To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Mechaniczna pomarańcza [film] - Ostatnio oglądane filmy

ihan - 9 Listopada 2012, 22:34

Silent Hill: Apokalipsa. Film z serii egzystencjalnych, gdzie należy sobie odpowiedzieć na pytanie: czy wolę pięknych i przystojnych czy mądrych? Bo historyjkowo się nie broni, dialogowo, szczególnie w pierwszej części się nie broni
Spoiler:
się nie broni. Koneserzy opcji" mądrzy, tylko mądrzy i raczej i wyłącznie mądrzy nas kręcą" usatysfakcjonowani nie będą. Jednak, jeśli tak jak ja, wybierają zawsze pięknych i atrakcyjnych, zostali uzależnieni od estetyki pierwszej części (a tu już nawet tych od tych mądrych mogłaby choć trochę zadowolić), ze szczególnym uzależnieniem od pielęgniarek, ci powinni iść koniecznie. Nie mam pojęcia co to mówi o mojej psychice, ale mogę polecieć spokojnie Korą: kocham, kocham, kocham. A, i Sharon/Heather ma rewelacyjną fryzurę prawie tak fajną jak Rose. I na okrasę Sean Bean się przewija. A że nie ma sensu, who cares?

Fidel-F2 - 9 Listopada 2012, 23:53

To tylko seks / Friends with Benefits Standardowa romantyczna komedia. Sympatyczna. Drugoplanowy Woody Harrelson fajowy. I nawet Mila Kunis mi się spodobała. I grała nieźle.

Zagubiona przyszłość / The Lost Future Próbowałem przez jakieś 10 minut, resztę filmu obejrzałem w ciągu kolejnych 10. Sean Bean musiał być bardzo głodny, że się do tego zapisał.

ilcattivo13 - 10 Listopada 2012, 01:54

"Adios Gringo!" ("Spar sista kulan" - tym razem to Szwedzi chcieli się pochwalić kreatywnością ;P: ). Reżyseria Giorgio Stegani, scenariusz powstał na podstawie powieści Harry'ego Whittingtona, a w roli głównej wystąpił Giuliano Gemma.

Jako że fabułę wzięto z powieści, więc tym razem obyło się bez zemsty i kasy. Młody rewolwerowiec Brent Landers zostaje wrobiony w kradzież bydła, a później w obronie własnej zabija prawowitego właściciela stada. W ostatniej chwili ucieka przed chcącymi go zlinczować ludźmi i rusza śladem tego, który go wrobił, z zamiarem uzyskania uniewinniających go zeznań. Jadąc przez pustynię ratuje Lucy, którą trzej bandyci zgwałcili i zostawili związaną na pustyni na pewną śmierć. Wkrótce okazuje się, że jeden z bandytów jest tym, który wrobił Brenta. Niestety, drugim jest syn największego i najbardziej wpływowego ranczera w okolicy. A ten zrobi wszystko, żeby tylko syn nie odpowiedział za swoje czyny...

Gemma
zagrał naiwnego i "gorącogłowego" Brenta ciut poniżej swoich możliwości, ale i tak jest nieźle. Reszta obsady nie odstaje od niego poziomem. Reszta, poza marną odtwórczynią roli Lucy, czyli Idą Galli (pewnie dlatego, że zagrała tak słabo, w napisach figuruje jako Evelyn Stewart). Ech, spaghetti westerny nie mają szczęścia do aktorek i przez to pewnie tak mało ich się pojawia w główniejszych rolach.

Mój główny zarzut dotyczy jednak czegoś innego niż słaba gra drugoplanowej aktorki. Twórcy robili spaghetti western, ale dialogi, zwłaszcza w scenkach z Brentem i Lucy, machnęli na poziomie bardzo słabej opery mydlanej i kazali to zagrać aktorom. W rezultacie film jest bardzo nierówny: mamy kilka minut akcji na średnim/dobrym poziomie, a potem nagle wskakuje scena z wybitnie tandetnym, operowo-mydlanym zacięciem i cały klimat trafia szlag...

