Mechaniczna pomarańcza [film] - Ostatnio oglądane filmy
merula - 13 Października 2012, 23:08
to tak jak Andrzej. podzieliliśmy się klimatami.
Ziemniak - 13 Października 2012, 23:56
| merula napisał/a | | Terminator 3. albo nie byłam w formie, albo to kicha jest. |
Jeszcze nie jest, obejrzyj Terminatora 4
merula - 14 Października 2012, 07:20
a muszę?
Chal-Chenet - 14 Października 2012, 11:17
| Ziemniak napisał/a | | merula napisał/a | | Terminator 3. albo nie byłam w formie, albo to kicha jest. |
Jeszcze nie jest, obejrzyj Terminatora 4 |
Mnie się trójka podobała, ale co do czwórki rację ma Ziemniak. Zatem jak możesz, omijaj.
Memento - 14 Października 2012, 15:12
A ja miałem na odwrót z tymi terminatorami, od samego początku: pierwsza część wgniotła w krzesło, druga do obejrzenia, ale jakoś szału nie było. Trzecia - porażka, czwarta za to całkiem 'misie'.
Fidel-F2 - 14 Października 2012, 15:37
Co jest grane? / What Just Happened O rzeczywistości, filmowego światka. Głównie o kosztach sukcesu. Świetny aktorsko (i bogaty w obsadzie), wart zobaczenia film. Ale jak ktoś nie zobaczy to katastrofy nie będzie.
Dunadan - 14 Października 2012, 19:49
| Witchma napisał/a | | Ale to może ogólne zmęczenie materiału. |
Mhm i kwestia nastroju.
| marekz napisał/a | | tylko może szkoda, że nie zrobili tych wersetów nieco mniej płaczliwych |
Zgadza się, film jestw gruncie rzeczy romantyczny do bólu xD aż naiwny. Ale mi to jakoś podeszło, pokazane w fajny sposób, przewrotny nieco.
| marekz napisał/a | | bezpośrednio po stolcu o tytule Przyjaciel do końca swiata |
Serio to taka kupa?... chciałem koniecznie obejrzeć, bo zainteresowała mnie fabuła.
| marekz napisał/a | | Lepsze od Blindness (podobna warstwa fantastyczna, bo reszta zupełnie inna). |
Dzięki, obejrzę sobie.
Tak na swoje usprawiedliwienie dodam że strasznie mnie zauroczyły sceny w Perferct sense, serio, rzadko się takie coś widzi. Tak samo zauroczyła mnie Eva Green
Crash - Fidel ma rację, wart obejrzenia. Fajna ambientowa muzyka, fajnie połączone losy bohaterów. Film fajnie pokazuje jak łatwo pomylić się w ocenie osoby której się nie zna, tu akurat chodziło rasistowskie stereotypy. Zabawne ile nieporozumień można by uniknąć gdyby ludzie tylko więcej podróżowali...
Hidden (Ukryty - 1987)
Staroć okrutna ale... film jak się okazało gdzieś w połowie już oglądałem, chyba miliardy lat temu, tkwił mi gdzieś w podświadomości. Naprawdę fajne kino. Fajna muzyka (chyba Iron Maiden leciało ) idealnie pasujący MacLachlan, który okrutnie pasuje do ról dziwnych agentów FBI takie stare dobre kino klasy B, ale oglądało się wyjątkowo przyjemnie warto obejrzeć nie czytając NIC o tym filmie, zaskoczy na początku.
Crank (Adrenalina)
Znów muszę się zgodzić z Fidelem - rewelacyjne komdiowe kino akcji, ubaw po pachy
| Memento napisał/a | | A ja miałem na odwrót z tymi terminatorami, od samego początku: (...) druga do obejrzenia, ale jakoś szału nie było. |
Zaplułem monitor jak to przeczytałem
Iscariote - 14 Października 2012, 22:37
Death Sentence (2007) Kevin Bacon kontra gang, który zabił mu syna w ramach inicjacji jednego z kolegów. Ponoć oparte trochę na Życzeniu Śmierci. Bacon dobrze zagrał, przyznaję mimo że nie lubię gościa. Początek się trochę dłuży, ale później już łapie się napięcie. Kilka dobrych scen, w szczególności długie, zgrane ujęcia na parkingu. Do tego niezła, dobrze wmontowana muzyka. Całkiem niezły vengance movie.
