Planeta małp - Co nas wk***wia, znaczy się, irytuje
ketyow - 4 Stycznia 2010, 18:20
Na Północ? Jestem z Północy - nie ma tu nic ciekawego. Ale można się w wakacje pod namiot wyprowadzić.
Ellaine - 4 Stycznia 2010, 18:22
Bardziej na Zachód od Twojej Północy, i jeszcze trochę na Północ niż Twoja Północ :) Okolice miasta, a nawet trój. Ewentualnie jeszcze bardziej na Zachód, ale odrobinę na Południe od Trójmiasta. W każdym razie tak mniej więcej to wygląda.
ketyow - 4 Stycznia 2010, 18:38
Aha Przypomniałaś mi jak w Londynie z przypadkowymi przechodniami się wdałem w rozmowę na ulicy i gość za wszelką cenę próbował powiedzieć Gdańsk. Ja nie rozumiem co on mówi i już mi wstyd, że coś niewystarczający ten mój angielski na ich akcent, kiedy w końcu użył magicznego słowa "threecity"
Martva - 4 Stycznia 2010, 18:44
Ellaine, trzymam kciuki żeby się udało wyprowadzić jak najszybciej i jak najmniej boleśnie.
Chal-Chenet - 4 Stycznia 2010, 18:48
A co ów współlokator wyczynia?
Ellaine - 4 Stycznia 2010, 18:52
Cóż, wolę nie pisać tego publicznie. No i to też nie jest taki zwykły współlokator... co prawda piszę o nim "pan", czy też "on", bo nie odczuwam z nim głębszej rodzinnej więzi, chociaż ponoć takowa powinna istnieć... ale przez całe moje życie zrobił wiele, by tę więź zniszczyć.
Godzilla - 4 Stycznia 2010, 19:33
| ketyow napisał/a | | ... i gość za wszelką cenę próbował powiedzieć Gdańsk |
Profesor Danecki (arabistyka warszawska, jakby co) w podobnej sytuacji nauczył faceta mówić "Gdajsk". "Gdansk" brzmi za twardo, "Danzig" jest po niemiecku, a tego nie lubimy, "Gdajsk" był nieco łatwiejszy do wymówienia i mało się odróżniał od oryginału.
Ellaine - 4 Stycznia 2010, 20:33
Całkiem sprytne. Ale pomyśl sobie, że obcokrajowiec, chce kupić bilet do Gdańska Wrzeszcza?... To musi być dopiero wkurzające i męczące dla owego obcokrajowca. (Luby mi kiedyś opowiadał, że takiemu nieszczęśnikowi zakupił takowy bilet po uprzedniej, dłuższej próbie zrozumienia, co ów człowiek do niego mówił.
dzejes - 4 Stycznia 2010, 22:01
Kartka papieru i długopis czynią cuda. Węgry tak objeździłem koleją.
Godzilla - 4 Stycznia 2010, 22:49
Gdańsk Wrzeszcz... no, no. Rzeczywiście mocna rzecz
Edit: czuję tam wpływ braci Kaszubów. Sterty zjedzonych samogłosek. Zostają ściśnięte i stłoczone spółgłoski. Aż strrrach.
