał, bo to postać humorystyczna, nikt nie bierze jej na poważnie, podobnie jak poglądów wyrażonych w książkach Pilipiuka. O forum nie wspomnę.
2)A z tym hardcorem to nie rozśmieszaj mnie, te politycznie niepoprawne poglądy to tylko jedna z przypraw do hamburgera z McDonalda, można by ją zastąpić jakimkolwiek światopoglądem, tak jak Madonna przyprawia swojego hot-doga bluźnierstwami i atakami na Kościół. To dalej pop. Skandal i niepoprawność zawinięte w chrupiące ciasto z pysznymi dodatkami.
3)Zwykli czytelnicy mają to na ogół gdzieś, póki opowieść wciąga. Idee w tych książkach nie mają znaczenia, bo chodzi o rozrywkę. Rozrywkę autor serwuje porządną i fachową, drugiego dna w tej twórczości i jej krytyce dopatrują się tylko tacy zacietrzewieni ludzie jak Ty, czyli dokładnie ci, co powinni trzymać się z dala od wszelkiej literatury. |
1) Zgadzam sie z tym, że Korwin - Mikke jest raczej stayrykiem publicysta niż politykiem. Jako polityk zajmuje sie przedewszystkim kompromitowaniem(za pomocą słynnych debat z wariatami podobnymi do niego) liberalizmu wolnorynkowego. Korwin jest politykiem nieprzewidywalnym. Jednak to własnie Korwin Mikke jako pierwszy w Prlu glosił liberalizm ekonomiczny. To On zaraził wolnym rynkiem tak znakomitego publicyste jak Stanisław Michalkiewicza. Młody Rafał Ziemkiewicz zaczynał u boku Korwina jako jego rzecznik. Potem wszystko to korwin zamrnował. Natomiast jego książki na temat systemu podatkowego uważam za wartościowe.
2) To co napisales na temat poprawnosci politycznej swiadczy, że nie znasz genezy tego terminu.
Termin "Poprawność Polityczną" został uzyty po raz pierwszy w Stanach Zjednoczonych na poczatku lat 90. W celu okreslenia polityki demokratów(lewicowców). Ta polityka skutkowała np. Obnizaniem poziomu przyjecia na studia dla czarnych studentów. Tylko po to żeby wprowadzić równosci i walczyć z rasizmem. W konsekwencji wielu bialych studtenów choć zdało lepiej od czarnych studentów egzaminy, to nie dostało sie na studia.
To był tylko jeden z długiej listyyyyyyyyyyyy przykładów Poprawnosci Politycznej.
Madonna wpisuje sie w nurt Poprawnosci Politycznej.
William S. Lind
Tak przedstawiał geneze Poprawnosci Politycznej
Gdzie te wszystkie rzeczy, o których słyszeliście dziś rano - wiktymologiczny feminizm, ruch praw gejów, wymyślone statystyki, poprawianie historii, kłamstwa, żądania, cała ta reszta - skąd to się wywodzi? Po raz pierwszy w naszej historii Amerykanie trwożą się przed tym co powiedzą, co napiszą i co pomyślą. Boją się, że mogą użyć niewłaściwego słowa, słowa osądzonego jako obraźliwe, lub niewrażliwe, lub rasistowskie, seksistowskie, czy homofobiczne.
My widzieliśmy takie rzeczy, zwłaszcza w naszym XX wieku, w innych krajach. I zawsze podchodziliśmy do tego z mieszanką litości i, prawdę mówiąc, rozbawienia, ponieważ uderzało nas to jako bardzo dziwne, że ludzie mogliby pozwolić na rozwinięcie się sytuacji, w której baliby się jakich używają słów. Ale my mamy teraz taką sytuacje w naszym kraju. Mamy ją przede wszystkim na uniwersyteckich kampusach, ale to już się rozprzestrzenia na całe społeczeństwo. Skąd to się bierze? Co to jest?
Nazywamy to poprawnością polityczną. Nazwa powstała jako swego rodzaju żart, dosłownie dowcip komiksowy, i my ciągle mamy tendencję traktować tę rzecz jako niezupełnie poważną. W rzeczywistości jest ona śmiertelnie poważna. Jest ona wielką chorobą naszego stulecia, chorobą, która kosztowała życie dziesiątków milionów w Europie, Rosji, Chinach, faktycznie w całym świecie. Jest to choroba ideologii. Polityczna poprawność nie jest śmieszna. Polityczna poprawność jest śmiertelnie poważna.
