Mechaniczna pomarańcza [film] - Ostatnio oglądane filmy
terebka - 9 Października 2012, 19:48
Matrim, 'Bez przebaczenia', 'Płonące siodła', 'Tańczący z wilkami' i parę innych. Musiałby usiąść i przypomnieć sobie, które jeszcze obejrzałem z przyjemnością.
Memento - 9 Października 2012, 21:44
Dredd - całkiem całkiem, ale Karl Urban musi jeszcze duuuużo ćwiczyć, żeby móc grać podbródkiem tak jak Stallone. Czy de w zasadzie zbędne, dało się zauważyć w paru scenach. Duży plus za dużo slo-mo i kategorię R. 7/10.
ilcattivo13 - 9 Października 2012, 21:53
"Bandidos" (albo jak go nazwali Szwedzi - "Mannen med dom genomskjutna kanderna" ). Reżyseria Massimo Dallamano, w rolach głównych Enrico Maria Salerno, Terry Jenkins i Venantino Venantini.
Kolejny spaghetti western z zemstą w tle. Tyle, że taką bardziej złożoną - kilkuwarstwową W czasie napadu na pociąg mistrz rewolweru Richard Martin zostaje okrutnie okaleczony przez bandziora Billy'ego Kane'a - oprych przestrzeliwuje mu obie dłonie. Od tamtej pory Martin przemierza Dziki Zachód poszukując Kane'a i organizując objazdowe pokazy strzeleckie, w których biorą udział szkoleni przez niego młodzi rewolwerowcy. Kiedy kolejny z nich ginie zastrzelony w czasie pokazu, mistrz przygarnia zbiegłego więźnia, który przejmuje nazwisko ostatniego zabitego ucznia, Ricky'ego Shota. Współpraca rozwija się pomyślnie do chwili, w której nowy Ricky sobie uświadamia, że ma być narzędziem zemsty Martina, który w napadniętym pociągu wcale nie znalazł się przez przypadek. Co może mu troszeczkę utrudnić realizację jego własnego planu...
Dallamano nakręcił tylko ten jeden spaghetti western i choć nie da się o nim powiedzieć, że jest świetny, genialny, kapitalny czy choćby bardzo dobry, to jednak jest to porządny film, który na stałe wpisał się w kanon gatunku. Dwie największe wady tego filmu, to aktorstwo Terry'ego Jenkinsa i muzyka Egisto Macchi, będąca średnio udanym miksem motywów charakterystycznych dla Morricone z typowo amerykańsko-westernowymi orkiestracjami.
Natomiast jeśli chodzi o Jenkinsa... Można zrozumieć, że film kręcono w najgorętszym dla gatunku okresie i producenci na gwałt potrzebowali aktora do jednej z głównych ról. Ale że wybrali osobę, która nigdy wcześniej w żadnym filmie nie grała i która wyraźnie nie grzeszyła umiejętnościami aktorskimi, to już ździebko kpina jest...
Duży plus należy się za to za strzelaniny. Pod tym względem, to jeden z najrealistyczniej zrobionych spaghetti westernów. Rewolwerowcy przeładowują broń kiedy tylko się da i nie łażą jak cioły z klamkami wypstrykanymi z pestek. Spora w tym zasługa Giuliano Gemmy (partnera Lee Van Cleefa z filmu "Day of Anger"), który oprócz niezłego aktorstwa posiada także talent do zabaw z rewolwerem i układania choreografii strzelanin. Jeszcze jedną rzeczą, wartą w tej kwestii do dodania, jest to, że film fajnie ukazuje, co się dzieje, kiedy na drodze kilku obeznanych z bronią i pozbawionych skrupułów bandziorów próbuje stanąć słabo uzbrojona i nieobeznana z bronią, zmuszona do obrony swoich rodzin grupa mieszkańców
Moja ocena to 6,5/10. Film ma dobrą fabułę, grają w nim dobrzy aktorzy (poza Jenkinsem) i ma porządnie zrobione strzelaniny. Kicz na poziomie dla tego gatunku średnim - najbardziej rażą ciągłe trafienia między oczy i tandetnie zrobione rany, ale to w końcu druga połowa lat siedemdziesiątych. Oni wtedy potrafili zastosować tylko jedno z trzech rozwiązań problemu: 1 - plastelina i ketchup; 2 - hektolitry świńskiej/byczej krwi; 3 - "Jakie rany? Kule wprost z luf teleportują się do wnętrza ostrzeliwanego człowieka". W tym wypadku twórcy wybrali bramkę nr 1.