Jeszcze pogarsza sprawę fakt, że film jest momentami dość niedbale zrobiony. Pełno w filmie jest tzw. "continuity errors" - a to rewolwer bohatera przemieszcza się po planie jak chce, a to jego kapelusz robi to samo. Jednym słowem, inspicjent spartolił robotę. Do tego dochodzi brak kasy - zamiast nakręcić film w Hiszpanii, gdzie są pustynie, tutaj za pustynię robi kawał kamienistej łąki i porośnięte krzakami wzgórza.

Kolejny mój zarzut, to to, że twórcy zbytnio zasugerowali się kręceniem amerykańskiej powieści westernowej i usiłowali w typowo amerykańskim stylu zrobić bijatyki i strzelaniny. Te pierwsze udało im się w 100% - aktorzy w typowo holiłódzkim stylu piorą się po buziach, walą kułakami w kołduny i od czasu do czasu skaczą na leżącego przeciwnika, który tylko czeka, żeby ich przerzucić nogami nad sobą... Jedyny w tym plus, że jak się pobiją, to mają porozkwaszane grzdyle i nabite fanary, a tego w holiłódziu się raczej nie uświadczyło. Jeśli chodzi o strzelaniny, to tutaj (na szczęście) starania twórców nie powiodły się w stu procentach. Dalej jest holiłódzko-tandetnie, ale jednak widać, że choć troszeczkę sugerowano się radami Gemmy i w rezultacie nie wszystko jest do kitu.

Film był trzecim największym przebojem kinowym we Włoszech w 1965 roku... Hmmm... Aż chce mi się zacytować Obeliksa :roll: Przyznaję, fabuła jest ciekawa i na tle setek spagheciaków o pogoni za kasą lub chęci zemsty wyróżnia się bardzo pozytywnie. Ale momentami jest za bardzo tandetnie, za bardzo operowo-mydlano i za bardzo "amerykańsko" i przez to moja ocena to 5,5/10. I choć ten film nie ma aż tak bardzo zmarnowanego potencjału jak "Mannaja", ale tak całkiem gut-ble-ble też nie jest...

Gustaw G.Garuga - 10 Listopada 2012, 15:32

Z braku Jamesa Bonda poszedłem na Jasona Bourne'a (zbieżność inicjałów przypadkowa ;P: ). Dobre, trzymające w napięciu, niejedna scena zmuszała do zaciskania pięści. Nie tak emocjonujące jak trójka, ale spokojnie wytrzymuje porównanie z jedynką i dwójką. I ten gostek jakiś bardziej ludzki niż Matt Damon. Lepszy aktor, albo co :?:

A ten rząd hamerykański strasznie niedobry, aż strach. Ale niech tylko Obama się o tym dowie, zaraz da popalić tym nieładnym panom! :mrgreen:

Magnis - 10 Listopada 2012, 21:11

Noc żywych trupów George Romero
Film opowiadający o zombie i grupce ludzi walczących o przetrwanie. Może już za bardzo nie straszy, ale nadal ogląda się fantastycznie i uważam, że nadal jest dobrze zrealizowany mimo upływu czasu. Ocena 7/10.

ilcattivo13 - 11 Listopada 2012, 02:01

"Black Killer" (ale Grecy uważają, że "Katazitoumenos gia 1000 fonous" bardziej pasuje). Reżyseria Carlo Croccolo, w rolach głównych Klaus Kinski i Fred Robsahm. Od razu wypada też wspomnieć, że film ma na IMDB ocenę 5.9/10, co w kategorii spaghetti westernów jest dość wysoką notą.

Fabuła... Hmmm... Jakaś niby jest, ale za specjalnie nie wiadomo o co kaman. A jeśli nie wiadomo o co kaman, to przyjmijmy, że chodzi o kasę.