fealoce - 14 Października 2012, 22:50
Jurassic Park
Dawno temu obejrzałam go parę ładnych razy i doskonale wiedziałam, co za chwilę się stanie a i tak oglądałam z przyjemnością (no dobra, z jednym krwawym wyjątkiem )
feralny oglądał chyba z mniejszą przyjemnością ale dzielnie to zniósł
ilcattivo13 - 15 Października 2012, 17:13
"El Condor". Jeden z najlepszych amerykańskich spaghetti westernów. Reżyseria John Guillermin, scenariusz Larry Cohen i Steven W. Carabatsos, w rolach głównych Jim Brown i Lee Van Cleef, a oprócz nich pojawia się też najważniejszy holiłódzki "indianin", czyli Iron Eyes Cody.
Motyw przewodni - złoto. Akcja toczy się w latach 60-tych XIX wieku, na pograniczu amerykańsko-meksykańskim. W dzikich górach stoi sobie potężna twierdza, broniona przez silny oddział wojska cesarza Maksymiliana I. A w podziemiach twierdzy zgromadzone jest złoto, którego wartość oceniana jest na miliony, albo i miliardy dolarów. W tym momencie na arenę wkracza czarnoskóry zbieg z więzienia, Luke, który przy pomocy chciwego poszukiwacza złota, Jaroo, i jego znajomych Apaczów, postanawia to złoto zdobyć.
Z ciekawostek - jest to jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy w ogóle spaghetti western, który za przemoc i goliznę zarobił łatkę "R". Zresztą, ta golizna to jest coś, co Amerykanie wprowadzili do gatunku - Włosi, Hiszpanie i Francuzi omijali ten temat jak tylko mogli.
Porządny spaghetti western, z dobrą obsadą aktorską i dużą ilością czarnego humoru. Szkoda tylko, że oprócz golizny, film ma w sobie solidne pokłady typowo amerykańskiej głupoty. Po którymś tam obejrzeniu muszę przyznać, ze jednak Eli Wallach lepiej by pasował zamiast LVC do roli Jaroo. Ale moja ocena pozostaje bez zmian.
********
"A Reason to Live, a Reason to Die". Reżyseria Tonino Valerii, a w rolach głównych James Coburn, Bud Spencer i Telly Savalas.
Motyw przewodni - złoto i rehabilitacja imienia. Akcja toczy się w czasie wojny secesyjnej, na pograniczu amerykańsko-meksykańskim. W dzikich górach stoi sobie potężna twierdza, broniona przez silny oddział wojska cesarza Maksy... Wróć. Broniona przez silny oddział konfederatów. Pułkownik unionistów, Pembroke, daje kilkorgu skazanym na śmierć więźniom wybór - albo pomogą mu zdobyć twierdzę, albo zostaną powieszeni. Prawie wszyscy się zgadzają i siedmioosobowa armia wyrusza w bój. W międzyczasie okazuje się, że pułkownikowi może wcale nie chodzić o złoto czy rehabilitację swojego imienia.
Film jest jednym z tych, które bardzo mocno zaczerpnęły z oryginalnego pomysłu "Parszywej dwunastki". Niestety, zmiany scenariusza i wykonanie spowodowały, że film jest co najwyżej średni. A na dodatek jest on rozpowszechniany w kiepskiej jakości kopii (jakością nie odbiega od vhs'ów)...
Trojka głównych bohaterów robiła co mogła, żeby uratować film, ale się nie udało. Można obejrzeć, ale tylko jako ciekawostkę. 4/10.
Aha - to z "W dzikich górach stoi sobie potężna twierdza, broniona przez silny oddział ..." skopiowałem, bo oba filmy nakręcono w tej samej okolicy (Almeria w Hiszpanii). Fortecę wzniesiono w 1970 na potrzeby filmu "El Condor" (i tak też ją nazwano), a później wykorzystywano ją również w wielu innych filmach. Od 1986 stoi opuszczona i niszczeje i można ją zwiedzać. Np. przy okazji odwiedzin w sąsiadującym z nią parku rozrywki, Western Leone.