Jeśli spojrzymy na to analitycznie, jeśli spojrzymy na to historycznie, to szybko odkryjemy co to faktycznie jest. Polityczna poprawność to kulturowy marksizm. To marksizm przełożony z realiów ekonomicznych na realia kulturowe. To jest proces, który sięga nie ruchu lat 60., hippisowskiego, ruchu pokoju, ale okresu I Wojny Światowej. Kiedy porównamy główne tezy politycznej poprawności z klasycznym marksizmem, analogie są oczywiste.
Po pierwsze, w obu wypadkach jest to ideologia totalitarna. Totalitarna natura politycznej poprawności nigdzie nie jest tak oczywista, jak na kampusach wyższych uczelni, z których wiele w tej chwili stało się pokrytymi bluszczem małymi Północnymi Koreami. Student czy profesor, który odważył się gdziekolwiek przekroczyć linię wytyczoną przez feministkę czy aktywistę praw gejów, czy miejscową grupę czarnych czy Latynosów, czy którąkolwiek z innych wyświęconych na poszkodowane grup, wokół których obraca się ta sprawa politycznej poprawności, szybko znajdzie się w kolizji z prawem. W małym lokalnym systemie prawnym uczelni przedstawione są im formalne zarzuty i wymierzona kara, w procesach nierzadko przypominających sądy kapturowe. Tutaj próbujemy spojrzeć w przyszłość jaką polityczna poprawność szykuje całemu narodowi.
W istocie wszystkie ideologie są totalitarne, ponieważ esencją ideologii (zwracam uwagę, że właściwie rozumiany konserwatyzm ideologią nie jest) jest podjęcie pewnej filozofii i twierdzenie, że na bazie tej filozofii pewne rzeczy muszą być prawdziwe. Jak np., że cała historia naszej kultury jest historią opresji kobiet. Ponieważ stoi to w sprzeczności z rzeczywistością, rzeczywistość musi być zakazana. Musi być zakazane odnoszenie się do rzeczywistości historycznej. Ludzie muszą być zmuszeni do życia w kłamstwie, a ponieważ ludzie z natury mają opory przed życiem w kłamstwie, to oczywiste, że używają swoich oczu i uszu żeby sprawdzić jak jest i mówią Chwileczkę. To nie jest prawda. Przecież widzę, że to nie jest prawda . W związku z tym żądanie życia w kłamstwie musi być poparte przemocą państwa. Stąd ideologia nieodmiennie stwarza państwo totalitarne.
Po drugie, marksizm kulturowy, tak jak marksizm ekonomiczny, posługuje się jednoprzyczynowym wyjaśnieniem historii. Marksizm ekonomiczny mówi, że historię determinuje własność środków produkcji. Marksizm kulturowy, czyli polityczna poprawność, twierdzi, że cała historia jest zdeterminowana przez władzę, za pomocą której jedne grupy, definiowane w kategoriach rasy, płci, itd., podporządkowują sobie inne grupy. Nic innego się nie liczy. Cała literatura, w istocie, jest o tym. Wszystko w przeszłości ma związek z tą jedną rzeczą.
Po trzecie, tak jak w ekonomicznym marksizmie pewne grupy, tj. robotnicy i chłopi, są dobre a priori, a inne grupy, burżuazja i posiadacze kapitału, są złe, tak w kulturowym marksizmie poprawności politycznej pewne grupy są dobre: kobiety feministki (tylko kobiety feministki, nie-feministki przyjmuje się, że nie istnieją), czarni, Latynosi, homoseksualiści. Te grupy uznane są za poszkodowane i jako takie automatycznie są dobre, bez względu na to co którakolwiek z nich robi. Podobnie, biali mężczyźni są automatycznie uznani za złych, w ten sposób stając się odpowiednikiem burżuazji w marksizmie ekonomicznym.