Ozzborn - 4 Stycznia 2010, 23:20
Chwilowo jestem niezatrudniony, bo nie widomo czy będzie kasa na umowy zlecenia :/ i jeszcze coś mnie ucho zaczyna pobolewać
no i oczywiście powrót do szkolnego kieratu (znaczy nie to że nie lubię, ale ciężko się wpasować w rygor )
ketyow - 5 Stycznia 2010, 14:12
Studia. Matematyka, cały system szkolnictwa, matematyka, wykładowcy, matematyka. Po przewertowaniu zadań zrobionych na zajęciach jestem w stanie samodzielnie rozwiązać jedno z czterech, które były na kole. Na 70 osób zaliczyło 7, w czwartek mam poprawkę. I jeśli coś było przerobione dobrze - nie mam z tym najmniejszego problemu, kiedyś wygrywałem konkursy matematyczne. Ale jeśli zajęcia to jedna wielka ściema i sam mam odgadywać o co chodzi w treści zadania itd. - to strzela mnie qrwica. Mój kierunek to w ogóle jedno wielkie oszustwo, zachciało mi się kuźwa wracać do Polski do baby i na studia, jak już się dobrze wiodło. Mam cholerne wyrzuty sumienia w związku z tym, że tracę czas, który mógłbym lepiej zainwestować. Kumpel, który został w Anglii kiedy tam byliśmy, spłaca teraz mieszkanie, wybiera się na studia tam, czwarty raz już zmienił auto i wiedzie mu się super. A ja czuję się jakbym sobie strzelił samobója, bo mam świadomość, że nawet jak skończę te studia, to do niczego nie będą mi potrzebne. Jest masa znajomych, nie ma monotonii, ale pozostaje uczucie "mógłbym już układać sobie życie na poważnie". Tymczasem poszedłem na informatykę, straszony matmą, ale mówiłem sobie - jeśli będą umieli przekazać wiedzę to ogarnę. I faktycznie, to co przerobiliśmy dobrze - umiem, tylko nikt mi nie mówił, że te studia to będzie tylko matma a przedmioty czysto informatyczne będą ciekawe tylko z nazwy. Koleś od architektury komputerów nie miał bladego pojęcia o tym, świeżo upieczony magister, zaginałem go w każdym miejscu a ostatecznie robił nam jakieś zajęcia o szyfrowaniu, nie wiadomo po co i o co w nich chodziło. Informatyka to dziedzina bardzo szeroka, w której najmniej zarabiają programiści i której to właśnie programowanie najmniej mnie interesuje (jestem jednak leniem z natury). Tymczasem nic innego do tej pory nie było. Grafiki czy systemów operacyjnych nie ma nawet w planie. Zero obróbki multimediów - dosłownie nie ma nic co mogłoby się przydać komuś kto nie zamierza być programistą. Bazy danych w SSH, skakanie takie po łebkach, koleś siedzi układa pasjansa i: "zróbcie sobie bazę", kiedy SSH nawet nie sprawdza warunków. Jak na razie jedyne co mnie ciekawiło to była fizyka - jeden semestr. Jest trochę ciekawych przedmiotów, ale oczywiście tylko z nazwy, bo w praktyce wykładowcy mają bardziej wyj**** niż studenci i ta garstka, która przyszła nie dla papierka, a po to, żeby się czegoś dowiedzieć - nie ma na co liczyć. Jestem załamany - z ciekawości chodziłem do policealnej szkoły dla dorosłych jakiś czas, też na informatykę - i tam był o wiele wyższy poziom. Najchętniej rzucił bym te studia, ale żal tego czasu który już poświęciłem, zawsze to chociaż stypendium naukowe mam. Może i papier przyda mi się kiedyś do udowodnienia umiejętności nabytych samodzielnie, ale szkoda, że na studiach nie ma nic konkretnego. Może to u nas w Olsztynie informa jest takim *beep*, ale przecież jeśli teraz się przeniosę do innego miasta, to jakie mam szanse się utrzymać z takimi plecami? A prawda taka, że Ci którzy z zamiłowania są programistami na studiach też się nudzą, bo już mają materiał opanowany. Więc pytanie - dla kogo te studia są? To teraz już trzeba marnować 5 lat na durny papier, żeby potem dostać lepszą robotę wcale nie umiejąc więcej? System...
Godzilla - 5 Stycznia 2010, 14:16
Ja kiedyś zwiałam z informatyki w Warszawie. Program inny, więcej techniki, ale bajzel był taki, że można było dostać fioła. Nikt chyba nie usiłował zapanować nad całością programu i zastanowić się, czy ma on sens czy nie.