Jest sobie miasteczko Tombstone. Terroryzuje je banda meksykańskich braci o typowo meksykańskim nazwisku O'Hara. We współpracy z lokalnym sędzią dążą do tego, by przejąć na własność wszystkie okoliczne ziemie. Nagle do miasteczka przyjeżdża tajemniczy prawnik, James Webb (Kinski), którego jedynym bagażem są księgi i który od razu zaczyna knuć po kątach. Tuż po nim, w miasteczku zjawia się rewolwerowiec Burt Collins, który zostaje przez Webba i w międzyczasie zaszantażowanego przez niego sędziego zaprzysiężony na szeryfa. Rozpoczyna się walka pomiędzy Collinsem o O'Hare'ami, z której tylko jedna strona wyjdzie żywa.

Historia niby prosta, ale twórcy ją tak zagmatwali, że nawet po obejrzeniu końcowych napisów nie wiadomo kto z kim przeciwko komu i dlaczego. I nie chodzi mi o to, że intryga jest przesadnie skomplikowana. Wręcz przeciwnie - wszystko jest, a raczej byłoby proste, gdyby wszelkie informacje na temat bohaterów i ich motywów nie zostały przez twórców objęte "tajemnicą państwową". Przez co rezultat jest taki, że owi twórcy przypominają kogoś, kto siedzi w towarzystwie i przez cały wieczór chichra się z sobie tylko znanego powodu, co chwila rzucając hasła w stylu: "A wtedy Webb, hłe, hłe", "A Pablo O'Hara to już całkiem, hłe, hłe..." i tak dalej. Normalnie boki zrywać...

Skoro fabuła jest do kitu, to może aktorzy są na poziomie? No właśnie, że nie są. "Black Killer", to pod względem aktorskim najgorszy spagheciak, jaki widziały moje kaprawe oczęta. Kinski zagrał nieźle, ale reszta jest tak zła, że aż grozi to zdrowiu mniej odpornych widzów. Jeśli chodzi o główne odtwórczynie ról kobiecych, to od razu wiadomo, że wybrano je pod kątem scen rozbieranych. Tyle, że albo producenci byli ślepi, albo ktoś ich do takiego wyboru zmusił szantażem albo groźbami... Gorzej z aktorami płci męskiej, którzy się, na szczęście, nie rozbierają, ale przez to nie wiadomo, dlaczego w ogóle pozwolono im występować w filmie.

Reżyser, czyli Carlo Croccolo, miał odnośnie filmu bardzo spójną wizję. Chciał połączyć spaghetti western z westernami a la ekranizacje książek Karola May'a. I mu się to, niestety, powiodło. A w efekcie tego powstał zlepek typowych dla spagheciaków zbliżeń na twarze aktorów, ujęć z bohaterami, którzy snują swoje wiadome tylko twórcom intrygi oraz typowych dla filmów z Pierrem Bricem i Lexem Barkerem scenek z gatunku "jesteśmy braćmi i udowodnimy to widzom kładąc sobie nawzajem prawe dłonie na lewym ramieniu i żeby widzowie nie zapomnieli, że jesteśmy braćmi, będziemy to powtarzali co trzy minuty". Do tego wszystkiego CC zdecydował się także na coś, co wiele lat później zastosowali twórcy "Blair Witch Project", czyli kamerowe first person perspective. Z tym, że CC poszedł ciut dalej i nie zawahał się przed przyczepieniem kamery do kolana jadącego konno jeźdźca... I powiem szczerze, że mam mocny łeb jeśli chodzi o odporność na chorobę morską, ale to mnie prawie złamało...