Po czwarte, oba, i marksizm ekonomiczny, i marksizm kulturowy, opierają się na wywłaszczeniu. Kiedy klasyczni marksiści, komuniści, przejęli Rosję, wywłaszczyli oni burzuazję, odebrali jej własność. Podobnie kiedy kulturowi marksiści przejmują kampus uniwersytecki, wywłaszczają oni za pośrednictwem środków takich, jak przydziały (quotas) w przyjmowaniu na studia. Kiedy białemu studentowi o wysokich możliwościach odmawia się przyjęcia do college'u na rzecz czarnego czy Latynosa, który nie jest tak zdolny, biały student zostaje wywłaszczony. Akcja afirmatywna (affirmative action) w całym naszym społeczeństwie dzisiaj to system wywłaszczeniowy. Firmy posiadane przez białych nie otrzymują kontraktów, ponieważ te są zarezerwowane dla, powiedzmy, Latynosów czy kobiet. Zatem wywłaszczenie jest zasadniczym narzędziem obu form marksizmu.
I wreszcie, oba, marksizm ekonomiczny i kulturowy, używają metody analitycznej, która daje im odpowiedzi jakich chcą. W przypadku klasycznego marksizmu tą metodą analityczną jest marksistowska ekonomia. W wypadku kulturowego marksizmu jest nią dekonstrukcjonizm. Dekonstrukcjonizm zasadniczo bierze jakikolwiek tekst, usuwa z niego całe znaczenie i wprowadza na to miejsce znaczenie pożądane. Tak więc otrzymujemy, na przykład, że cały Szekspir jest o opresji kobiet, czy że Biblia jest w istocie o rasie i płci. Wszystkie te teksty służą udowadnianiu, że cała historia jest historią jaka grupa miała władzę nad jakimi innymi grupami. Zatem podobieństwa są ewidentne między klasycznym marksizmem, z jakim zapoznaliśmy się w przypadku Związku Sowieckiego, i kulturowym marksizmem, jaki widzimy dzisiaj w postaci poprawności politycznej.
Ale te podobieństwa nie są przypadkowe. Te podobieństwa nie wzięły się z niczego. Prawda jest taka, że polityczna poprawność ma swoją historię, historię znacznie dłuższą niż - poza wąską grupą akademików to zjawisko studiujących - wielu ludzi zdaje sobie sprawę. Ta historia sięga, jak powiedziałem, I Wojny Światowej, tak jak wiele innych patologii, które rozkładają nasze społeczeństwo i, w istocie, naszą kulturę.
Teoria marksistowska mówiła, że kiedy przyjdzie europejska wojna powszechna (tak jak przyszła w 1914), klasa robotnicza w całej Europie powstanie i obali rządy - burżuazyjne rządy - ponieważ robotnicy mieli więcej wspólnego ponad narodowymi granicami z sobą, niż z burżuazją i klasą rządzącą w ich własnym kraju. No ale 1914 przyszedł i tak się nie stało. W całej Europie robotnicy zwarli się wokół swoich narodowych sztandarów i zadowoleni wymaszerowali zwalczać jedni drugich. Kaizer wymienił uściski rąk z przywódcami marksistowskiej Socjaldemokracji w Niemczech i powiedział, że od teraz nie ma partii, są tylko Niemcy. Podobnie stało się w każdym innym kraju Europy. Więc coś tu nie było w porządku.
Dla marksistów z definicji nie mogła być winna teoria. W 1917 doprowadzili oni wreszcie do przewrotu marksistowskiego w Rosji i wyglądać zaczęło, że teoria się sprawdza - ale wkrótce zacięła się znowu. Nie rozpowszechniała się, i kiedy zaraz po wojnie wysiłki były robione w tym kierunku, z powstaniem Spartakistów w Berlinie, rządem Beli Kuna na Węgrzech, Monachijską Republiką Radziecką, robotnicy nie poparli ich.
Więc marksiści mieli problem. I dwóch z nich zaczęło nad nim pracować: Antonio Gramsci we Włoszech i Gyorgy Lukács na Węgrzech. Gramsci powiedział, że robotnicy nigdy nie rozpoznają swojego rzeczywistego interesu klasowego, jak go zdefiniował marksizm, o ile nie zostaną wyzwoleni od kultury Zachodu, a w szczególności od religii chrześcijańskiej; że kultura i religia czynią ich ślepymi na ich rzeczywisty interes klasowy. Lukács, uważany za najznakomitszego teoretyka marksizmu od czasu samego Marksa, pytał w 1919 roku: Kto nas uratuje od cywilizacji Zachodu? On to też teoretyzował, że największym kamieniem na drodze do ustanowienia marksistowskiego raju jest kultura: cywilizacja Zachodu jako taka.