ketyow - 5 Stycznia 2010, 14:28
Też mam takie wrażenie. Przedmioty nawpychane "aby były jakieś". I tak mamy 6 semestrów matematyk różnych (na szczęście dla mnie już ostatni), z których tak naprawdę przydatne będą co najwyżej macierze (i chwała że te były przerobione na poziomie i są łatwe do opanowania). Profesor od wykładów z programowania powiedział, że jak 30 lat się zajmuje tą dziedziną to mu się jeszcze np. liczby zespolone nigdy nie przydały. No to pytam - po co mi to, jak chciałbym się zajmować obróbką 3D powiedzmy, czy profesjonalnym wygładzaniem ścieżek audio? Powinni uczyć praktycznego użytkowania narzędzi z różnych dziedzin. A będzie chyba tylko programowanie - bez tłumaczenia "jak", tylko "zaprogramujcie to i to", i cała sala patrzy w monitor dwóch gości, co zaczynali programować mając 12 lat. Mi ten papier jeszcze przyda się jako potwierdzenie umiejętności, które sam nabyłem - ale niestety, 90% ludzi skończy tą informę, a nie wiedzą jaki mają w kompie procesor, filmu sobie sami nie przekonwertują i programować też nie będą potrafili. Więc po co to?
EDIT:
I nie czepiałbym się w ogóle - gdyby kierunek nazywał się "Matematyka i Programowanie". Po prostu wtedy poszedłbym na coś co chociaż mnie zaciekawi. Sądziłem, że na "Informatyce" będzie takich rzeczy dużo. Tymczasem oni nie wiedzą na jakich zasadach działają te komputery, na których pracują.
Rafał - 5 Stycznia 2010, 14:43
ketyow, czasami cały system szkolnictwa wyższego jest bezsilny i człowiek jednak coś wynosi z tych studiów, niekoniecznie to co studiuje. Ciekawy jestem ile osób na całym świecie wie jak działają komputery. Do niedawna jeszcze pamiętałem jak działa system zliczający, a kilka lat temu potrafiłbym (chyba) zbudować z garści tranzystorów układ pamięci o pojemności 1 bita teraz od biedy rozumiem, albo łudzę się że rozumiem jak działa tranzystor, ale musiałbym sporo się napocić aby wytłumaczyć różnicę typów pnp i npn, dziś moje możliwości kończą się na układzie wzmacniającym. Czym fizycznie różni się kość RAM od ROM? W życiu nie odpowiem. Jak działają kasowniki od EPROMów? Czarna magia.
ketyow - 5 Stycznia 2010, 14:55
Rafał, racja, takie rzeczy ulatują z głowy - miałem to w technikum i też już tylko pi razy drzwi pamiętam co i jak. Ale Ci którzy uczyli się w liceach nigdy nie będą mieli dane dowiedzieć się jak to nawet "mniej więcej" działa. Akurat jest jeszcze elektronika, raczej na niewysokim poziomie, jak to dla informatyków. Chciałem nawet chodzić, ale jak się okazało, że prowadzący to kawał cholery, która zamiast podchodzić do tematu z pasją, chce się odgryźć na studentach za swoje niepowodzenia, to dałem mu dyplom zawodowy i się zwolniłem. Szkoda zdrowia. I ogólnie nawet widać, że niektórzy potrafią sporo, ale albo brak im umiejętności przekazania wiedzy, albo w ogóle chęci.
Zgaga - 6 Stycznia 2010, 08:16
Konieczność wstania o 6.30 po dłuższym okresie, kiedy to wstawało się po 8.00.
Ziuta - 6 Stycznia 2010, 08:24
Znowu dół mną szarpnął. W dół.
Fidel-F2 - 6 Stycznia 2010, 08:25
wierzgaj
Ziuta - 6 Stycznia 2010, 08:27
Wtedy jeszcze mają pretensje.
Fidel-F2 - 6 Stycznia 2010, 08:42
no to chyba pora nauczyć się olewac te pretensje
dzejes, też Cię lubię
ihan - 6 Stycznia 2010, 18:16
Za przeproszeniem, ludzi porąbało:
http://wiadomosci.onet.pl/2106474,11,,item.html
Ogłośmy wszystkie dni wolnymi od pracy, będzie spokój.
Piech - 6 Stycznia 2010, 18:36
O! szykuje się długi weekend, od 24 grudnia do 6 stycznia.
dalambert - 6 Stycznia 2010, 18:39
ihan, czytaj uważnie projekt PO odbiera dni wolne, a nie daje. Wprawdzie ustanawia 3 Króli dniem wolnym , ale znosi obowiązek pracodawców dawania pracownikom dnia wolnego za "ustawowy dzień wolny" przypadający w wolną sobotę.