Ale skoro film jest słaby od strony fabuły, aktorstwa i technikaliów, to może choć strzelaniny i bijatyki są fajne. No właśnie, że nie są. Narzekałem wczoraj na poziom mordobić w "Adios Amigo!", ale tutaj jest sto razy gorzej. I tak sobie myślę, że już gorzej być nie mogło. Co gorsza, strzelaniny są na niewiele lepszym poziomie. Do tego scenariusz przewidywał, że drugoplanowa Indianka będzie często i gęsto strzelać z łuku. I strzela. Stojąc za plecami wroga pakuje mu od przodu strzałę w bandzioch. Albo "schowana" za kępą pozbawionych liści i targanych wiatrem krzaków wali z łuku przez te krzaki do bandytów. "Schowana" jest w cudzysłowiu, bo kobita siedzi na białym koniu, w jasnych ciuchach, na krawędzi zbocza, a przed bandytami zasłania ją tylko kilka gałązek. A po trafieniu bandyty zostaje w tej "doskonałej" kryjówce, bo a nuż jej inni bandyci nie zauważą. Jak to się kończy nie napiszę, bo i tak nikt mi nie uwierzy.

Podsumowanie. Polowałem na ten film dość długo. Raz, że film ma naprawdę niezłą ocenę na IMDB. Dwa - skoro w filmie gra Klaus Kinski, to film musi być na poziomie. I kiedy po kilku miesiącach wreszcie upolowałem ten film i go obejrzałem, to jakbym mi ktoś łopatą z półobrotu w grzdyla przywalił. Takiego ogromu głupot i tandety, w połączeniu z tragiczną pracą całej ekipy filmowej jeszcze w spaghetti westernie nie widziałem. I jedyne dwie jasne strony tego filmu, czyli KK i kobieca golizna, nie są w stanie tego nadrobić. Daję 1,5/10. A film radzę omijać szerokim łukiem...

Memento - 11 Listopada 2012, 15:12

Prometheus - biorąc pod uwagę cały hype wokół produkcji i fakt, że to prequel Alienów, film rozczarowujący. Jako samodzielna produkcja - dobre SF. Ale tylko dobre. 6,5/10.
ilcattivo13 - 11 Listopada 2012, 15:58

"Ballata per un pistolero" (tym razem dwie narodowości mnie nie zawiodły: Niemcy, którzy przetłumaczyli to jako "Rocco - der Einzelgänger von Alamo" i Amerykanie ze swoim "Ringo, Pray to Your God and Die" :mrgreen: ). Reżyseria Alfio Caltabiano, on tez maczał paluchy w scenariuszu i zagrał bad bossa. Obok niego, w rolach głównych wystąpili Dragomir 'Gidra' Bojanic i Angelo Infanti.

Po dwóch ostatnich zonkach postanowiłem wrócić do sprawdzonych klimatów. A fabuła znowu zakręciła się wokół kasy i zemsty. Dwaj bracia-bandyci postanawiają tym razem popracować wspólnie i obrobić bank. Razem ze swoimi bandami robią napad i zwijają niesamowitą ilość pieniędzy. W ślad za nimi rusza spragniony zemsty na bad bossie tajemniczy starszy rewolwerowiec, do którego przyłącza się żądny kasy młody łowca nagród. I tak, to jest jedna z kilkudziesięciu podróbek "Za kilka dolarów więcej", ale twórcy nie zawahali się tego i owego zmienić.

Film jest niezły, ale byłby dużo lepszy, gdyby twórcy lepiej wiedzieli, co chcą osiągnąć - czy efektem ich pracy ma być dramat, czy też awanturnicza komedia. Ale że nie doszli do konsensusu, to otrzymaliśmy film, w którym sceny dramatyczne mieszają się co chwila ze scenami rodem z filmów braci Marx. Do tego wszystkiego twórcy dołożyli solidną porcję kiczu, ale udało im się sprawić, że ten kicz jest kiczem, a nie zwykłą tandetą, jak to miało miejsce w "Mannaji" i "Black Killerze".

W sumie to nie mam co więcej o tym filmie napisać. Fabuła może i jest mocno wzorowana na filmie Leone, ale zmian jest na tyle dużo, że zbytnio nie kłuje to w oczy. Aktorzy zagrali nieźle. Strzelaniny też są na niezłym poziomie. Bijatyki może są ździebko zbyt cyrkowe, ale bez przesady. Muzyka jest ździebko wzorowana na kilku motywach charakterystycznych dla Morricone, ale jest na tyle nienachalna, że mało kto zwróci na nią uwagę. Całość jest niezła i taką "niezłą" ocenę dostaje - 5,75/10.