Lukács miał szansę sprawdzić swoje idee w praktyce, ponieważ kiedy domowego chowu bolszewicki rząd Beli Kuna zostaje ustanowiony na Węgrzech w 1919 r., zostaje on mianowany zastępcą komisarza kultury i pierwszą rzeczą jaką robi, jest wprowadzenie edukacji seksualnej w szkołach węgierskich. Więcej nie było potrzeba, żeby robotnicy nie poparli rządu Beli Kuna, ponieważ Węgrów to normalnie zatkało, robotników jak i wszystkich innych. Ale Lukács już wtedy coś zrozumiał, co wielu z nas dziwi jeszcze dzisiaj i co my przyjmujemy za nowinkarstwo.
W 1923 r. w Niemczech zostaje założony think-tank, organizacja intelektualna, która podejmuje się roli przełożenie marksizmu z kategorii ekonomicznych na kategorie kulturowe i która w końcu lat 1930. tworzy praktycznie bazę tego, co my nazywamy dziś polityczną poprawnością. Umożliwił to wszystko młody i bardzo bogaty spadkobierca niemieckiego handlowca-milionera, Felix Weil, który stał się marksistą i miał dużo pieniędzy do wydania. Wzburzały go podziały między marksistami, stał się więc sponsorem czegoś, co nazywało się Pierwszy Marksistowski Tydzień Prac, który to tydzień zgromadził Lukácsa i wielu czołowych niemieckich myślicieli, aby nad tymi podziałami popracowali.
I tam też Lukács powiedział: Co nam jest potrzebne, to think-tank, organizacja intelektualna. U nas w Waszyngtonie jest think-tanków zatrzęsienie i my myślimy o nich jako o czymś nowoczesnym. W rzeczywistości mają one swoją historię. Ten Weil-spadkobierca zakłada w 1923 r. instytut, związany z Uniwersytetem Frankfurckim, który miał początkowo występować pod nazwą Instytut Marksizmu. Ale ludzie, którzy za tym stali, doszli szybko do wniosku, że nie byłoby dla nich korzystne, takie otwarte identyfikowanie się jako marksiści. Ostatnią rzeczą jakiej poprawność polityczna chce, to żeby ludzie odkryli, że jest ona formą marksizmu. Więc w rezultacie nazywają oni tę organizację Instytutem Badań Społecznych.
Weil wie bardzo dobrze o co mu chodzi. W 1971 r. napisał do Martina Jay'a, autora podstawowego opracowania o Szkole Frankfurckiej (jak Instytut Badań Społecznych staje się wkrótce nieformalnie znany), że Chciałem żeby Instytut był znany, być może słynny, jako wnoszący wkład do marksizmu. Trzeba powiedzieć, odniósł w tym sukces. Pierwszy dyrektor Instytutu, Carl Grunberg, austriacki ekonomista, zakończył swoje programowe przemówienie - według Martina Jay'a - otwarcie deklarując swoją lojalność do marksizmu jako metodologii naukowej. Marksizm, powiedział on, będzie rządzącym pryncypium Instytutu, i to się nigdy nie zmieniło.
Wstępne prace w Instytucie były raczej konwencjonalne, ale w 1930 r. objął go nowy dyrektor, nazwiskiem Horkheimer, i poglądy Maxa Horkheimera były zdecydowanie inne. Był on w dużym stopniu marksistowskim renegatem. Ludzie, którzy zakładają i formują Szkołę Frankfurcką, to renegaci marksizmu. Oni dalej są bardzo marksistowscy w swoim myśleniu, ale z partii są efektywnie usuwani. Moskwa patrzy na to co oni robią i mówi: Hej, to nie to o co nam chodzi, i my nie będziemy tego firmować.
Horkheimera wyjściową herezją jest to, że interesuje się on bardzo Freudem. I kluczem do przełożenia marksizmu z kategorii ekonomicznych na kategorie kulturowe było zasadniczo to, że zastosował on w tym freudyzm. Znowu zacytuję Martina Jay'a: Można powiedzieć, że w pierwszych latach swojego istnienia Instytut zajmował się głównie analizą socjo-ekonomicznej bazy społeczeństwa burżuazyjnego, - i chciałbym podkreślić, że Jay jest dużym sympatykiem Szkoły Frankfurckiej, ja nie cytuję tutaj krytyka - ale po roku 1930 głównym przedmiotem zainteresowań Instytutu stała się kulturowa nadbudowa. W istocie, markistowska formuła dotycząca stosunku między tymi dwoma strukturami została zakwestionowana przez Teorię Krytyczną.