Fidel-F2 - 10 Października 2012, 06:28
Na Filmwebie oglądało to 5 osób a ma zamiar kolejne 10.
ilcattivo13 - 10 Października 2012, 12:09
Fidel - to przez to, że te filmy nie są dostępne w polskiej wersji językowej. W sumie w naszych kanałach tv pojawiło się nie więcej, niż 15, może 20 tytułów, ale trzeba brać poprawkę na to, że np. taki "The Great Silence" kursuje w naszych tefałach bodajże pod trzema różnymi nazwami (prawidłowo przetłumaczone, czyli "Wielki Cisza" oraz źle, czyli "Wielka Cisza" i "Człowiek zwany Ciszą").
Ci, co urodzili się w drugiej połowie lat 40tych lub na początku lat pięćdziesiątych i studiowali, mogli troszkę więcej tytułów obejrzeć w DKFach i jestem pewien, że te taśmy gdzieś w jakimś magazynie walają się do dziś. Tylko jak je stamtąd wydobyć... :/
Ziuta - 10 Października 2012, 13:53
ilcattivo13, italo-westerny to po prostu hobby dla hermetycznego grona znawców
BTW, a jak jest z wersjami językowymi? Ja po włosku ni hu-hu, już wolę angielski dubbing (choć on często był kiepski).
ilcattivo13 - 10 Października 2012, 16:03
| Ziuta napisał/a | ilcattivo13, italo-westerny to po prostu hobby dla hermetycznego grona znawców
| W Polsce tak, bo jak już wspominałem, u nas dystrybucja spaghetti westernów praktycznie nie istnieje. Ale jak się przejedziesz do Niemiec, Francji, USA, WB czy do któregoś z krajów skandynawskich, to znajdziesz wszystko to, co będziesz chciał obejrzeć. W USA wydano serię dvd z klasyką s-w i najwyższy numer płyty, jaki widziałem na Amazonie, to było siedemdziesiąt coś. Przeszukując sieć natrafiłem też na sporą ilość wydań rosyjskojęzycznych, z lektorem, więc na jeszcze dzikszym niż Białystok wschodzie ludzie też te filmy znają i oglądają. Mało tego, w Turcji czy w b. Jugosławii bezproblemowo można znaleźć ichnie wydania filmów. Nawet tych, które na IMDB nie dotarły do poziomu 5 pkt.
Co do wersji językowych - to oryginalnie spaghetti westerny były wypuszczane w dwóch wersjach: włoskiej i angielskiej (te z wyższej półki powstawały od razu w wersji anglojęzycznej i dopiero na użytek wewnętrzny robiono dodatkowy włoski dubbing - np. za Eastwooda podkładał głos wspomniany wczoraj Enrico Maria Salerno). Jeśli film powstawał w koprodukcji hiszpańskiej, francuskiej lub niemieckiej, to te wersje też się pojawiają.
Ziuta - 10 Października 2012, 16:14
Wiem, wiem, u Leone było na przykład tak, że grali u niego jednocześnie Amerykanie, Włosi i Hiszpanie. Każdy aktor mówił po swojemu, a różnice wyrównywały postsynchrony.
BTW And God Said to Cain
ilcattivo13 - 10 Października 2012, 16:18
Akurat ten film nakręcono najpierw po angielsku
Iscariote - 10 Października 2012, 20:46
Uprowadzona 2 zawiodłem się. Nie jakoś bardzo, bo nie spodziewałem się żeby zrobili drugi raz tak dobry film sensacyjny jak za pierwszym razem. Nie ma żadnego suspensu, nie ma "łał". Ale da się obejrzeć. Nie mniej jak Taken dałem 9/10 tak Taken 2 dostaje 6/10, więc spory spadek.
ilcattivo13 - 10 Października 2012, 21:11
"Dio perdona... Io no" ("Bóg wybacza... Ja nigdy"). Już prawie zapomniałem, jak to jest oglądać spaghetti western po polsku Ale do rzeczy.
Reżyseria Guiseppe Collizi, w rolach głównych, po raz pierwszy razem, Terence Hill i Bud Spencer, co wcale nie oznacza, że cały film to jedno wielkie mordobicie. W roli tego złego - Frank Wolff (czyli Brett McBain z "Pewnego razu na Dzikim Zachodzie"). Motyw - zemsta i kasa.
Fabuła średnia, jak na mój gust zbytnio i niepotrzebnie zakręcona. Może nawet tak ździebko na siłę gmatwana. Młody rewolwerowiec spotyka swojego znajomego, obecnie detektywa ubezpieczeniowego, który mu mówi, że zabity przez niego przed rokiem bandzior żyje. I dalej "bandziorzy". Tyle, że incognito. Rewolwerowiec postanawia naprawić zeszłoroczne niedociągnięcie i rusza za bandziorem. Sam. Ale detektyw wcale nie zamierza pozwolić młodemu na samotną zemstę i rusza jego śladem... Potem dowiadujemy się ciekawych faktów z życia obu panów, potem jest brutalnie i kiczowato, a jeszcze bardziej potem jeszcze bardziej brutalnie i kiczowato. A do tego bez sensu.
