To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ


Mechaniczna pomarańcza [film] - Ostatnio oglądane filmy

ilcattivo13 - 1 Listopada 2012, 09:36

Witchma napisał/a
Po powrocie z Zawoi idziemy trzeci raz ;P:
A ja nie pójdę kolejny raz. Teraz trafiłem na wycieczkę szkolną, to za drugim razem pewnie bym trafił na kółko gospodyń wiejskich... :roll: Kupię sobie na BR i będę się napawał w domowym zaciszu ;P:
marekz - 2 Listopada 2012, 20:47

Nad życie (2012)
Film o Agacie Mróz. Jest naprawdę słabo. I jakoś trochę tak komiksowo. Jeżeli mając atut w postaci możliwości powiązania scen filmowych z rzeczywistymi wydarzeniami dostaje się rezultat jaki zobaczyłem, to naprawdę znaczy, że jest słabiutko. Aktorsko chyba tylko Danuta Stenka próbuje coś walczyć (kurczę, ta Stenka to naprawdę niezła jest), ale ma taką rolę, że sama nie daje rady tego uciągnąć. Co do Michała Żebrowskiego to w zasadzie można się tylko załamać - nie zapłacili mu i mu się nie chciało, czy jak? Olga Bołądź grająca Agatę miała raczej trudne zadanie, bo napisana rola nie wydaje się dawać zbyt dużego pola do popisu. Słabo. Tak ze [4/10].

Może komuś kto się pasjonował tą historią w rzeczywistym świecie jako kibic, film może się podobać. Ja się nie pasjonowałem i film mi się nie podobał. Odniesienia do rzeczywistych wydarzeń dodają mu trochę mocy, muzyka także daje radę i stąd ta czwórka. Zrezygnowano z wplatania filmowych materiałów dokumentalnych, co jest ogranym manewrem, ale chyba dano zbyt mało w zamian (męża z dzieckiem składającego życzenia oraz list pożegnalny i chyba jakieś zdjęcia). Trochę szkoda, że film się tak słabo udał, bo wiem, że Agata Mróz była naprawdę dobrym czlowiekiem. W tym kontekście całkowite pominięcie wątku utrzymania ciąży jako szansy na zapewnienie sobie materiału do przeszczepu o bardzo dobrej zgodności antygenowej uważam za wręcz żenujące.

Film zbiera raczej wysokie noty. Mnie to dziwi.

A, zapomniałbym. Kominek w tym filmie rzondzi.

illianna - 2 Listopada 2012, 21:29

Nowy Woody Allen tym razem promuje Rzym, wielu krytykuje, a ja bawiłam się bardzo dobrze, dowcip mono intelektualny i tym bardziej dobry.

edit. literówka

Farin - 2 Listopada 2012, 21:45

Byłem dziś na "SkyFall"
Plus za muzykę, bardzo ładne widoki, dobry początek i za zmianę samochodu :]
Resztę można pominąć :/

dalambert - 2 Listopada 2012, 22:33

wiele mogę przetrzymać ale Obelixa w roli Rasputina to jednak NIE ;P:
Hubert - 3 Listopada 2012, 02:16

Skyfall. Jestem na tak.
Ten film jest bardziej bondowski, niż się niektórym zdaje, i to mimo okrojenia z gadżetów. Ale tutaj jest to już realizm udawany, ciągle mrugający okiem i mówiąc 'my name is...'. Z jednej strony film jeszcze bardziej odrywa się od pewnych korzeni, z drugiej - jeszcze bardziej pielęgnuje inne, a jakiś rozsądny ogrodnik wyp... Bourna z opowieści o Bondzie. Nawet Schwartz-charakter znów skonstruowano wg wzorca, o którym pisał Eco a propo książek Flemminga (obleśny, karykaturalny). Ostatnia scena tak naprawdę przywraca Status Quo z hen-odległej przeszłości, zapowiada, że pójdą w stronę estetyki z 'dawnych, dobrych' czasów, gdzie to tylko będzie miało sens. Co miał przewrócić w konwencji, to przewrócił, ale jednak Bond znowu jest bardziej Bondem niż w poprzednich dwóch filmach.