Te rzeczy, o których tu dzisiaj słyszymy - radykalny feminizm, wydziały studiów kobiecych, wydziały studiów o czarnych (black studies), wydziały studiów gejów, wszystkie one są gałęziami Teorii Krytycznej. Co Szkoła Frankfurcka w zasadzie zrobiła, to oparła się w latach 1930. na obu, Marksie i Freudzie, żeby stworzyć tę teorię zwaną Teorią Krytyczną. Nazwa jest świetnie pomyślana, bo kusi żeby zapytać Co jest teorią? Teorią jest, żeby krytykować. Teorią jest, że sposobem na zniszczenie kultury Zachodu i porządku kapitalistycznego jest, aby nie dawać możliwości alternatywy.
Oni absolutnie odmawiają przedstawienia czegoś takiego. Oni mówią, że tego nie da się zrobić, że my nie jesteśmy w stanie wyobrazić jak wolne społeczeństwo będzie wyglądało (ich definicja wolnego społeczeństwa). Tak długo jak żyjemy pod represją - represją wypływającą z kapitalistycznego porządku społecznego, który wytwarza (według ich teorii) uwarunkowanie freudowskie, uwarunkowanie, które Freud opisuje w odniesieniu do represji osobowej - my nie jesteśmy w stanie nawet wyobrazić, jak wolne społeczeństwo będzie wyglądało. Istotą Teorii Krytycznej jest po prostu krytykowanie. Domaga się ona najbardziej destruktywnego krytycyzmu jaki jest możliwy, w jakikolwiek możliwy sposób, aby zniszczyć panujący porządek. I, oczywiście, kiedy słyszymy od feministek, że całe społeczeństwo nie ma nic innego na celu jak tylko załatwić kobietę i tak dalej, ten rodzaj krytycyzmu to jest pochodna Teorii Krytycznej. Wszystko to bierze początek w latach 1930., nie 1960.
Inni kluczowi członkowie, którzy dołączają do Instytutu w tym czasie, to Theodore Adorno i, przede wszystkim, Erich Fromm i Herbert Marcuse. Fromm i Marcuse wprowadzają element, który staje się centralnym elementem Teorii Krytycznej, to jest element seksualny. Zwłaszcza Marcuse, który w swoich tekstach nawołuje do społeczeństwa wielopostaciowej perwersyjności, taka jest jego definicja przyszłości świata, który oni chcą stworzyć.
I choć wyróżnia się tu Marcuse, który latach 1930. pisze bardzo ekstremalne rzeczy na temat potrzeby wyzwolenia seksualnego, to tym jest przeniknięty cały Instytut. Podobnie jak większość motywów politycznej poprawności, jak daje się zauważyć. I to już było w latach 1930. Według Fromma, na przykład, męskość i kobiecość nie odzwierciedlają zasadniczych różnic płci, jak myśleli Romantycy. To różnice miałyby być raczej pochodnymi różnic w funkcjach życiowych, które w części zostały społecznie zdeterminowane. Płeć to konstrukcja. Różnice płci to konstrukcja.
Inny przykład to wiktymologiczne podejście do środowiska naturalnego. Materializm, idąc wstecz aż do Hobbesa, doprowadził do nastawienia manipulatywnie-dominującego w stosunku do natury. To Horkheimer w 1933 r. w Materialismus und Moral. W następnych latach, motyw dominacji natury przez człowieka, pisze Jay, znalazł się w centrum zainteresowania Szkoły Frankfurckiej. Antagonistyczny stosunek Horkheimera do fetyszyzacji pracy [w tym punkcie w sposób oczywisty odchodzą oni od marksistowskiej ortodoksji], został wyrażony w innym wymiarze jego materializmu, domaganiu się ludzkiego, zmysłowego szczęścia. W jednym z najbardziej wyartykułowanych esejow, Egoizm a ruch wolnościowy, napisanym w 1936 r., Horkheimer dyskutuje wrogość do osobistych satysfakcji i przyjemności ściśle związaną z kulturą burzuazyjną. W szczególności odwołuje się on do Markiza de Sade, w sposób przychylny polecając jego protest ... przeciwko ascetyzmowi w imię wyższej moralności.