Pomimo występu obu lubianych przeze mnie panów, wspomaganych przez Wolffa, jest co najwyżej średnio plus. Fabuła byłaby całkiem ciekawa - lekko (ale tylko lekko) wzorowana na "Za garść dolarów więcej" - ale twórcy nawrzucali do filmu ździebko za dużo niepotrzebnych, albo bezsensownych scen i nawet te fajne motywy, których trochę się znajdzie, nie dają rady usunąć złego wrażenia. No i ta mocno taka sobie muzyka...
5/10. Tyle mogę dać. Dla miłośników duetu H&S pozycja do obejrzenia. Choćby po to, żeby się przekonać, jak wygląda Hill, kiedy gra poważną postać. Dla reszty niekoniecznie.
Fidel-F2 - 11 Października 2012, 07:05
Nie notuje
Przeglądając znalazłem pytanie bez odpowiedzi. Moze Ty sobie z nim poradzisz?
"Jak się nazywa film, w którym na początku, ten z brodą niesie konia na plecach?" Info pomocnicze - koń położył się na pustkowiu.
ilcattivo13 - 11 Października 2012, 10:38
Też widziałem to pytanie I gdzieś coś mi po głowie chodzi, że gdzieś, dawno temu (może na jakimś niemieckim satelicie), widziałem ten film. Nie dam sobie głowy uciąć, bo jeszcze tego filmu nie mam, ale to może być "It Can Be Done, Amigo!" ze Spencerem i Jackiem Palancem w rolach głównych.
Fidel-F2 - 11 Października 2012, 10:50
mówią, że nie
ilcattivo13 - 11 Października 2012, 10:51
mówią za to, że to na pewno w którejś z części Trinity
ilcattivo13 - 12 Października 2012, 22:06
"Una Pistola per Ringo" (albo jak to mówią nasi kwitnący wiśnią bracia - "Yuhino Yojinbo" ). Reżyseria Duccio Tessari, muzyka Morricone i Bruno Nicolai, a w roli głównej sam Montgomery Wood ("it is I, Giuliano Gemma").
Fabuła nawiązująca do "Za garść dolarów" - ździebko cyniczny i podchodzący do życia wyłącznie od strony praktycznej rewolwerowiec Ringo wplątuje się (dla pinionżków, ofkors) w rozgrywkę pomiędzy dwiema stronami konfliktu: ukrywającymi się na dużej farmie bandytami niejakiego Sanchy (w tej roli, popularny odtwórca ról meksykańskich pistoleros - Fernando Sancho), którzy się na niej schronili po napadzie na bank i wzięli jej mieszkańców jako zakładników, a ludźmi szeryfa Bena (natomiast tego gra równie częsty spaghetti-aktor - George bez R.R. Martin), którzy otaczają farmę, chcąc uwolnić zakładników i zrobić "kilim" bandytom.
Porządny spaghetti western, z niezłymi strzelaninami i dobrymi aktorami. Nie tak dobry, jak zerżnięty Kurosawie przez Leone "Za garść dolarów", ale po prostu dobry. Dużo większy nacisk postawiono na humor, głównie w dialogach, i to był dobry pomysł, bo wesołe scenki trochę łagodzą te bardziej dramatyczno-tragiczne momenty. Muzyka dobra, a miłośnicy Morricone na pewno znają motyw przewodni z filmu, bo pojawia się chyba na każdej składance tego pana.
Troszkę psują film chwilowe mielizny fabuły, ale na szczęście są tylko chwilowe. Więc daję 7,5/10
Kyle Katarn - 12 Października 2012, 22:44
"Sherlock Holmes" - dobry, ciekawy film, wciąga. Dużo techniki, pomysłów majsterkowiczowskich i chemicznych. Można wyciągnąć z tego filmu m.in. naukę, że seryjnych morderców należy ścinać i spopielać (bo tego raczej się nie sfinguje), a nie wieszać i chować w trumnie.
P.S. Wie ktoś, w jakim języku na początku filmu mówił Blackwood podczas tego rytuału?
Michael_Savage - 13 Października 2012, 12:10
A oglądał ktoś Bitwę pod Wiedniem?