Dla mnie nadal rządzą urocze bajeczki jak Golden Eye, Live and Let Die czy dowolny Bond z Connerym, ale Skyfall wskakuje na wysokie miejsce.

Iscariote - 3 Listopada 2012, 10:53

Casino Royale uwielbiam bo jest świetnym filmem sensacyjnym. Ale jest słabym filmem z Bondem.
Skyfall jest świetnym filmem sensacyjnym i przyzwoitym filmem z Bondem. Podwójne zwycięstwo :)
I też 9/10. W IMAXie siedziałem oniemiały od początku do końca, a jak wyszedłem z sali to powiedziałem tylko "whoa, jaki dobry film to był". Super.

Farin - 3 Listopada 2012, 12:02

To ja chyba już wyrosłem z takich filmów ...
Ozzborn - 3 Listopada 2012, 14:51

Uwaga! Możliwe śladowe spoilery dla bardzo spoileroczułych :P

No mnie się strasznie podobała pierwsza połowa Skyfall i smaczki nawiązujące do starych bondów. Natomiast druga połowa ala Kevin sam w domu beznadziejna i melodramatyczna. Jakieś 6,5/10

ilcattivo13 - 3 Listopada 2012, 15:00

Ozzborn - a bo końcówkę (40minut), a nie "drugą połowę", trzeba traktować jako
Spoiler:

Ozzborn - 3 Listopada 2012, 15:36

ilcattivo13, no ja wiem
Spoiler:

ilcattivo13 - 3 Listopada 2012, 20:44

Mnie tam się podobało. I innego zakończenia wstępu do cyklu sobie nie wyobrażam. Było odpowiednio mrocznie, odpowiednio melodramatycznie i w ogóle. I najfajniejsze ujęcia były właśnie w końcówce.
Iscariote - 3 Listopada 2012, 23:14

O północy w Paryżu - ładna widokówka Paryża, film dla nieuleczalnych romantyków. Realistów i ludzi, którym Woody Allen jest obojętny może trochę kłuć pod żebra w kilku miejscach.
Chal-Chenet - 4 Listopada 2012, 07:56

Universal Soldier: Day of Reckoning

Inne niż poprzednie części serii i między innymi przez to jest to jej najlepszy odcinek.

8/10

Fidel-F2 - 4 Listopada 2012, 11:20

Giganci ze stali / Real Steel Takie se. Na pewno nie dla dorosłych, synowi się podobały walki robotów, reszta go nudziła. Podczas oglądania podczytywał sobie książeczkę. :D
feralny por. - 4 Listopada 2012, 16:43

Shrek Forever - słabo, to chyba najsłabsza część cyklu. Poza kilkoma momentami nie mam na co patrzeć.

Mumia3 - Grobowiec cesarza smoka - aż ciężko opisać...

Magnis - 5 Listopada 2012, 16:06

Kiedyś do magazynu Sfera była dołączona płytka z krótkimi filmami między innymi znajdował się tam Ślepy tor.
Dzisiaj postanowiłem obejrzeć krótkometrażówkę o Batmanie pod tytułem Batman : Dead End. Zrobiona została bardzo fajnie i spotykamy w niej Jokera oraz dwoje znanych postaci czyli Obcych oraz Predatorów. Chociaż to krótki metraż to została dobrze zagrana i posiada mroczny klimat. Szkoda, że trwała tak krótko. Ode mnie 7/10.

marekz - 5 Listopada 2012, 20:20

Moje życie beze mnie (2003)

Paplanina posiadająca najwyraźniej ambicje do przekazywania Przesłań. Ascetyczna i mocno nastrojowa, ale bez sensu. W skrócie: kicha.