Fidel-F2 - 11 Listopada 2012, 17:46

Powoli zaczynam Ci współczuć
ihan - 11 Listopada 2012, 18:18

Memento napisał/a
Jako samodzielna produkcja - dobre SF. Ale tylko dobre. 6,5/10.

Jak to jednak populacja może się różnić. Niby ludzie, jeden gatunek, a tu jednak różnice międzyosobnicze zatrważające.

ilcattivo13 - 11 Listopada 2012, 21:16

Fidel - bez przesady ;) Jak na razie, na ponad trzydzieści filmów, trafiłem tylko na jedną tragiczną kupę, jeden słabiak i parę takich sobie ;P:
Memento - 11 Listopada 2012, 21:59

ihan napisał/a
Memento napisał/a
Jako samodzielna produkcja - dobre SF. Ale tylko dobre. 6,5/10.

Jak to jednak populacja może się różnić. Niby ludzie, jeden gatunek, a tu jednak różnice międzyosobnicze zatrważające.

Rozwiniesz/rozszyfrujesz myśl, proszę? ;]

Fidel-F2 - 11 Listopada 2012, 22:26

Memento, Asperger?
Memento - 12 Listopada 2012, 00:08

Huh?

Grave Encounters - ekipa serialu dokumentalnego/reality show traktującego o nawiedzonych miejscach daje się zamknąć na noc w opuszczonym szpitalu psychiatrycznym. Paradokumentalny horror wart IMHO więcej niż wszystkie cztery części Paranormal Activity razem wzięte. Momentami podczas seansu dosłownie, fizycznie odczuwałem nieprzyjemny chłód. 8/10.

Żul - 13 Listopada 2012, 13:44

A na ten Atlas chmur się warto wybrać do kina? Warto obejrzeć w ogóle? Książkę koniecznie przedtem, czy można potem?
corpse bride - 13 Listopada 2012, 16:58

Zazwyczaj lepiej przedtem, nie wiem, czy ten tytuł to wyjątek.

Ostatnio prawie nie oglądam filmów, bo kasy na kino nie mam, a czasu nawet jakoś brakuje, żeby coś obejrzeć w domu. Ale kiedyś do robienia biżuterii obejrzałam sobie dwie komedie: Histeria, o historii wibratora i Tamara Drew - oba bardzo miłe, choć o Tamarze fajniejszy, bo pokazuje klimat angielskiej prowincji, który zawsze lubiłam.

Magnis - 13 Listopada 2012, 18:00

Amerykański wilkołak w Londynie John Landis.
Dwoje nastolatków zostało napadniętych podczas wycieczki. Okazuje się, że jeden z nich przeżył i tutaj zaczyna się cała akcja filmu. Dobry film, ale troszkę mu zabrakło chociaż jest i czasami humor oraz nawet spora ilość makabry. Podobała mi się przemiana w wilkołaka bo została ukazana ze szczegółami. Film ogląda się od początku aż po zakończenie całkiem przyjemnie. Ocena 7/10.

fealoce - 14 Listopada 2012, 13:17

Żul napisał/a
A na ten Atlas chmur się warto wybrać do kina? Warto obejrzeć w ogóle? Książkę koniecznie przedtem, czy można potem?