*******
"Il ritorno di Ringo" (w Japonii znany jako "Zoku Koyano Ichidoru Ginka" albo "One Silver Dollar of Wilderness Part 2" ). Reżyseria Duccio Tessari, w roli głównej Giuliano Gemma, a reszta ekipy jest ta sama, co w "Pistolecie dla Ringa", ino co grają całkowicie inne postacie (podobnie było np. u Leone w trylogii dolarowej, albo u Paroliniego w trylogii przygód Sabaty).
Motyw - ni to zemsta, ni to walka z bandyctwem. Druga połowa lat 60-tych XIX wieku, południe USA. Po latach nieobecności, wraca w rodzinne strony młody i blondwłosy kapitan unionistów, Mongomery 'Ringo' Brown (dla nieuważnych czytaczy - GG występował w pierwszym Ringu pod pseudonimem "Montgomery Brown"). W zajeździe przed miastem próbuje go zabić dwójka Meksykanów. Ten ich zabija, a od właściciela zajazdu dowiaduje się, że okolica, z której wszyscy młodzi mężczyźni wyjechali na wojnę, została zajęta przez bandę Meksykanów, którzy teraz zabijają jednego po drugim niewygodnych mieszkańców miasta oraz wracających pojedynczo z wojny żołnierzy. Ale osobista tragedia Ringo jest jeszcze większa: dowodzący bandytami bracia Fuentes zabili jego ojca, senatora, zajęli jego posiadłość, a żona jest teraz kochanką Don Francisco 'Paco' Fuentesa. Tego dla Ringo jest stanowczo za wiele. Robi się na Meksykanina i rusza do miasta...
Tessariemu wyszedł porządny spaghetti western, choć diametralnie różny od pierwszego Ringo. Tak jak tamten był taki bardziej awanturniczo-zawadiacki, to ten jest mroczny i ponury. Śmiałbym nawet twierdzić, że to nie "Keoma" był pierwszym "Twillight westernem", tylko właśnie "Powrót Ringo". W każdym bądź razie, to dobry film i należy mu się 7/10.
dalambert - 15 Października 2012, 19:13
Bitwa pod Wiedniem 2/10 , reszta w mych strzelankach
Fidel-F2 - 15 Października 2012, 19:23
Dzika banda / The Wild Bunch Nie wiem czemu, ale z jakiegoś powodu żyłem przekonaniem, że to jeden z westernów bardziej wart zobaczenia. No i to mylne przekonanie było.
Zgaga - 15 Października 2012, 20:22
Taaak? A ja słyszałam dużo dobrego
joe_cool - 15 Października 2012, 20:28
| dalambert napisał/a | Bitwa pod Wiedniem 2/10 , reszta w mych strzelankach |
A za co aż 2 punkty?
Dunadan - 15 Października 2012, 20:34
Maszyna śmierci (1994)
Padłem w skrócie: horror sci-fi z zacięciem komediowo-pastiszowym brak mi słów aby to opisać, gratka dla wszelakich nerdów sci-fi Naprawdę ciekawa fabuła i fajnie zrealizowane efekty specjalne, zważywszy na to że film miał niski budżet wyszło im to naprawdę rewelacyjnie (stylistycznie coś pomiędzy Blade runnerem, Obcym a Hardware). Caaała masa odniesień do wszelakiej fantastyki, postaci o imionach Weyland, Yutani, Sam Raimi, John Carpenter czy Scott Ridley, teksty w stylu I'll be back albo Fight! Shouryuken! a także totalnie absurdalne i śmieszne sceny sprawiają że mamy naprawdę wybuchową mieszankę przy której można się nieźle pobawić. Film chyba okrutnie niedoceniony, ale nie wolno go brać na poważnie podczas oglądania. Ja się setnie bawiłem.
Ciekawa rzecz, był tak komputer który wszystkich witał uśmieszkiem na ekranie i głos miał identyczny jak... GlaDOS z Portala w ogóle design futurystycznych broni przypomina bardzo mocno ten ze współczesnych gier...
Trochę mi brakuje właśnie tego typu filmów... takiej fantastyki z jajem. Chyba już nie zobaczy się czegoś takiego jak Maszyna śmierci, Split Second czy Hardware w kinach :-/
PS: genialny Brad Dourif grający w tym filmie... Grimę, Smoczy Język xD tj. gra identycznie jak we władcy pierścieni, rewelacyjnie się to ogląda, koleś jest stworzony do takich ról...