[3/10]

Matrim - 5 Listopada 2012, 22:35

THe Amazing Spider-Man

Całkiem przyjemny. W duchu nowych adaptacji komiksów (choć w kilku scenach nie mogli się powstrzymać). Garfield się sprawdził, jego Parker jest lepszy niż ten Maguire'a. Co mi się dodatkowo uwidziało, to że chłopak jest momentami strasznie podobny do młodego Harrisona Forda: pewne grymasy, bezczelne uśmieszki. Pasowałby na młodego Jonesa, oj tak.

joe_cool - 5 Listopada 2012, 23:26

Looper
Całkiem OK, ale wielkiego szału nie ma. Fabuła trochę dziurawa, do tego końcowa przemiana bohatera jakoś tak trochę niewiarygodna mi się wydała, no ale może to ja jestem takim sceptykiem. Podobało mi się, jak młodego ucharakteryzowali na Brusa :D

ilcattivo13 - 5 Listopada 2012, 23:31

"Tempo di massacro" (albo jak to zgrabnie przetłumaczyli Niemcy - "Django - Sein Gesangbuch war der Colt" :mrgreen: ). Reżyseria Lucio Fulci, scenariusz Fernando Di Leo (ten od "Navajo Joe", "Powrotu Ringa" i kilku innych spaghetti westernów klasy drugiej), a w rolach głównych Franco Nero i George Hilton.

Motywem przewodnim fabuły jest zemsta. Przebywający w obozie poszukiwaczy złota Tom Corbett (Nero) dostaje wiadomość, w której przyjaciel rodziny prosi go o pilny powrót do domu. Na miejscu Tom zastaje rodzinną farmę w ruinie, właśnie przejmowaną przez rodzinę niejakich Scottów, a jego brat, Jeff (Hilton), jest alkoholikiem i mieszka w ruderze pod miastem, razem z ich piastunką, starą Indianką o imieniu Mercedes. Nikt nie chce Tomowi powiedzieć, co się stało, a kiedy dociera do nadawcy wiadomości, ten razem z rodziną zostają zamordowani. W międzyczasie Tom popada w konflikt z psychopatycznym Scottem Juniorem, który przejawia niezdrową skłonność do zabaw z biczem, a na wierzch zaczynają wypływać ciemne rodowe tajemnice...

Film jest niezły, ale, jak na ten okres w historii gatunku, dość brutalny. Gwiazdą miał być Nero, ale zagrał ździebko poniżej swoich możliwości (zbyt sztuczno-melodramatycznie) i w efekcie to zawadiacki Urugwajczyk Hilton najbardziej zabłysnął. Troszkę może razić uwielbienie twórców dla popisów akrobatycznych aktorów, ale nie jest to aż tak ostentacyjna i bezczelna akrobatyka jak w cyklu o przygodach Sabaty i da się z nią żyć. Fabuła troszeczkę kuleje, a w tym filmie stanowi ona jedynie podkład pod pranie się po gębach i "ganfajty".

A skoro o "ganfajtach" mowa, to jest dużo, trup ściele się gęsto i tylko średnia "przeładowywalność rewolwerowa" jest jak na mój gust ciut za wysoka, bo wynosi jakieś 8 - 9 strzałów na przeładowanie. Z drugiej strony, w innych filmach w ogóle nie przeładowują broni, więc może nie ma co narzekać... Za to podobało mi się, że praktycznie nie ma w tym filmie "jednokulowych zgonów" i jak bohaterowie kogoś biorą na muszkę, to wsadzą w niego tyle ołowiu, żeby pod jego ciężarem cel nie dał rady nawet palcem ruszyć.

Muzyka jest nienachalna i idzie bardziej w amerykańskie klimaty, niż w to, co królowało w spaghetti westernach. Piosenkę tytułową śpiewa Sergio Endrigo i można jej posłuchać tutaj.