Warto. Myślę, że książkę by się przydało wcześniej przeczytać ja w każdym razie trochę żałowałam, że tego nie zrobiłam.

ilcattivo13 - 14 Listopada 2012, 21:09

"Histeria. Romantyczna historia wibratora". Uroczy, inteligentny, zabawny (kilka razy popłakałem się ze śmiechu), ciekawy i z dobrą obsadą. Świetny film. 9/10

Edit: kiedy w trakcie napisów końcowych zaczęły się pojawiać modele wibratorów, jedna z kobiet dostała ataku takiej głupawki, że mało z fotela nie spadła. Jak nic - normalna zdrowa histeria :mrgreen:

Anix - 14 Listopada 2012, 23:09

Jak się pozbyć cellulitu - świetny pastisz w stylu "Kill Billa" Tarantino. Naprawdę bardzo fajna parodia - Mecwaldowski wymiata :D
Witchma - 15 Listopada 2012, 10:05

Obława - dobre, choć nadal na pierwszym miejscu spośród polskich filmów ostatnich lat jest u mnie "Dom zły". Świetna rola Stuhra.

Looper - można obejrzeć, niekoniecznie trzeba. Sam pomysł niezły, tylko wykonanie miejscami szwankuje, jak na dwie godziny, film strasznie się dłużył chwilami.

Chal-Chenet - 15 Listopada 2012, 10:55

Też Looper.
Taselchof - 15 Listopada 2012, 12:11

Anix, Jak się pozbyć cellulitu :shock: no nie źle to jeden jedyny film którego nie byłem w stanie dotrwać do końca poddałem się po 30 minutach.
Gustaw G.Garuga - 15 Listopada 2012, 12:39

Skyfall. Tyle.
ilcattivo13 - 16 Listopada 2012, 23:10

W ramach powtórek - "Królowe Dzikiego Zachodu" ("Les pétroleuses"). Reżyseria Christian-Jaque, w rolach głównych Claudia Cardinale i Brigitte Bardot.

Wszyscy już pewnie widzieli, więc rozpisywać się o szczegółach fabuły nie będę. Przypomnę jedynie, że motywem przewodnim jest kasa. Albo nie - kasa, bzdury i nudy. I momentami jakiś kawałek nagiego lub prawie nagiego kobiecego ciała. Choć muszę wyraźnie zaznaczyć, że widok nagiej dolnej połowy czterdziestoparoletniej BB jakoś do mnie nie przemawia... Może dlatego, że w tamtych czasach nie było fitnesów i tym podobnych późniejszych wynalazków cywilizacji, a dieta aktorek składała się z dymu tytoniowego, gorzały i dragów. Co widać nie tylko po jej dolnych plecach, ale i po twarzy, bo makijaż miała bardzo oszczędny (żadnej tapety na kobietę-wampa, w której tak często można oglądać ją na "cywilnych" zdjęciach). Z drugiej strony, wysportowana CC, wyglądająca na kilka lat młodziej niż w rzeczywistości... Ech... Nawet się nie musiała rozbierać, żeby ślinianki widzów płci brzydkiej zaczęły wzmożoną aktywność. I chyba tylko dla niej ten film warto obejrzeć, bo te kilka dość przeciętnych gagów, które pojawiły się gdzieś pomiędzy scenami z BB i CC, raczej nie zachęcą nikogo do oglądania. Muszę przyznać, że tylko raz się zaśmiałem (przy nawiązaniu do dopingu w kolarstwie ;P: ), a to ździebko za mało jak na coś, co ma być komedią.

Jeśli chodzi o aktorstwo, to CC ukradła ten film BB nie tylko swoim wyglądem. BB jest sztywna, sztuczna, ma problemy z wykrzesaniem jakiegokolwiek entuzjazmu - ot, wzięła fuchę, bo wciąż działało wyrobione lata temu nazwisko, a przeca za coś trzeba kupować niezbędne dla przeżycia światowej sławy aktorki składniki diety... Tymczasem CC to jej doskonałe przeciwieństwo - wyluzowana, radosna, pełna wigoru i choć może talent aktorski ma tylko troszkę lepszy niż BB, to nie gra na siłę.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą ten film grzeszy. To nadmiar kiczu. Jest go tyle, co w pięćdziesięciu innych dowolnych (poza "Mannają" i "Black Killerem") spaghetti westernach i "Lemoniadowym Joe" razem wziętych. Tak dużo, że już po kilku minutach filmu przestaje bawić i zaczyna denerwować. A chyba nie tędy droga...