Jak cała ta sprawa przelała się tutaj? Jak wlała się w nasze uniwersytety i, faktycznie, w nasze życia dzisiaj? Członkowie Szkoły Frankfurckiej to marksiści. To także, co do jednego, Żydzi. W 1933 r. do władzy w Niemczech doszli Naziści i nie można się dziwić, że zamknęli oni Instytut Badań Społecznych. Jego członkowie uciekli. Uciekli do Nowego Jorku i Instytut tu się w 1933 r. odbudował z pomocą Uniwersytetu Columbia. I członkowie Instytutu, stopniowo, przez lata 1930., jakkolwiek wielu z nich pisało w dalszym ciągu w języku niemieckim, zaczęli przenosić centrum zainteresowań z Teorii Krytycznej o społeczeństwie niemieckim, destruktywnego krytycyzmu wszystkich aspektów tamtego społeczeństwa, na Teorię Krytyczną skierowaną ku społeczeństwu amerykańskiemu.
Zachodzi także inna ważna transformacja z początkiem wojny. Niektórzy z nich przechodzą do pracy w rządzie USA, włącznie z Herbertem Marcuse, który staje się kluczową figurą w OSS [Office of Strategic Services, poprzedniczka CIA], a niektórzy, w tym Horkheimer i Adorno, relokują się do Hollywood.
Te źródła politycznej poprawności nie miałaby prawdopodobnie wielkiego znaczenia dla nas dzisiaj, gdyby nie dwa późniejsze zdarzenia. Pierwszym był bunt studencki połowy lat 1960., głównie na fali protesu przeciwko poborowi i wojnie w Wietnamie. Ale bunt studencki potrzebował jakiejś teorii. Oni nie mogli po prostu wyjść i wołać Hell no we won't go, oni potrzebowali mieć do tego jakieś teoretyczne podparcie. Bardzo niewielu z nich było zainteresowanych zmaganiem się z Das Kapital. Klasyczny, ekonomiczny marksizm nie jest lekki, a większość radykałów lat 1960. nie była zbyt głęboka.
Na szczęście dla nich, a na nieszczęście dla naszego kraju dzisiaj, i nie tylko uniwersytetów, kiedy po wojnie Szkoła Frankfurcka przeniosła się z powrotem do Frankfurtu, Herbert Marcuse pozostał w Ameryce. I podczas kiedy pan Adorno w Niemczech jest przerażony buntem studentów kiedy ten tam wybucha - kiedy zbuntowani studenci pojawiają się na jego wykładzie, dzwoni on na policję i ci zostają aresztowani - Herbert Marcuse, który został tutaj, zobaczył w buncie studenckim lat 60. wielką szansę. Zobaczył możliwość użycia prac Szkoły Frankfurckiej jako teorii Nowej Lewicy w Stanach Zjednoczonych.
Jedna z książek Marcuse'a była w tym instrumentalna. Stała się praktycznie biblią SDS [Students for Democratic Society] i studenckich rebeliantów lat 60. Tą książką był Eros i cywilizacja. Marcuse wywodzi w niej, że w porządku kapitalistycznym (w dużym stopniu pomniejsza on tu znaczenie marksizmu, podtytuł książki głosi Filozoficzne badanie Freuda, jednak zrąb jest marksistowski), otóż Marcuse wywodzi w tej książce, że represja jest istotą tego porządku kapitalistycznego i to daje nam osobę opisaną przez Freuda - osobę z tymi wszystkimi zahamowaniami, neurozami, ponieważ jej instynkt seksualny podległ represji. Mamy przed sobą przyszłość jeśli tylko zniszczymy ten istniejący represyjny porządek, przyszłość, w której wyzwolimy eros, wyzwolimy libido, która będzie światem wielopostaciowej perwersyjności , w której będziesz robił swoje. I jeszcze jedno: w tym świecie nie będzie pracy, tylko zabawa. Co za wspaniałe przesłanie dla radykałów połowy lat 1960!
Bo to są studenci, to są baby boomers, dzieci powojennego wyżu demograficznego, których jedynym poważnym zmartwieniem przy osiąganiu pełnoletności było to, że trzeba będzie kiedyś znaleźć pracę. I tu mamy faceta piszącego rzeczy, które łatwo im będzie naśladować. On nie wymaga od nich, żeby czytali dużo ciężkostrawnego marksizmu i mówi im to wszystko, co oni chcą usłyszeć, czyli Rób swoje, Jak przyjemne, to rób i Chodzenie do pracy to nie konieczność.