Troszeczkę nierówny jest poziom kiczu - raz twórcy zdają się robić film na serio, a za chwilę coś ich ździebko poza bandę ciągnie. Ale nie przeszkadzają i film nie zamienia się w jakieś dziwne "niewiadomoco".

Moja ocena, to 6/10. Jak już wspomniałem, film jest niezły, ale to wybitnie druga klasa s-w i Nero nie zagrał na takim poziomie, do jakiego przyzwyczaił innymi kreacjami...

mesiash - 6 Listopada 2012, 10:43

Matrim, też wczoraj oglądnąłem w końcu ten film. Jako spiderman, dużo bardziej mi się podobał niż w poprzedniej "serii". Jako Parker, zdecydowanie mniej, ale to raczej wina reżysera, który bardzo spłycił wątki postaci (co z kolei było cechą komiksu o "zwykłym" spidermanie, natomiast "Amazing..." nie czytałem, więc nie potrafię ocenić). Nie nudziłem się bardzo w czasie filmu, ale zarówno scena po napisach, jak i zachowanie pod koniec głównej złej postaci mi się nie podobało, dlatego ogólnie oceniam na gorszy niż ten sprzed 10 (!) lat.

No i na koniec - Emma Stone, pomimo że jest ładniejsza od Kirsten Dunst też mnie nie przekonuje...

Magnis - 6 Listopada 2012, 14:01

ilcattivo13 napisał/a
Reżyseria Lucio Fulci


Lucio Fulci spec od makabrycznych horrorów np. Dom przy cmentarzu :wink: .

Biohazard X.
Niskobudżetowy horror Sf, który jednak ogląda się nieźle. Długie korytarze i trochę niebezpieczeństw czeka na bohaterów, a na końcu nawet niezłe zakończenie. Gdyby reżyser miał więcej kasy to by mógł wyjść całkiem dobry film. A tak niestety wyszedł średni film, który ogląda się fajne, ale bez rewelacji. Ocena 5/10.

ilcattivo13 - 6 Listopada 2012, 14:24

Magnis - jedna ze scen z "Czau masakry" została w tamtych czasach uznana za niebywale brutalną. Choć dziś trąci strasznym kiczem i dramatem na poziomie "Mody na sukces" :wink:
Magnis - 6 Listopada 2012, 17:54

ilcattivo13 napisał/a
Magnis - jedna ze scen z Czau masakry została w tamtych czasach uznana za niebywale brutalną.


ilcattivo13 no właśnie, ale ja Ci powiem, ze on nakręcił kilka filmów o zombie gdzie jest bardzo brutalnie i krwawo. W Domu przy cmentarzu zachaczył o mit o Frankensteinie czyniąc opowieść krwawym widowiskiem. Oglądałem i uważam, że film jest dobry. Z takich włoskich reżyserów to na przykład można wymienić Mario Bavę i jego syna Lamberto Bavę (reżyser filmów o Fantagiro) i może jeszcze Dario Argento.
Zazwyczaj to nie tylko horrory tworzyli, ale również różne gatunkowo filmy :wink: .

ilcattivo13 - 6 Listopada 2012, 18:51

Magnis - ja to rozumiem, ale mówimy o całkowicie różnych okresach jego twórczości. Horrory kręcił prawie dwadzieścia lat po spaghetti westernach. A wtedy była już inna wrażliwość widzów i to, co w latach sześćdziesiątych było brutalne, w latach osiemdziesiątych pokazywali w dobranockach dla małych dzieci.
A poza tym, nie przepadam za horrorami. Zwłaszcza za tymi krwawymi, lub z zombiakami. Jeszcze jakiś mocno klimatyczny film grozy, coś jak "Dracula" Badhama z Frankiem Langellą w roli głównej, to tak... Ale horror? Yuck! ;P:

Edit: Przypomniałem sobie "Navajo Joe" (względnie "An seinen Stiefeln klebte Blut" :mrgreen: ). Reżyseria Sergio Corbucci, scenariusz połowicznie Fernando Di Leo, w roli głównej Burt "Jeszczebezwąsów" Reynolds. W jednej z drugoplanowych ról śliczna Nicoletta Machiavelli. Muzykę napisał Ennio Morricone, ale że mu wyszła raczej średnio, to podpisał się jako Leo Nichols...