Enyłej, film jest dziadowsko słaby, nudny i nieśmieszny, i są tylko dwa powody, dla którego warto go obejrzeć. Pierwszy jest taki, że to jeden z niewielu (sądzę, że dałoby się je policzyć na palcach jednej ręki) spagheciaków z kobietami w rolach głównych. Drugi - boska Claudia... :roll: Moja ocena, to 0,5 pkt. za jeden śmieszny żarcik + 0,5 pkt. za jedną parę ślicznych piersi + 2 pkt za CC, czyli razem 3/10.

Magnis - 17 Listopada 2012, 18:04

Paul - komedia z Nickiem Frostem i Simonem Peggem. Całkiem sympatyczna gdzie nasi bohaterowie pomagają zielonemu kosmicie o tytułowym imieniu czyli Paul. Oglądając dobrze się bawiłem na nim. Ocena 8/10.

Halo : Legenda - osiem krótkometrażówek z uniwersum Halo, które oglądało mi się przyjemnie. Dobrze zrobione i z ciekawą historią. Ocena 8/10.

Sklepik z horrorami - horror z przymrużeniem oka gdzie występuje po raz pierwszy mięsożerna roślina. Jak na czas produkcji (1968 r.) ogląda się przyjemnie chociaż już może takiego wrażenia nie robi jak kiedyś. 6.5/10.

ihan - 17 Listopada 2012, 19:06

Looper. Iść koniecznie bo pomysł fajny. I spokojnie wyjść jak zacznie się akcja na farmie. Nawet kosztem utracenia kilku scen z Willisem, zawsze można sobie jeszcze raz pójść i obejrzeć początek nasyciwszy się odpowiednio. Niestety, przykro mi to napisać, ale jak zawsze idiotyczny wątek romansowy oprószony sporą porcją „oj, oj, oj, dobro wygrywa i w każdym psycholu jakieś dobro drzemie, tak tuż obok, płyciutko” jest w stanie zabić każdy pomysł. Każdy. A zwłaszcza wtedy, gdy nie żywicie żadnej empatii do psychola który jest najbardziej
Spoiler:
jakiego widzieliście w kinie. Nie wiem ile osób na widowni niemal wrzeszczało do Bruce’a:
Spoiler:
w końcówce, ja w każdym razie głośno szeptałam. No i wyszło, że cała końcówka na nic, bo
Spoiler:
. Kurcze, a mógł być taki fajny film aż do końca, a tak jest fajny tylko na początku.

shenra - 18 Listopada 2012, 21:45

The Dark Knight Rises obejrzałam. Rozczarowałam się Banem, miałam nadzieję, że będzie mówił zaje.bistym głosem Hardy'ego, to musieli mu go jakoś zmutować :evil:
Poza tym, ładne obrazki. Szczerze jakieś to takie nijakie było. I faktycznie jak wspominał Sebastian zero żywych emocji. Wszystkie postacie takie... drętwe(żeby nie powiedzieć sztywne) :mrgreen:
Końcóweczka ładna w sumie, w sensie Blake'a. No i to by było na tyle jeśli idzie o refleksje nad filmem.

Dunadan - 18 Listopada 2012, 22:03

Amazing Spiderman
Obejrzałem aż dwa razy bo za pierwszym razem nie mogłem skumać zachwytów nad tym filmem. Niemal niczym nie różnił się od poprzedniej serii, kompletnie nie potrafię zrozumieć po co restart całej serii i opowiadanie filmu od nowa. I to tak nowego filmu :shock: jedna rzecz na plus w stosunku do poprzedniej serii - ciekawiej przedstawiona postać Petera Parkera. Jak dla mnie to zbyt mały plus żeby zaczynać wszystko od nowa... :roll: a ilość amerykańskiego patosu trochę mnie przerosła :twisted:

feralny por. - 18 Listopada 2012, 22:29

Big Lebowski - Cohenowie to jednak lubią robić filmy o dziwnych ludziach.


Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group