PPS: pokopałem nieco o tym filmie na IMDB, i nie wiele się myliłem - reżyser pracował przy Obcym, Hardware i Split second, jako koleś od FXów (głównie animatronika). To chyba dlatego Maszyna śmierci wizualnie jest całkiem ciekawa ;]
dalambert - 15 Października 2012, 22:08
| joe_cool napisał/a | | A za co aż 2 punkty? |
Za to, że orzeł był jadnak biały na czerwonym tle, a nie odwrotnie, to jednak wielki wysiłek twórczy coś takiego wymyslić
joe_cool - 15 Października 2012, 22:22
W sumie ostatnia scena, ta w Rumunii, była nie najgorsza.
Iscariote - 15 Października 2012, 23:48
John Carter obejrzałem bez większego bólu, momentami nawet z zaciekawieniem (bardziej te ziemskie momenty niestety), ale jest to bajeczka dla gimnazjalistów. W tej kategorii się sprawdza, ale nic więcej.
Fidel-F2 - 16 Października 2012, 07:39
Miasto złodziei / The Town W zasadzie autorski projekt Bena Afflecka - główna rola, reżyser, współscenarzysta. I wyszło mu nadzwyczaj przyzwoicie. Nie jest to film epokowy ale całkiem niezła gangsterka, wiarygodna, logiczna, bez baboli, postacie zachowują się bardzo sensownie, oprócz powierzchownej sensacyjnej warstwy jest jeszcze kilka zagłębień. W swojej klasie zdecydowanie powyżej średniej.
| Zgaga napisał/a | | aaak? A ja słyszałam dużo dobrego | Tak to jest z legendami. Czterdzieści lat temu mogło to inaczej wyglądać. Sieć mówi, że był przełomowy bo był jednym z pierwszych filmów gdzie nie było podziału na dobrych i złych, wszyscy w tym filmie są źli. To faktycznie prawda.
Trwa niemal 2,5h, zdecydowanie za długo.
Scenariusz niedopracowany, gra aktorska raczej drewniana (chociaż to chyba urok tego typu filmów), wszystko, od emocji po mniej lub bardziej istotne szczegóły wskazywanej jest wielkim drewnianym paluchem - "o teraz".
Końcowe sceny uważane za rewelacyjne dla mnie pozbawione są sensu. Chociaż sama końcówka końca jest świetna.
Tu i ówdzie są fajne sceny i świetne momenty. Ale to nieliczne rodzynki w trzykilogramowym cieście.
marekz - 17 Października 2012, 10:31
Prometeusz (2012)
Obejrzałem to ze sporym opóźnieniem, ponieważ spodziewałem się, że jest to totalna kicha, klasy co najmniej 10.000 B.C., którego to stolca chyba do końca życia nie zapomnę, a tymczasem wcale tak nie jest. Warstwa wizualna tego filmu jest po prostu świetna. Widoczki wspaniałe. Są rzecz jasna astro-absurdy (szczególnie w początkowej fazie filmu) oraz bio-absurdy, ale nie jest ich więcej niż przeciętnie w tej klasy produkcjach. Autorzy chyba trochę w ramach prewencyjnej samoobrony puszczają do widzów różnego rodzaju niby-oczka, szczególnie z Obcym, ale i bez tego film mógłby się obronić. Zwykłe kino rozrywkowe. Ode mnie ma [6/10]. Charlize Theron w tej roli mnie akurat w ogóle nie urzekła. Wręcz uważam, że drewniano i nijako to zagrała i wcale wg mnie nie chodzi o to, że taka właśnie w zamierzeniu miała być ta postać.
Fidel-F2 - 17 Października 2012, 10:40
marekz, wybacz, ale fabularnie jest to głupie jak paczka gwoździ
marekz - 17 Października 2012, 10:53
No tak, ale czy od tego typu kina należy oczekiwać fabuły mądrzejszej niż w przeciętnym teledysku czy też jakichś przesłań przez duże pe?
feralny por. - 17 Października 2012, 11:02
| marekz napisał/a | | No tak, ale czy od tego typu kina należy oczekiwać fabuły mądrzejszej niż w przeciętnym teledysku | Nie wiem czy należy, ale ja jednak oczekuję.