Fabuła kreci się wokół kasy (bandyci) i zemsty (NJ). Duncan i jego banda zarabiają na życie mordując Indian i sprzedając ich skalpy po dolarze za sztukę szeryfowi miasta Esperanza. W jednym z napadów Duncan zabija squaw NJ, a ten, chcąc się zemścić, rusza śladem bandy. W międzyczasie banda dowiaduje się o transporcie pół miliona dolarów, który ma przybyć koleją do Esparanzy. Napadają na pociąg, ale NJ kradnie im go sprzed nosa i dogaduje się z mieszkańcami miasta - obroni ich, a w zamian oni dadzą mu jednego dolara za każdego zabitego bandytę plus nagrody za głowę Duncana i jego brata. Ale nie wszystko idzie tak gładko, jak umyślił to sobie nasz dzielny Indianin...

Fabuła jest ciekawie prowadzona, ale że maczał w niej łapy Fernando Di Leo, to trzeba się nastawić na spore ilości przelewającej się przez ekran czerwonej farby i duuuużo dźgania nożem. Choć na szczęście strzelania jest jeszcze więcej. Jako że głównym bohaterem jest Indianin, to możemy zapomnieć o popisach rewolwerowców. Tutaj główną bronią są winchestery, a rewolwery służą prawie że tylko i wyłącznie do strzelania z bliska w brzuchy.

Jeśli chodzi o aktorów, to film jest raczej cienki. Widać wyraźnie, że producenci nie wyłożyli na film zbyt dużo kasy, a nawet gdyby i wyłożyli, to i tak wszyscy lepsi aktorzy byli w tym czasie zajęci (film kręcono równolegle do "Dobrego, złego i brzydkiego"). Rola Navajo Joe'a nie leży Burtowi Reynoldsowi i to też widać na każdym kroku. Niestety, kasa chyba w większości poszła na Burta i na bad bossa już nie starczyło - musiał go zagrać facet, który normalnie grał drugo- i trzecioplanowe role, a nawet w kilku wypadkach zdarzyło mu się statystować. Szczęście w nieszczęściu, że europejscy aktorzy mają ciut lepszy warsztat aktorski niż Amerykanie, więc ogólnie gra aktorska nie schodzi poniżej średniego poziomu.

Dużo gorzej jest z montażem filmu i robotą inspicjencką. NJ w ciągu filmu używa co najmniej trzech różnie ozdobionych karabinów i często i gęsto wymieniają się one w obrębie poszczególnych scen. Oprawa dźwiękowa też kuleje - są sceny, jak ta z wyjazdem bandy z pierwszego miasteczka, gdzie widać wyraźnie bandziorów wrzeszczących i walących w powietrze z karabinów i rewolwerów, a słychać jest tylko tętent kopyt. I to taki raczej słabo zsynchronizowany z tym, co się na ekranie dzieje. Montaż ujęć w sceny tez kuleje - w początkowej scenie napadu na wioskę Indian widać wyraźnie gostka, który zostaje zastrzelony i spada o zboczu do wody, potem w następnym ujęciu mamy go znowu na szczycie zbocza, a potem znowu jest w wodzie...

Jeśli chodzi o poziom kiczu, to jak przy każdym innym filmie Corbucciego - nie się co martwić, że go zabraknie. Zwłaszcza, że jak Corbucciemu nie stawało pomysłów, to Di Leo mu ochoczo pomagał i wsadzał scenkę z NJ dźgającym bogu ducha winnych bandytów nożem.