Per saldo ciesz sie jakeś taki pracuś, dni wolnych będzie mniej - porobisz sobie
ihan - 6 Stycznia 2010, 18:50
Tralala, ile znasz ludzi, którzy dostawali dzień wolny w pracy za utraconą sobotę? Osobiście niewiele. Pracować sobie mogę niezależnie co sobie ustawodawca wymyśli, ale ustawowy dzień wolny znaczy, że odpracowując na przykład plan ćwiczeń wypada mi kolejny tydzień po 1 i 11 listopada w semestrze zimowym (jest jeszcze jakiś dzień pamięci, ale szczęściem udaje sie przekonać studentów, że mogą go opuścić jednak), a mam grupy w każdy dzień tygodnia. Mogę olać i skrócić im zajęcia o jedne ćwiczenia, ale uważam, że jest to naprawdę nieetyczne, osobiście mogę w ogóle nie mieć zajęć ze studentami, bo znam ciekawsze i bardziej pożyteczne zajęcia. I co do pracusiów i niepracusiów, mojej koleżance mocno zmienił się światopogląd gdy została kurierem w ś.p Servisco musiała być na własnej działalności i dostawała pieniążki za faktycznie przepracowane dni, wtedy wszystkie święta już ją tak nie cieszyły. Łatwo jest brać wolne za cudze pieniądze, ale żeby wziąć urlop bezpłatny, to już tak wielu chętnych nie jest. Poza tym wnerwia mnie, że 99% świąt jest świętami kościelnymi w podobno świeckim państwie.
dalambert - 6 Stycznia 2010, 19:55
ihan, w roku 2009 oddała nam firma 24 grudnia za 26 wypadający w sobotę i jeszcze jeden za maj / szukać mi się nie chce/ TAK znam wielu ludzi i firm które prawa przestrzegają w tym względzie. To że krakowskie uczelnie wyższe mają prawo w d... ! no coż wszak tam prawie same Autorytety Moralne pracują
ihan - 6 Stycznia 2010, 20:04
dalambercie, naprawdę nie wiem jakimi ściezkami doszedłeś do twierdzenia, że:
| Cytat | | krakowskie uczelnie wyższe mają prawo w d... ! no coż wszak tam prawie same Autorytety Moralne pracują |
Uczelnie są ostoją takiego właśnie myślenia, po co pracować, a to sobie strzelimy dzień pamięci, a to święto uczelni, z zaskoczenia zrobimy godziny rektorskie w juwenalia i jeszcze kiedyś tam i koniecznie wolne między świętami i nowym rokiem. Bo przecież praca to zuo, uczenie się to zuo i w ogóle zuem otoczeni jesteśmy. Ktoś chce mieć wolne, nie problem, ale takie pomysły rozwalają dobrze zaplanowaną pracę. Jeszcze raz: po co udawać, że się coś robi, ustalić same dnie wolne. Przynajmniej będzie uczciwie.
Kruk Siwy - 6 Stycznia 2010, 20:05
nureczka w wyjątkowo wrednej korporacji także ma zapewniony zwrot dnia. Testowane po wielokroć.
ihan - 6 Stycznia 2010, 20:09
Cóż, widocznie otacza mnie jak zwykle inna rzeczywistość. Rzeczywistość nie ograniczona wyłącznie do mojego pracodawcy, który może jakieś tam inne dni daje, ale jeśli nie dotyczą one zajęć ze studentami to mnie w ogóle nie obchodzą.
Aha, i jeszcze jedno, jak już koniecznie musi być to wolne, to może zrobić jakieś święto w lecie, bo w zimie to ja żadnego zastosowania nie widzę. Albo fakultatywnie, kto chce trzech króli, kto chce latem.
dalambert - 6 Stycznia 2010, 20:26
ihan, zaproponuj by Boże Narodzenie przeniść na lipiec to i Epifania może być i z laski swojej nie rznij głupa i nie udawaj że nie wiesz że 700 000 Polaków podpisało się pod wnioskiem o przywrócenie tego święta zlikwidowanego przez Gomułe w 1960 r.
Teraz PO pozornie realizując ten wniosek jednocześnie pozbawia ludzi wolnych dni . i to by było na tyle
|
|
|