Fidel-F2 - 17 Października 2012, 11:09
właściwie to niczego od nikogo nie należy się spodziewać i nie dbam o to ale mylisz pojęcia
nie chodzi o przesłanie przez duże pe, chodzi o to że na poziomie logiki i najprostszego sensu to jest totalna katastrofa, tam nic do siebie nie pasuje, nic nie wynika z niczego a postaci nie są nawet głupie, one nie istnieją w sensie rozumowym, to są cząsteczki poruszające się zgodnie z zasadą ruchów Browna
merula - 17 Października 2012, 11:14
| marekz napisał/a | | No tak, ale czy od tego typu kina należy oczekiwać fabuły mądrzejszej niż w przeciętnym teledysku czy też jakichś przesłań przez duże pe? |
tylko po co to nazywać filmem. równie dobrze mógłby to być kolaż obrazków ruchomych. chyba jednak powinno się od kina wymagać chociaż minimalnie więcej.
marekz - 17 Października 2012, 11:39
| merula napisał/a | | tylko po co to nazywać filmem. równie dobrze mógłby to być kolaż obrazków ruchomych. chyba jednak powinno się od kina wymagać chociaż minimalnie więcej. |
Film trwa prawie dwie pełne godziny i nie znudził mnie (choć i nadmiernie nie wciągnął, no bo jak). Krótszy film, o tej lasce, która biegała po lesie z łukiem (bodajże Głodowe Igrzyska czy Igrzyska Śmierci) był dla mnie o wiele bardziej nużący. Zatem jednak coś realizatorom Prometeusza się udało - da się to obejrzeć bez przewijania.
Dodatkowo w tych Igrzyskach Jakichśtam mieliśmy do czynienia z absurdem zachowań bohaterów w czystej postaci oraz a absurdem opisywanego świata. W Prometeuszu tego nie widać, tu po prostu zachowania bohaterów nie mają specjalnego uzasadnienia i nie układają się w logiczny ciąg, są jakby pokazywane wyrywkowo. Mnie to nie razi, bo nikt nie próbuje tu udawać, że stara się przekazywać jakieś Ważne Myśli przez duże wu i duże em. Filmy tego typu wydają się przede wszystkim służyć testowaniu i rozwojowi algorytmów renderingu. I dobrze.
Iscariote - 17 Października 2012, 20:29
Nie wiem, czy ktoś już zwrócił uwagę ale na Filmwebie Bitwa pod Wiedniem ma oceną niższą od Ludzkiej Stonogi (Wiedeń 3.0/10 vs Stonoga 3.3/10)
Edit na imdb odpowiednio 2,5/10 vs 4.6/10
Kyle Katarn - 17 Października 2012, 21:34
"Chłopiec z latawcem" - ciężki film, ale dobrze zrobiony. Warto zobaczyć. Szkoda tylko, że przy przeskokach czasowych nie podawali choćby dat rocznych.
Fidel-F2 - 18 Października 2012, 16:27
Bonded by Blood Przyzwoita gangsterka po angielsku. Bez cudów ale w klimacie.
mesiash - 19 Października 2012, 10:34
Dosiadłem się wczoraj do żony oglądającej Przemiany, całkiem mocne Polskie kino obyczajowe, z dobrymi rolami. Trochę smuci mnie gust mojej żony, która mówi że pani Ostaszewska jest super piękna, ale trudno. Myślę że jeden z lepszych tego typu filmów jakie widziałem, ale też z drugiej strony nie jestem fanem gatunku.
Następnie, na tym samym kanale leciało Equilibrium, więc zostałem. Świetne kino akcji, wspaniale zbudowane intrygi i to, że prawie wszystko ma w tym filmie podwójne dno. Filmowi daję 9.5/10 w swojej kategorii, bo ma mankament w postaci delikatnego braku konsekwencji, jeśli chodzi o kreację postaci. Zdecydowanie polecam dla wszystkich, a dla fanów Philipa K. Dicka w szczególności. Film ma też to, co każdy film z Seanem Beanem powinien mieć.
|
|
|