Muzyka... Ech... Morricone lubi mocno akcentować niektóre rzeczy, ale słuchanie przez 1/3 filmu piosenki, której jedynymi słowami są "The best of all - Navajo Joe" potrafi sprawić, że największa nawet miłość do EM może przejść kryzys...

Ale mimo tego wszystkiego, film jest z gatunku tych ciut (hłe, hłe, pisząc to pomyślałem o BR i za pierwszym razem napisałem "ciul", a nie "ciut") lepszych niż niezły, ale do dobrego mu jeszcze ździebko brakuje. 6/10 to za mało, 6,5/10 to za dużo, więc daję 6,25/10.

Aha - jest coś takiego w spaghetti westernach z 1966 roku, że każdy ma jakiś morał. W "Dobrym, złym i brzydkim" morałem są słowa wypowiedziane przez Tuco - "If you have to shot, shot - dont talk". Tutaj co prawda morału nikt nie wypowiada, ale jest on mocno wyraźny (w kilku scenach) i podobny w brzmieniu do tukowego - "Jeśli chcesz kogoś zabić, to zabij, a nie tylko pierzesz go po ryju..."

ilcattivo13 - 8 Listopada 2012, 00:55

Powtórka z trylogii Sabaty. LVC świetny jak (prawie) zawsze, Yulowi ciągle się wrzynają gacie w zadek i nie ma głowy do roli, a Berger i Conti w dalszym ciągu wyglądają jak debile. Za to ździebko zmieniła mi się ocena ogólna. Obowiązująca od dziś to: "Sabata" 6,5/10 (+0,5), "Adios Sabata" 6/10 (-1,0), "Return of Sabata" 7/10 (+0,5). Bom, bom-bom, bom-bom-bom-bom... :D
ilcattivo13 - 8 Listopada 2012, 23:37

"Mannaja" (ew. "Der letzte der Bounty Killer" - niemiecka inwencja w dziedzinie tłumaczenia tytułów chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać). Reżyseria i scenariusz Sergio Martino, w roli głównej Maurizio Merli. Twilight spaghetti western "ździebko" zainspirowany "Keomą". Nawet muzyka jest prawie że identyczna - ci sami kompozytorzy, to samo męskie wycie jakiegoś ekstremalnie przepitego chlora w tle...

I znów mamy dwie osie fabuły: kasa i zemsta. Posługujący się rewolwerem i toporkiem łowca nagród Mannaja, razem ze swoim ostatnio złapanym zbiegiem, Cravenem (któremu w czasie pogoni upitolił siekierką prawa dłoń), trafiają do górniczego miasteczka, w którym rządzi bogacz McGowan i jego prawa ręka, Valler. Dość szybko okazuje się, że Mannaja nie trafił tu przypadkiem i wcale nie dla nagrody. Za to absolutnie przypadkowo wplątuje się sieć intryg, którymi ktoś oplótł miasteczko...

Film ma niezłe recenzje (pierwsza trzydziestka najlepszych spaghetti westernów wg. co najmniej kilku zestawień, 6.6/10 na IMDB), ale mnie wyjątkowo nie przypadł do gustu. To znaczy, fabuła jest dobra - dużo lepsza niż w większości oglądanych przeze mnie spagheciaków - ale film partoli co najmniej kilka rzeczy.

Pierwsza - Maurizio Merli. Ma zdecydowanie anty-*beep*-pozytywno-bohaterską twarz (mógłby za to śmiało zagrać Liska Chytruska), jest raczej średnim aktorem i w ogóle jest do bani. Rozumiem, że twórcy szukali kogoś jak najbardziej podobnego do Franca Nero - ogorzałego blondaska z przeraźliwie jasnymi oczami - ale zdecydowanie przedobrzyli...