Totalna masakra. Gdybym nie wiedział, że Szyc tam gra, to bym go nie zauważył. Raptem w trzech scenach go widać. I zdaje się, że żadnego słowa nie powiedział. Efekty beznadziejne. Pośmiać się można było z Adamczyka, zagrał zabawnie. Jak dla mnie, to jedyny plus dla tego filmu. Atak husarii beznadziejnie pokazany. W Ogniem i mieczem było sympatycznie z tym. A tu masakra jakaś. Aż dziw, że coś takiego powstało w XXI w...
Pucek - 13 Października 2012, 16:29
Michael_Savage, przejrzyj posty w 'filmach oczekiwanych', a poza tym masz rację. Niestety. "Ogniem i mieczem" to majstersztyk przy tym dziele.
Jedyną zaletą tego filmu jest to, że w ogóle cokolwiek wspomina o Bitwie, Sobieskim i Polakach.
Jak ci bardzo trza pociechy, znajdź na yutubie "Na odsiecz Wiednia", nasz, skromny z 1983 roku. Popełniony na okrągłą trzechsetną rocznicę. Ma swoje uroki
Khorne_S - 13 Października 2012, 16:45
Jeśli chodzi o Bitwę pod Wiedniem polecam ten artykulik....
http://film.blog.polityka...-wiedniem-1010/
Gustaw G.Garuga - 13 Października 2012, 16:48
| Pucek napisał/a | | Ogniem i mieczem to majstersztyk przy tym dziele |
Częstochowska, aż t a k źle???
Dunadan - 13 Października 2012, 19:09
Perfect sense
Nie wiem jakim cudem ten film mnie ominął... brak mi słów, niesamowite kino. zrobił na mnie wielkie wrażenie. Właściwie wątek sci-fi (pandemia choroby) jest jedynie tłem dla opowieści o dwojgu ludzi ktorzy zakochali się w trakcie wybuchu dziwnej epidemii która pozbawia ludzkość... zmysłów. Genialny pomysł... pięknie pokazane relacje dwojga bohaterów, do tego niesamowite sceny (mówie to jako fotograf ).
W gruncie rzeczy film z rodzaju Another Earth, ale raczej pozytywny. Poza miłosną opowiastką, fajnie pokazane jest społeczeństwo starające przystosować się do nowych sytuacji itd. Film wart objrzenia! jak dla mnie takie nieco odkrycie roku.
joe_cool - 13 Października 2012, 19:52
Widziałam Bitwę pod Wiedniem. Wiedziałam, że będzie źle, ale nie spodziewałam się, że aż tak I już nawet pal licho te nieszczęsne efekty "specjalne", ten film jest po prostu nudny i rozwleczony. W sumie dobrze, że był taki zły, przynajmniej można się było pośmiać i nie zasnąć
Freja - 13 Października 2012, 20:06
"The Raven" z Johnem Cusackiem - fajny, mroczny klimat. Całkiem wciągająca i trzymająca w napięciu fabuła. Podobał się.
Witchma - 13 Października 2012, 20:26
Uprowadzona - obejrzałam na wszelki wypadek, gdybyśmy chcieli iść na dwójkę do kina. A skoro wszyscy mówią, że dwójka jest gorsza, to nie pójdziemy. Film na jeden raz, jutro o nim zapomnę.
Dunadan - 13 Października 2012, 21:38
| Witchma napisał/a | | Film na jeden raz, jutro o nim zapomnę. |
Na jeden raz ale przyjemnie się ogląda.
Witchma - 13 Października 2012, 22:18
Dunadan, szczerze mówiąc, chwilami się nudziłam. Ale to może ogólne zmęczenie materiału.
marekz - 13 Października 2012, 22:43
| Dunadan napisał/a | Perfect sense
Genialny pomysł... pięknie pokazane relacje dwojga bohaterów, do tego niesamowite sceny [...].
|
Jak to oglądałem około dwóch tygodni temu, trochę irytująca wydała mi się przemowa końcowa lektora (mogłaby sobie być, tylko może szkoda, że nie zrobili tych wersetów nieco mniej płaczliwych, dobrze chociaż, że jest krótka, nie wiem zresztą czy nadal wydawałaby mi się irytująca, bo jak ją teraz czytam z napisów, to mi się nie wydaje). No i co by nie powiedzieć, końcówka w pamieć zapada.
Ogólnie świetna rzecz. Gdyby nie to, że oglądałem to bezpośrednio po stolcu o tytule Przyjaciel do końca swiata, pewnie dałbym temu oczko wyższą punktację niż wtedy dałem.
Lepsze od Blindness (podobna warstwa fantastyczna, bo reszta zupełnie inna).
merula - 13 Października 2012, 22:54
Terminator 3. albo nie byłam w formie, albo to kicha jest.
Kruk Siwy - 13 Października 2012, 23:04
Terminatorka ładna była. I duża.
Ale ja wybrałem Braveheart.
|
|
|