Także Marcuse jest tym, który stworzył hasło Uprawiaj miłość, nie wojnę . Wracając do sytuacji z którą ludzie mają do czynienia na kampusie, Marcuse definiuje tolerancję wyzwalającą (liberating tolerance) jako nietolerancję dla wszystkiego co przychodzi z prawicy politycznej, i tolerancję dla wszystkiego, co przychodzi z lewicy. Marcuse włączył się do Szkoły Frankfurckiej w 1932 r., o ile dobrze pamiętam. Więc to wszystko ma początki w latach 1930.
Podsumowując, Ameryka jest dzisiaj w trakcie największej i najzgubniejszej transformacji w jej dziejach. Stajemy się państwem ideologicznym, krajem z oficjalną państwową ideologią narzucaną nam za pomocą władzy państwowej. W efekcie funcjonowania idei przestępstw nienawiści (hate crimes), mamy obecnie ludzi odbywających kary więzienia za posiadanie politycznych myśli. Kongres szykuje się obecnie tę kategorię jeszcze rozszerzyć. Akcja afirmatywna jest częścią tego procesu. Terror przeciwko komukolwiek, kto wyłamuje się z politycznej poprawności na kampusie, jest częścią tego.
To jest dokładnie to samo, co widzieliśmy, że stało się w Rosji, w Niemczech, w Chinach, i to teraz przychodzi tutaj. I my tego nie rozpoznajemy, bo nazywamy to polityczną poprawnością i obracamy w żart. Moje przesłanie dzisiaj jest takie, że to nie jest zabawne, to jest tutaj, to rozwija się i to w efekcie zniszczy - ponieważ to nastawione jest na niszczenie - wszystko, co my kiedykolwiek definiowaliśmy jako naszą wolność i naszą kulturę.
3) Zwykli czytelnicy? czyli jacy? W wieku 14 lat, ktorzy dopiero w ciagu 4 lat bedą wyrabiac sobie swoj wlasny swiatopoglad? Od czytelnika jednak powinno sie wymagac elemetarnej wiedzy. Kazdy powinien wiedziec co to jest popyt, PKB, stopa procentowa(jesli jakiegos terminu mlody czytenik nie zna,to powienien go poznac- encyklopedia, internte, zapytac sie kogoś)
Są pisarze u ktorych "drugie dno" jest bardzo widoczne. Dla mnie jak czytelnika, jest to bardzo ważne. Oczywiscie są też pisarze dla ktorych liczy sie tylko akcja i są też rzecz jasna tacy czytelnicy.
Łuskasz Orbitowski jako felietonista ma wliczone w koszta, że może swoim tekstem komus nadepnac na odcisk i przez to wejść w ostre zwarcie. Musi sie z tym liczyć i nie może sie potem dziwić reakcji pisarzy o których napisał dany tekst.
Przykladowo - byłem na jednym spotkaniu z Jarkiem Grzędowiczem.
Zapytany o słynny duet - ostro odpowiedział.
A. Pilipiuk - 29 Sierpnia 2009, 07:56
Orbitoski napisał/a | nie mam ochoty polemizować |
Dla mnie to raczej smutne że (----) andra z(----) do takich ludzi...
w każdym razie (----).
NURS - 29 Sierpnia 2009, 11:31
Andrzeju, to co piszesz, wykracza już lekko poza netykietę.
To że tobie ta opcja polityczna nie pasuje, nie oznacza, ze jest to coś nagannego.
A tak zupełnie na marginesie - czym róznisz się od tych, których krytykujesz za próby zamknięcia ust drugiej stronie politycznej barykady, skoro sam, gdybyś mógł zabroniłbyś im pisać.
Wyluzuj, tak ty, jak i reszta dyskutantów.
A. Pilipiuk - 29 Sierpnia 2009, 17:31
aby nie urażać netykiety ocenzurowałem swoją wypowiedz usywając z niej najbardziej kontrowersyjne elementy
corpse bride - 29 Sierpnia 2009, 17:41
myślałam, że jest taka zasada na forum, żeby nie usuwać postów, czy ich fragmentów, do których ktos już się odniósł.
Gustaw G.Garuga - 29 Sierpnia 2009, 17:52
Nie bądź bezpieczny. Forumowicz pamięta.
|
|
|