Druga - w jednym filmie można znieść takie rzępolenie i wycie, ale wsadzać taką muzę do większej ilości filmów? W "Keomie" chociaż ją troszkę łagodził kobiecy, lekko operowy wokal, ale tutaj można normalne zdrowe jajko znieść. W dodatku, kompozytorzy najprawdopodobniej mieli jakiś poważny kryzys twórczy i przez cały film lecą naprzemiennie dwa motywy - jeden pt. "Wolf" i drugi nazwany "Snake". Ich wywyte przez chlora teksty są równie złożone jak tytuły. Na szczęście w jednym wycie jest o wilku, a w drugim o wężu, więc da się je jakoś rozróżnić.

Trzecia rzecz - rozumiem, że to twilight spaghetti, że ma być tajemniczo, ponuro, mrocznie, dramatycznie i brutalnie. Ale Mannaja biegający najpierw z siekierką, a później z kilkoma wykonanymi własnoręcznie kamiennymi toporkami (złożone metodą "... a do boku patyka przymocujemy paskiem materiału kawał łupka, który potrzemy i postukamy innym kawałkiem łupka, żeby był ostrzejszy"), którymi to toporkami rzuca z iście chirurgiczną precyzją i wbija je ludziskom w mostki, krtanie, czaszki, itp... Nie mogę znieść takiej kichy w filmie, który robi się na serio... Zwłaszcza, że ten mistrz siekiery, kiedy chce wybić przybitą gwoźdźmi deskę, to wali w nią ostrzem, a nie obuchem... Pfffff... No i jeszcze żeby to tylko te toporki były jedynym przejawem źle dobranego poziomu kiczu :/

Kolejna rzecz, to technikalia. Ilość wpadek, jakie zaliczyli twórcy, woła o pomstę do nieba. Przykład: Mannaja dzielnie się broni przy pomocy rewolweru przed atakującymi go konno i pieszo bandytami. Jest ich dziesięciu plus bad boss. Strzela z osiem razy, rozwala kilku bandziorów, ale kiedy chce rozwalić następnego, to słyszy tylko "klik-klik". Patrzy się z niedowierzaniem na gnata, potem macha nim raz czy dwa, potem zagląda do środka i jest pstryk - kolejne ujęcie, w którym nadziewa ołowiem kolejnych kilku bandziorów, ale kiedy chce rozwalić jeszcze jednego, słyszy znowu znajome "klik-klik". I co robi nasz dzielny Mannaja? Tym, którzy teraz sobie pomyśleli, że nasz dzielny Mannaja znowu patrzy z niedowierzaniem na gnata, a potem znowu macha nim kilka razy w powietrzu, a potem znowu zagląda w bębenek, muszę pogratulować jasnowidztwa, tudzież nadludzkiej dedukcji. Bo Mannaja robi dokładnie to samo po raz drugi. I pewnie robiłby tak dalej, bo z tych dziesięciu+jeden łobuzów wypączkowało kolejnych kilku, więc ciągle ma do kogo strzelać, ale zabawa zostaje przerwana... Siut...

Mógłbym ciągnąć wyliczankę, ale... Daję filmowi 4/10 i to wyłącznie za fabułę i okresowy klimat. Na więcej film nie zasługuje. A szkoda, bo potencjał był i to spory.

Edit: to wybipane, to "g.ł.ó.w.n.o" :roll:

fealoce - 9 Listopada 2012, 07:46

Atlas Chmur - strasznie zakręcone ale fajne. Czuję się trochę jak po obejrzeniu Incepcji i myślę, że powinnam jeszcze upolować książkę, a najlepiej upolować książkę+ obejrzeć jeszcze raz. :wink:
Memento - 9 Listopada 2012, 19:39

Taken - taki dość standardowy akcyjniak, ale przyjemnie się oglądało i Neeson fajnie zagrał. Lubię Neesona. Tak po prostu. 7/10.
The Amazing Spider-Man - tak powinien wyglądać pierwszy film o Człowieku-Pająku, ten sprzed dekady. Dla mnie bomba, 8/10, bo trzeba zostawić miejsce na dwie następne części.



Partner forum
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group